Выбрать главу

— Umarł na ból brzucha.

— To prawda. Biedak. Jeśli tak bardzo chcesz się uczyć, może powinieneś nauczyć się imion wszystkich królów Westeros oraz nazwisk namiestników, którzy im służyli. Jutro będziesz mógł mi je wyrecytować.

— Tak, mamo — odparł potulnie.

— Jesteś grzecznym chłopcem.

Cersei sprawowała władzę i nie zamierzała jej oddać, dopóki Tommen nie będzie pełnoletni. Może zaczekać. Ja również czekałam. Czekałam połową życia. Grała posłuszną córkę, wstydliwą pannę młodą, wyrozumiałą żonę. Znosiła pijackie karesy Roberta, zazdrość Jaimego, drwiny Renly’ego, Varysa z jego chichotem, nieustannie zgrzytającego zębami Stannisa.

Rywalizowała z Jonem Arrynem, Nedem Starkiem i swym obmierzłym, zdradzieckim, krwiożerczym, karłowatym bratem, cały czas obiecując sobie, że pewnego dnia przyjdzie kolej na nią. Jeśli Margaery Tyrell wydaje się, że ukradnie mi moją godzinę w blasku słońca, lepiej niech się dobrze zastanowi.

Niemniej jednak, źle było zaczynać dzień w ten sposób i nastrój Cersei nie poprawił się szybko. Resztę poranka spędziła z lordem Gylesem i jego księgami, słuchając jego kaszlu oraz ględzenia o gwiazdach, jeleniach i smokach. Potem przyszedł lord Waters, który zameldował, że trzy pierwsze dromony są już prawie gotowe. Błagał ją o więcej złota, by wykończyć je ze splendorem, na jaki zasługiwały. Królowa z przyjemnością spełniła tę prośbę. Południowy posiłek spożyła w towarzystwie członków cechów kupieckich, przyglądając się pląsom Księżycowego Chłopca i słuchając ich skarg na wróble, wałęsające się po ulicach i śpiące na placach. Mogę być zmuszona użyć złotych płaszczy, żeby przegnać te wróble z miasta — pomyślała, gdy nagle przyszedł Pycelle.

Wielki maester zachowywał się ostatnio na spotkaniach rady coraz zrzędliwiej. Podczas ostatniej sesji skarżył się gorzko na ludzi, których Aurane Waters wybrał na kapitanów swych nowych dromon. Waters zamierzał powierzyć dowództwo młodym, natomiast Pycelle opowiadał się za doświadczeniem, argumentując, że dowództwo okrętów powinno przypaść kapitanom, którzy ocaleli z ognia na Czarnym Nurcie. Nazwał ich „doświadczonymi ludźmi, którzy dowiedli swej lojalności”, Cersei jednak stwierdziła, że są za starzy, i stanęła po stronie lorda Watersa.

— Ci kapitanowie dowiedli tylko tego, że potrafią pływać — oznajmiła. — Matka nigdy nie powinna przeżyć dzieci, a kapitan nie powinien przeżyć swego okrętu.

Pycelle źle przyjął te słowa.

Dzisiaj jednak był w mniej cholerycznym nastroju. Zdołał nawet rozciągnąć usta w czymś w rodzaju drżącego uśmiechu.

— Wasza Miłość, przynoszę radosne wieści — oznajmił. — Wyman Manderly wykonał twój rozkaz i ściął cebulowego rycerza lorda Stannisa.

— Czy wiemy to z całą pewnością?

— Jego głowę i ręce zatknięto na murach Białego Portu. Lord Wyman przysięga, że tak uczynił, a Freyowie to potwierdzają. Widzieli głowę z cebulą w ustach, a także dłonie. Jedna z nich miała krótsze palce.

— Znakomicie — ucieszyła się Cersei. — Wyślij ptaka do Manderly’ego i poinformuj go, że skoro dowiódł swej lojalności, bezzwłocznie zwrócimy mu syna.

Do Białego Portu wkrótce powróci królewski pokój, a Roose Bolton i jego bękart maszerowali już na Fosę Cailin z dwóch stron. Gdy tylko ją zdobędą, połączą swe siły i przegonią żelaznych ludzi również z Torrhen’s Square oraz Deepwood Motte. To powinno zdobyć dla nich poparcie pozostałych chorążych Neda Starka, gdy nadejdzie czas, by wyruszyć przeciwko lordowi Stannisowi.

Tymczasem na południu Mace Tyrell rozbił miasto namiotów pod murami Końca Burzy.

Miał dwa tuziny mangoneli, które ciskały kamienie w potężne mury zamku, jak dotąd bez większych rezultatów. Wielki wojownik lord Tyrell — pomyślała królowa. — Powinien mieć w herbie siedzącego na dupie grubasa.

