Выбрать главу

— Twój ojciec zaproponował małżeństwo — odpowiedziała lady Genna. — Jednak Aerys nie chciał o tym słyszeć. Król powiedział mu: „Jesteś moim najzdolniejszym sługą, Tywinie, ale nikt nie żeni swego dziedzica z córką sługi”. Wytrzyj łzy, maleńka. Widziałaś kiedyś, żeby lwica płakała? Twój ojciec znajdzie dla ciebie innego mężczyznę, lepszego niż Rhaegar.

Ciotka jednak kłamała, a ojciec ją zawiódł, tak samo jak Jaime rozczarowywał ją teraz.

Ojciec nie znalazł lepszego mężczyzny. Dał mi Roberta, a klątwa Maggy rozkwitła niczym zatruty kwiat. Gdyby tylko Cersei poślubiła Rhaegara, tak jak pragnęli bogowie, na pewno nawet nie spojrzałby na młodą wilczycę. Rhaegar byłby dziś naszym królem, a ja byłabym królową, matką jego synów.

Nigdy nie wybaczyła Robertowi, że go zabił.

Ale przecież lwy nie potrafiły wybaczać. Wkrótce przekona się o tym ser Bronn znad Czarnego Nurtu.

BRIENNE

To Hyle Hunt uparł się, żeby zabrali głowy.

— Tarly będzie chciał je zatknąć na murach — oznajmił.

— Nie mamy smoły — przypomniała mu Brienne. — Ciało zgnije. Zostawmy je.

Nie miała ochoty wędrować przez mroczny, zielony, sosnowy las z głowami ludzi, których zabiła.

Hunt nie chciał jednak jej słuchać. Osobiście odrąbał zabitym głowy, związał je razem za włosy i przytroczył sobie do siodła. Brienne nie miała innego wyboru, jak udawać, że ich nie widzi. Czasem jednak, zwłaszcza nocami, czuła na plecach martwe spojrzenia. Raz też śniło się jej, że słyszy, jak szepczą do siebie.

Podczas ich podróży powrotnej na Szczypcowym Przylądku było zimno i wilgotno. W niektóre dni padało, a w inne zanosiło się na deszcz. Nigdy nie było im ciepło. Nawet gdy rozbijali obóz, mieli trudności ze znalezieniem suchego drewna do ogniska.

Kiedy dotarli do bram Stawu Dziewic, Huntowi towarzyszył rój much, oczy Shagwella wyjadła wrona, a po Pygu i Timeonie łaziły czerwie. Brienne i Podrick jechali sto jardów przed Huntem, żeby nie czuć smrodu zgnilizny. Ser Hyle twierdził, że utracił już zmysł węchu.

— Pochowaj je — powtarzała mu za każdym razem, gdy zatrzymywali się na noc, ale Hunt był wyjątkowo uparty. Zapewne powie lordowi Randyllowi, że sam zabił wszystkich trzech — myślała wówczas. Rycerz zachował się jednak honorowo i nie zrobił nic w tym rodzaju.

— Giermek jąkała rzucił kamieniem — oznajmił, gdy zaprowadzono ich na dziedziniec zamku Mootona, gdzie czekał Tarly. — Resztę zrobiła dziewka.

— Wszystkich trzech? — zapytał z niedowierzaniem lord Tarly.

— Walczyła tak, że mogłaby załatwić trzech więcej.

— A czy znalazłaś Starkównę? — zapytał ją Tarly.

— Nie, panie.

— Za to zabiłaś kilka szczurów. Spodobało ci się to?

— Nie, panie.

— Szkoda. No, ale posmakowałaś krwi. Udowodniłaś, czego tam chciałaś dowieść. Pora już, żebyś zdjęła tę zbroję i ubrała się, jak przystoi kobiecie. W porcie stoją statki. Jeden z nich zawija do Tarthu. Znajdę ci na nim miejsce.

— Dziękuję, panie, ale nie.

Wyraz twarzy lorda Tarly’ego sugerował, że najchętniej zatknąłby on głowę Brienne na palu nad bramą Stawu Dziewic, razem z głowami Timeona, Pyga i Shagwella.

— Zamierzasz kontynuować to szaleństwo?

— Zamierzam odnaleźć lady Sansę.

— Jeśli łaska, wasza lordowska mość — wtrącił ser Hyle. — Widziałem, jak walczyła z Komediantami. Jest silniejsza niż większość mężczyzn i szybka...

— To miecz jest szybki — warknął Tarly. — Taka jest natura valyriańskiej stali. Silniejsza niż większość mężczyzn? To prawda. Jest wybrykiem natury, temu bynajmniej nie przeczę.

Tacy jak on nigdy mnie nie polubią, cokolwiek bym uczyniła — pomyślała.

— Panie, niewykluczone, że Sandor Clegane wie coś o tej dziewczynie. Gdyby udało mi się go znaleźć...

— Clegane został wyjęty spod prawa. Wygląda na to, że przystał do Berica Dondarriona.

