Выбрать главу

Nie byłam pewna, czy Irving wybierał się dziś do pracy. Spróbowałam najpierw złapać go w domu. Odebrał po pierwszym sygnale.

– Halo.

– Cześć, Irving. To ja. – Ucisk w żołądku nieznacznie zelżał.

– Panna Blake, czemu zawdzięczam telefon o tak wczesnej porze? – Jego głos brzmiał tak zwyczajnie.

– Wczorajszej nocy w moim mieszkaniu zaszły pewne nieprzewidziane wydarzenia. Liczyłam na to, że będę mogła oddać teczkę z aktami nieco później, niż obiecałam.

– O jakich nieprzewidzianych wydarzeniach mowa? – Aż się prosił o dalsze wyjaśnienia.

– To sprawa policji, a nie twoja – odparowałam.

– Spodziewałem się, że to powiesz – mruknął. – Dopiero się kładziesz?

– Tak.

– Cóż, chyba ciężko pracująca animatorka zasługuje na odrobinę snu. Nawet moja siostra reporterka pewnie by to zrozumiała.

– Dzięki, Irving.

– Wszystko w porządku, Anito?

Chciałam odpowiedzieć, że nie, ale nie zrobiłam tego. Puściłam to pytanie mimo uszu.

– Czy Jean-Claude zachował się jak dżentelmen? – spytałam.

– Był wspaniały! – Entuzjazm Irvinga był szczery, podobnie jak brzmiące w jego głosie podniecenie. – Wywiad udał się doskonale! – Milczał przez chwilę. – Ej, zadzwoniłaś do mnie, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Martwiłaś się o mnie.

– Wcale nie – zaoponowałam.

– Dzięki, Anito. To wiele dla mnie znaczy. Ale naprawdę zachował się wobec mnie bardzo elegancko.

– Świetnie. Wobec tego ja już kończę. Miłego dnia. Baw się dobrze.

– Dzięki. Mam taki zamiar. Naczelny nie posiada się z radości, odkąd dowiedział się o wywiadzie z Mistrzem Miasta.

Zaśmiałam się, słysząc, z jakim namaszczeniem wymówił ten tytuł.

– Idź spać, Irving.

– Ty też się prześpij, Blake. Zadzwonię do ciebie za dzień, dwa w sprawie tych artykułów o zombi.

– To na razie – odparłam. Rozłączyliśmy się. Irvingowi nic się nie stało. Powinnam bardziej martwić się o siebie niż o cały świat. Zgasiłam światło i wślizgnęłam się do łóżka. W ramionach tuliłam pingwinka. Browninga włożyłam pod poduszkę. To nie to samo, co olstro przy łóżku w moim mieszkaniu, ale lepsze niż nic. Nie byłam pewna, co uspokajało mnie bardziej, pistolet czy pingwinek. Chyba jedno i drugie, choć każde z nich na inny sposób. Jak grzeczna dziewczynka zmówiłam paciorek. I poprosiłam w modlitwie, aby tej nocy nic mi się nie przyśniło.

19

Ekipie sprzątającej odwołano jakieś zlecenie i przyjechali do mnie wcześniej, niż się zapowiadali. Po południu moje mieszkanie było już czyste i pachniało świeżością. Przysłany przez właściciela domu szklarz wstawił nową szybę w oknie. Dziury po kulach zaszpachlowano i zamalowano na biało. Otworów prawie nie było już widać. W sumie mieszkanie wyglądało całkiem nieźle.

John Burke nie oddzwonił. Może okazałam się za sprytna. Spróbuję później i będę bardziej bezpośrednia. Teraz jednak miałam na głowie przyjemniejsze sprawy. Przebrałam się do joggingu. Ciemnoniebieskie szorty z białymi wstawkami, białe adidasy z niebieskimi paskami, skarpety frotte i podkoszulek. Szorty miały wewnętrzne kieszonki na rzepy. W jednej z nich tkwił derringer. Dokładnie, amerykański derringer, sześć i pół uncji,.38 specjal, cztery i osiemdziesiąt dwie setne cala długości. Przy ciężarze sześciu i pół uncji ważył tyle, co pokaźne piórko. Kieszeń na rzep nie była przystosowana do szybkiego dobywania broni. Miałam tylko dwa strzały, celne na odległość splunięcia, ale jak dotąd ludzie Gaynora nie próbowali mnie zabić. Zranić być może, ale na pewno nie zabić. Musieliby podejść blisko, aby zrobić mi krzywdę. Dostatecznie blisko, abym mogła użyć derringera. Naturalnie miałam tylko dwa strzały. Potem znajdę się w tarapatach.

