Выбрать главу

Było za późno, żeby ufarbować włosy na czarno. Poszła do domu i już z niego nie wychodziła. Tego dnia odebrała co najmniej dwadzieścia telefonów. Nie widziała się z Tylerem, ale wiedziała już, że miał rację, kiedy mówił o podejrzeniach szeryfa, ponieważ wszyscy myśleli podobnie i rozmawiali o tym z sąsiadami, nie ściszając nawet głosu.

Tyler nie poruszał tego tematu, kiedy przyszedł do niej późnym wieczorem. Zachowywał stoicki spokój. Miała ochotę wykrzyczeć, że ci ludzie nie mają racji, że Tyler jest wspaniałym człowiekiem, że nie mógłby nikogo skrzywdzić, tym bardziej swojej żony, wiedziała jednak, że nie powinna ryzykować i skupiać na sobie uwagi. To było zbyt niebezpieczne. Musiała wysłuchiwać opowieści o Ann, żonie Tylera i matce Sama, która rzekomo zniknęła piętnaście miesięcy wcześniej, nie zostawiając żadnej wiadomości ani dla męża, ani dla syna.

Przed dwoma laty Ann miała jeszcze matkę, lecz Mildred Kendred zmarła i Ann została sama z Tylerem. Nie miała krewnych, którzy by go wypytywali, gdzie podziała się jego żona. Popatrzcie tylko na małego Sama, jest taki cichy i zamknięty w sobie, pewnie coś widział – wszyscy byli tego pewni. To, że nie bał się swojego ojczyma, mogło oznaczać tylko jedno: dziecko wyparło ze świadomości te straszne wspomnienia.

Tak, teraz byli o tym przekonani. Tyler walnął żonę w głowę -pewnie chciała go porzucić, o to chodziło – a potem zamurował ją w ścianie sutereny Jacoba Marleya. A mały Sam niewątpliwie coś widział… tak bardzo się zmienił po zniknięciu matki.

Przez następne dni Tyler nadal był spokojny, nie komentował domysłów, ignorował ukradkowe spojrzenia ludzi, którzy rzekomo byli jego przyjaciółmi. Becky widziała jednak, że był nieszczęśliwy. Nie mogła nic na to poradzić, poza powtarzaniem w kółko:

– Tyler, wiem, że to nie Ann. Udowodnią, że to ktoś inny, zobaczysz.

– W jaki sposób?

– Jeśli się nie dowiedzą, kim ona była, to zainteresują się ucieczkami z domów. Poza tym są jeszcze testy DNA. Dowiedzą się. Niedługo mnóstwo ludzi będzie cię błagać o przebaczenie.

Popatrzył na nią bez słowa.

Następnego dnia Becky wybrała się na zakupy do Twierdzy Artykułów Spożywczych dopiero o ósmej wieczorem, mając nadzieję, że będzie tam mało ludzi. Szybko przechodziła pomiędzy półkami. Ostatnią pozycją na jej liście było masło z orzeszków ziemnych. Znalazła je i wzięła mały słoiczek. Za późno się zorientowała, że słoik jest popękany – rozleciał się jej w rękach w tym samym momencie, kiedy zaczęła wołać kogoś z obsługi. Część zawartości wychlapała się na słoiki dżemów i galaretek, reszta spadła na podłogę. Becky zastygła w bezruchu, patrząc na to pobojowisko.

– Widzę, że kupuje pani naturalny produkt, bez cukru. Ja też tylko takiego używam.

Obróciła się szybko, poślizgnęła na maśle orzechowym i omal nie wpadła na kartony z zupą. Jakiś mężczyzna chwycił ją za ramię i postawił na nogi.

– Przepraszam, że panią zaskoczyłem. Znajdę inny słoik. Właśnie idzie chłopak z mopem. Powinien pani wytrzeć podeszwy tenisówek.

– Tak, to prawda.

Nie znała tego mężczyzny, ale to nie miało specjalnego znaczenia, ponieważ nie znała większości ludzi w mieście. Miał na sobie czarną kurtkę, ciemne dżinsy i buty do biegania firmy Nike. Zrobił na niej wrażenie wielkiego, twardego faceta. Miał przydługie ciemne włosy i równie ciemne oczy.

– Jedyny kłopot – ciągnął po chwili milczenia – to rozmieszanie tego masła przed włożeniem go do lodówki. Olej okropnie się wtedy rozpryskuje. Uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały chłodne, jakby patrząc na ludzi, widział tylko ich ponure tajemnice. Nie chciała, żeby w ten sposób patrzył na nią, żeby zaglądał w głąb jej serca. Nie miała ochoty z nim rozmawiać. Chciała jak najszybciej wyjść ze sklepu.

– Wiem – powiedziała, cofając się o krok. Kim on jest? Dlaczego stara się być miły?

