Выбрать главу

Rozległ się głośny plusk. Coś owinęło się wokół niego, złapało go za ramiona i za pierś.

Węgorz — brzmiała pierwsza myśl Sama. Capnął mnie węgorz. Wciągnie mnie pod wodę.

Otworzył usta, żeby krzyknąć, i przełknął kolejny łyk wody. Utopiłem się — brzmiała jego ostatnia myśl. Och bogowie, bądźcie łaskawi, utopiłem się.

Kiedy otworzył oczy, leżał na plecach, a potężnie zbudowany, czarny Letniak ugniatał mu brzuch pięściami wielkimi jak szynki. Przestań, to boli — chciał zawołać Sam, lecz zamiast słów z ust popłynęła mu woda. Cały był mokry i drżał z zimna. Na bruku wokół niego utworzyła się kałuża. Letniak ponownie nacisnął jego brzuch i z nosa Sama znowu trysnęła woda.

— Przestań — wydyszał grubas. — Nie utopiłem się. Nie utopiłem się.

— To prawda. — Jego zbawca pochylił się nad nim. Był wielki, czarny i ociekał wodą. -

Jesteś winien Xhondowi wiele piór. Woda zniszczyła piękny płaszcz Xhonda.

Sam zauważył, że Letniak mówi prawdą. Płaszcz z piór przylepiał się do potężnych ramion czarnoskórego mężczyzny. Był mokry i brudny.

— Nie chciałem...

— Pływać? Xhondo to widział. Za dużo pluskania. Grubasy powinny się unosić na wodzie.

— Złapał Sama za wams wielką czarną dłonią i postawił go na nogi. — Xhondo jest matem na „Cynamonowym Wietrze”. Wiele języków zna, trochę. Xhondo śmieje się w duchu, kiedy widzi, jak dajesz w nos temu minstrelowi. I Xhondo słyszy. — Uśmiechnął się szeroko, odsłaniając białe zęby. — Xhondo zna te smoki.

JAIME

— Miałam nadzieję, że w końcu znudzi ci się ta broda. Z tymi kłakami wyglądasz jak Robert.

Jego siostra zdjęła już żałobę, zastępując czarną suknię nefrytowozieloną z rękawami ze srebrnych myrijskich koronek. Na szyi miała szmaragd wielkości gołębiego jaja, wiszący na złotym łańcuchu.

— Robert miał czarną brodę. Moja jest złota.

— Złota? Czy srebrna? — Cersei wyrwała mu włos spod podbródka i uniosła go do oczu.

Był siwy. — Kolor z ciebie odpływa, bracie. Stałeś się cieniem tego, kim byłeś niegdyś, bladym, bezkrwistym kaleką, zawsze odzianym w biel. — Odrzuciła włos na bok. — Wolałam, kiedy nosiłeś czerwień i złoto.

A ja wolałem, kiedy byłaś spowita w promienie słońca, a na twojej nagiej skórze perliły się kropelki wody. Pragnął ją pocałować, zanieść do sypialni, rzucić na łoże. „... pierdoliła się z Lancelem, Osmundem Kettleblackiem, a całkiem możliwe, że również z Księżycowym Chłopcem...”.

— Zawrzyjmy umowę. Zwolnij mnie z tego obowiązku, a będziesz mogła mi rozkazać użyć brzytwy.

Zacisnęła usta. Piła grzane wino z korzeniami i pachniała gałką muszkatołową.

— Chcesz się ze mną targować? Czy muszę ci przypominać, że przysięgałeś posłuszeństwo?

— Przysięgałem bronić króla. Moje miejsce jest u jego boku.

— Twoje miejsce jest tam, gdzie wyśle cię król.

— Tommen przybija pieczęć na każdym papierze, który mu podsuniesz. To twoja robota i to także szaleństwo. Po co mianowałaś Davena namiestnikiem zachodu, jeśli nie wierzysz w jego możliwości?

Cersei siedziała przy oknie. Za nim Jaime widział poczerniałe ruiny Wieży Namiestnika.

— Skąd te opory, ser? Czyżbyś razem z ręką utracił odwagę?

— Przysiągłem lady Stark, że nigdy już nie wyruszę w pole przeciwko Starkom albo Tullym.

— Obietnica złożona po pijanemu z mieczem przystawionym do gardła.

— Jak mam bronić Tommena, jeśli nie będę przy nim?

— Pokonując jego wrogów. Ojciec zawsze powtarzał, że szybkie uderzenie miecza jest lepszą obroną niż jakakolwiek tarcza. Co prawda, żeby uderzyć mieczem, trzeba mieć rękę, ale nawet kaleki lew może wzbudzić strach. Chcę dostać Riverrun. Chcę, żeby Brynden Tully zginął lub znalazł się w łańcuchach. Ktoś musi też zaprowadzić porządek w Harrenhal. Pilnie potrzebujemy Wylisa Manderly’ego, o ile jeszcze żyje i jest naszym więźniem, ale garnizon zamku nie odpowiada na nasze kruki.

