– Słyszałam, jak mówiłeś, żeby zgasił papierosa. To znaczy, że wciąż pali. Wiedział przecież, że się zorientujesz.
– Tak. To w gruncie rzeczy jest zabawa. On zapala papierosa, żeby słyszeć, jak się wściekam.
– Czy wiedzą już coś o tym szkielecie? Mówiłeś coś o testach DNA. Czy wiedzą, kim była la dziewczyna?
Adam dopił resztę kawy i wstał od stołu. Becky też zerwała się na nogi, rzuciła na niego, i uderzyła go pięścią w brzuch.
– Niech cię szlag trafi, nie pozwolę, żebyś mnie traktował jak idiotkę, do której nie warto się odzywać. Kim ty jesteś?
– Masz szybki refleks. -Chwycił ją za nadgarstek. -Przestań mnie bić, bo będę musiał na to zareagować.
– No i co? – Drugą ręką uderzyła go z całej siły w nerkę. Przytrzymał jej ręce i obrócił tyłem do siebie, żeby nie mogła go uderzyć kolanem. Próbowała go kopnąć, więc usiadł na krześle, trzymając ją na kolanach. Teraz nie mogła się już ruszać.
– Przykro mi, że gramy tylko według moich reguł, ale tak musi być, dopóki sytuacja nie ulegnie zmianie.
– Powinieneś się ogolić. Wyglądasz jak kryminalista.
– Skąd wiesz? Jesteś odwrócona do mnie tyłem.
– Masz tak samo owłosioną twarz, jak klatkę piersiową.
– Ach tak? Dobrze mi się przyjrzałaś w sypialni.
– Idź do diabła!
Zaczęła dzwonić komórka Adama.
– Czy pozwolisz mi odebrać telefon, nie rzucając się na mnie z pięściami?
– Wolę trzymać się od ciebie z daleka.
– To dobrze.
Kiedy tylko ją puścił, szybko zeskoczyła mu z kolan. Otworzył mały, wąski telefon.
– Tu Carruthers.
– Adamie, mówi Thomas Matlock. Czy Becky jest gdzieś w pobliżu?
– Jak najbardziej.
– No dobrze, więc słuchaj. Wysłałem e-maila do Dillona Savicha, eksperta komputerowego w głównej siedzibie FBI w Waszyngtonie. Dobrze znałem jego ojca. Właśnie Buck Savich był tą drugą osobą, która wiedziała wszystko o tej sprawie z Krimakowem. Ale on już nie żyje. Poprosiłem jego syna o pomoc. Dillon zajmuje się tropieniem psychopatów za pomocą programów komputerowych. Jest dobry. Odnalazł mnie, zanim zdążyłem odezwać się do niego ponownie. To niesamowite. Zgodził się na spotkanie. Zobaczę się z nim, bo bardzo potrzebujemy pomocy.
– Uważam, że popełniłeś błąd – wyznał Adam. – Nie potrzebujemy więcej ludzi do tej sprawy. Nawet tu mam kłopoty z opanowaniem sytuacji?
– Uwierz mi, Adamie. My naprawdę go potrzebujemy. Ma mnóstwo kontaktów i jest wyjątkowo błyskotliwy. Nie musisz się martwić, że będzie coś rozpowiadać i zdradzi miejsce pobytu Becky. Dowiedziałeś się czegoś ciekawego?
– Nie znaleziono niczego podejrzanego, co by się dało powiązać z osobą McCalluma. Gubernator mówi, że o niczym nie wie. Ty też pewnie niczego się nie dowiedziałeś?
– Nie. Jednak uważam, że Dillon Savich będzie mógł również w tym nam pomóc. Wszyscy mówią, że jest prawdziwym magikiem od komputerów i zbierania informacji.
– Thomas, nikogo nie potrzebujemy – powiedział Adam i natychmiast ugryzł się w język. Rzucił okiem na Becky, która czujnie go obserwowała. – Nikt więcej już nie powinien się w to mieszać. To zbyt niebezpieczne. Zbyt wielkie ryzyko przecieków, które mogą doprowadzić do Becky.
– Sypnąłeś się, Adamie. Czy ona słucha?
– Nie, wszystko w porządku – powiedział. Przynajmniej miał taką nadzieję, bo Becky nie spuszczała go z oczu. – Może mógłbyś zatrudnić tego faceta do szukania jakichś pobocznych tropów – zaproponował.
– To też wchodzi w grę, ale on jest profesjonalistą, tak jak ty. No dobrze, to się okaże. Spotkam się z nim, żeby zobaczyć, co ma do powiedzenia. Może nie zechce się do nas przyłączyć, może nie ma czasu. Chciałem tylko, żebyś o tym wiedział. Pilnuj jej, Adamie.
