Było po północy. Tyler McBride stał jeszcze we frontowych drzwiach, a Sam spał już w samochodzie. Niebieski podkoszulek i czarne dżinsy chłopca poplamione były sosem z żeberek. Podczas kolacji chłopiec prawie się nie odzywał – Adam uznał, że jest bardzo nieśmiały – za to zjadł całą swoją porcję. Wreszcie wymówił imię Adama i już więcej nie wypowiedział ani słowa.
Czy ten facet nigdy nie wyjdzie? Adam wstał z miejsca, żeby wreszcie z tym skończyć, kiedy usłyszał cichy głos Tylera.
– Nie podoba mi się to, że on tu z tobą zostaje. Nie ufam mu. Usłyszał potem łagodny głos Becky, która, jak sobie wyobrażał, dotykała teraz lekko ramienia Tylera.
– Tyler, on jest moim ciotecznym bratem. Nigdy go nie lubiłam. Tyranizował mnie, kiedy byłam mała i miał mnie za nic, bo byłam dziewczynką. Wyrósł na męskiego szowinistę. Ale skoro już tu jest, to może się przydać, gdyby ktoś się tu pojawił. Jest bardzo silny i ma wyszkolenie komandosa.
– Nadal mi się to nie podoba.
– Posłuchaj, gdyby coś się działo, to mamy dodatkową pomoc. On jest zupełnie nieszkodliwy. Jego ojczym mówił, że prawdopodobnie jest gejem. Adam omal nie wybuchnął śmiechem, chociaż po chwili miał ochotę ją udusić.
– Aha, akurat. – McBride pokiwał głową. – Ten facet gejem? Nigdy w to nie uwierzę. Powinnaś zatrzymać się u mnie i Sama. Wtedy byłabyś bezpieczna.
– Tyler, wiesz, że nie mogę tego zrobić – powiedziała łagodnie. Kiedy wreszcie się go pozbyła i zamknęła drzwi, usłyszała głos za plecami.
– Nie jestem męskim szowinistą.
– Aha, więc podsłuchiwałeś. – Becky odwróciła się. – Tak podejrzewałam. Bałam się, że będziesz próbował wyrzucić Tylera z domu.
– Może bym tak zrobił, gdyby tobie się to nie udało. Nigdy cię nie tyranizowałem, kiedy byłaś mała, i to nieprawda, że miałem cię za nic.
– Nie wczuwaj się tak bardzo we własny scenariusz. Ja też w nim występuję, więc mogę dopisywać, co zechcę.
– Nie jestem również gejem. Roześmiała mu się w twarz.
Chwycił ją za ramiona, przyciągnął do siebie i mocno pocałował w usta.
– Nie jestem gejem, do cholery.
Odsunęła się, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Otarła usta grzbietem dłoni.
– Przepraszam cię. – Przeczesał palcami włosy. – Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Nie miałem takiego zamiaru. Nie jestem gejem.
Becky pokręciła głową, ale po chwili odrzuciła ją do tyłu i wybuchnęła serdecznym śmiechem.
– Wybaczam ci to usiłowanie udowodnienia swojej męskości. Ruszyło cię?
Zrozumiał, że dał się złapać. Jak to się stało?
– Prawdę mówiąc, nie mam całkowitej pewności, że nie jestem gejem. Nie wiem na pewno. Ten pocałunek był testem, ale nie mogę się jeszcze zdecydować. Muszę mieć więcej danych. – Nie była to najlepsza odzywka, ale zawsze coś.
Becky przeszła do kuchni, żeby nastawić kawę.
– Chcę wiedzieć, kim jesteś-powiedziała wreszcie. -Tylko nie kłam. Nie zniosę już kłamstw. Już naprawdę nie mogę tego wytrzymać.
– Dobrze. Nalej mi kawy, a powiem ci, kim jestem i co tu robię. Odchylił się w krześle, kołysząc się na jego tylnych nogach.
– Ty jesteś amatorką, ja patrzyłem inaczej na ten problem. Ale, jak ci już mówiłem, dość dobrze sobie poradziłaś. Jedynym dużym błędem, jaki popełniłaś, była próba zmylenia kierunku, kiedy poleciałaś z Waszyngtonu do Bostonu, a dopiero stamtąd do Portland. Jeszcze jedna rzecz: przejrzałem wszystkie wydruki z twojej karty kredytowej. Korzystałaś tylko z linii United. Jesteś amatorką, więc nie przyszło ci do głowy, żeby zmienić przewoźnika.
