— Jest ich czworo. Być może Wasza Miłość byłaby tak łaskawa i oddała mi dwoje dla moich celów. Zwłaszcza kobieta byłaby bardzo...
— Dałam ci Senelle — przerwała mu ostrym tonem królowa.
— Niestety, biedna dziewczyna jest już bardzo... wycieńczona.
Cersei wolała o tym nie myśleć. Senelle poszła z nią ufnie, sądząc, że ma usługiwać przy posiłku. Nawet gdy Qyburn zapiął łańcuch na jej nadgarstku, sprawiała wrażenie, że nic nie rozumie. Królowej nadal robiło się niedobrze na to wspomnienie. W celach było okropnie zimno.
Nawet pochodnie migotały. I ten ohydny stwór krzyczący w ciemności...
— Zgoda, dostaniesz kobietę. Nawet dwie, jeśli chcesz. Ale najpierw muszę poznać nazwiska.
— Wedle rozkazu.
Qyburn wyszedł.
Słońce już zachodziło. Dorcas przygotowała dla niej kąpiel. Królowa z zadowoleniem zanurzyła się w ciepłej wodzie, zastanawiając się nad tym, co powie zaproszonym na kolację gościom, gdy drzwi się otworzyły i do środka wpadł Jaime. Jej brat wyprosił z komnaty Jocelyn i Dorcas. Nie był tak niepokalanie czysty jak zazwyczaj i zalatywało od niego koniem.
Towarzyszył mu Tommen.
— Słodka siostro — rzekł Jaime. — Król pragnie zamienić z tobą słówko.
Złote loki Cersei pływały na wodzie. W powietrzu unosiła się para. Po policzku królowej spłynęła kropla potu.
— Tommenie? — zapytała Cersei niebezpiecznie cichym głosem. — Co znowu się stało?
Chłopiec znał ten ton. Cofnął się trwożnie.
— Jego Miłość chce jutro dosiąść swego białego rumaka — oznajmił Jaime. — Żeby uczyć się władania kopią.
Cersei usiadła w balii.
— Nie będzie żadnych ćwiczeń.
— Będą. — Tommen wysunął dolną wargę. — Muszę ćwiczyć codziennie.
— I tak się stanie — zapewniła królowa — gdy tylko znajdziemy odpowiedniego dowódcę zbrojnych, który zajmie się twoim szkoleniem.
— Nie chcę żadnego odpowiedniego dowódcy zbrojnych. Chcę ser Lorasa.
— Masz zbyt wysoką opinię o tym chłopaku. Wiem, że twoja mała żona wypełniła ci głowę głupimi opowieściami o jego nadzwyczajnych talentach, ale Osmund Kettleblack jest trzy razy lepszym rycerzem.
Jaime roześmiał się w głos.
— Nie ten Osmund Kettleblack, którego znam.
Mogłaby go udusić. Być może powinnam rozkazać ser Lorasowi, żeby pozwolił ser Osmundowi wysadzić się z siodła. To mogłoby oduczyć Tommena tego głupiego podziwu.
Wystarczy zasolić ślimaka i zawstydzić bohatera, a zaraz się skurczą.
— Wyślę po jakiegoś Dornijczyka, żeby cię uczył. Dornijczycy są najlepszymi rycerzami w Siedmiu Królestwach.
— Nieprawda — zaprzeczył Tommen. — Zresztą nie chcę żadnego głupiego Dornijczyka. Chcę ser Lorasa. To rozkaz.
Jaime znowu się roześmiał. W ogóle mi nie pomaga. Czy to go bawi? Królowa rozchlapała gniewnie wodę.
— Czy muszę wysłać po Pate’a? Nie możesz mi rozkazywać. Jestem twoją matką.
— Tak, ale ja jestem królem. Margaery mówi, że wszyscy muszą spełniać wolę króla.
Chcę, żeby jutro osiodłano mojego białego rumaka i żeby ser Loras uczył mnie posługiwania się kopią. Chcę też dostać kotka i nie chcę jeść buraków.
Skrzyżował ramiona na piersi.
Jaime nie przestawał się śmiać, ale królowa go ignorowała.
— Tommenie, podejdź bliżej. — Kiedy się odsunął, westchnęła. — Boisz się? Król nie powinien okazywać strachu.
Chłopiec ze spuszczonym spojrzeniem podszedł do balii. Cersei wyciągnęła rękę i pogłaskała go po złotych włoskach.
— Jesteś królem, lecz również małym chłopcem. Dopóki nie osiągniesz pełnoletności, ja sprawuję rządy. Obiecuję, że nauczysz się władać kopią, ale nie od Lorasa. Rycerze Gwardii Królewskiej mają ważniejsze obowiązki niż zabawy z dziećmi. Zapytaj lorda dowódcy. Czyż nie tak, ser?