– Jasne.
Kiedy zamykał komórkę, Becky potrząsnęła tylko głową. Wiedziała, że nie ma co pytać, bo będzie kłamał albo wymigiwał się od odpowiedzi. Była wściekła i sfrustrowana, ale, o dziwo, czuła się o wiele bezpieczniejsza niż dotąd. Kiedy Adam chciał coś powiedzieć, przerwała mu z uśmiechem.
– Nie rób sobie kłopotu.
Egret Bar i Grill
Thomas Matlock wolno podnosił się z krzesła. Nie wiedział, co powiedzieć, ale zupełnie nie podobało mu się to, co zobaczył.
Do diabła, Savich nie przyszedł sam.
Savich uśmiechnął się do mężczyzny, o którego istnieniu dowiedział się dopiero z e-maila, który otrzymał o czwartej rano tego samego dnia, i wyciągnął do niego rękę.
– Pan Matlock?
– Tak. Thomas Matlock.
– To jest moja żona i mój partner, Lacy Sherlock Savich, ale wszyscy nazywają ją Sherlock. Ona też jest agentką FBI i do tego jedną z najlepszych. Thomas ściskał dłoń bardzo ładnej, młodej kobiety, miała kręcone rude włosy i czarowny uśmiech. Wiedział od razu, chociaż jeszcze się nie odezwała, że jest równie twarda jak jej mąż – wielki, muskularny mężczyzna w wieku Adama, który w żadnym wypadku nie wyglądał na eksperta od komputerów.
– A więc pan jest synem Bucka – powiedział Thomas.
– Tak. – Savich uśmiechnął się szeroko. – Wiem, o czym pan myśli. Mój ojciec był blondynem, miał prosty nos i wydatne kości policzkowe. Wyglądał jak prawdziwy arystokrata. Ja jestem podobny do matki. Mogę się założyć, że ojca musiało to nieźle wkurzać. Nigdy też nie umiałem tak blagować jak on.
To go też wkurzało.
– Pana ojciec potrafiłby oczarować faszystowskiego generała i przechytrzyć mafiosa. Był wspaniałym człowiekiem i dobrym przyjacielem – powiedział Thomas, przypatrując mu się uważnie. – Nie spodziewałem się, że pan jeszcze kogoś ze sobą przyprowadzi. To jest poufna sprawa, panie Savich, niesłychanie poufna. Istnieje zagrożenie życia i…
– Tam, gdzie ja idę, sir, idzie też Sherlock – powiedział Savich swobodnym tonem. – To impreza zbiorowa. Czy mamy kontynuować rozmowę, czy wolałby pan ją odwołać?
Młoda kobieta nie odezwała się ani słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. Przechyliła głowę na bok i spokojnie czekała.
Profesjonalistka w każdym calu, pomyślał Thomas, podobnie jak jej mąż.
– Czy pani rzeczywiście nazywa się Sherlock? – spytał Thomas.
– Tak – roześmiała się. – Mój ojciec jest sędzią federalnym w San Francisco.
Może pan sobie wyobrazić, jak się czują przestępcy stawiani przed sędzią Sherlockiem.
– Siadajcie, proszę. Jestem wdzięczny, że zechciał pan przyjść, panie Savich.
– Wystarczy samo Savich.
– W porządku. Jak rozumiem, stoi pan na czele „sekcji pościgowej” w FBI. Wiem, że używa pan komputerów i sam pisze programy. Oczywiście, ja się na tym nie znam.
Savich zamówił mrożoną herbatę i zaczekał, aż kelner przyjmie resztę zamówień i odejdzie od stolika.
– Podobnie jak Jednostka Nauk Behawioralnych czy też Sekcja Dochodzeniowo-Śledcza, współpracujemy z lokalnymi biurami śledczymi, które cenią sobie spojrzenie z zewnątrz na miejscowe przestępstwa. Przeważnie chodzi o morderstwa. Włączamy się tylko na wyraźną prośbę zainteresowanych. -Wypił kilka łyków kawy i mówił dalej: – W przeciwieństwie do Sekcji Dochodzeniowo-śledczej opieramy się na pracy z komputerem. Używamy specjalnych programów, które umożliwiają nam przyjrzenie się przestępstwu z różnej perspektywy. Te programy korelują wszystkie dane z dwóch lub więcej przestępstw, które mogły zostać popełnione przez tę samą osobę. Ten główny program to Analogowy Program Predykcyjny. Oczywiście dane, które agent wprowadzi do programu, determinują to, co otrzyma. Nie ma w tym żadnych rewelacji.