– Tutaj pan wysiada? – zapytał woźnica szczupłego, eleganckiego pasażera.
Farrell nawet na niego nie spojrzał, tylko zdawkowo kiwnął głowa. Chwilę później odwrócił się gwałtownie, kiedy pierwsze dwa z jego ciężkich kufrów wylądowały w chmurze pyłu, zepchnięte z dachu pojazdu. Woźnica spoglądał na niego niewinnie, z anielskim uśmiechem na twarzy.
– Zanieść bagaże do hotelu? – zapytał jakiś osiłkowaty młodzieniec.
Batsford potaknął wyniośle. Jeśli tylko mógł, starał się ignorować każdego napotkanego Amerykanina. Kiedy dyliżans odjechał, Farrell po raz pierwszy ujrzał gospodę Pod Srebrnym Delfinem. Był to dwupiętrowy budynek z wysokim poddaszem, wzdłuż frontowych ścian biegły werandy, a wysokie, białe kolumny sięgały aż po dach. Farrell rzucił młodzieńcowi miedziaka i postanowił przejść się po mieście.
Gdzieś tu są duże pieniądze – myślał, patrząc na czyste, dobrze utrzymane domy. Naprzeciw gospody znajdowała się drukarnia, gabinet lekarza, biuro prawnika i apteka. W pobliżu mieściła się kuźnia, obok duży sklep, szkoła, a na drugim końcu miasta wysoki, zadbany kościół. Wszystko to wyglądało zamożnie i dostatnio.
Spojrzał jeszcze raz na gospodę i z łatwością zauważył, że wypieszczony budynek Srebrnego Delfina dominuje nad miasteczkiem. Na tyłach widać było jeszcze jedno skrzydło, odremontowaną najstarszą część budowli. Wszystkie okna błyszczały czystością, okiennice były świeżo pomalowane i nawet w ciągu tej krótkiej chwili, kiedy Batsford przyglądał się gospodzie, wielu ludzi przekroczyło próg tego doskonale prosperującego lokalu.
Anglik kolejny raz wyjął z kieszeni zniszczony wycinek z gazety. W artykule napisano, że niejaka pani Regan Stanford wraz z panną Brandy Dutton praktycznie była właścicielką całego miasta w Pensylwanii. Z początku Farrell nie wierzył, że to rzeczywiście chodzi o tę samą Regan, której szukał przez tyle lat, ale człowiek, wysłany przez niego na przeszpiegi, wrócił z opisem, który pasował do jego dawnej narzeczonej.
Znowu pomyślał o tej nocy, niemal pięć lat te-mu, kiedy to Jonatan Northland wyrzucił swoją siostrzenicę z jej własnego domu. Biedna, głupiutka Regan nie zdawała sobie sprawy, że Weston Manor należy do niej, i to nie ona żyje na koszt wuja, chociaż Jonatan wtedy tak twierdził, ale że utrzymuje się z procentów od jej majątku. Batsford z uśmiechem zastanawiał się, czy Northland odgadł, kto zawiadomił o jego postępku wykonawców testamentu matki Regan. To była jego mała, choć nie całkiem satysfakcjonująca zemsta za rzeczy, które Northland mówił o Farrellu tej i kiedy wykonawcy testamentu wyrzucali go z Weston Manor bez grosza przy duszy. Pół roku później Jonathan Northland został znaleziony z nożem w piersi w portowej knajpie i zemsta Farrella się dopełniła.
Z biegiem miesięcy i lat Farrell coraz częściej myślał o milionach Regan, które spoczywały w banku, codziennie powiększając się o procenty, uzyskane dzięki mądrym inwestycjom, poczynionym przez wykonawców testamentu. Zaczął szukać żony, kogoś z wystarczająco dużym majątkiem, żeby utrzymać posiadłość i jego samego na odpowiednio wysokiej stopie, ale żadna z kobiet nie miała tyle pieniędzy co Regan Weston. A jeśli już zdarzyło mu się natrafić na równie majętną damę, ta nie chciała mieć nic wspólnego z biednym jak mysz kościelna mężczyzną bez tytułu szlacheckiego, za to o bardzo podejrzanym trybie życia.
Po dwóch latach bezowocnych poszukiwań, Farrell wmówił sobie, że to Regan go porzuciła i zniszczyła jego dobrą opinię u kobiet. W takim razie jedynym wyjściem było odnaleźć tę małą, ożenić się z nią i sprawić, żeby pieniądze żony odbudowały jego nadwerężoną reputację.
Trochę czasu zajęło mu odnalezienie dawnej pokojówki Regan, Matty. Mieszkała u rodziny w Szkocji. Od lat cierpiała na nieustanny ból z powodu wybitej szczęki. Zawdzięczała to Jonatanowi Northlandowi, który pobił ją, kiedy dowiedział się, że chce udzielić informacji jakiemuś Amerykaninowi na temat znalezionej przez niego dziewczyny. Śliniąc się, bełkocząc, i co chwila pociągając z butelki, żeby złagodzić ból, Matta wzbudziła w Farrellu taką odrazę, że ledwie wysłuchał jej do końca. Pamięć ją zawodziła i minęły całe godziny, zanim wydobył z niej upragnione informacje.
