Выбрать главу

– Tu Ella – usłyszała w słuchawce głęboki, chropawy, prawie męski głos – głos palaczki. – Proszę mi powiedzieć, kim pani jest i czego pani chce, a ja wtedy zdecyduję, czy trzeba wzywać Edgara.

Becky wpatrywała się w słuchawkę. To nie był Nowy Jork.

– Nazywam się Becky Powell. Tydzień temu wprowadziłam się do domu Jacoba Marleya.

– Ja to wszystko wiem, panno Powell. Widziałam panią w Sielance z Tylerem McBride'em. Co zrobiliście z małym Samem w tym czasie, kiedy włóczyliście się po mieście i zabawialiście w jednej z najlepszych restauracji w Riptide?

Becky nie mogła powstrzymać się od śmiechu, który szybko przeszedł w czkawkę. Czuła, jak jej oczy wzbierają łzami. To było czyste szaleństwo.

– Zostawiliśmy go z panią Ryan – powiedziała. – On bardzo ją lubi.

– W takim razie w porządku. Rachel i Ann – to nieżyjąca pani McBride – były najlepszymi przyjaciółkami, nieprawda? A Sam bardzo kocha Rachel, a ona jego. Dzięki Bogu, skoro jego mama nie żyje, nieprawda?

– Myślałam, że Ann McBride zniknęła, że porzuciła rodzinę i wyjechała z Riptide.

– To on tak mówi, ale nikt w to nie wierzy. Czego pani chce, panno Powell? Proszę mówić zwięźle, nie odbiegać od tematu i nie opowiadać mi plotek. Tu jest poważny urząd.

– Znalazłam w swojej suterenie szkielet.

Po raz pierwszy podczas tej dziwnej rozmowy pani Ella zamilkła, ale tylko na chwilę.

– Ten szkielet, który, jak pani mówi, jest w suterenie, jak się tam dostał?

– Wyleciał ze ściany razem z gruzem, parę minut temu. Ściana się zarwała, pewnie po wczorajszej burzy.

– Jednak przełączę panią do Edgara, szeryfa Gaffneya, jak dla pani. Jest bardzo zajęty, burza narobiła wiele szkód, ludzie stale czegoś od niego chcą, ale szkieletu nie można odłożyć na jutro, nieprawda?

– Ma pani rację – powiedziała Becky, z trudem opanowując idiotyczną chęć wybuchnięcia śmiechem. Otarła z oczu łzy. Zorientowała się, że cała się trzęsie. To było bardzo dziwne.

– Ella mówi, że ma pani szkielet w suterenie – w słuchawce rozległ się męski głos. – Taka rzecz nie zdarza się codziennie. Jest pani pewna, że to szkielet?

– Jestem tego pewna, chociaż szczerze mówiąc nigdy przedtem nie widziałam szkieletu leżącego na podłodze sutereny u moich stóp.

– Zaraz przyjeżdżam. Proszę się nie rozłączać.

Becky wpatrywała się w słuchawkę, kiedy znowu odezwała się Ella.

– Edgar powiedział, że mam zająć panią rozmową, żeby nie wpadła pani w histerię. On nie ma cierpliwości do kobiet, które płaczą i wyrabiają Bóg wie co. Dziwi mnie, że się pani tak przy nim rozkleiła, przecież ze mną rozmawiała pani spokojnie o tym i o tamtym.

– Doceniam pani troskę, Ello. Jeszcze nie wpadłam w histerię, ale ciekawi mnie, skąd szeryf mógł wiedzieć, że jestem tego bliska? Niczego takiego mu nie powiedziałam.

– Edgar się na tym zna – stwierdziła Ella. – Ma wspaniałą intuicję, nieprawda? Będę z panią rozmawiać, dopóki on do pani nie przyjedzie, panno Powell. Muszę pani pomóc zebrać się do kupy.

Becky nie miała nic przeciwko temu. Przez następne dziesięć minut słuchała o tym, jak Ann McBride zniknęła z dnia na dzień, bez słowa, tak jak mówił jej Tyler. Dowiedziała się też, że Tyler nie jest ojcem Sama, tylko jego ojczymem. Ojciec Sama również zniknął niespodziewanie. To było dziwne, oboje i tak nagle?

Co prawda ojciec Sama był nieudacznikiem, stale narzekał na ciężkie życie i mówił, że tu nie zostanie, więc jego zniknięcie nie było tak tajemnicze, nieprawda? Ale z Ann to inna sprawa, ona nie wyjechałaby bez Sama.

Później Ella opowiadała jej o swoich zwierzętach, a musiała mieć ich w życiu sporo, jeśli teraz miała sześćdziesiąt pięć lat. Wreszcie Becky usłyszała nadjeżdżający samochód.

– Przyjechał szeryf, pani Ello. Obiecuję, że się nie rozkleję.

