Выбрать главу

– Nie wiem, jak mnie znalazłeś – powiedziała, ciężko dysząc. – Zrobiłam wszystko, żeby zatrzeć ślady. Jak zdołałeś mnie wyśledzić?

– Po dwóch dniach wiedziałem już, że dotarłaś do Portland. To zabrało mi więcej czasu, niż się spodziewałem.

Odwróciła głowę, żeby na niego popatrzeć.

– Puść mnie, ty łajdaku!

– Spokojnie, jeszcze nie teraz. Muszę trochę zadbać o siebie. Jesteś niezła jak na amatora.

– Puść mnie!

– A nie będziesz stosować przemocy? Nie cierpię przemocy. Robię się wtedy nerwowy.

Popatrzyła na niego z niedowierzaniem, przygryzając wargę.

– W porządku – skinęła głową.

Puścił ją i szybko się cofnął, nie spuszczając wzroku z jej prawego kolana. Natychmiast uciekła. Tym razem jej nie gonił. Była bardzo szybka, ale on dowiedział się już tego z jej dossier. Zauważyła, że on obserwuje jej dom. To było zadziwiające. Był przecież bardzo ostrożny, niesłychanie cierpliwy, nieruchomy jak świerki, pomiędzy którymi się chował. Już nieraz od tego zależało jego życie. A jednak zauważyła, że ktoś tam jest.

To zrozumiałe. Ten facet prześladował ją w Nowym Jorku przez ponad trzy tygodnie. To wyostrzyło jej zmysły, stała się czujna. Bała się, ale mimo to wyszła z domu i podeszła do niego. Podniósł z ziemi coonana. To była dobra broń. Jego brat miał jedną z takich zabawek i strasznie się nią chwalił. Wyjął naboje i schował je do kieszeni. Zatrzymał się na chwilę, zastanawiając się, czy nie powinien wrzucić pistoletu do skrzynki na listy lub wsunąć pod frontowe drzwi.

Domyślał się, że bez broni nie będzie się czuła bezpiecznie.

Po upływie dziesięciu minut Tyler McBride i jego syn wyszli z domu. Widział, jak stała na werandzie i machała im na pożegnanie. Popatrzyła na miejsce, w którym stał, niewidoczny pośród drzew. Kiedy Tyler McBride i Sam odjechali, wróciła do domu.

Czekał.

Nie minęły trzy minuty, kiedy znowu pojawiła się na werandzie, patrząc w jego kierunku. Widział, że bije się z myślami, zastanawia i rozważa. Wreszcie ruszyła w jego stronę.

Bojowa dziewczyna.

Nie poruszył się, obserwował ją tylko i czekał. Kiedy zbliżyła się na odległość trzech metrów, zauważył, że trzyma w ręku wielki, kuchenny nóż. Uśmiechnął się. Była nieodrodną córką swojego ojca.

9

Powolnym ruchem wyjął pistolet z kieszeni spodni i wycelował go w kierunku, z którego nadchodziła.

– Nawet ten wielki rzeźnicki nóż nie ma szans z coonanem, którego udało ci się wyszachrować od tego faceta w restauracji w Rockland. Ale w końcu się wkurzył, że nie chciałaś iść z nim do łóżka. – Uśmiechnął się do niej. – Dobrze to załatwiłaś. Dostałaś, co chciałaś.

– Jak się o tym dowiedziałeś? Zresztą, wszystko jedno. Teraz mój nóż ma duże szanse nawet przy coonanie. Widziałam, jak wyjmowałeś naboje.

Uśmiechnął się znowu, nie mógł się od tego powstrzymać, i podał jej pistolet.

– Co mi z niego przyjdzie? Ty masz naboje. Oddaj mi je.

Wyjął siedem naboi z kieszeni i wyciągnął do niej dłoń, podając naboje razem z pistoletem.

Popatrzyła na niego i cofnęła się o krok.

– Nie. Chcesz, żebym podeszła bliżej, a wtedy wykopiesz mi nóż z ręki. Jesteś szybki, ale ja nie jestem głupia.

– Dobrze – powiedział Adam.

Przytomna kobieta, pomyślał. Położył naboje i pistolet na ziemi i cofnął się o kilka kroków.

– To skuteczna broń, ten coonan, ale jeśli już muszę nosić coś w tym rodzaju, to wolę swojego colta delta elitę.

– To przypomina Dziki Zachód. Roześmiał się.

– Nie chcesz podnieść pistoletu?

Pokręciła tylko głową, nie ruszając się z miejsca. Trzymała rzeźnicki nóż, mając cofniętą rękę, a ostrze zwrócone w jego kierunku. To było niewątpliwie ostre narzędzie. Mógłby je odebrać, ale jedno z nich mogłoby się przy okazji pokaleczyć, stał więc w miejscu. Poza tym był ciekaw, co ona zrobi.