– Panno Powell, jestem Młody Jeff. Stary Jeff, mój tato, jest asystentem menedżera. Niech pani się nie rusza, oczyszczę pani tenisówkę.

Gwałtownie podniósł jej nogę do góry, aż się przechyliła do tyłu.

Tajemniczy mężczyzna podtrzymywał ją, kiedy Młody Jeff wycierał mokrym papierowym ręcznikiem podeszwę jej buta.

– Cieszę się, że panią spotkałem, proszę pani. Chciałbym wiedzieć, czy ten biedny nieżywy szkielet to pani McBride. Wszyscy mówią, że to nie może być nikt inny, skoro pani McBride zniknęła nagle i wcale nie tak dawno temu. Mówią też, że pani wie, że to jest pani McBride, że jest pani tego pewna, ale jak to możliwe? Czy pani znała panią McBride? -dopytywał się chłopak.

Wreszcie uwolnił jej nogę. Odsunęła się od Młodego Jeffa i tego drugiego mężczyzny co najmniej o pół metra. Zrobiło jej się nagle bardzo zimno.

– Nie, Jeff. Nie znałam Ann McBride i nic o niej nie wiem. Ludzie zbyt wcześnie wyciągają wnioski. Założę się, że dowiemy się już niedługo, iż ta biedna kobieta to nie jest Ann McBride. Powiedz wszystkim, że takie jest moje zdanie.

– Zrobię to, panno Powell, ale pani Ella mówi co innego. Ona też myśli, że to Ann McBride.

– Uwierz mi, Jeff. Przecież ja tam byłam, ja widziałam szkielet, a nie pani Ella. Och, przepraszam za ten bałagan. Dzięki, że wyczyściłeś mi tenisówkę. Mężczyzna wyciągnął rękę i pomógł jej przejść przez rozbite szkło.

– Młody Jeff jest nastolatkiem z szalejącymi hormonami -powiedział. Nie uszło jego uwagi, że ona znów się odsunęła. -Obawiam się, że teraz pani stała się obiektem jego uczucia.

– Nie. – Wzdrygnęła się nagle. – Ja tylko jestem obiektem ogólnej ciekawości, również Młodego Jeffa. – Zamilkła na chwilę. Ten mężczyzna wciąż napawał ją strachem, ale wzięła głęboki oddech i miło się uśmiechnęła. – Mam jeszcze kilka zakupów do zrobienia, panie…?

– Carruthers. Adam Carruthers.

Wyciągnął do niej rękę, a ona automatycznie nią potrząsnęła.

Miał dużą, twardą dłoń, wydawało się, że cały jest taki twardy. Założyłaby się o ostatniego centa, że nawet podeszwy jego butów były twarde. Nikt nie musiał jej mówić, że był zdyscyplinowanym facetem, skupionym na swoich celach, jak żołnierz albo bandyta… i to ją tak przeraziło, że omal nie uciekła w popłochu. To, oczywiście, byłoby głupie. Ale jednej rzeczy była pewna – nie chciałaby wdać się z nim w walkę. Jeśli go już nigdy więcej nie zobaczy, to tym lepiej.

– Nigdy jeszcze pana nie widziałam, panie Carruthers.

– Dopiero wczoraj przyjechałem. Pierwsza rzecz, o jakiej się dowiedziałem, to że znalazła pani szkielet. A druga – że to jest zaginiona żona pani sąsiada, Tylera McBride'a i że pani się z nim spotyka. Czy to nie jest ciekawe?

Reporter, pomyślała. Och, Boże, to mógł być reporter albo paparazzi – znaleźli ją. To był koniec jej ledwie odnalezionego nowego wspaniałego świata, jej cichej przystani. To nie było w porządku. Zaczęła się cofać.

– Nic pani nie jest?

– Nie, oczywiście, że nic. Jestem bardzo zajęta. Miło mi było pana poznać. Do widzenia.

Prawie biegła pomiędzy półkami z różnymi gatunkami chleba, bułkami do hamburgerów i angielskimi mufinkami.

Patrzył za nią. Była wyższa, niż się spodziewał, i zbyt chuda. On też by zmarniał, gdyby był pod taką presją. Najważniejsze, że ją odnalazł. Amatorzy, pomyślał, nawet jeśli są bardzo sprytni, nie potrafią zatrzeć za sobą śladów. Przypomniał sobie, jak mu się udało wprowadzić w błąd FBI, i uśmiechnął się do słoików dżemów i galaretek z niską zawartością cukru. Ograniczały ich różnorodne procedury, wymagania i okresy oczekiwania, wbudowane w system, który nie inaczej opracowałby kryminalista, żeby mieć szansę ucieczki. Poza tym nic mieli jego kontaktów. Niosąc do kasy puszkę francuskiej kawy, wesoło pogwizdywał. Obserwował Becky, kiedy wsiadała do ciemnozielonej toyoty i wyjeżdżała z parkingu.