Po południu udzieliła audiencji ponuremu posłowi z Braavos. Cersei odwlekała tę chwilę przez całe dwa tygodnie. Z chęcią zaczekałaby i rok, ale lord Gyles mówił, że nie poradzi już sobie dłużej z Braavosem. Królowa zaczynała się zastanawiać, czy Gyles w ogóle potrafi cokolwiek poza kasłaniem.

Braavos nazywał się Noho Dimittis. Irytujący człowiek o irytującym nazwisku. Jego głos również działał jej na nerwy. Cersei poruszała się nerwowo na krześle podczas jego przemowy, zastanawiając się, jak długo będzie musiała znosić ten napastliwy ton. Za jej plecami majaczył Żelazny Tron. Jego ciernie i ostrza rzucały na podłogę powykręcane cienie. Tylko król albo jego namiestnik mogli zasiadać na Żelaznym Tronie. Cersei siedziała u jego stóp, na krześle z pozłacanego drewna, wyściełanym karmazynowymi poduszkami.

Gdy Braavos przerwał, by zaczerpnąć oddechu, postanowiła wykorzystać szansę.

— To raczej sprawa dla lorda skarbnika.

Ta odpowiedź wyraźnie nie przypadła do gustu szlachetnemu Nohowi.

— Rozmawiałem z lordem Gylesem już sześć razy. On tylko kaszle i przedstawia kolejne wymówki, Wasza Miłość, a złota nadal nie widać.

— Porozmawiaj z nim po raz siódmy — zasugerowała miłym tonem Cersei. — Liczba siedem jest święta dla naszych bogów.

— Widzę, że Wasza Miłość raczy żartować.

— Kiedy żartuję, zawsze się uśmiecham. Czy widzisz uśmiech na mojej twarzy? Czy słyszysz śmiech? Zapewniam cię, że kiedy żartuję, ludzie się śmieją.

— Król Robert...

— ...nie żyje — przerwała mu ostro. — Żelazny Bank otrzyma należne złoto, gdy tylko położymy kres obecnemu buntowi.

Miał czelność spojrzeć na nią groźnie.

— Wasza Miłość...

— Audiencja skończona. — Cersei zniosła już dziś wystarczająco wiele. — Ser Merynie, wskaż szlachetnemu Noho Dimittisowi drogę do wyjścia. Ser Osmundzie, możesz mnie odprowadzić do moich komnat.

Wkrótce przybędą goście. Musiała się wykąpać i przebrać. Kolacja również zapowiadała się nudno. Nawet władanie jednym królestwem było ciężką pracą, a co dopiero mówić o siedmiu królestwach.

Ser Osmund szedł za nią po schodach, wysoki, szczupły i odziany w biały płaszcz Gwardii Królewskiej. Gdy Cersei upewniła się, że nikt ich nie widzi, wzięła go pod rękę.

— Powiedz, proszę, jak się powodzi twemu młodszemu bratu?

— Hmm... nie najgorzej, ale... — odparł ser Osmund z wyraźnie zmieszaną miną.

— Ale? Ale co? — królowa pozwoliła, by w jej głosie zabrzmiała nuta gniewu. —

Muszę wyznać, że zaczyna mi brakować cierpliwości dla naszego drogiego Osneya. Już najwyższy czas, żeby ujeździł tę młodą klacz. Mianowałam go zaprzysiężoną tarczą Tommena, by mógł codziennie spędzać trochę czasu w towarzystwie Margaery. Powinien już zerwać tę różę. Czyżby mała królowa była ślepa na jego uroki?

— Jego urokom nic nie brakuje. W końcu jest Kettleblackiem, czyż nie tak? Za pozwoleniem. — Ser Osmund przebiegł palcami po czarnych, wysmarowanych oliwą włosach.

— To ona sprawia kłopoty.

— A niby dlaczego? — Królowa zaczynała wątpić w możliwości ser Osneya.

Niewykluczone, że inny mężczyzna bardziej przypadłby Margaery do gustu. Aurane Waters z tymi swoimi srebrzystymi włosami albo wielkie, potężne chłopisko jak ser Tallad. — Może dziewczyna wolałaby kogoś innego? Czy nie podoba jej się jego twarz?

— Podoba się. Opowiadał mi, że przedwczoraj dotknęła jego blizn i zapytała: „Po jakiej kobiecie to pamiątka?”. Osney nigdy jej nie mówił, że to była kobieta, ale ona i tak wiedziała.

Może ktoś jej powiedział. Osney twierdzi też, że ona stale go dotyka, kiedy rozmawiają.

Poprawia mu zapinkę płaszcza, odgarnia włosy i tak dalej. Pewnego razu na strzelnicy prosiła, żeby jej pokazał, jak się trzyma łuk, i musiał ją objąć ramionami. Osney opowiada sprośne żarty, a ona się śmieje i odpowiada mu jeszcze sprośniejszymi. Nie, z pewnością go pragnie, ale...