Выбрать главу

— Tak.

— A jeśli cię o to zapyta, kim jesteś?

— Nikim.

— Nie. Tak nie może być, nie poza tym domem.

Zawahała się.

— Mogłabym być Solą. Z Solanek.

— Solę znają Ternesio Terys i ludzie z „Córki Tytana”. Mówisz z charakterystycznym akcentem, więc musisz być dziewczynką z Westeros... ale sądzę, że inną dziewczynką.

— Przygryzła wargę.

— Czy mogę się nazywać Cat?

— Cat. — Zastanowił się. — Tak. W Braavos jest pełno kotów. Jednego więcej nikt nie zauważy. Jesteś Cat, sierota z...

— Królewskiej Przystani.

Była dwa razy z ojcem w Białym Porcie, ale Królewską Przystań znała lepiej.

— Właśnie. Twój ojciec był wiosłomistrzem na galerze. Kiedy twoja matka umarła, zabrał cię ze sobą na morze. Potem on również umarł, a jego kapitan uznał, że nie ma z ciebie żadnego pożytku, więc wysadził cię na ląd w Braavos. A jak się nazywał jego statek?

— „Nymeria” — odpowiedziała natychmiast.

Nocą opuściła Dom Czerni i Bieli. U prawego biodra miała długi, żelazny nóż schowany pod płaszczem, wyblakłym, połatanym łachem, jaki mogłaby nosić sierota. Buty uwierały ją w palce, a bluzę miała tak wytartą, że wiatr przenikał przez nią z łatwością. Czekało jednak na nią Braavos. Nocne powietrze przesycała woń dymu, soli i ryb. Kanały były kręte, a zaułki jeszcze bardziej kręte od kanałów. Mężczyźni obrzucali ją zaciekawionymi spojrzeniami, a żebrzące dzieci wykrzykiwały słowa, których nie rozumiała. Po chwili zupełnie zgubiła drogę.

— Ser Gregor — recytowała, przechodząc przez kamienny most wsparty na czterech łukach. Z jego najwyższego punktu widziała maszty statków stojących w Porcie Łachmaniarza.

— Dunsen, Raff Słodyczek, ser Ilyn, ser Meryn, królowa Cersei. — Zaczął padać deszcz. Arya uniosła twarz ku niebu, pozwalając, by krople spływały po jej policzkach. Czuła się tak szczęśliwa, że miała ochotę zatańczyć. — Valar morghulis — zakończyła. — Valar morghulis, valar morghulis.

ALAYNE

Gdy przez okno wpadły do środka promienie wschodzącego słońca, Alayne usiadła na łożu i przeciągnęła się. Gretchel usłyszała, że dziewczyna się poruszyła, i wstała, by przynieść jej szlafrok. Nocą w komnacie zrobiło się zimno. Gdy zima złapie nas w swój uścisk, będzie gorzej — pomyślała. — Będzie tu wtedy zimno jak w grobie. Włożyła szlafrok i przewiązała go sobie w talii.

— Ogień już prawie wygasł — zauważyła. — Dołóż kłodę do kominka, jeśli łaska.

— Jak sobie życzysz, pani — odparła staruszka.

Komnaty Alayne w Wieży Dziewicy były większe i urządzone bardziej luksusowo niż mała sypialnia, którą zajmowała za życia lady Lysy. Miała teraz własną garderobę i wychodek, a także rzeźbiony z białego kamienia balkon wychodzący na Dolinę. Gretchel zajęła się kominkiem, Alayne zaś podeszła boso do drzwi na balkon i wyszła na zewnątrz. Kamień pod jej stopami był zimny, a wiatr dął silnie, jak zwykle tutaj, ale widok sprawił, że na pół uderzenia serca zapomniała o tym wszystkim. Wieża Dziewicy była wysunięta najdalej na wschód z siedmiu smukłych wież Orlego Gniazda, więc Alayne widziała przed sobą Dolinę. Jej lasy, rzeki i pola rysowały się mgliście w świetle poranka. Góry wyglądały w blasku wstającego słońca jak wykute ze szczerego złota.

Jak tu pięknie — pomyślała. Majaczył nad nią pokryty śniegiem szczyt Kopii Olbrzyma, gigant z kamienia i lodu, przy którym przycupnięty na jego ramieniu zamek wydawał się maleństwem. Nad przepaścią, do której latem spływały Łzy Alyssy, zwisały sople długie na dwadzieścia stóp. Nad zamarzniętym wodospadem szybował sokół, szeroko rozpościerający błękitne skrzydła na tle porannego nieba. Gdybym tylko ja miała skrzydła.

