– Pamiętasz, jak Ashley zachowywała się na pogrzebie ojca i trochę potem? Jak zareagowała… na jego śmierć? Ja sobie nie mogę przypomnieć.
Mia zastanawiała się przez moment.
– Nie wiem. Pewnie podobnie jak my. Czuła ulgę, a także wyrzuty sumienia.
– Wyrzuty sumienia? – zawołała Melanie.
– Z jakiego powodu?
– Że cieszy się z jego śmierci – odparła Mia spokojnie. – Bo się cieszyłyśmy, sama musisz to przyznać.
To prawda. Podobnie jak pozostałe siostry, również Melanie w głębi duszy pragnęła śmierci ojca, ale przecież nie stały się z tego powodu morderczyniami.
– Czy zapamiętałaś coś dziwnego? Coś, co cię uderzyło? Jakieś niuanse?
– W zachowaniu Ashley? Nie, nic. Bądź poważna, Mel.
– Jestem śmiertelnie poważna. Mia, widzę, co się dzieje z Ashley. Ona już od dawna zachowuje się niezupełnie normalnie, ale teraz stała się kompletnie nieprzewidywalna.
Mia przyglądała się siostrze z namysłem.
– O czym ty mówisz, Mel? Co się dzieje?
– Nie wiem na pewno, ale mam pewne podejrzenia…
– Cześć, Melanie.
Odwróciła się zaskoczona. W drzwiach kuchni stała Weronika w lnianym jasnobeżowym kostiumie, z aktówką w dłoni i sztywnym uśmiechem na twarzy. Co prawda pogodziły się, ale po epizodzie w dodzio dawna zażyłość już nie wróciła, czego Melanie nie mogła odżałować.
Teraz ze zdumieniem patrzyła na obydwie kobiety. Co Weronika robi w środku dnia w mieszkaniu Mii? I dlaczego Mia nie powiedziała o obecności przyjaciółki? Mel była przekonana, że jest z siostrą sama.
– Dziękuję za wszystko, Niki. – Mia przesłała jej pocałunek. – Jesteś kochana.
– Muszę wracać do pracy, pa, maleńka. Cześć, Melanie.
– Cześć – mruknęła Melanie, odprowadzając ją wzrokiem – W chwilę później usłyszała łoskot unoszących się drzwi garażu i odgłos zapalanego silnika.
– Weronika nadal mieszka u ciebie? – zagadnęła siostrę.
Mia dopiła sok i postawiła pustą szklankę na stole.
– Mieszkała do dzisiaj, bo wieczorem wraca do siebie. Wpadła po resztę swoich rzeczy. Będzie mi jej brakowało. Cała ta sprawa… Koszmar… Nie wiem, co bym bez niej zrobiła.
Melanie poczuła ukłucie zazdrości i nagły przypływ wyrzutów sumienia. Kiedyś Mia, gdyby znalazła się w potrzebie, wręcz instynktownie zwróciłaby się do niej: do swojej bliźniaczej siostry, a zarazem najlepszej przyjaciółki i zaufanej powiernicy.
Co się z nami stało? – pomyślała ze smutkiem Melanie. Dlaczego wszystko legło w gruzach?
Nawet nie zauważyła, kiedy w jej życiu zaszły tak bardzo znaczące zmiany.
– Co się z nami stało, Mia? – powiedziała lekko drżącym głosem. – Z tobą, mną, z Ashley? Byłyśmy kiedyś takie zżyte, tak bardzo bliskie sobie.
– Nie wiem. Myślę, że wyrosłyśmy z tego i każda poszła swoją drogą.
– Wyrosłyśmy? Jak możesz mówić o tym tak lekko? Ty i Ashley zawsze byłyście najważniejszymi osobami w moim życiu. Wydawało mi się, że i wy czujecie podobnie.
Mia ściągnęła brwi i spojrzała na siostrę.
– Ja? Najważniejsza w twoim życiu? Wybacz, ale widzę to trochę inaczej. Akceptowałaś mnie, bo zawsze robiłam to, co chciałaś, i bezkrytycznie cię podziwiałam. Codziennie zapewniałam ci małą porcję prywatnej, domowej adoracji.
Słowa Mii zabolały ją do żywego.
– To nieprawda. Byłyśmy partnerkami. Na równych warunkach.
– A jakże, na równych – prychnęła Mia. – Tyle tylko, że to ty je ustalałaś, a ja przyjmowałam. Ty byłaś tą silną, a ja tą słabą. – Nachyliła się ku Melanie z gorzkim uśmiechem. – Nigdy nie chciałaś, żebym stała się silna, prawda? Podobała ci się rola energicznej osoby, dla której nie ma problemów nie do przewalczenia. Tak widziałaś samą siebie. Ja byłam tylko beksą, biedną ofiarą, celem ataków ojca, a z tobą każdy miął się liczyć. Melanie z trudem przyjmowała pełne gniewu i bólu zarzuty Mii.
