Выбрать главу

Próbował właśnie czegoś o nazwie morawskie ciasto cukrowe, kiedy do sali weszła jakaś dama i wszyscy, zarówno mężczyźni jak i kobiety, zwróci li na nią oczy. Uwagę przyciągała nie tylko jej wyjątkowa uroda, ale sama obecność. Z całej syl-wetki pięknej damy promieniowała silna osobowość. Ta kobieta, drobna, ubrana we wspaniałą zieloną suknię z muślinu, dobrze wiedziała, kim jest. Szła pewnym krokiem, swobodnie zagadywała napotkane osoby. Wyglądała jak dystyngowana dama, która wita gości we własnym domu. Przy jednym stole zatrzymała się, spojrzała na potrawę i odesłała ją z powrotem do kuchni. Jakieś dwie kobiety wstały z miejsc i uściskały serdecznie właścicielkę, a ona przysiadła się do nich na kilka chwil beztroskiej rozmowy.

Farrell nie potrafił oderwać od niej oczu. Z pozoru przypominała tę niezręczną dziewczynę, którą kiedyś znał. Oczy miały ten sam kolor i włosy połyskiwały brązowymi błyskami, ale poza tym ta swobodna w obejściu dama o kobieco zaokrąglonych kształtach w niczym nie była podobna do tamtej głupiutkiej, lękającej się własnego cienia dziewczyny, z którą był zaręczony.

Rozparł się na krześle i spokojnie czekał, aż do niego podejdzie. Kiedy go zobaczyła, uśmiechnęła się przyjaźnie, ale chyba go nie rozpoznała. Całą minutę później, kiedy rozmawiała z jakąś parą, siedzącą po przeciwnej stronie, podniosła wzrok i zerknęła na niego badawczo. Farrell obdarzył ją swoim najbardziej czarującym uśmiechem. Z przyjemnością spostrzegł, że odwróciła się na pięcie i szybko wyszła z jadalni. Był teraz pewien, że wciąż jeszcze żywi do niego jakieś uczucia, chociaż nie wiedział jakie, dobre czy złe. Nie obchodziło go, czy Regan kocha go czy nienawidzi, ważne, że go pamięta.

Dobrze się czujesz? – zapytała Brandy zza dużego, dębowego stołu, gdzie nadzorowała pracę trzech kucharek.

– Oczywiście – odparła krótko Regan, wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się. – Zobaczyłam ducha, i tyle.

Kucharki wymieniły spojrzenia, widząc, że Brandy ciągnie Regan do oddalonego kąta wielkiej kuchni.

– Czy to ojciec Jennifer?

– Nie – odparła cicho Regan. Czasami zdawało się jej, że ani na chwilę nie przestaje myśleć o Travisie. Za każdym razem, kiedy spoglądała w duże, brązowe oczy córki, widziała w nich męża. Niekiedy ciężkie kroki na korytarzu wywoływały u niej przyśpieszone bicie serca. – Pamiętasz, jak ci opowiadałam o tym człowieku, z którym dawno temu byłam zaręczona? – Przyjaciółki nie miały przed sobą tajemnic. – Siedzi teraz w jadalni.

Ten łajdak! – wykrzyknęła z gniewem Brandy. Co zamówił? Dosypię mu trucizny. Regan roześmiała się.

Chyba powinnam czuć to samo, co ty, ale wiesz jak to jest. Pierwsza miłość nie rdzewieje. Jego widok przywołał tyle wspomnień. Byłam wtedy taka nadskakująca, wszystkiego się bałam, ale kochałam go tak mocno. Wydawało mi się, że to najprzystojniejszy, najbardziej elegancki mężczyzna pod słońcem.

A teraz jak wygląda?

Z pewnością nie jest brzydki – uśmiechnęła się. Powinnam zaprosić go na rozmowę do moje go biura. Tyle przynajmniej mogę dla niego zrobić.

Regan – zaczęła Brandy ostrzegawczo. – Bądź ostrożna. Nie znalazł się tu przypadkiem.

Tego jestem pewna i łatwo się domyślić, czego tu szuka. Za niespełna miesiąc skończę dwadzieścia trzy lata i dostanę wreszcie pieniądze, które zostawili mi rodzice.

– Nie zapominaj o tym ani na chwilę! – zawoła za nią Brandy.

