Выбрать главу

— Bronn?

Ser Balman pogładził się po krzaczastych wąsach.

— Zawsze był człowiekiem Krasnala. Jeden Nieznajomy wie, ilu ludzi wysłał do piekła na rozkaz Tyriona.

— Wasza Miłość, jestem przekonany, że zauważyłbym karła ukrywającego się na naszych ziemiach.

— Mój brat jest mały. Stworzono go do ukrywania się. — Cersei pozwoliła, by jej dłoń zadrżała. — Imię dla dziecka to drobiazg... ale nieukarana bezczelność prowadzi do buntu.

Qyburn powiedział mi, że ten Bronn gromadzi najemników.

— Przyjął na służbę czterech rycerzy — potwierdziła Falyse.

Ser Balman prychnął pogardliwie.

— Moja dobra żona schlebia tym ludziom, zwąc ich rycerzami. To tylko pasowani najemnicy. Żaden z nich nie ma w sobie krzty rycerskości.

— Tego się obawiałam. Bronn zbiera ludzi dla karła. Niech Siedmiu chroni mojego małego synka. Krasnal go zabije, tak jak zabił jego brata. — Załkała. — Przyjaciele, mój honor jest w waszych rękach... ale cóż znaczy honor królowej w porównaniu z lękiem matki?

— Mów śmiało, Wasza Miłość — uspokoił ją ser Balman.

— Twoje słowa nie opuszczą tej komnaty.

Cersei wyciągnęła rękę nad blatem i uścisnęła jego dłoń.

— Le... lepiej bym spała, gdyby doszły mnie wieści, że ser Bronna spotkał... wypadek... być może na polowaniu.

— Śmiertelny wypadek? — zapytał ser Balman po chwili zastanowienia.

Nie, chcą, żebyś mu złamał paluszek — pomyślała z przekąsem. Musiała przygryźć wargę. Moi wrogowie są wszędzie, a moi przyjaciele to głupcy.

— Błagam, ser — wyszeptała. — Nie każ mi powiedzieć tego...

— Rozumiem.

Ser Balman uniósł palec.

Rzepa pojęłaby to szybciej.

— Zaiste jesteś prawdziwym rycerzem, ser. Odpowiedzią na modlitwy przerażonej matki. — Cersei pocałowała go. — Zrób to szybko, jeśli łaska. Bronn na razie ma tylko kilku ludzi, ale jeśli nie będziemy działać, z pewnością zgromadzi więcej. — Pocałowała Falyse. —

Nigdy o tym nie zapomnę. Stokeworthowie są moimi prawdziwymi przyjaciółmi. „Dumni ze swej wierności”. Daję wam słowo, że gdy już to się stanie, znajdziemy Lollys lepszego męża. —

Być może Kettleblacka. — My, Lannisterowie, zawsze płacimy swe długi.

Potem był już tylko hipokras, buraki z masłem, świeżo upieczony chleb, szczupak smażony w ziołach i dzicze żeberka. Po śmierci Roberta Cersei bardzo polubiła mięso dzika.

Towarzystwo nie przeszkadzało jej zbytnio, choć Falyse uśmiechała się głupkowato, a ser Balman cały czas się przechwalał. Minęła północ, nim wreszcie zdołała się ich pozbyć. Ser Balman ciągle domagał się kolejnego dzbanka, a królowa doszła do wniosku, że rozsądniej będzie mu nie odmawiać. Mogłabym wynająć do tego celu Człowieka Bez Twarzy za połowę sumy, którą wydałam na hipokras — pomyślała, gdy wreszcie sobie poszli.

O tej porze jej syn spał już smacznie, ale Cersei zajrzała do niego, zanim sama położyła się do łóżka, i ze zdziwieniem zauważyła śpiące przy chłopcu trzy czarne kotki.

— Skąd one się wzięły? — zapytała stojącego na straży przed komnatą ser Meryna Tranta.

— Dostał je od małej królowej. Chciała mu dać tylko jednego, ale on nie potrafił zdecydować, który podoba mu się najbardziej.

Lepsze to niż wycinanie ich z kocicy sztyletem. Nieudolne uwodzicielskie zabiegi Margaery były tak łatwe do przejrzenia, że aż śmieszne. Jest za młody na pocałunki, więc daje mu kocięta. Cersei wolałaby jednak, żeby nie były czarne. Czarne koty przynosiły pecha. Mała córka Rhaegara przekonała się o tym właśnie w tym zamku. Byłaby moją córką, gdyby Obłąkany Król nie zadrwił okrutnie z mojego ojca. To z pewnością szaleństwo skłoniło Aerysa do odrzucenia córki lorda Tywina, zabrania mu syna i ożenienia własnego syna z chorowitą dornijską księżniczką o czarnych oczach i płaskim biuście.

