Выбрать главу

Travis uniósł wtedy rękę, żeby ją uderzyć, ale w porę się opanował. Tonem, którym nigdy przedtem się do niej nie zwracał, powiedział, że Regan jest warta dwóch takich jak ona i to, że nie potrafi nadzorować licznej służby, nic go nie obchodzi. Dodał też, że jeśli Margo chce, żeby ją przyjmowano w jego domu, to niech lepiej poprosi Regan o zgodę.

Dopiero po tygodniu schowała dumę do kieszeni i poszła odwiedzić tę głupiutką niedojdę. I co zastała na miejscu? Dzieciak tonął we łzach i nawet nie potrafił opatrzyć własnej poparzonej dłoni. Ale przynajmniej udało się Margo wykryć, dlaczego Travis ożenił się z taką niezdarą. Z natury uległa, poddała się agresywnemu Travisowi, dala mu, czego chciał i zaszła z nim w ciążę. Teraz Margo musiała tylko udowodnić byłemu kochankowi, że robi wielki błąd poświęcając swoje życie – i pieniądze – takiej bezużytecznej laluni.

Ze złością, która nie opuszczała jej od tygodnia, biegła schodami na górę. Travis ją poprosił, żeby zajrzała do jego słodkiej żoneczki, bo on sam spędzi dzisiejszą, a być może i jutrzejszą noc w domu Claya. Piorun uderzył w mleczarnię Armstrongów i konieczna była pomoc przy odbudowie. Margo miała ochotę rzucić się na Travisa z pięściami, kiedy zobaczyła wyraz jego twarzy. Pomyślałby, kto, że dwie noce spędzone z dala od tego dzieciaka to wielka tragedia.

Wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić i otworzyła drzwi do sypialni. Ze zdumieniem, spostrzegła że pokój jest pusty i panuje w nim straszliwy bałagan. Patrzyła na wyciągnięte szuflady i ubrania rozrzucone w nieładzie na łóżku. Przez chwilę żywiła płonną nadzieję, że jakiś złodziej wdarł się do domu i porwał małą księżniczkę. Wiedziała jednak, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Chwyciła jedwabną suknię w pięknym kolorze dojrzałej brzoskwini i aż zawarczała z wściekłości. Jeśli ktoś przyjrzałby się uważnie jej strojom, zauważyłby, że są stare i wytarte.

Odrzuciła suknię i przeszukała cały, tak dobrze znajomy dom, z hukiem otwierając drzwi. Nie opuszczała jej myśl, że to wszystko powinno należeć do niej. W bibliotece wątły płomień samotnej świecy rzucał blask na kartkę papieru na biurku Travisa. Margo z niesmakiem spojrzała na dziecinny charakter pisma, z niestarannie nakreślonymi literami „a" i „o".

Jednak, kiedy przeczytała treść listu, jej umysł zaczął pracować sprawnie. A więc to tak! Ta mała odeszła i zostawiła Travisa „kobiecie, którą kocha naprawdę". Może teraz nadszedł wreszcie czas, żeby rozprawić się z tym dziecinnym zauroczeniem Travisa.

Wsunęła karteczkę Regan do kieszeni i napisała własną.

Drogi Travisie,

Postanowiłyśmy z Regan lepiej się poznać, więc na kilka dni wyjeżdżamy razem do Richmond. Przesyłamy ci całusy.

M.

Kilka dni chyba wystarczy, żeby zatrzeć ślady Regan – pomyślała Margo z uśmiechem. Bez wątpienia dziewczyna zorganizowała tę ucieczkę równie nieudolnie jak wszystko inne, czego się podejmowała. Ale Margo jakoś temu zaradzi. Trochę pieniędzy z pewnością przekona wielu ludzi, że nigdy nie widzieli tej małej.

Cztery dni później Margo wróciła wreszcie na plantację Stanfordów, sama. Z niesmakiem patrzyła, jak Travis wybiega im na powitanie i wskakuje do powozu. Potem spojrzał na nią i rozgorączkowany zapytał: – Gdzie jest moja żona?

Kiedy było już po wszystkim, Margo czuła się dumna, że tak wspaniale odegrała swoją rolę. Zdenerwowanym głosem wyjaśniła Travisowi, że Regan wystawiła ją do wiatru i nie przyłączyła się do niej, chociaż tak się umówiły.

