Выбрать главу

I dostanie go, ale nie będziesz nim ty.

— Powiedz mi, jeśli łaska, czyim giermkiem ty byłeś, ser? — zapytała słodko. — Lorda Renly’ego, nieprawdaż?

— Miałem ten zaszczyt.

— Tak też myślałam. — Cersei wiedziała, jak bliskie więzi łączą giermków z rycerzami, którym służyli. Nie chciała, żeby Tommen był tak blisko z Lorasem Tyrellem. Rycerz Kwiatów nie był wzorem do naśladowania dla żadnego chłopca. — Faktycznie zaniedbałam swe obowiązki. Muszę władać królestwem, toczyć wojnę i opłakiwać ojca. Dlatego zapomniałam o kluczowej sprawie, jaką jest mianowanie nowego dowódcy zbrojnych. Bezzwłocznie naprawię ten błąd.

Ser Loras odgarnął brązowy lok, który opadał mu na czoło.

— Wasza Miłość nie znajdzie nikogo, kto władałby mieczem i kopią choć w połowie tak dobrze jak ja.

Jesteśmy skromni, co?

— Tommen jest twoim królem, nie giermkiem. Masz za nie go walczyć i jeśli będzie trzeba zginąć. Nic więcej.

Zostawiła go na moście zwodzonym nad suchą fosą z jej żelaznymi kolcami i sama weszła do Warowni Maegora. Gdzie mam znaleźć dowódcę zbrojnych? — zastanawiała się, wspinając się do swych komnat. Odrzuciła kandydaturę ser Lorasa i nie odważy się teraz zwrócić do żadnego innego rycerza Gwardii Królewskiej. To byłoby solą wtartą w ranę i z pewnością rozgniewałoby Wysogród. Ser Tallad? Ser Dermot? Musi być ktoś odpowiedni. Tommen polubił swą nową zaprzysiężoną tarczę, ale Osney okazał się w sprawie Dziewicy Margaery mniej zaradny, niż na to liczyła, a dla jego brata Osfryda przeznaczyła inną pozycję. Szkoda, że Ogar się wściekł. Tommen zawsze bał się ochrypłego głosu i poparzonej twarzy Sandora Clegane’a, a jego pogarda byłaby znakomitym antidotum na głupawą rycerskość Lorasa Tyrella.

Aron Santagar był Dornijczykiem — przypomniała sobie Cersei. — Mogłabym posłać do Dorne. Słoneczną Włócznię dzieliły z Wysogrodem stulecia krwi i wojen. Tak jest, Dornijczyk mógłby znakomicie odpowiadać moim potrzebom. W Dorne na pewno są jacyś dobrzy szermierze.

Gdy Cersei weszła do samotni, zastała tam lorda Qyburna, który siedział na ławeczce w oknie wykuszowym, pogrążony w lekturze.

— Jeśli Wasza Miłość raczy, mam raporty.

— Kolejne zdrady i spiski? — zapytała Cersei. — Miałam bardzo długi i męczący dzień.

Mów szybko.

Uśmiechnął się współczująco.

— Jak sobie życzysz. Krążą wieści, że archont Tyrosh przedstawił Lys warunki mające położyć kres ich obecnej wojnie handlowej. Opowiadano, że Myr przyłączy się do konfliktu po stronie Tyroshijczyków, ale po utracie Złotej Kompanii Myrijczycy nie wierzą...

— Nie obchodzi mnie, w co wierzą Myrijczycy. — Wolne Miasta wiecznie toczyły ze sobą wojny, ale dla Westeros znaczyło to bardzo niewiele. — Czy masz jakieś ważniejsze wieści?

— Wygląda na to, że bunt niewolników z Astaporu rozszerzył się na Meereen.

Marynarze z kilkunastu różnych statków opowiadają o smokach...

— Chyba o harpiach. W Meereen są harpie. — Zapamiętała to skądś. Meereen leżało na drugim końcu świata, na wschód od Valyrii. — Niech niewolnicy się buntują. Czemu miałoby mnie to obchodzić? W Westeros nie mamy niewolników. Czy masz dla mnie coś jeszcze?

— Trochę wieści z Dorne, które mogą cię zainteresować.

Książę Doran aresztował ser Daemona Sanda, bękarta, który był ongiś giermkiem Czerwonej Żmii.

— Pamiętam go. — Ser Daemon był jednym z dornijskim rycerzy, którzy towarzyszyli księciu Oberynowi w Królewskiej Przystani. — A cóż on takiego uczynił?

— Domagał się uwolnienia córek księcia Oberyna.

— To głupio z jego strony.

— Nasi przyjaciele w Dorne — ciągnął lord Qyburn — informują nas również, że córkę rycerza z Cętkowanego Lasu niespodziewanie zaręczono z lordem Estermontem. Jeszcze tej samej nocy wysłano ją do Zielonego Kamienia i ponoć ślub już się odbył.