Wspomnienie tej zniewagi nadal ją bolało, choć minęło już tak wiele lat. Przez wiele wieczorów przyglądała się księciu Rhaegarowi, który siedział w komnacie, grając na harfie o srebrnych strunach swoimi długimi, pięknymi palcami. Czy kiedykolwiek żył na świecie równie piękny mężczyzna? Był kimś więcej niż zwykły człowiek. W jego żyłach płynęła krew dawnej Valyrii, krew smoków i bogów. Kiedy była małą dziewczynką, ojciec obiecał jej, że wyjdzie za Rhaegara. Miała wtedy sześć, najwyżej siedem lat.

— Nikomu o tym nie mów, dziecko — poprosił ją z tym swoim sekretnym uśmiechem, którego nikt poza Cersei nigdy nie oglądał. — Nie wspominaj o tym, dopóki Jego Miłość nie zgodzi się na zaręczyny. Na razie musi to pozostać naszą tajemnicą.

Tak też zrobiła, choć kiedyś narysowała siebie siedzącą na smoku za Rhaegarem, z ramionami ciasno oplecionymi wokół jego piersi. Gdy Jaime znalazł rysunek, powiedziała mu, że to królowa Alysanne i król Jaehaerys.

Miała dziesięć lat, gdy wreszcie ujrzała swego księcia na własne oczy, podczas turnieju, który urządził jej pan ojciec, by przywitać króla Aerysa na zachodzie. Pod murami Lannisportu ustawiono trybuny, a aplauz prostaczków odbijał się od Casterly Rock z siłą grzmotu. Przywitali ojca dwukrotnie głośniej niż króla — przypomniała sobie królowa. — Ale brawa dla księcia Rhaegara były jeszcze dwa razy głośniejsze.

Rhaegar Targaryen miał wówczas siedemnaście lat i dopiero niedawno został rycerzem.

Wjechał galopem w szranki, odziany w czarną zbroję płytową nałożoną na złotą kolczugę. Za jego hełmem powiewały długie proporce z czerwonego, złotego i pomarańczowego jedwabiu, wyglądające jak płomienie. Dwaj jej stryjowie padli trafieni jego kopią, a wraz z nimi kilkunastu najlepszych rycerzy jej ojca, kwiat zachodu. Nocą książę grał na srebrnej harfie i Cersei płakała, słuchając jego muzyki. Gdy mu ją przedstawiono, omal nie utonęła w głębinach jego fioletowych oczu. Zraniono go, ale ja uleczą jego rany, kiedy się pobierzemy — pomyślała wówczas. W porównaniu z Rhaegarem nawet jej piękny Jaime wydawał się zwykłym niedorostkiem. Książę będzie moim mężem — myślała, oszołomiona z radości. — A kiedy stary król umrze, zostanę królową. Ciotka Cersei wyznała jej tę prawdę przed turniejem.

— Musisz być dziś szczególnie piękna — rzekła lady Genna, poprawiając jej suknię — bo na pożegnalnej uczcie w końcu ogłosi się twe zaręczyny z księciem Rhaegarem.

Cersei była owego dnia taka szczęśliwa. Gdyby nie to, nigdy nie odważyłaby się odwiedzić namiotu Maggy Żaby. Zrobiła to tylko po to, by pokazać Jeyne i Melarze, że lwica nie boi się niczego. Miałam zostać królową. Dlaczego miałabym się bać jakiejś starej, ohydnej baby?

Gdy wspominała tę przepowiednię, wciąż przebiegały ją ciarki, nawet teraz, po tylu latach. Jeyne uciekła z namiotu, krzycząc ze strachu — wspominała królowa. — Ale Melara została i ja również. Pozwoliłyśmy jej skosztować naszej krwi i śmiałyśmy się z tych głupich przepowiedni.

Nic z tego, co powiedziała, nie miało sensu. Cersei miała zostać żoną księcia Rhaegara, bez względu na jej gadanie. Tak obiecał jej ojciec, a słowo Tywina Lannistera było warte tyle, co złoto.

Gdy turniej się skończył, odechciało się jej śmiać. Nie było pożegnalnej uczty ani toastów mających uczcić jej zaręczyny z księciem Rhaegarem. Było tylko zimne milczenie i lodowate spojrzenia wymieniane między królem a jej ojcem. Potem, gdy Aerys, jego syn i wszyscy towarzyszący im dzielni rycerze ruszyli z powrotem do Królewskiej Przystani, zapłakana Cersei przyszła do ciotki, nic nie rozumiejąc.