Выбрать главу

— To koni chcemy — odezwał się jeden z rannych. — Świeżych koni i czegoś do żarcia.

Ścigają nas banici. Oddajcie nam konie, a odjedziemy, nie krzywdząc nikogo.

— Pierdolę to. — Mężczyzna w hełmie Ogara wyszarpnął topór, który wisiał u siodła. — Chcę jej obciąć te cholerne kulasy. Potem postawię ją na kikutach, żeby mogła się przyglądać, jak wyrucham tę dziewczynkę od kuszy.

— A czym? — zadrwiła z niego Brienne. — Shagwell mówił, że obcięli ci męskość razem z nosem.

Chciała go sprowokować i udało jej się to. Rzucił się do ataku, wykrzykując przekleństwa. Rozbryzgiwał po drodze czarną wodę. Pozostali odsunęli się, by obejrzeć widowisko. Brienne modliła się, by tak właśnie zrobili. Stała nieruchomo jak kamień, czekając na niego. Było ciemno, a pod nogami mieli śliskie błoto. Lepiej niech on przyjdzie do mnie. Jeśli bogowie będą łaskawi, pośliźnie się i przewróci.

Bogowie nie spełnili jej pragnień, ale miecz jej nie zawiódł. Pięć kroków, cztery, teraz — odliczyła Brienne i Wierny Przysiędze uniósł się na spotkanie szarżującego przeciwnika. Stal zgrzytnęła o stal, ostrze przebiło łachmany i przedziurawiło kolczugę w tej samej chwili, gdy napastnik zamachnął się toporem. Uchyliła się na bok, a potem odsunęła, wyprowadzając cięcie na jego pierś.

Podążył za nią, chwiejąc się na nogach i krwawiąc.

— Ty kurwo! — ryczał gniewnie. — Dziwolągu! Dziwko! Dam cię psu do wyruchania, cholerna suko!

Wywijał toporem, kreśląc nim śmiercionośne łuki niczym bezlitosny, czarny cień, który stawał się srebrny, gdy tylko rozbłyskała błyskawica. Brienne nie miała tarczy, by powstrzymywać jego ciosy. Mogła jedynie odsuwać się od niego, odskakując to w tę, to w tamtą stronę, kiedy głownia przeszywała powietrze przed nią. W pewnej chwili jej noga omsknęła się na błocie i Brienne omal się nie przewróciła. Zdołała jakoś odzyskać równowagę, choć topór otarł się o jej lewe ramię. Przeszył ją gorący ból.

— Załatwiłeś dziwkę! — zawołał któryś z pozostałych.

— Zobaczymy, jak teraz zatańczy — dodał następny.

Rzeczywiście tańczyła, ciesząc się, że na nią patrzą. Lepsze to, niż gdyby mieli się wtrącić. Nie mogła walczyć w pojedynkę z siedmioma przeciwnikami, nawet jeśli jeden czy drugi był ranny. Stary ser Goodwin dawno już spoczywał w grobie, ale ona nadal słyszała jego szept. „Mężczyźni zawsze będą skłonni cię nie doceniać, a duma będzie im kazała zwyciężyć cię szybko, żeby nikt nie mógł powiedzieć, iż kobieta zmusiła ich do wielkiego wysiłku. Niech marnują siły na wściekłe ataki, a ty tymczasem oszczędzaj swoje. Czekaj i obserwuj uważnie, dziewczyno, czekaj i obserwuj uważnie”. Czekała więc i obserwowała, przesuwała się w bok, potem do tyłu i znowu w bok, próbowała go ciąć w twarz, następnie w nogę, a później w ramię. Banita atakował coraz wolniej, topór w jego rękach z każdą chwilą stawał się cięższy. Brienne zmusiła go do odwrócenia się, żeby deszcz padał mu w oczy, a potem cofnęła się szybko o dwa kroki. Znowu uniósł topór, zaklął i popędził za nią. Jedna z jego stóp pośliznęła się na błocie...

...i Brienne skoczyła mu na spotkanie, ściskając rękojeść w obu dłoniach. Pędzący na łeb, na szyję banita nadział się na sztych. Wierny Przysiędze przebił tkaninę, kolczugę, skórzaną kurtę i znowu tkaninę, a potem wbił się w trzewia i wyszedł z tyłu, ocierając się ze zgrzytem o kręgosłup. Topór wypadł z bezwładnych palców, walczący zderzyli się ze sobą, twarz Brienne uderzyła boleśnie o psi hełm. Kobieta poczuła na policzku dotknięcie zimnego metalu. Po stali spływały rzeczułki wody. Gdy uderzył kolejny piorun, Brienne ujrzała przez szczeliny wizury ból, strach i czyste niedowierzanie w oczach przeciwnika.