Wsparła dłonie na rzeźbionej, kamiennej balustradzie i nakazała sobie spojrzeć w dół.

Widziała Niebo, położone sześćset stóp niżej, oraz wykute w stoku kamienne stopnie, krętą drogę, która mijała Śnieg i Kamień, schodząc aż na dno Doliny. Widziała wieże i donżony Księżycowych Bram, maleńkie jak dziecinne zabawki. Pod ich murami budziły się już armie Lordów Deklarantów. Żołnierze wychodzili z namiotów niczym mrówki wyłażące z mrowiska.

Gdyby tylko naprawdę byli mrówkami — roiła sobie. — Moglibyśmy ich wtedy rozdeptać.

Młody lord Hunter i jego pospolite ruszenie przedwczoraj dołączyli do pozostałych.

Nestor Royce zamknął przed nimi bramy, ale jego garnizon składał się z niespełna trzystu ludzi.

Każdy z Lordów Deklarantów, a było ich w sumie sześciu, przyprowadził ze sobą tysiąc. Alayne znała ich nazwiska równie dobrze jak własne. Benedar Belmore, lord Mocnej Pieśni. Symond Templeton, rycerz z Dziewięciu Gwiazd. Horton Redfort, lord Redfortu. Anya Waynwood, pani Żelaznych Dębów. Gilwood Hunter, zwany przez wszystkich młodym lordem Hunterem, lord Longbow Hall. I Yohn Royce, najpotężniejszy z nich wszystkich, groźny Spiżowy Yohn, lord Runestone, kuzyn Nestora i głowa starszej gałęzi rodu Royce’ów. Tych sześcioro zebrało się w Runestone po upadku Lysy Arryn i zawarło pakt, przysięgając bronić lorda Roberta, Doliny i siebie nawzajem. W ich deklaracji ani słowem nie wspomniano o lordzie protektorze, mówiono za to o „nierządzie”, któremu trzeba położyć kres, a także o „fałszywych przyjaciołach i złych doradcach”.

Jej nogi owiał nagle zimny podmuch i dziewczyna wróciła do środka, żeby wybrać suknię, w której zje śniadanie. Petyr podarował Alayne garderobę nieżyjącej żony, całe mnóstwo jedwabi, atłasów, aksamitów i futer. Nigdy nawet nie marzyła o podobnym bogactwie, ale większość owych strojów była dla niej stanowczo za duża. Lady Lysa bardzo utyła podczas swych licznych ciąż, poronień i porodów martwych dzieci. Jednakże kilka najstarszych sukni uszyto dla młodej Lysy Tully z Riverrun, a inne Gretchel zdołała przerobić, by pasowały na Alayne, która w wieku trzynastu lat miała prawie równie długie nogi, jak jej ciotka w wieku lat dwudziestu.

Dziś rano spojrzenie dziewczyny przyciągnęła dwubarwna suknia w kolorach Tullych — czerwonym i niebieskim — podszyta futrem popielic. Gretchel pomogła jej wsunąć ramiona w szerokie, dzwonowate rękawy, zawiązała sznurówki na plecach, a potem uczesała i spięła jej włosy. Przed pójściem do łóżka Alayne przyciemniła je po raz kolejny. Farba, którą dostała od ciotki, zmieniała błyszczącą kasztanowatą barwę jej włosów na ciemny brąz, ale nim minęło wiele czasu, włosy u korzeni znowu zaczynały się robić rude. A co zrobię, kiedy farba się skończy? Sprowadzano ją z Tyrosh, na drugim brzegu wąskiego morza.

Gdy Alayne zeszła na śniadanie, ponownie uderzyła ją panująca w Orlim Gnieździe cisza. W całych Siedmiu Królestwach nie było cichszego zamku. Służący byli tu nieliczni i starzy, rozmawiali przyciszonymi głosami, żeby nie ekscytować młodego lorda. Na górze nie trzymano koni, nie było warczących i szczekających psów ani rycerzy ćwiczących na dziedzińcu.

Nawet kroki chodzących po jasnych, kamiennych korytarzach strażników wydawały się dziwnie przytłumione. Słyszała zawodzenie wichru wokół wież, ale to było wszystko. Gdy przybyła do Orlego Gniazda, ciszę mąciło jeszcze szemranie Łez Alyssy, ale wodospad już zamarzł. Gretchel powiedziała, że będzie milczał aż do wiosny.

Alayne znalazła lorda Roberta samego w Porannej Komnacie nad kuchniami. Chłopiec apatycznie grzebał łyżką w misce owsianki z miodem.

— Chciałem dostać jajka — poskarżył się Alayne. — Chciałem dostać trzy jajka na miękko i odrobinę boczku.