Nigdy jeszcze nie słyszała tego słowa. Już otworzyła usta, żeby zadać pytanie, ale przeszkodził jej dziecięcy śmiech, który przyciągnął uwagę Travisa. Szybko wyskoczył z łodzi, pociągnął za sobą żonę i chwycił w ramiona dwójkę najśliczniejszych brzdąców, jakie kiedykolwiek widziała.
Wujek Travis! – krzyczały rozradowane, kiedy trzymając je na rękach wirował dokoła.
– Przywiozłeś nam coś?
– Wujek Clay już się o ciebie martwił.
– Jaka jest Anglia?
– Mama urodziła dwoje dzieci zamiast jednego.
– I jeszcze mamy nowe szczeniaki!
– Mama? – roześmiał się Travis. Chłopiec spojrzał na siostrę z wyższością.
Ona miała na myśli Nicole. Często zapominamy, że nie jest naszą prawdziwą matką.
Zaraz za dziećmi pojawił się wysoki, szczupły mężczyzna z ciemnymi oczami i włosami. Na jego twarzy o wystających kościach policzkowych wykwitał uśmiech pełen szczęścia.
– Gdzie się, u diabła, podziewałeś? – zapytał nieznajomy. Wyciągnął rękę do Travisa, a potem obaj przyjaciele uściskali się serdecznie.
– Dobrze wiesz, że przyjechałem o kilka tygodni za wcześnie! – odparł Travis. – Nikt nie wyjechał mi na spotkanie, więc musiałem zostawić towary w magazynie i wynająć tę nędzną imitację łodzi.
Machnął ręką w stronę slupu i tym samym zwró cił uwagę Claya na Regan, która stała cicho na skraju pomostu. Zanim jednak mężczyzna zdążył zadać jakieś pytania, Travis wydał z siebie przeciągłe westchnienie.
– Oto idzie ktoś, za kim się stęskniłem.
Zrobił kilka kroków, chwycił w ramiona wyjątkowo urodziwą młodą kobietę i z uczuciem pocałował ją w usta. Clay natychmiast zapomniał o Regan i patrzył tylko na tych dwoje. Wydawało się, że musi opanować jakieś sprzeczne emocje.
Travis podprowadził kobietę do nabrzeża.
– Chciałbym wam kogoś przedstawić – oznajmił.
Z bliska kobieta wyglądała jeszcze piękniej niż z oddali. Miała twarz w kształcie serduszka, wielkie brązowe oczy i zmysłowe usta. Regan szybko i uważnie przyjrzała się jej sukni ze szkarłatnego muślinu, ozdobionej zielonymi wstążeczkami przy wysoko odciętej talii. A jej się wydawało, że to ona będzie najmodniej ubraną damą w okolicy! Taką suknię można było śmiało nosić nawet na dworze królewskim.
– To moja żona, Regan – rzekł czule Travis i spojrzał z dumą na Regan. – A to jest Clayton Armstrong i jego żona Nicole. Te urwisy – roześmiał się – to jego siostrzeniec i siostrzenica, Alex i Mandy.
– Bardzo mi przyjemnie – odparła cicho dziewczyna, wciąż nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie Amerykanów.
– Chodźmy do domu – zaprosiła Nicole. – Z pewnością jesteście zmęczeni. Wątpię, czy Travis zostawił ci wiele czasu na odpoczynek.
Na te słowa Travis prychnął pod nosem a Regan wstrzymała oddech, modląc się, żeby nie powiedział nic nieprzyzwoitego.
Potulnie i w milczeniu szła za Nicole, więc nowa znajoma odezwała się pierwsza:
– To wszystko jest trochę przytłaczające, prawda?
Dziewczyna rozglądała się wokół i próbowała odgadnąć, gdzie się znajdują.
Duża, tęga kobieta o jasnych włosach wybiegła im naprzeciw, unosząc spódnicę powyżej kostek.
– Czy to Travis przyjechał? – krzyczała już z daleka.
Tak, a to jest jego żona, Regan. Regan, poznaj Janie Langston.
Żona? – zapytała zdumiona Janie. – A więc jednak się zdecydował! Ten Travis jest doprawdy niezwykły. Zapowiedział, że jedzie do Anglii, żeby sobie znaleźć żonę. Kochana! – Położyła rękę na ramieniu dziewczyny. – Być żoną Travisa to ciężkie zadanie. Mam nadzieję, że nie zabraknie ci odwagi i dasz sobie z nim radę. To powiedziawszy, pobiegła w stronę pomostu.
12
Kto jeszcze tutaj mieszka? – Regan zapytała Nicole.