Odłożyła słuchawkę, zanim Ella zdążyła jej podać wypróbowany przepis swojej matki na skołatane nerwy. Ale ona się nie rozklei, bo już przy piątym psie pani Elli, terierze, który wabił się Butch, nie miała łez w oczach i nie wzbierał w niej suchy, nerwowy śmiech.

Szeryf Gaffney widywał tę pannę Powell w mieście, ale nigdy z nią nie rozmawiał. Wyglądało na to, że dzisiaj nie będzie sprawiać kłopotów, pomyślał, przypominając sobie jej nerwowe zachowanie w Twierdzy Artykułów Spożywczych, gdzie po raz pierwszy ją zobaczył. Była całkiem ładna, chociaż twarz miała tak białą jak koszula, którą miał na sobie wczoraj wieczór, zanim zabrał się do jedzenia spaghetti. Otworzyła frontowe drzwi domu starego Marleya i stała w nich, przyglądając mu się.

– To ja reprezentuję prawo – powiedział, zdejmując swój kapelusz szeryfa. Zauważył w niej coś dziwnego, coś było nie w porządku, coś, co nie miało nic wspólnego z jej śmiertelnie bladą twarzą. No cóż, jak się znajdzie szkielet, to różne rzeczy mogą się dziać z człowiekiem. Wolałby, żeby się tak w niego nie wpatrywała, jakby była pozbawiona rozumu albo, nie daj Boże, jakby wpadła w histerię. Obawiał się, że ona wybuchnie płaczem i gotów był zrobić wszystko, żeby temu zapobiec. Wyprostował się i wyciągnął do niej swoją wielką dłoń.

– Szeryf Gaffney, proszę pani. O co chodzi z tym szkieletem w pani suterenie?

– To kobieta, szeryfie.

Uścisnął jej dłoń, oddychając z ulgą, że wydała mu się teraz bardziej opanowana i dolna warga już jej nie drżała. Oczy miała suche, na ile mógł to stwierdzić, zważywszy na to, że nosiła okulary.

– Proszę mi pokazać ten szkielet, który pani niewyszkolone oko uznało za kobietę – powiedział. – Zobaczymy wtedy, czy dobrze pani to odgadła.

Znalazłam się w świecie baśni, pomyślała Becky, prowadząc szeryfa do sutereny Jacoba Marleya.

Szła za nim. Szeryf zbliżał się do sześćdziesiątki i miał co najmniej piętnaście kilo nadwagi, koszula rozchodziła mu się na brzuchu. Szeroki czarny pas z kaburą rewolweru i pałką był ledwie widoczny z przodu, bo zasłaniał go jego wielki brzuch. Gaffney miał wianuszek siwych włosów wokół głowy i jasnoszare oczy. Omal na niego nie wpadła, kiedy zatrzymał się nagle na najniższym stopniu i pociągnął nosem.

– Dobrze jest, panno Powell. Nic nie śmierdzi. Musi być stara. O mało nie zwymiotowała.

Trzymała się z daleka, kiedy ukląkł, żeby obejrzeć kości.

– Pomyślałam, że to kobieta, a może nawet młoda dziewczyna, ponieważ ma na sobie różowy top.

– Dobry wniosek, proszę pani. Te szczątki wyglądają na stare, ale to nic pewnego. Czytałem, że z nieboszczyka może zostać szkielet już po dwóch tygodniach, jak również po dziesięciu latach, zależnie od tego, gdzie złożono ciało. Szkoda, że za tą ścianą nie wytworzyła się próżnia. Gdyby tak było, to może jeszcze coś by z niej zostało. Popatrzcie no! Ten, kto ją tu pogrzebał, zabił ją ciosem w głowę.

Podniósł wzrok, oczekując, że Becky popatrzy na jego odkrycie. Zmusiła się, żeby spojrzeć na oderwaną od tułowia czaszkę. Szeryf Gaffney podniósł czaszkę i obracał ją w ręku.

– Niech pani spojrzy. Ktoś nieźle jej dowalił, nie z tyłu głowy, tylko z przodu.

To był cios z piekła rodem. Silny, bardzo silny. Ten, kto to zrobił, był wściekły jak wszyscy diabli, uderzył ją z całej siły, prosto w twarz. Ciekaw jestem, kim ta biedaczka była. Najpierw trzeba sprawdzić, czy nie zaginął ktoś z naszej młodzieży. Co prawda mieszkam tu prawie całe życie i nie pamiętam, żeby jakiś dzieciak zaginął, ale popytam w okolicy. Ludzie takich spraw nie zapominają. Dojdziemy do tego. Ta dziewczyna pewnie uciekła z domu. Stary Jacob nie lubił obcych – ani kobiet, ani mężczyzn. Prawdopodobnie zobaczył, że buszuje w garażu, a może nawet usiłuje się włamać do domu i o nic nie pytając, walnął ją w głowę. W gruncie rzeczy nie lubił też ludzi, którzy nie byli obcy.