– Pomyślałam nawet, żeby lecieć inną linią, ale chciałam wyjechać jak najszybciej i zawsze latałam United. Nie przyszło mi do głowy…
– To dobra metoda, ale nie w takiej sytuacji. Nie zadałem sobie nawet trudu, żeby sprawdzać inne linie.
– W jaki sposób udało ci się zdobyć wydruki z mojej karty kredytowej?
– To żaden problem. Uzyskanie dostępu do prywatnych dokumentów wcale nie jest trudne. Na twoje szczęście policja musi najpierw przekonać sędziego, żeby wydał nakaz, a to zabiera dużo czasu. Poza tym ja mam ludzi, którzy wszystko potrafią. Ale nie musisz się obawiać, pełna dyskrecja zapewniona.
W ciągu sześciu godzin przed twoim lotem do Waszyngtonu wydano tylko sześćdziesiąt osiem biletów samotnie podróżującym kobietom. Sądziłem, że wystarczy sprawdzić ostatnie trzy godziny, ale chcieliśmy być bardzo dokładni. Okazało się, że zrobiłaś telefoniczną rezerwację na dwie godziny i pięćdziesiąt cztery minuty przed odlotem. Byłaś szybka. Kiedy wylądowałaś na lotnisku Dulles w Waszyngtonie, musiałaś kupić bilet do Bostonu i dalej do Portland. Z oczywistych powodów nie chciałaś robić tego w Nowym Jorku. Podbiegłaś do okienka, dobrze wiedząc, że samolot do Bostonu startuje za dwanaście minut. Był następny lot do Bostonu, za czterdzieści pięć minut, ale z niego zrezygnowałaś. Miałaś tylko ręczny bagaż, co było bardzo sprytnym posunięciem. Kobieta w kasie poznała twoją fotografię, mówiła, że była przekonana, że się spóźnisz na ten samolot, ale nie dałaś sobie niczego wyperswadować. Nie mogła tego zrozumieć, bo przecież wkrótce był następny lot.
– Omal się nie spóźniłam. Pędziłam jak szalona, żeby go złapać. Zamknęli już przejście, ale zmusiłam ich, żeby mi je otworzyli.
– Wiem. Rozmawiałem ze stewardesą, która witała wchodzących do samolotu. Mówiła, że wyglądałaś jak straceniec.
Westchnęła i skrzyżowała ręce na piersi.
– Mów, co było dalej – poprosiła.
– Nie było trudno cię odnaleźć przy przesiadce do Portland. Twój dowód był podrobiony po amatorsku. Musieli być bardzo zajęci przy przepuszczaniu pasażerów na lotniskach w Nowym Jorku i Waszyngtonie, że cię nie zatrzymali. Dobrze zrobiłaś, nie wynajmując samochodu. Musiałabyś pokazać prawo jazdy. W Bostonie czekałaś godzinę na samolot do Portland, a z lotniska wzięłaś taksówkę do miasta. Jeden z moich ludzi odnalazł kierowcę, który potwierdził twoją tożsamość. Pojechałaś do Używanych Samochodów Big Franka na Blake Street. Chciałaś mieć własny samochód, nie wypożyczony. Zorientowałem się wtedy, że jedziesz do konkretnego miejsca, gdzie się chcesz zatrzymać na dłuższy czas. Big Frank podał mi numer rejestracyjny, markę, model i kolor twojej toyoty. Zadzwoniłem do przyjaciela z komendy policji w Portland, żeby ogłosili komunikat, i za półtora dnia już cię mieli. Pamiętasz, jak brałaś benzynę w stacji Union 79, zaraz po przyjeździe do miasta?
Przecież zapłaciła gotówką. Nie zostawiła żadnych śladów.
– Nie popełniłam żadnych błędów.
– Nie, ale chłopak, który nalewał ci benzynę, pasjonuje się komunikatami policji i ma świetną pamięć do numerów. Usłyszał tę wiadomość, zapamiętał twój samochód i numer rejestracyjny i zadzwonił do nich. Nie masz się czym martwić. Odwołałem ten komunikat. Mam teraz wielki dług wdzięczności wobec komendanta Aronsona z komendy w Portland. Rozmawiałem też z chłopakiem, który nalewał ci benzynę. Powiedziałem mu, że to była pomyłka, i dałem pięćdziesiąt dolarów. Nieźle się uśmiałem z nazwiska na twoim podrobionym dowodzie: Martha Clinton.
– Ja też się śmiałam – przyznała Becky.
– Kupiłaś go na ulicy w Nowym Jorku?
– Tak. Podobało mi się nazwisko, a fotografia była trochę podobna. Kiedy przyjechałeś do Riptide?