Pokręciła głową.
– To nieprawda. Wolałabym, żeby to ojciec mnie prześladował, nie ciebie.
Mia wstała. Drżała od powstrzymywanych z trudem emocji.
– Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ty najpewniej w to wierzysz. Odwaga, wręcz heroizm i szlachetna bezinteresowność. Łatwiej ci w ten sposób pogodzić się z przeszłością.
Melanie też podniosła się zza stołu, tak bardzo dotknięta, że z trudem mogła oddychać. Co tu się dzieje? Co za diabeł zamieszał między nimi?
– Skąd się to wzięło? Kiedy zaczęłaś mnie nienawidzić? Kiedy zaczęłaś tak o mnie myśleć? – Podniosła dłoń do ust. Nagle zaczęła wszystko rozumieć. – To Weronika, tak? To ona nastawia cię przeciwko mnie i Ashley. To ona… cię odmieniła. Przy niej tak bardzo zgorzkniałaś, że aż zaczęłaś nienawidzić swoje siostry.
– Problem zawsze tkwi gdzie indziej, ale nigdy w tobie, prawda, Melanie? Weronika jest moją przyjaciółką i rozumie mnie. Chce, żebym była szczęśliwa.
Melanie myśli wirowały w głowie. Cały jej świat drżał w posadach. O ile już się nie zawalił, pomyślała z przerażeniem. Trzy nierozłączne siostry, tak zawsze sobie oddane, tak zawsze darzące się uczuciem…
Najpierw Ashley, a teraz Mia, Co się z nimi dzieje? Co się z nią dzieje?
– Zawsze chciałam tylko twojego dobra. Chciałam, żebyś była absolutnie szczęśliwa.
– No i doczekałaś się, by twoje życzenie się spełniło – rzuciła jej w twarz Mia. – Bo tak się stało, że nigdy w życiu nie byłam szczęśliwsza.
ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY PIERWSZY
W godzinę po wydaniu rozkazu ekipa techniczna FBI była na miejscu. Na drzewach w pobliżu grobu Joli Andersen zainstalowano trzy kamery wideo, mikrofony i nadajniki. Z punktu dowodzenia, umieszczonego koło opuszczonego magazynu kilka kilometrów dalej, Harrison i Stemmons mogli nie tylko obserwować cmentarz, ale także dysponowali panoramicznym otoczeniem grobu oraz mieli możliwość dokonywania dowolnych zbliżeń. Każda kamera była wyposażona w noktowizor, umożliwiający robienie zdjęć w nocy, a właśnie o tej porze spodziewano się wizyty Enesa na cmentarzu.
Po zainstalowaniu całej aparatury monitorującej pozostawało tylko czekać. Cmentarz obstawiało kilku policjantów po cywilnemu, każdy z niewielkim nadajnikiem radiowym, który zapewniał stały kontakt z punktem dowodzenia.
Cmentarz, położony w historycznej dzielnicy Dilworth, był najstarszy w mieście i otaczały go dość gęsto zamieszkane ulice, co było szczęśliwym zrządzeniem losu, bo mężczyzna na przebieżce, spacerująca para czy parkujący przy krawężniku samochód nie mogły wzbudzać żadnych podejrzeń.
Bobby miał odgrywać cmentarnego stróża drzemiącego w swojej pakamerze, zaś Melanie przypadło uprawianie joggingu na przylegających do cmentarza ulicach. Po dwóch dniach wieczornych biegów, których jedynym efektem był pęcherz na prawej stopie, doszła do wniosku, że Bobby’emu trafiła się lepsza fucha.
Zbliżywszy się do zachodniego wejścia na cmentarz, znacznie zwolniła, udając, że mierzy sobie puls. Miała na sobie szorty, koszulkę bez rękawów i przypasaną w tali torebkę „niezbędniczkę”, gdzie schowała to, co najpotrzebniejsze, czyli blachę, broń i kajdanki.
Ogarnęła wzrokiem cmentarne wejście. Nikogo, tylko jakaś starsza dama z dwoma białymi pudlami. Żadnych samochodów.
– Zachodnie wejście czyste – rzuciła do mikrofonu, zawiedziona, że nic się nie dzieje. A czas płynął nieubłaganie. Ostatnia noc i będą musieli zwinąć kosztowny sprzęt. Connor uważał, że jeśli Enes przyjdzie na grób Joli Andersen, zrobi to teraz, bezpośrednio po ostatniej porażce, albo wcale.
Melanie podzielała jego opinię, ale bała się, że minęło już zbyt wiele czasu i ich łowy nic nie dadzą, bowiem impuls, którym kierował się Enes, pewnie już wygasł.