Выбрать главу

– Powiedział pan, że to był silny cios, zadany z przodu. Dlaczego Jacob Marley miałby wpaść we wściekłość, jeśli ta dziewczyna była uciekinierką, albo jakiś miejscowy dzieciak plątał się po jego posiadłości?

– Nie wiem. Może mu odpyskowała. Stary Jacob tego nie lubił.

– Te białe dżinsy to Calvin Klein, szeryfie.

– Teraz pani mówi, że to facet?

– Nie, to projektant mody. To są drogie dżinsy. Chyba nie pasują do dziewczyny, która uciekła z domu.

– Wielu uciekinierów pochodzi z klasy średniej, proszę pani. – Szeryf Gaffney podniósł się na nogi. – To dziwne, ale masa ludzi o tym nie wie. Niewielu jest ubogich uciekinierów. Taaa… ta burza coś tu obruszyła. – Pochylił się, żeby obejrzeć ścianę. – Wygląda na to, że stary Jacob dobrzeją tam schował, tylko kiepsko zamurował ścianę. Nie powinna była się obsunąć. Inne ściany są nienaruszone.

– Stary Jacob był maniakalnym zabójcą?

– Hę? – Obrócił się do niej. – Och, nie, panno Powell. On tylko nie lubił, żeby mu się tu ktoś kręcił. Od czasu, kiedy stracił Mirandę, stał się samotnikiem.

– Kim była Miranda? Jego żoną?

– Och, nie, złotym retrieverem. On tak dawno pochował swoją żonę, że nawet jej nie pamiętam. Taaa… ona dożyła do trzynastu lat i nagle wyciągnęła nogi.

– Jego żona miała tylko trzynaście lat?

– Nie, jego złoty retriever, Miranda. Po jej śmierci stary Jacob już nigdy nie doszedł do siebie. Mówią, że ciężko jest przeżyć utratę kogoś, kogo się kocha. Moja Maude już dawno mi obiecała, że mnie przeżyje, więc może nie będę musiał sprawdzać, jak to jest. – Szeryf Gaffney ułożył czaszkę na klatce piersiowej szkieletu, i ruszył schodami w górę.

Becky poszła za nim. Obejrzała się tylko raz na upiorne białe kości w dżinsach od Calvin Kleina i seksownym różowym topie. Biedna dziewczyna. Przypomniało się jej opowiadanie Allana Edgara Poe… miała nadzieję, że ta dziewczyna była już martwa, kiedy zamurowywano ją w ścianie.

Półtorej godziny później Tyler stał przy Becky na frontowym ganku. Doktor Baines, niższy od niej, chudy, w ogromnych okularach, prawie pędem wybiegł z domu. Dwóch młodych łudzi szło za nim, ostrożnie niosąc szkielet na noszach.

– Nigdy nie przypuszczałem, że pan Marley mógłby być zdolny do morderstwa – powiedział doktor Baines. – Dziwne rzeczy się zdarzają, prawda? Nikt nic nie wiedział, niczego się nie domyślał.

Poprawił okulary, skinął im głową i powiedział coś do mężczyzn, którzy wkładali nosze do samochodu.

Nieoznakowana biała furgonetka ruszyła sprzed domu, a za nią pojechał doktor Baines swoim samochodem.

– Doktor Baines jest miejscowym lekarzem – szeryf zwrócił się do Becky. – Kiedy zawiadomiłem go o znalezieniu szkieletu, zadzwonił do patologa w Auguście, a ten powiedział mu, co należy zrobić. To głupie; przecież on jest lekarzem. Ja jestem policjantem i wiem, jak się mam obchodzić ze szkieletem, trzeba zrobić zdjęcia pod każdym kątem i być bardzo ostrożnym, żeby nie zatrzeć żadnych śladów na miejscu przestępstwa.

Becky przypomniała sobie, jak delikatnie kładł czaszkę na klatce piersiowej szkieletu. Znał swoją robotę.

Tak czy inaczej, doktor Baines zawiezie szkielet do patologa do Augusty i wtedy zobaczymy, co dalej – dodał szeryf Gaffney, wzruszając ramionami. Popatrzył na zgromadzonych w pobliżu domu ludzi, pokręcił głową i dał im znak żeby odeszli. Oczywiście, nikt się nie ruszył. Dalej rozmawiali patrząc na dom, może nawet na nią.

– Niedługo się rozejdą – powiedział szeryf. – To tylko zwykła ludzka ciekawość. Panno Powell, wiem, że jest pani zdenerwowana, jest pani przecież wrażliwą kobietą, podobnie jak moja Maude, ale bardzo proszę, żeby pani jeszcze przez jakiś czas zachowała spokój.