– Powiedz mi, co tu robisz? Dlaczego podszedłeś do mnie w Twierdzy Artykułów Spożywczych? Dlaczego mnie śledzisz?

– Wolałbym ci jeszcze tego nie mówić. Nie spodziewałem się, że mnie zauważysz. Dawniej, kiedy chciałem pozostać w ukryciu, to nikt mnie nie widział.

Widać było, że jest zły – nie na nią, tylko na siebie. Miała ochotę się uśmiechnąć, ale zacisnęła tylko palce na rękojeści noża.

– Powiedz mi teraz.

– No dobrze. Przyjechałem tu, żeby prowadzić badania na temat kobiet, które farbują włosy.

Omal nie rzuciła się na niego z nożem. Była tak wściekła, że prawie zapomniała, jak bardzo jest przerażona.

– A teraz, cwaniaku, połóż się na ziemi i schowaj ręce pod siebie. I to zaraz.

– Nie mogę. Mam nową kurtkę i nie chcę jej pobrudzić. Nie sądzisz, że wyglądam w niej całkiem seksownie? Słyszałem, że kobiety lubią czarny kolor.

– Dzwoniłam do szeryfa Gaffneya. Zaraz tu będzie.

– Na to mnie nie nabierzesz. Szeryf jest ostatnią osobą, którą chciałabyś tu widzieć. Gdybym powiedział mu, kim jesteś, musiałby zaraz dzwonić do nowojorskiej policji i do FBI.

Adam bał się, że Becky zaraz zemdleje – była taka blada i roztrzęsiona. Na szczęście po chwili doszła do siebie.

– Więc wszystko wiesz – powiedziała. – Nie sądzę, żebyś był moim prześladowcą – masz inny głos i jesteś za wysoki -ale wiesz o nim wszystko, prawda?

– Tak. Teraz posłuchaj mnie, Becky. Nie przyjechałem tu po to, żeby cię skrzywdzić. Jestem tu, żeby… Traktuj mnie jak swojego osobistego anioła stróża.

– Jesteś taki ciemny, że bardziej przypominasz diabła, ale jesteś chyba od niego wyższy. Poza tym, w przeciwieństwie do diabła, nie masz za grosz wdzięku. Nie jesteś żadnym aniołem stróżem. Jesteś reporterem albo paparazzi, prawda?

– Obrażasz mnie.

Omal się nie roześmiała, pamiętała jednak, że on jest niebezpieczny i bardzo szybki. Dzięki Bogu, że nie zatrzymał pistoletu. Stał zbyt daleko, żeby wykopać jej nóż z ręki. Musi jednak pamiętać, jaki jest szybki. Ma długie nogi. Dla pewności cofnęła się jeszcze o krok.

– Mam tego dosyć! – Pogroziła mu nożem. – Powiedz mi, kim jesteś. I to zaraz, bo mogę cię skrzywdzić. Nie lekceważ mnie. Jestem silna. Już się nie boję, nie mam nic do stracenia.

Popatrzył na nią – była potwornie zestresowana.

– Żeby zrobić mi krzywdę, musiałabyś podejść bliżej -powiedział wolno i spokojnie. – A tego nie zrobisz. Tak, jesteś silna, nie chciałbym cię spotkać w ciemnej ulicy, ale robisz jeden wielki błąd. Każdy ma coś do stracenia, ty też. Twoje sprawy wymknęły się spod kontroli.

– Wymknęły się spod kontroli – powtórzyła i wybuchnęła niewesołym śmiechem. – Sam nie wiesz, co mówisz.

W uniesionej ręce wciąż trzymała nóż, chociaż czuła już skurcz mięśni. Patrzyła na niego i zastanawiała się, czy może mu zaufać.

– Wiem, co mówię. Chciałem powiedzieć, że prasa i media rzuciły się na ciebie pełną parą, ale tu powinnaś być bezpieczna.

– Ty mnie znalazłeś.

– Tak, ale ja jestem tak dobry, że czasami sam się temu dziwię.

Uniosła nóż trochę wyżej. Słońce grzało ją w plecy. Taki piękny dzień, a wszystko było tak bardzo pogmatwane. To ma być jej anioł stróż?

Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale widząc wyraz jej twarzy, zrezygnował. Oboje zamarli na swoich miejscach. Potem zrobiła coś zadziwiającego. Rzuciła nóż na ziemię i podeszła do niego. Zatrzymała się niecałe pół metra przed nim, obrzuciła go uważnym spojrzeniem i wyciągnęła rękę. Zdezorientowany, potrząsnął nią.