Albo i nie. Krążą różne opowieści. Pokaż mi, gdzie się ukrywają, a z radością otworzę im brzuchy, wypruję trzewia i spalę ich. Powiesiliśmy już dziesiątki banitów, ale przywódcy nadal nam się wymykają. Clegane, Dondarrion, czerwony kapłan i teraz ta kobieta Kamienne Serce... Jak zamierzasz ich znaleźć, skoro ja nie potrafię tego dokonać?

— Panie, mogę... — Na to pytanie nie miała dobrej odpowiedzi. — Mogę tylko spróbować.

— No to próbuj. Masz ten list, więc nie potrzebujesz mojego pozwolenia, ale i tak ci go udzielę. Jeśli ci się poszczęści, otrzymasz w nagrodę za fatygę tylko odparzenia od siodła. W przeciwnym razie może Clegane pozwoli ci żyć, gdy on i jego banda skończą już cię gwałcić.

Będziesz mogła poczołgać się z powrotem do Tarthu z bękartem jakiegoś psa w brzuchu.

Brienne zignorowała te słowa.

— Panie, czy mógłbyś mi powiedzieć, ilu ludzi ma Ogar?

— Sześciu, sześćdziesięciu albo sześciuset. Zależy, kogo spytasz.

Randyll Tarly miał już wyraźnie dosyć tej rozmowy. Zaczął się odwracać.

— Czy mój giermek i ja moglibyśmy prosić o gościnę pod twoim...

— Proście, ile chcecie. Nie wpuszczę cię pod swój dach.

Ser Hyle Hunt podszedł bliżej.

— Wasza lordowska mość, jeśli łaska, mam wrażenie, że to nadal jest dach lorda Mootona.

Tarly obrzucił rycerza jadowitym spojrzeniem.

— Mooton ma odwagę robaka. Nie życzę sobie, byś o nim wspominał w mojej obecności.

A jeśli chodzi o ciebie, pani, powiadają, że twój ojciec jest dobrym człowiekiem. Jeśli to prawda, współczuję mu. Niektórzy mężczyźni są pobłogosławieni synami, inni córkami. Nikt nie zasługuje na to, by przeklęto go takim dzieckiem jak ty. Może przeżyjesz, a może zginiesz, lady Brienne, ale nie wracaj do Stawu Dziewic, dopóki ja tu władam.

Słowa to tylko wiatr — powiedziała sobie Brienne. Nie mogą mnie zranić. Niech po prostu po mnie spłyną.

— Wedle rozkazu, wasza lordowska mość — zaczęła odpowiadać, ale Tarly zdążył się już oddalić. Zeszła z dziedzińca jak we śnie, nie wiedząc, dokąd idzie.

Ser Hyle podążył za nią.

— W mieście są gospody.

Potrząsnęła głową. Nie miała ochoty rozmawiać z Hyle’em Huntem.

— Pamiętasz gospodę „Pod Śmierdzącą Gęsią”?

Płaszcz Brienne nadal zachował jej odór.

— Dlaczego pytasz?

— Spotkajmy się tam jutro w południe. Mój kuzyn Alyn był jednym z ludzi, których wysłano na poszukiwania Ogara. Pogadam z nim.

— Dlaczego miałbyś to robić?

— A czemu by nie? Jeśli uda ci się tam, gdzie Alyn przegrał, będę mógł z niego drwić przez długie lata.

Ser Hyle miał rację, w Stawie Dziewic rzeczywiście były jeszcze gospody. Niektóre jednak spłonęły, gdy miasto splądrowano, raz, a potem drugi, a w pozostałych było pełno ludzi z zastępu lorda Tarly’ego. Brienne i Podrick odwiedzili po południu wszystkie, ale nigdzie nie znaleźli noclegu.

— Ser? Pani? — odezwał się Podrick, gdy słońce już zachodziło. — Są jeszcze statki. Na statkach są łóżka. To znaczy hamaki. Albo koje.

Portu nadal pilnowali ludzie lorda Randylla. Było tu od nich gęsto jak od much na głowach trzech Krwawych Komediantów. Ich sierżant znał jednak Brienne z widzenia i przepuścił ją. Miejscowi rybacy cumowali już łodzie przed nocą, ją jednak interesowały większe jednostki, pływające po burzliwych wodach wąskiego morza. W porcie stało ich sześć, choć jeden z nich, galeasa zwana „Córką Tytana”, odcumowywał już, by wypłynąć na morze z wieczornym odpływem. Oboje z Podrickiem ruszyli odwiedzić pozostałe. Kapitan „Dziewczyny z Gulltown” wziął Brienne za kurwę i oznajmił jej, że jego statek to nie zamtuz, a harpunnik z ibbeńskiego statku wielorybniczego zaproponował, że kupi od niej chłopca. Na innych statkach mieli jednak więcej szczęścia. Na „Morskim Obieżyświacie” Brienne kupiła Podrickowi pomarańczę. Koga przypłynęła ze Starego Miasta, zawijając po drodze do Tyrosh, Pentos i Duskendale.