— Szafiry — wyszeptała do niego i szarpnęła gwałtownie klingą, aż zadrżał. Osunął się na nią całym ciężarem i nagle poczuła, że trzyma w ramionach trupa. Z nieba lały się strugi czarnego deszczu. Odsunęła się, pozwalając, by padł na ziemię...

...i Kąsacz rzucił się na nią z wrzaskiem.

Runął na Brienne niczym lawina mokrej wełny i białego jak mleko cielska, uniósł ją w górę i obalił na ziemię. Z pluskiem wylądowała w kałuży, woda wdarła się jej do nosa i zalała oczy. Uderzenie wybiło jej powietrze z płuc, z trzaskiem walnęła głową w jakiś częściowo zagrzebany w ziemi kamień.

— Nie — zdążyła tylko powiedzieć, zanim zwalił się na nią. Jego ciężar wgniatał Brienne w błoto. Kąsacz jedną ręką złapał ją za włosy, odpychając jej głowę do tyłu, a drugą sięgał do gardła. Wierny Przysiędze wypadł dziewczynie z dłoni. Mogła walczyć tylko rękami, ale gdy walnęła go pięścią w twarz, to było tak, jakby uderzyła w kulę mokrego, białego ciasta.

Zasyczał na nią.

Tłukła go raz po raz, uderzając kłębem dłoni w oko, ale wydawało się, że w ogóle nie czuł jej ciosów. Orała paznokciami jego nadgarstki, lecz on wciąż zaciskał uchwyt, mimo że zadrapania spływały krwią. Miażdżył ją, wyciskał z niej życie. Popchnęła jego ramiona, próbując go z siebie zrzucić, lecz okazał się ciężki jak koń. Nie była w stanie go ruszyć.

Spróbowała go kopnąć w krocze, ale skończyło się na uderzeniu kolanem w brzuch. Kąsacz stęknął i wyrwał jej garść włosów.

Sztylet. Zdesperowana Brienne uczepiła się tej myśli. Przesunęła dłoń w dół, przeciskając palce pod jego cuchnącym kwaśno ciałem, aż wreszcie wymacała rękojeść. Kąsacz otoczył szyję Brienne dłońmi i zaczął walić jej głową o ziemię. Znowu uderzył piorun, tym razem wewnątrz jej czaszki. Mimo to zdołała zacisnąć palce i wyciągnąć sztylet z pochwy. Ciężar napastnika ją przygniatał, nie mogła więc unieść ręki, by wbić ostrze w jego ciało. Przesunęła sztyletem po jego brzuchu i poczuła między palcami ciepły płyn. Kąsacz znowu zasyczał, tym razem głośniej. Puścił na chwilę gardło Brienne, by uderzyć ją w twarz. Usłyszała trzask kości, ból oślepił ją na chwilę. Kiedy znowu spróbowała go ciąć, wyszarpnął jej sztylet i przycisnął przedramię kolanem, łamiąc je. Potem znowu złapał Brienne za głowę, próbując zerwać ją z ramion.

Słyszała szczekanie Psa i krzyki ludzi, a w przerwach między uderzeniami piorunów również szczęk stali. Ser Hyle — pomyślała. Ser Hyle włączył się do walki. Wszystko wydawało się jej jednak odległe i pozbawione znaczenia. Świat Brienne ograniczał się do rąk, które zaciskały się na jej gardle i majaczącej nad nią twarzy. Deszcz spływał z kaptura Kąsacza, który nachylił się niżej. Jego oddech cuchnął zgniłym serem.

Pierś Brienne wypełnił palący ból, a w jej czaszce szalała burza, która ją oślepiała. W ciele zgrzytały o siebie kości. Kąsacz niewiarygodnie szeroko rozdziawił usta. Zobaczyła jego zęby, żółte, krzywe i zaostrzone. Kiedy wbiły się w jej miękki policzek, ledwie to poczuła.

Opadała po spirali w ciemność. Nie mogą umrzeć — powiedziała sobie. Zostało mi jeszcze coś do zrobienia.

Kąsacz odsunął od niej usta, wypełnione mięsem i krwią. Splunął, uśmiechnął się i ponownie zatopił zęby w jej ciele. Tym razem żuł i przełykał. Pożera mnie — uświadomiła sobie Brienne, ale nie miała już sił się bronić. Odnosiła wrażenie, że unosi się nad swoim ciałem, obserwując tę grozę z zewnątrz, jakby spotkała jakąś inną kobietę, jakąś głupią dziewczynę, której wydawało się, że jest rycerzem. Zaraz nadejdzie koniec — pomyślała.

Potem nie będzie już miało znaczenia, czy mnie zje. Kąsacz odrzucił głowę do tyłu, znowu otworzył usta i zawył, wysuwając język — ostro zakończony i ociekający krwią. Był dłuższy, niż ludzki język miał prawo być. Sterczał z jego ust, czerwony, mokry i lśniący. Obrzydliwy.