Opuszczając Szkocję, wiedział już, gdzie pytać o Regan.
Poszedł dalej rym tropem i zorientował się, że dziewczyna popłynęła do Ameryki. Niełatwo mu przyszło zdecydować się, czy jechać za nią, ale był przekonany, że po latach spędzonych w tym dzikim kraju Regan zrobi wszystko, żeby wrócić do domu. Ameryka okazała się większa niż oczekiwał. Znalazł tu rozrzucone z rzadka ośrodki cywilizacji, ale miejscowi ludzie budzili w nim odrazę. Nikt tu nie zachowywał się jak przystało na człowieka niskiej kondycji, wszystkim się zdawało, że są równi nawet szlachetnie urodzonym.
Miał już wracać do Anglii, ale natknął się na krótką notatkę w gazecie. Posłał opłaconego człowieka do Scarlet Springs, a ten wrócił z opisem kobiety, która wyglądem odpowiadała Regan, ale poza tym w niczym nie przypominała tej głupiutkiej dziewuszki, którą pamiętał sprzed paru lat.
Teraz przeszedł przez zielony trawnik, który tworzył miękki, owalny dywan między dwiema głównymi ulicami i wszedł do gospody.
Powitał go obszerny hol z pomalowanymi na biało ścianami. Kilkoro elegancko ubranych ludzi wchodziło właśnie w drzwi po prawej, więc wszedł za nimi do jeszcze większego pomieszczenia, w którym stały wygodne fotele i kanapy, a na jednej ze ścian znajdował się wielki, kamienny kominek. Wszystkie meble miały nowe obicia z jedwabiu w szaroróżowe i jasnozielone pasy. Do salonu przylegał bar, umeblowany, jak nie omieszkał zauważyć Farrell, nieco rustykalnie, dębowymi stołami i krzesłami. Tutaj również panował duży ruch.
Olbrzymia główna jadalnia i dwie mniejsze, przeznaczone do prywatnych spotkań, znajdowały się naprzeciw salonu. W końcu Farrell wrócił do frontowej części hotelu, nie zaglądając do starego skrzydła budynku. Zajrzał do przytulnej biblioteki, w której unosił się zapach skóry i tytoniu. Po drugiej stronie holu mieściła się recepcja, gdzie urzędnik uprzejmie wyznaczył mu osobny pokój na piętrze.
– Ile tu macie sypialni?
– Równo tuzin – odparł recepcjonista. – Są jeszcze dwie dodatkowe z salonikiem i, rzecz jasna, prywatne apartamenty właścicielek.
– Oczywiście. Mówi pan o tych dwóch młodych damach.
– Tak, o Regan i Brandy. Regan mieszka na dole, w końcu starego skrzydła, a Brandy na górze, tuż nad nią.
– To te same damy, do których podobno należy połowa miasta? – zapytał Farrell.
Urzędnik prychnął rozbawiony.
– Kaznodzieja mówi, że jedynym budynkiem, który nie stanowi ich własności jest kościół, ale wszyscy wiedzą, że to one zapłaciły za jego budowę. Udzieliły też kredytu innym posiadaczom nieruchomości. Gdyby zjawił się tu prawnik, Regan dałaby mu pieniądze, żeby otworzył kancelarię i został w naszej osadzie. Jeśli jeszcze ściągniemy tu lekarza, to miejsce stanie się prawdziwym miastem.
– Gdzie mogę znaleźć panią Stanford? – dopytywał się Bradsford. Nie podobało mu się, że recepcjonista opowiada o Regan nazywając ją po imieniu.
– Wszędzie – odparł krótko urzędnik, bo do jego biurka podeszła jakaś para. – Jest w kilku miejscach jednocześnie.
Farrell nie chciał wywoływać awantury, więc nie zareagował na to, że ten bezczelny mężczyzna tak go potraktował. Później rozmówi się na ten temat z właścicielką, kimkolwiek ona jest.
Na piętrze oczekiwał go czysty i ładnie umeblowany pokój. Przez okno wpadały cieple, jasne promienie słońca. Niewielki kominek dopełniał wystroju wnętrza. Farrell zmienił zakurzone ubranie i zszedł na dół do jadalni. Nie znosił spożywania posiłków w publicznych miejscach, ale wie-dział, że tutaj najprędzej zobaczy Regan. Lista potraw w menu okazała się bardzo długa. Tego dnia podawano siedem rodzajów mięs, trzy rodzaje ryb, zimne przekąski, sosy, warzywa i drób. Dodatkowo można było zamówić wiele różnych ciast i deserów. Dania podawano mu szybko, wszystkie były gorące, dobrze przygotowane i smaczne.