– Bardzo wielu ludzi. Robotnicy polowi, tkacze, mleczarze, ogrodnicy, wszyscy, którzy są potrzebni do pracy na plantacji. – - Plantacja – Regan powtórzyła szeptem to obce słowo. Szły między szpalerami równo przyciętego żywopłotu, który zasłaniał widok na otaczające ich budynki. – Travis mówił mi, że miałaś urodzić dziecko, a teraz Alex i Mandy zdradzili nam, że masz bliźnięta.
Wdzięczny uśmiech przemknął przez twarz Nicole.
– Bliźnięta często się zdarzają w rodzinie Claya. Cztery miesiące temu urodziłam chłopca i dziewczynkę. Wejdźmy do środka. Z przyjemnością pokażę ci dzieci.
Przed nimi ukazał się wielki dom z cegły, rozmiarami dorównujący Weston Manor. Regan miała nadzieję, że jej mina nie zdradza zaskoczenia. Oczywiście, spodziewała się, że również w Ameryce mieszkają bogaci ludzie i niektórzy z nich mają okazałe posiadłości. Jednak w Anglii uważano, że ten kraj jest zbyt młody, żeby znaleźć w nim jakieś godne uwagi domostwa.
Pokoje w domu Armstrongów okazały sio zaskakująco urocze, duże i przestronne. Meble obito jedwabiem, tapeta była ręcznie malowana, a na ścianach wisiały liczne portrety. Świeże kwiaty zdobiły stoły i sekretarzyki.
Wejdziemy do salonu? Przyprowadzę dzieci.
Kiedy Regan została sama, jeszcze bardziej zdumiała się elegancją tego pomieszczenia. Pod jedną ścianą stało delikatnie inkrustowane biurko w stylu Sheraton. Nad nim wisiało lustro w złoconej ramie. Naprzeciw znajdowała się wysoka, przeszklona szafka z oprawnymi w skórę książkami.
Dziewczyna znała jedynie Weston Manor, ale w porównaniu z tym domem, angielska rezydencja wydała się jej zaniedbana i uboga. Tutaj wszystko błyszczało od czystości. Nie dostrzegła popękanych mebli, wytartych obić czy wydeptanych dywanów.
Przestała interesować się meblami, kiedy do pokoju wróciła Nicole, niosąc w ramionach dwoje niemowląt. Z początku Regan bała się wziąć na ręce jedno z nich, ale szczęśliwa mama przekonała ją, że to nic trudnego. Już po chwili mały chłopczyk gaworzył i wesoło się do niej uśmiechał. Nie zauważyła nawet, kiedy wszedł Travis i usiadł obok niej na sofie. Zostali w salonie sami.
– Jak myślisz, czy potrafilibyśmy zrobić dwoje za jednym zamachem? – zapytał cicho i wziął rączkę dziecka, pozwalając mu chwycić się za palec. Z radością na twarzy przyglądał się malcowi.
– Ty naprawdę chcesz mieć dziecko – stwierdziła zdziwiona.
I to od dawna – odparł poważnie, a potem dodał ze zwykłą u niego szczerością: – Nigdy nie marzyłem o żonie, ale zawsze chciałem być otoczony gromadką dzieci.
Regan zmarszczyła brew i już miała zapytać, dlaczego w takim razie z nią się ożenił, ale zrezygnowała, bo przecież znała odpowiedź. Travis pragnął dziecka, które w sobie nosiła. Później udowodni mu, że nadaje się do czegoś więcej, niż tylko do wydawania na świat potomstwa. Będą razem pracowali i rozbudują jego farmę. Być może nigdy nie będzie taka wspaniała jak plantacja Armstrongów, ale kiedyś na pewno stanie się wygodnym domem.
– No i jak ci się podoba, Travisie? – zapytał Clay stając w progu. Dumnie wypinając pierś trzymał w ramionach drugie niemowlę. Obok stała Mandy a zza jego pleców wyglądał Alex. Regan pomyślała, że chyba nigdy jeszcze nie widziała tak szczęśliwego człowieka.
– Słuchaj, Clay – zaczął Travis. – Jesteście zadowoleni z tych nowych krów? I czy na zeszłorocznym sianie nie pojawiła się pleśń?
Ponieważ obaj mężczyźni chcieli rozmawiać o sprawach gospodarstwa i cieszyło ich towarzystwo dzieci, Regan wstała i oddała Travisowi niemowlę. Bez żadnych obaw wziął dziecko na ręce, w przeciwieństwie do Regan, która się bała, że je upuści.
– Poszukam Nicole – oznajmiła.
Clay wytłumaczył jej, jak trafić do kuchni. Już na korytarzu usłyszała, jak mówił:
– Nie przypuszczałem, że uda ci się zdobyć taką ładną żonę.