Próbowałam obmyślić sposób, aby podczas joggingu nosić przy sobie dziewiątkę, ale bez powodzenia. Nie da się biegać z takim żelastwem. Ech, te ciągłe wybory.

Veronica Sims czekała w moim pokoju. Ronnie ma metr siedemdziesiąt dwa, jasne włosy i szare oczy. Jest prywatnym detektywem i współpracuje z naszą firmą. Poza tym co najmniej dwa razy w tygodniu wspólnie ćwiczymy, chyba że któraś jest akurat poza miastem, kuruje rany albo zadaje się z wampirami. Te dwie ostatnie ewentualności przytrafiają mi się częściej, niż bym sobie tego życzyła.

Miała na sobie kuse fioletowe szorty i podkoszulek z napisem “To książka, zaraz po psie, jest najlepszym przyjacielem człowieka. W psie jest za ciemno, aby czytać”. Nie bez powodu przyjaźnimy się z Ronnie.

– Brakowało mi cię w czwartek na siłowni – powiedziała. – Czy pogrzeb był smutny?

– Taa.

Nie drążyła tego tematu. Wie, że nie przepadam za pogrzebami. Większość ludzi nie znosi pogrzebów ze względu na nieboszczyków. Ja nie cierpiałam związanych z tą ceremonią emocji.

Zaczęła rozciągać długie, smukłe nogi. Zawsze rozgrzewamy się jeszcze w mieszkaniu. W krótkich szortach ciężko jest się rozciągać, gdy ma się naprawdę długie nogi i nie chce się gorszyć ludzi. Powtarzałam każdy jej ruch. Mięśnie górnych partii moich ud poruszyły się i zaczęły protestować. Derringer nieprzyjemnie wpijał mi się w ciało.

– Tak z ciekawości – rzuciła Ronnie. – Dlaczego uważasz, że zawsze powinnaś mieć przy sobie broń? Czy to konieczne?

– Nigdy nie rozstaję się z bronią – odparłam.

– Jeśli nie chcesz powiedzieć, nie mów, ale nie wciskaj mi kitu. – Spojrzała na mnie z niesmakiem.

– No dobra, już dobra – mruknęłam. – To dziwne, ale nikt nie zabronił mi o tym mówić.

– Jak to? Nikt nie groził ci śmiercią, w razie gdybyś opowiedziała o wszystkim na policji?

– Nie.

– Rany, to coś nowego.

– I tak, i nie. – Usiadłam na podłodze, rozchylając szeroko nogi. Ronnie zrobiła to samo. – W tej sytuacji to i tak nic by nie dało. – Pochyliłam całe ciało do lewej nogi, aż dotknęłam policzkiem uda.

– Opowiedz mi o tym – zaproponowała. Zrobiłam to. Kiedy skończyłam, byłyśmy już po rozgrzewce i gotowe. – Cholera, Anito. Zombi w twoim mieszkaniu i obłąkany milioner pragnący skłonić cię do złożenia ludzkiej ofiary. – Jej szare oczy lustrowały moją twarz. – Jesteś jedyną znajomą osobą, która ma dziwniejsze problemy niż ja.

– Dzięki – mruknęłam. Zamknęłam za nami drzwi, a klucze wrzuciłam do kieszonki z derringerem. Wiem, że pistolet będzie strasznie porysowany, ale co miałam zrobić, biec z kluczami w ręku?

– Harold Gaynor, mogę sprawdzić go dla ciebie.

– Czy nie prowadzisz jakiejś sprawy? – Zbiegłyśmy po schodach.

– Trzy różne, ale związane z próbą wyłudzenia odszkodowania. Głównie inwigilacja i robienie zdjęć. Jeśli przyjdzie mi dłużej stołować się w barach szybkiej obsługi, na święta będę wyglądać jak pani Mikołajowa.

– Prysznic i zmiana ciuchów u mnie. – Uśmiechnęłam się. – Potem pójdziemy na prawdziwą kolację.