— Bardzo ważne obowiązki. — Jaime uśmiechnął się półgębkiem. — Na przykład objeżdżanie miejskich murów.
Tommen był bliski łez.
— A czy mogę chociaż dostać kotka?
— Niewykluczone — zgodziła się królowa. — Pod warunkiem że nie usłyszę już więcej bzdur o walce na kopie. Możesz mi to obiecać?
Zaszurał nogami.
— Tak.
— Bardzo dobrze. A teraz uciekaj. Wkrótce przyjdą tu goście.
Tommen pobiegł ku drzwiom, lecz zanim opuścił komnatę, zatrzymał się i obejrzał za siebie.
— Kiedy już obejmę rządy, wyjmę buraki spod prawa.
Jej brat kikutem zamknął za nim drzwi.
— Wasza Miłość — zaczął, gdy zostali sami — zastanawiam się, czy jesteś pijana czy po prostu głupia.
Ponownie rozpryskała wodę, mocząc stopy Jaimego.
— Pilnuj swojego języka albo...
— Albo co? Wyślesz mnie na kolejny obchód murów? — Usiadł, krzyżując nogi. —
Twoje cholerne mury są w porządku. Sprawdziłem każdy ich cal i przyjrzałem się też wszystkim siedmiu bramom. Zawiasy w Żelaznej Bramie zardzewiały, a Królewską i Błotnistą trzeba zastąpić nowymi, bo tarany Stannisa paskudnie je poobijały. Mury są równie silne jak zawsze... ale być może Wasza Miłość zapomniała, że nasi przyjaciele z Wysogrodu są w mieście?
— O niczym nie zapominam — odpowiedziała, myśląc o pewnej złotej monecie, która po jednej stronie miała dłoń, a po drugiej profil zapomnianego króla. Skąd pod nocnikiem jakiegoś nędznego klucznika wzięła się taka moneta? Skąd ktoś taki jak Rugen miał złoto z Wysogrodu?
— Pierwszy raz słyszę o nowym dowódcy zbrojnych. Będziesz musiała długo szukać, żeby znaleźć lepszego rycerza niż Loras Tyrell. Ser Loras jest...
— Wiem, kim on jest. Nie chcę, żeby się zbliżał do mojego syna.
Woda w balii zaczynała już stygnąć.
— Zna swoje obowiązki i nikt nie włada kopią lepiej...
— Ty byłeś od niego lepszy, zanim straciłeś rękę. Ser Barristan też, kiedy był młody.
Arthur Dayne był lepszy, a książę Rhaegar mógłby się mierzyć nawet z nim. Nie opowiadaj mi bzdur o tym, jaki z niego wojowniczy kwiatek. To tylko chłopak.
Miała już dosyć tego, że Jaime ciągle się jej sprzeciwiał. Gdy Tywin Lannister coś powiedział, ludzie go słuchali. A gdy Cersei zabierała głos, uważali, że mogą swobodnie jej doradzać, zaprzeczać jej słowom, a nawet jej odmawiać. Wszystko dlatego, że jestem kobietą — pomyślała. — Dlatego że nie mogę z nimi walczyć mieczem. Nawet Robertowi okazywali więcej szacunku niż mnie, mimo że był tylko durnym pijanicą. Nie będzie tego znosiła, a już zwłaszcza od Jaimego. Muszę się go pozbyć, i to jak najszybciej. Kiedyś marzyła, że będą razem władali Siedmioma Królestwami, ale Jaime stał się raczej zawadą niż pomocą.
Cersei wyszła z balii. Woda spływała po jej nogach i skapywała z włosów.
— Gdy będę chciała usłyszeć twoją radę, poproszę o nią. Zostaw mnie, ser. Muszę się ubrać.
— Wiem, masz gości na kolacji. Cóż to znowu za spisek? Jest ich tyle, że się pogubiłem.
Zerknął na wodę perlącą się na złotych włosach między jej nogami.
— Tęsknisz za tym, co utraciłeś, bracie?
Jaime uniósł wzrok.
— Ja też cię kocham, słodka siostro. Ale jesteś idiotką. Piękną, złotą idiotką.
Zabolały ją te słowa. W Zielonym Kamieniu nazywałeś mnie czulszymi słowami, tej nocy, gdy zasiałeś Joffa w moim brzuchu — pomyślała.
— Wynoś się.
Odwróciła się do niego plecami i słuchała, jak wychodzi, przytrzymując drzwi kikutem.