— Bękart w brzuchu mógłby to tłumaczyć — zauważyła Cersei, bawiąc się lokiem swych włosów. — Ile lat ma wstydliwa panna młoda?

— Dwadzieścia trzy, Wasza Miłość. Natomiast lord Estermont...

— ...ma co najmniej siedemdziesiąt. Zdaję sobie z tego sprawę.

Estermontowie byli jej dobrymi kuzynami poprzez Roberta, którego ojciec w nagłym ataku chuci albo szaleństwa pojął za żonę jedną z nich. Gdy Cersei wyszła za króla, jego matka dawno już nie żyła, ale dwaj jej bracia przybyli na ślub i zostali na całe pół roku. Robert uparł się potem, że odwzajemni wizytę i zawlókł ją ze sobą na Estermont, górzystą wysepkę położoną nieopodal Przylądka Gniewu. Dwa nudne, deszczowe tygodnie, które Cersei spędziła w Zielonym Kamieniu, zamku rodu Estermontów, były najdłuższe w jej młodym życiu. Jaime już na pierwszy rzut oka przezwał zamek „Zielonym Gównem”, a Cersei wkrótce podchwyciła tę nazwę. Spędzała tam dni, patrząc, jak jej mąż poluje z sokołami, pije z wujami i tłucze do nieprzytomności rozmaitych kuzynów na dziedzińcu Zielonego Gówna.

Była tam również kuzynka, mała, krępa wdowa o piersiach wielkich jak melony. Jej mąż i ojciec zginęli w oblężonym Końcu Burzy.

— Jej ojciec był dla mnie dobry — poinformował żonę Robert. — Często bawiłem się z nią, kiedy byliśmy mali.

Nie potrzebował wiele czasu, by znowu zacząć się z nią bawić. Gdy tylko Cersei zamknęła oczy, król wymykał się, by pocieszyć samotne biedactwo. Pewnej nocy Cersei kazała Jaimemu śledzić Roberta, by potwierdzić swe podejrzenia. Kiedy jej brat wrócił, zapytał ją, czy chce, żeby zabił Roberta.

— Nie — odpowiedziała. — Chcę, żebyś przyprawił mu rogi.

Lubiła sobie wyobrażać, że właśnie owej nocy został poczęty Joffrey.

— Eldon Estermont wziął sobie żonę pięćdziesiąt lat młodszą od siebie — powiedziała Qyburnowi. — Dlaczego powinno mnie to obchodzić?

Wzruszył ramionami.

— Nie mówię, że powinno... ale Daemon Sand i ta dziewczyna to bliscy przyjaciele córki księcia Dorana, Arianne. Tak przynajmniej zapewniają Dornijczycy. Być może to nic nie znaczy, ale uznałem, że Wasza Miłość powinna o tym wiedzieć.

— Teraz już wiem. — Zaczynała tracić cierpliwość. — Czy jest coś jeszcze?

— Jeden drobiazg. — Uśmiechnął się przepraszająco i opowiedział jej o przedstawieniu kukiełkowym, które ostatnio zyskało popularność wśród prostaczków w Królewskiej Przystani.

W tym przedstawieniu królestwem zwierząt władało stado butnych lwów. — Kukiełkowe lwy stają się w tej zdradzieckiej opowieści coraz bardziej chciwe i aroganckie, aż wreszcie zaczynają pożerać poddanych. Gdy szlachetny jeleń się temu sprzeciwia, lwy pożerają jego również i głośnym rykiem oznajmiają, że mają do tego prawo, ponieważ są najpotężniejszymi ze zwierząt.

— I to już koniec? — zapytała Cersei z wesołością w głosie. Jeśli spojrzeć na przedstawienie we właściwym świetle, można było je uznać za zbawienne ostrzeżenie.

— Nie, Wasza Miłość. Na koniec z jaja wykluwa się smok, który pożera wszystkie lwy.

Takie zakończenie zmieniało zwykłą bezczelność w zdradę.

— Bezmyślni głupcy. Tylko kretyni ryzykowaliby głowy dla drewnianego smoka. —

Rozważała sprawę przez chwilę. — Wyślij na te przedstawienia kilku swoich szeptaczy. Niech zapiszą, kto na nie przychodzi. Jeśli znajdą tam jakichś znaczących ludzi, chcę poznać ich nazwiska.

— A co z nimi zrobimy, jeśli mogę być tak śmiały?

— Znaczne osobistości zapłacą grzywny. Połowa ich majątku powinna wystarczyć, by udzielić im surowej nauczki i wypełnić nasze kufry, nie wpędzając winnych w ruinę. Ci, którzy są za biedni, żeby zapłacić, mogą utracić oko za to, że przyglądali się zdradzie. Komedianci pójdą pod topór.