Ma tyle lat, ile miałby mój ojciec, gdyby żył, pomyślała Becky i uśmiechnęła się do niego. Chciał przecież dobrze.

– Postaram się, szeryfie. Pan nie ma córek, prawda?

– Nie, proszę pani, tylko gromadę bezczelnych chłopaków, którzy mi stale pyskują i przychodzą do domu spoceni i wymazani błotem. Dziewczynki są zupełnie inne. Moja Maude dałaby nie wiem co, żeby mieć dziewczynkę, ale Bóg nie przysłał nam ani jednej, tylko tych brudnych chłopaków A więc tak, panno Powell – ciągnął dalej – doktor Baines będzie rozmawiał z personelem laboratorium patologa w Auguście – to nasza stolica, proszę pani – kiedy tylko tam dojedzie Zrobią sekcję zwłok, czy jak się to tam nazywa, co się robi z kupą kości. Ci ludzie są dobrze przygotowani i będą wiedzieli co to ma być. Jak już pani mówiłem, stwierdzą, że stary Jacob albo ktoś inny, uderzył ją w czoło i rozwalił jej głowę. Udowodnią, że to był bardzo silny, paskudny cios. Tymczasem musimy się dowiedzieć, kim ona była. Nie znalazłem przy niej żadnych dokumentów. Ma pani jakiś pomysł?

– Dżinsy Claina Kleina były modne od początku do połowy lat osiemdziesiątych. To by oznaczało, że ona nie została zamordowana i zamurowana w tej ścianie przed rokiem tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym.

Szeryf Gaffney zapisywał wszystko, co mówiła, cicho nucąc pod nosem. Po chwili podniósł głowę i popatrzył na nią.

– Kogoś mi pani przypomina, panno Powell.

– Może widział mnie pan w jakimś piśmie prezentującym modę, szeryfie. Nie, proszę nie brać tego na serio. Żartowałam, nie jestem modelką. Na pewno bym pana zapamiętała, gdybyśmy się już kiedyś spotkali.

– To bardzo prawdopodobne – powiedział, skinąwszy głową. – Tyler, może ty masz jakiś pomysł?

Tyler potrząsnął tylko głową.

Wydawało się, że szeryf Gaffney ma jeszcze zamiar coś powiedzieć, ale szybko zrezygnował. Obrzucił tylko Tylera długim spojrzeniem.

– Będziemy w kontakcie – powiedział, podnosząc dłoń do kapelusza.

Podszedł do samochodu, brązowego forda z kogutem na dachu. Obejrzał się jeszcze, patrząc na nich spod zmarszczonych brwi. Wreszcie wcisnął się na siedzenie kierowcy. Nie zainteresował się, skąd ona pochodzi, to wspaniale. Wiedział, że nie mogła mieć z tym nic wspólnego, więc nieważne było, kim jest, skąd przyjechała i czym się zajmuje.

– To fantastyczny facet – powiedziała Becky, kiedy szeryf odjechał. – Szkoda, że nie ma córki, oprócz tych swoich brudnych chłopaków.

Widząc, że Tyler nie odrywa wzroku od ziemi, dotknęła lekko jego ramienia.

– O co chodzi? Boisz się, że naprawdę wpadnę w histerię dlatego, że znalazłam tę biedną dziewczynę?

– Nie, nie o to chodzi. Widziałaś szeryfa? Chociaż niczego takiego nie powiedział, było oczywiste, o czym on myśli.

– Nie rozumiem cię. O co chodzi, Tyler?

– Wiem, co przyszło mu do głowy w chwili, kiedy miał już wsiąść do samochodu: że ten szkielet to może być Ann.

Becky patrzyła na niego tępym wzrokiem.

– Moja żona. Ona nosiła dżinsy Calvina Kleina.

8

Następnego ranka Becky poszła do Składu Aptecznego Riptide, który znajdował się w Alei Naparstnicy, i stwierdziła z przerażeniem, że znalazła się w centrum zainteresowania. Jak na kogoś, kto chciał się zaszyć w ciemnym kącie, to niezbyt dobrze sobie radziła. Gdziekolwiek się pokazała, patrzono na nią ciekawie, wypytywano, przedstawiano swoim krewnym. Była dziewczyną, która znalazła szkielet. Nawet na stacji benzynowej Union 76, przy Rondzie Wilczego Łyka, obsługiwano ją wyjątkowo gorliwie. Menedżer Twierdzy Artykułów Spożywczych, pani Dobbs, poprosiła ją o autograf. Trzy osoby powiedziały jej, że kogoś im przypomina.