Gniew Travisa był przerażający. Znała go od urodzenia i nigdy dotąd nie widziała, żeby stracił panowanie nad sobą. W kilka minut postawił na nogi całą plantację i zarządził poszukiwanie żony. Pomagali mu wszyscy przyjaciele z okolicy, ale kiedy drugiego dnia znaleziono na brzegu rzeki strzęp sukni Regan, wielu straciło nadzieję na jej odnalezienie i rozjechało się do domów.

Ale nie Travis. Zatoczył wokół plantacji koło o promieniu stu mil i wypytywał o żonę wszystkich napotkanych po drodze ludzi.

Margo wstrzymywała oddech i miała nadzieję, że niczego nie zaniedbała. Po miesiącu została nagrodzona za swój wysiłek, kiedy Travis wrócił do domu zmęczony, wychudły i postarzały. Z uśmiechem wspominała, ile pieniędzy kosztowała ją ta operacja. Jej plantacja i tak już była pogrążona w długach, więc Margo nie mogła sobie pozwolić na żaden błąd. Wykorzystała całą gotówkę, jaką jeszcze dysponowała i przekupiła wielu ludzi w okolicy. Niektórzy z pytanych mówili Travisowi, że widzieli Regan i wskazywali mu zły kierunek. Ci, którzy ją naprawdę widzieli, zaprzeczali temu. Kilka nieprzekupnych osób powiedziało prawdę, ale kiedy Travis poszedł tym tropem, inni przysięgali, że jego żony tu nie było.

Powoli Travis wrócił do zajęć na plantacji, ale coraz więcej obowiązków przekazywał swojemu bratu, Wesleyowi. A Margo zajęła się pocieszaniem go w niedoli.

14

Pierwszy etap podróży upłynął Regan niemal przyjemnie. Ciągle wyobrażała sobie minę Travisa, kiedy ją znajdzie. Oczywiście, zanim zgodzi się wrócić do domu, przeprowadzi z mężem stanowczą rozmowę. Będzie nalegać, żeby zwolnił kucharkę i zatrudnił gospodynię. Nie! Sama wybierze osobę do prowadzenia gospodarstwa, kogoś lojalnego i przyjaznego.

Woźnica dyliżansu wysadził ją na postoju i Regan, zebrawszy całą odwagę, weszła do małego zajazdu, który bardziej przypominał zwykły dom, niż publiczne miejsce noclegowe.

– Kiedyś mieszkałam tu z rodziną – wyznała właścicielka. – Kiedy jednak mąż umarł, sprzedałam ziemię i zaczęłam obsługiwać podróżnych. Gotowanie dla dziesięciorga dorastających dzieci było o wiele trudniejsze.

Kobieta wzięła Regan pod ramię i udzieliła jej przyjacielskiego wykładu na temat podróżujących samotnie dam. Jedząc posiłek w odseparowanej części gospody, dziewczyna wyobrażała sobie, jak to już niedługo Travis dotrze tutaj i będzie zadawał pytania miłej właścicielce.

Następnego ranka cztery razy pytała kobietę, gdzie jedzie następny dyliżans, tylko po to żeby, jak sobie ze wstydem uświadomiła, wbić w jej pamięć własną osobę i cel podróży.

Drugiego dnia była już bardzo zmęczona i wciąż wyglądała przez okno dyliżansu. Burza minęła, zostawiając po sobie powietrze tak ciężkie, że można było je kroić nożem, i suknia Regan lepiła się do ciała. W pewnej chwili gdzieś za dyliżansem rozległ się tętent kopyt zbliżającego się wierzchowca z jeźdźcem. Słysząc ten dźwięk, Regan uśmiechnęła się radośnie, pewna, że to nadjeżdża Travis. Wysunęła głowę przez okno, uniosła dłoń w powitalnym geście, ale koń i jeździec pogalopowali dalej. Zmieszana ukryła się wewnątrz pojazdu.

Tego wieczoru na postoju zamiast przyjaznej karczmarki natrafiła na zrzędliwego starca, który podał na kolację żylastą pieczeń i niedogotowane ziemniaki. Smutna i zmęczona poszła na górę do sypialni. Jako samotna kobieta musiała dzielić pokój z dziesięcioma innymi paniami.

Obudziła się przed wschodem słońca i zaczęła cichutko płakać. Kiedy dyliżans był gotowy do odjazdu, bolała ją głowa a oczy napuchły jej od łez.

Czworo współtowarzyszy podróży próbowało ją zagadywać, ale ona w odpowiedzi milcząco kiwała głową. Wszyscy chcieli wiedzieć, dokąd jedzie.