— W Harrenhal stacjonują ludzie Gregora — przypomniał Jaime. — On lubił głupich i okrutnych podkomendnych. Najpewniej zjedli twoje kruki razem z listami.

— Dlatego właśnie cię tam wysyłam. Ciebie też mogą zjeść, mój dzielny bracie, ale liczę na to, że przyprawisz ich o niestrawność. — Cersei poprawiła spódnicę. — Chcę, żeby pod twoją nieobecność Królewską Gwardią dowodził ser Osmund.

„...pierdoliła się z Lancelem, Osmundem Kettleblackiem, a całkiem możliwe, że również z Księżycowym Chłopcem...”.

— Decyzja nie należy do ciebie. Jeśli muszę wyjechać, zastąpi mnie ser Loras.

— Czy to żart? Wiesz, co sądzę o ser Lorasie.

— Gdybyś nie wysłała Balona Swanna do Dorne...

— Jest mi tam potrzebny. Tym Dornijczykom nie można ufać. Ich czerwony wąż walczył w obronie Tyriona, czyżbyś o tym zapomniał? Nie zostawię córki na ich łasce. I nie pozwolę, żeby Loras Tyrell dowodził Gwardią Królewską.

— Ser Loras jest trzy razy lepszym mężczyzną niż ser Osmund.

— Widzę, że twoje wyobrażenie o męskości się zmieniło, bracie.

Jaime poczuł, że narasta w nim gniew.

— To prawda, że Loras nie gapi się na twoje cycki tak jak ser Osmund, ale nie myślę...

— Lepiej pomyśl o tym.

Cersei go spoliczkowała.

Jaime nie próbował się zasłonić.

— Widzę, że muszę zapuścić gęstszą brodę, żeby mnie osłoniła przed pieszczotami mojej królowej.

Pragnął zerwać z niej suknię i zamienić jej uderzenia w pocałunki. Robił to już przedtem, gdy jeszcze miał dwie ręce. Oczy królowej przerodziły się w zielony lód.

— Lepiej już idź, ser.

„...Lancelem, Osmundem Kettleblackiem i Księżycowym Chłopcem...”.

— Czy jesteś nie tylko kaleki, lecz również głuchy? Drzwi znajdziesz za sobą, ser.

— Wedle rozkazu.

Jaime odwrócił się na pięcie i wyszedł.

Gdzieś na górze z pewnością słychać było śmiech bogów. Cersei nigdy nie lubiła, gdy jej się sprzeciwiano. Łagodniejsze słowa mogłyby ją przekonać, ale ostatnio na sam widok siostry ogarniał go gniew.

Jakaś część jego jaźni ucieszyła się na myśl, że opuści Królewską Przystań. Nie lubił towarzystwa lizusów i głupców, którzy otaczali Cersei. Addam Marbrand mówił, że w Zapchlonym Tyłku zwano ich „najmniejszą radą”. A Qyburn... mógł uratować Jaimemu życie, ale nie przestał z tego powodu być Krwawym Komediantem.

— Qyburn śmierdzi tajemnicami — ostrzegał Cersei, lecz ona go wyśmiała.

— Wszyscy mamy swoje tajemnice, bracie — odparła.

„...pierdoliła się z Lancelem, Osmundem Kettleblackiem, a całkiem możliwe, że również z Księżycowym Chłopcem...”.

Pod stajniami Czerwonej Twierdzy czekało na niego czterdziestu rycerzy i drugie tyle giermków. Połowę stanowili ludzie z zachodu, zaprzysiężeni rodowi Lannisterów, a drugą połowę niedawni wrogowie zmienieni w niepewnych przyjaciół. Ser Dermot z Deszczowego Lasu miał nieść sztandar Tommena, Rudy Ronnet Connington białą chorągiew Gwardii Królewskiej, a Paege, Piper i Peckledon mieli podzielić się zaszczytem służenia lordowi dowódcy jako giermkowie.

„Zawsze miej przyjaciół za plecami, a wrogów tam, gdzie będziesz ich widział” — poradził mu kiedyś Sumner Crakehall. A może to był ojciec?

Miał dwa konie: rudogniadą klaczkę i pięknego, siwego ogiera. Minęło wiele lat, odkąd Jaime ostatnio nadał imię któremuś ze swoich wierzchowców. Zbyt często widział, jak giną w bitwach, a kiedy miały imiona, trudniej mu było to znieść, ale kiedy chłopak Piperów zaczął je nazywać Chwałą i Honorem, Jaime roześmiał się i zaakceptował imiona. Honor miał rząd barwy lannisterskiej czerwieni, a Chwała nosiła biel Gwardii Królewskiej. Josmyn Peckledon przytrzymał wodze klaczki i Jaime jej dosiadł. Giermek był chudy jak włócznia, miał długie ręce i nogi, przetłuszczone, myszowate włosy i policzki pokryte młodzieńczym puszkiem.