Regan poszła do znajdującego się tuż obok kuchni biura i usiadła w skórzanym fotelu za biurkiem. Sam widok Farrella zbytnio jej nie wzruszył, ale odświeżył tak wiele wspomnień. Przypominając sobie prawdę, którą usłyszała tamtej strasznej nocy od wuja i narzeczonego, czuła się tak, jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody. Liczne obrazy pojawiały się przed oczyma jej wyobraźni: uwięzienie w małym pokoju, władcze polecenia Travisa, miłosne noce z nim, jego zwalista sylwetka i szalone pomysły, jej ciągły strach. W ciągu minionych czterech lat wiele razy zaczynała pisać do niego list, żeby powiadomić go o narodzinach córki i o tym, że obie dobrze się miewają. Zawsze jednak tchórzyła. A jeśli Travis by jej odpisał, że nic go to nie obchodzi? To bardzo prawdopodobne, bo przecież wcale jej nie szukał. W ostatnich latach nauczyła się stać na własnych nogach, ale czy potrafiłaby zachować swoją tożsamość w obecności męża? Czy jego apodyktyczne zachowanie nie zmieniłoby jej z powrotem w zalęknioną, płaczącą dziewczynkę?

Pukanie do drzwi wyrwało ją z rozmyślań. Na progu stanął Farrell.

– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – odezwał się z uśmiechem. Jego oczy mówiły, że bardzo się cieszy na jej widok.

– Ależ skąd. – Wstała zza biurka i podała gościowi dłoń. – Właśnie miałam wysłać ci wiadomość, żebyś mnie tu odwiedził.

Batsford pochylił głowę i z ogniem ucałował jej dłoń.

– Obawiałem się, że nie będziesz chciała tak szybko stanąć ze mną twarzą w twarz – wyszeptał z uczuciem. – Od czasu, kiedy wiele dla siebie znaczyliśmy upłynęło już tyle lat.

Dobrze, że Farrell nie widział w tej chwili twarzy swojej dawnej narzeczonej. Jej mina wyrażała najwyższe oburzenie. Ty nadęty bawidamku – myślała Regan. Czy on naprawdę wierzył, że zapomniała o tamtej dawno minionej okropnej nocy? Czyżby sądził, że już nie pamięta, dlaczego chciał się z nią ożenić?

Kiedy podniósł głowę, Regan uśmiechała się promiennie. Ktoś, kto potrafi samodzielnie dorobić się wielkiego majątku, nie ma trudności z ukrywaniem prawdziwych uczuć.

– Owszem – odparła słodko. – Dawno się nie widzieliśmy. Może usiądziesz? Czego się napijesz?

– Poproszę o whisky, jeśli ją tu masz.

Napełniła szklankę po brzegi irlandzką whisky i uśmiechnęła się niewinnie, kiedy spojrzał na nią ze zdziwieniem. Usiadła naprzeciw gościa, Jak się miewa wuj? Nie żyje. Przykro mi. Regan nic nie powiedziała, niepewna swoich uczuć. Starzec wyrządził jej wiele krzywd, ale przecież był jej krewnym.

Dlaczego tu przyjechałeś, Farrellu? Przez chwilę się zastanawiał. Przywiodło mnie poczucie winy – odparł w końcu. – Chociaż nie miałem wpływu na to, co twój wuj zrobił tamtej nocy, to czułem się odpowiedzialny. Bez względu na to, jak zrozumiałaś moje słowa, które wtedy usłyszałaś, zależało mi na tobie. Martwiło mnie, że jesteś taka młoda i gnie-wałem się na Jonathana, że trzyma cię z dala od świata. – Roześmiał się, jakby to był jakiś dowcip, który tylko oni dwoje mogli zrozumieć. – Sama przyznasz, że wtedy twoje towarzystwo nie było zbyt fascynujące, a ja nigdy nie gustowałem w nie-dojrzałych panienkach. Może inni mężczyźni mają takie upodobania.

– A teraz? – uśmiechnęła się uwodzicielsko.

– Zmieniłaś się. Już nie jesteś… dzieckiem. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wbiegła Jennifer, ściskając w brudnej rączce kilka kwiatków bez łodyżek. Była śliczną trzyletnią dziewczynką o drobnej figurce Regan, a oczach i włosach Travisa. Po ojcu odziedziczyła również śmiałość i pewność siebie. Nie lękała się niczego, w przeciwieństwie do Regan, kiedy była w jej wieku.

– Mamusiu, przyniosłam ci trochę kwiatów zaszczebiotało dziecko.

– Jak to ładnie z twojej strony! Teraz już wiem na pewno, że nadchodzi wiosna – odpowiedziała Regan i uściskała energiczną córeczkę.