Выбрать главу

— Właśnie czytałem tę waszą interesującą deklarację — zaczął Petyr. — Jest naprawdę znakomita. Maester, który ją napisał, musi mieć dar do słów. Szkoda, że mnie również nie poprosiliście o podpis.

To ich zaskoczyło.

— Ciebie? — zdumiał się Belmore. — O podpis?

— Władam gęsim piórem nie gorzej niż inni, a nikt nie kocha lorda Roberta bardziej ode mnie. Jeśli zaś chodzi o fałszywych przyjaciół i złych doradców, to jak najbardziej jestem za tym, żeby ich przegnać. Panowie, całym sercem was popieram. Błagam, pokażcie mi, gdzie mam się podpisać.

Alayne, która właśnie nalewała wina, usłyszała chichot Lyna Corbraya. Pozostali wyraźnie zapomnieli języka w gębie. Wreszcie Spiżowy Yohn strzelił palcami.

— Nie przybyliśmy tu po twój podpis — oznajmił. — Nie zamierzamy też przerzucać się z tobą słówkami, Littlefinger.

— Wielka szkoda. Bardzo lubię się nimi przerzucać. — Petyr odłożył dokument na stół.

— Jak sobie życzysz. Mówmy szczerze. Czego ode mnie chcecie, panowie i pani?

— Od ciebie nie chcemy niczego. — Symond Templeton przeszył lorda protektora spojrzeniem zimnych niebieskich oczu. — Poza tym, żebyś stąd wyjechał.

— Wyjechał? — Lord Petyr udał zaskoczenie. — A dokąd miałbym się udać?

— Korona uczyniła cię lordem Harrenhal — przypomniał młody lord Hunter. — To powinno wystarczyć każdemu.

— Dorzecze potrzebuje lorda — poparł go stary Horton Redfort. — Riverrun jest oblężone, Brackenowie i Blackwoodowie toczą ze sobą otwartą wojnę, a po obu brzegach Tridentu krążą swobodnie banici, zabijając i kradnąc do woli. Wszędzie krajobraz szpecą niepogrzebane trupy.

— To brzmi niezwykle atrakcyjnie, lordzie Redfort — odparł Petyr — ale tak się składa, że mam tu pilne obowiązki. Nie możemy też zapominać o lordzie Robercie. Czy chcecie, żebym zabrał chorowite dziecko tam, gdzie trwają takie rzezie?

— Jego lordowska mość zostanie w Dolinie — oznajmił Yohn Royce. — Zamierzam zabrać go ze sobą do Runestone i wychować na rycerza, z którego Jon Arryn byłby dumny.

— Dlaczego do Runestone? — zastanawiał się Petyr. — Czemu nie do Żelaznych Dębów albo do Redfortu? Czemu nie do Longbow Hall?

— Każdy z tych zamków byłby równie dobry — stwierdził lord Belmore. — Jego lordowska mość będzie je odwiedzał po kolei.

— Naprawdę? — zapytał Petyr z nutą powątpiewania w głosie.

Lady Waynwood westchnęła.

— Lordzie Petyrze, jeśli chcesz nas ze sobą skłócić, możesz sobie oszczędzić fatygi. W tej sprawie przemawiamy jednym głosem. Runestone odpowiada nam wszystkim. Lord Yohn wychował trzech wspaniałych synów. Nikt nie byłby lepszym opiekunem dla naszego młodego lorda. Maester Helliweg jest znacz nie starszy i bardziej doświadczony niż twój maester Colemon, lepiej więc sobie poradzi z dolegliwościami lorda Roberta. W Runestone chłopak nauczy się sztuki wojny od Silnego Sama Stone’a. Nikt nie znalazłby lepszego nauczyciela. W sprawach duchowych jego przewodnikiem będzie septon Lucos. Znajdzie tam też innych chłopców w swoim wieku, którzy będą dla niego lepszym towarzystwem niż stare baby i najemnicy otaczający go obecnie.

Petyr Baelish pociągnął się za brodę.

— Nie przeczę, że jego lordowska mość potrzebuje towarzystwa, jednakże Alayne trudno nazwać starą babą. Lord Robert bardzo polubił moją córkę. Z radością sam wam o tym powie. Tak się też składa, że poprosiłem lorda Graftona i lorda Lynderly’ego, by przysłali mi synów na wychowanie. Obaj mają chłopców w wieku Roberta.

Lyn Corbray ryknął śmiechem.

— Dwa szczeniaki od dwóch piesków pokojowych.

