– To miłe, że dzielisz się ze mną tą informacją, Hatch.
– Wiedziałem, że ci się spodoba. Masz ze starym Ezrą swoje porachunki, prawda?
– Coś w tym rodzaju – przyznał Adam. – Czy Ezra zrozumiał wreszcie, że ona go zmyliła? Że nie ma jej nigdzie w Karolinie Północnej?
– Właśnie tak.
– Myślę, że nie trzeba im już wstawiać nowego bajeru. Upłynęło już zbyt dużo czasu, żeby mogli ją znaleźć. Sądzę, że na razie będziemy mieli spokój.
Cisza.
– Hatch, wiem, że zapalasz papierosa w zamkniętej budce telefonicznej. Zgaś go natychmiast, bo wyrzucę cię z pracy. Cisza.
– Zgasiłeś?
– Tak, szefie. Przysięgam, że zgasiłem. Nie zdążyłem nawet dobrze się zaciągnąć.
– Wspaniała wiadomość dla twoich płuc. A co z Komendą Policji w Nowym Jorku?
– Porozumiewają się z innymi komendami w całym kraju, podobnie jak federalni. Bez efektu. Detektyw Morales jest wrakiem człowieka, chyba w ogóle nie śpi. Stale opowiada o tym, jak ona do niego zadzwoniła, powiedziała, że niczego więcej nie wie i na tym koniec. Jest jeszcze drugi detektyw, kobieta, Letitia Gordon, która zieje nienawiścią do panny Matlock. Mówi, że ona kłamie, że jest wariatką, a prawdopodobnie również morderczynią. Stara Letitia robi wszystko, żeby ją pogrążyć. Dąży do tego, żeby oskarżono pannę Matlock o zamordowanie tej bezdomnej staruszki przed Metropolitan Museum. Wiesz, o czym mówię?
– Tak, wiem.
– Oczywiście, wybili jej to z głowy, ale jest potwornie zawzięta na naszą dziewczynę.
– Do cholery z detektyw Gordon – powiedział Adam. – Ani Thomas, ani ja nie wierzyliśmy, że oni mogliby oskarżyć ją o morderstwo. Pewnie chcą ją mieć jako głównego świadka oskarżenia, ale wiesz równie dobrze jak ja, że gliniarze nie potrafili jej uchronić przed tym prześladowcą. To jest teraz nasze główne zadanie. Czego się dowiedziałeś w sprawie McCalluma?
Adam niczego nie oczekiwał, więc nie był też rozczarowany, kiedy usłyszał, jak Hatch westchnął z rezygnacją.
– Jeszcze niczego. Tę akcję przygotował prawdziwy profesjonalista, tak jak myślałeś.
– To nie mógł być Krimakow, bo Thomas trafił wreszcie na jego ślad. On mieszkał na Krecie, ale już nie żyje. Nie znam dokładnej daty, w każdym razie to się stało przed zabójstwem McCalluma w Albany. Sądzę, że Krimakow mógł być w to zamieszany, a to by oznaczało, że wiedział, iż Becky jest córką Matlocka. Jezu, to mnie przeraża.
– Jeśli ten facet nie żyje, to musi być jakiś nowy świr, który wybrał sobie Becky.
– Nie, Hatch, ja tak nie myślę. To spisek, nie ma innego wytłumaczenia. Za dużo ludzi jest w to zamieszanych. Ale dlaczego przyczepili się do panny Matlock? Stale powracam do Krimakowa, chociaż wiem, że on nie żyje. Ktoś inny tym kieruje. Jak się ma gubernator?
– Słyszałem, że trochę boli go szyja, ale będzie żył. Mówi, że o niczym nie wie i nikogo nie podejrzewa. Bardzo się zmartwił McCallumem.
Adam zamyślił się głęboko. Powtarzał sobie pytanie, na które nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Cisza.
– Zgaś tego papierosa, Hatch. Wiem, że twoja dziewczyna lubi jedwabną bieliznę i drogie restauracje. Nie możesz sobie pozwolić na utratę pracy.
– Okay, szefie.
Adam usłyszał szelest papierów i kilka niegroźnych przekleństw. Uśmiechnął się.
– Masz jeszcze coś?
– Tak. Nie zidentyfikowali jeszcze szkieletu, który wypadł ze ściany w suterenie panny Matlock. Wiadomo tylko, że była to nastoletnia dziewczyna, której ktoś rozwalił głowę przed dziesięcioma laty, albo trochę dawniej. Dowiedziałem się też czegoś ciekawego.
– Tak?
– Okazało się, że osiemnastoletnia dziewczyna zniknęła nagle z Riptide w stanie Maine. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności?
– Rzeczywiście. Kiedy?