— Robert powinien mieć też za towarzysza starszego chłopaka. Powiedzmy, jakiegoś obiecującego giermka. Kogoś, kogo mógłby podziwiać i starać się naśladować. — Petyr spojrzał na lady Waynwood. — Masz w Żelaznych Dębach takiego chłopaka, pani. Być może zgodziłabyś się przysłać mi Harrolda Hardynga?

— Lordzie Petyrze — odparła Anya Waynwood z rozbawioną miną. — Nigdy jeszcze nie spotkałam tak zuchwałego złodzieja jak ty.

— Wcale nie zamierzam ci ukraść chłopaka — sprzeciwił się Petyr. — Uważam tylko, że powinni się zaprzyjaźnić z lordem Robertem.

Spiżowy Yohn Royce pochylił się nad blatem.

— To byłoby słuszne i godziwe, gdyby lord Robert zaprzyjaźnił się z młodym Harrym i zrobi to... w Runestone, jako mój podopieczny i giermek.

— Oddaj nam chłopca — zażądał lord Belmore — a będziesz mógł swobodnie odjechać do swej właściwej siedziby, Harrenhal.

Petyr spojrzał na niego z lekkim wyrzutem.

— Sugerujesz, że w przeciwnym razie może mi się stać krzywda, panie? Nie rozumiem, dlaczego. Moja zmarła żona zdawała się uważać, że to tu jest moja właściwa siedziba.

— Lordzie Baelish — rzekła lady Waynwood. — Lysa Tully była wdową po Jonie Arrynie i matką jego dziecka. Władała tu jako regentka. Ty... bądźmy szczerzy, nie jesteś Arrynem, a w żyłach lorda Roberta nie płynie twoja krew. Jakim prawem miałbyś sprawować tu rządy?

— O ile sobie przypominam, Lysa mianowała mnie lordem protektorem.

— Lysa Tully nie pochodziła z Doliny i nie miała prawa decydować o naszych sprawach.

— A co z lordem Robertem? — zapytał Petyr. — Czy wasza lordowska mość powie również, że Lysa nie miała prawa decydować o losie własnego syna?

— Miałem ongiś nadzieję, że sam poślubię lady Lysę — odezwał się nagle na cały głos Nestor Royce, który do tej pory milczał. — Podobnie jak ojciec lorda Huntera i syn lady Anyi.

Corbray przez pół roku nie odstępował jej niemal ani na chwilę. Gdyby wybrała któregoś z nas, nikt nie kwestionowałby jego prawa do tytułu lorda protektora. Tak się jednak składa, że wybrała lorda Littlefingera i powierzyła syna jego opiece.

— On był również synem Jona Arryna, kuzynie — przypomniał kasztelanowi Spiżowy Yohn, spoglądając nań z niezadowoleniem. — Jego miejsce jest w Dolinie.

— Orle Gniazdo jest częścią Doliny tak samo jak Runestone — zauważył Petyr, udając zdziwienie. — Czyżby ktoś je przesunął?

— Drwij sobie, ile chcesz, Littlefinger — warknął lord Belmore. — Wyjedziemy stąd z chłopcem.

— Nie chciałbym cię rozczarować, lordzie Belmore, ale mój pasierb zostanie tu ze mną.

Jak wszyscy wiecie, nie jest zbyt zdrowym dzieckiem. Taka podróż byłaby dla niego wielkim obciążeniem. Nie mogę na to pozwolić jako jego ojczym i lord protektor.

Symond Templeton odchrząknął.

— Każdy z nas ma u stóp tej góry tysiąc ludzi, Littlefinger.

— Cóż za wspaniałe miejsce na obóz dla nich.

— Jeśli będzie trzeba, możemy wezwać znacznie więcej.

— Grozisz mi wojną, ser?

Petyr bynajmniej nie sprawiał wrażenia wystraszonego.

— Musisz nam oddać lorda Roberta — oznajmił Spiżowy Yohn.

Przez chwilę wydawało się, że nastąpił impas, nagle jednak Lyn Corbray odwrócił się od kominka.

— Niedobrze mi się robi od tego całego gadania. Littlefinger przekona was, żebyście oddali mu bieliznę, jeśli będziecie go słuchać wystarczająco długo. Ten spór można rozstrzygnąć tylko stalą.

Wyciągnął oręż. Petyr rozłożył ręce.

— Nie mam miecza, ser.

— Łatwo można temu zaradzić. — Po ciemnoszarej klindze oręża Corbraya pełgało światło świec. Stal była tak ciemna, że przywodziła Sansie na myśl Lód, miecz jej ojca. — Twój jabłkożerca go ma. Powiedz mu, żeby dał ci swój albo łap za ten sztylet.

Alayne zauważyła, że Lothor Brune wyciąga miecz, ale nim klingi zdążyły się skrzyżować, Spiżowy Yohn wstał w gniewie.