– Dwanaście lat temu.
– I od tamtej pory nie dała znaku życia?
– Nie jestem tego całkowicie pewny, ale jeśli nadal uznają ją za zaginioną, to zrobią testy DNA ze szpiku kości.
– Będzie im potrzebne jeszcze coś od niej – powiedział Adam. – Włos na szczotce, stara koperta, którą zaklejała śliną, coś w tym rodzaju. Albo pobiorą próbkę krwi od kogoś z rodziny.
– Tak, ale nikt się z tym nie spieszy. To zajmie trochę czasu.
– Wcale mi się to nie podoba, Hatch. Dość już mamy na głowie, a na dodatek to w suterenie Becky wypadł ze ściany ten przeklęty szkielet.
– Nie narzekaj, szefie. Dasz sobie z tym radę. Słyszałem, że Riptide jest pięknym miejscem. To prawda?
– Tak, ale nie mam czasu, żeby je podziwiać. Nie pal, Hatch! – wrzasnął nagle do słuchawki. – Zadzwoń do mnie jutro o tej samej porze – dodał.
– W porządku, szefie.
– Nie pal! Cisza.
Kim jest Krimakow? – spytała cicho Becky.
Adam odwrócił się i zobaczył, że dziewczyna stoi w drzwiach pokoju, w którym spędził pierwszą noc w domu Jacoba Marleya. Nie usłyszał, jak otwierała drzwi.
– Kim jest Krimakow?
– To handlarz narkotyków, który współpracował z kartelem Medelin w Kolumbii. On już nie żyje -powiedział swobodnym tonem.
– Co ten Krimakow ma wspólnego z tym, co się tutaj dzieje?
– Nie wiem, Becky. Dlaczego otwierasz drzwi bez pukania?
– Słyszałam, jak rozmawiasz przez telefon. Chciałam się czegoś dowiedzieć. Wiedziałam, że sam nic mi nie powiesz. Przyszłam też, żeby cię zawołać na śniadanie. Znowu kłamiesz. To nie ma nic wspólnego z handlem narkotykami.
Wzruszył tylko ramionami.
– Żałuję, że nie mam noża.
– Uspokój się, Becky. Dlaczego nie potrafisz zaakceptować faktu, że jestem tutaj po to, żeby cię chronić?
Wstał z krzesła, a ona cofnęła się o krok. Nadal się go bała.
– Mówiłem już, że nie zrobię ci krzywdy.
Zorientował się nagle, że nie ma na sobie koszuli. Czyżby się bała, że on się na nią rzuci? Co prawda, nie mógł się jej dziwić, po tym wczorajszym szczeniackim wybryku, kiedy chciał udowodnić, że nie jest gejem. Zdjął koszulę z poręczy krzesła i odwrócił się od dziewczyny. Ubrał się i przykrył łóżko.
– Kim ty jesteś? – usłyszał.
Zanim zdążył się odwrócić, Becky już nie było w pokoju. No trudno, poznała nazwisko Krimakowa, ale go już więcej nie usłyszy. Ten drań nareszcie był martwy. Thomas Matlock mógł bez obawy spotkać się ze swoją córką. Dlaczego Thomas nic o tym nie mówił? Adam uczesał się, umył zęby i zszedł na dół.
Podała mu naleśniki z syropem z czarnych jagód i chrupkim bekonem, właśnie tak, jak lubił. Postawiła również na siole pokrojonego, dojrzałego melona i bardzo mocną kawę.
Żadne z nich się nie odzywało. Becky z trudem przełknęła tosta i wypiła filiżankę herbaty.
– O co chodzi? – przemówił wreszcie Adam. – Nie zarzucasz mnie pytaniami? Nie wściekasz się na mnie? A może postanowiłaś się obrazić?
To ją ruszyło, jak się zresztą spodziewał.
– Jak by ci się podobało, gdyby ten gęsty syrop wylądował na twoich plecach?
– Wcale by mi się nie podobało. – Adam uśmiechnął się do niej. – Ale nareszcie się odezwałaś. Posłuchaj, Becky, ja tylko się staram w tym wszystkim zorientować. Każdy ma jakieś pomysły, rzuca nowe nazwiska, a do tego jeszcze ten szkielet.
Widziała, że on stara się wymigać od odpowiedzi, ale nie ustępowała.
– Do kogo mówiłeś, żeby nie palił?
– Do Hatcha. To mój asystent. Ma mnóstwo kontaktów, mówi sześcioma językami i jest niesłychanie bystry, jeśli nie brać pod uwagę jego słabości do papierosów i kobiet lekkich obyczajów. W ten sposób go kontroluję. Płacę mu bardzo dobrze i straszę, że go wyrzucę, jeśli będzie palił.