Выбрать главу

– To wszystko jest dziełem -Dillona – dodała Sherlock. -On opracowywał wszystkie programy. To zadziwiające, jak komputer potrafi wychwycić podobieństwa, przedziwne powiązania, pokazać sprawę z takiego punktu widzenia, jaki nie przyszedłby nam nawet do głowy. Oczywiście, musimy mu dostarczyć danych.

– Potem analizujemy różne możliwości – dodał Savich -i podejmujemy odpowiednie działania. Mówił pan, że Buck Savich był pana przyjacielem. Skąd pan go znał, sir?

– Buck był niezwykłym człowiekiem. Twardym, bystrym i bardzo odważnym. Był też niesłychanie dowcipny. Znaliśmy się zawodowo. Bardzo mnie zasmuciła wiadomość o jego śmierci.

Savich skinął głową. Thomas Matlock chciał mieć więcej informacji o tej parze agentów.

– Pamiętam sprawę seryjnego mordercy – powiedział. – To była fantastyczna akcja.

– Tak, nieszablonowa sprawa – odparł Savich. – Złapaliśmy faceta. On nie żyje.

I na tym koniec.

Savich spojrzał na żonę i Thomas wiedział już, że pomiędzy tym dwojgiem istnieje niesłychanie silna więź. Gdyby niejedna zabłąkana kula, która trafiła w głowę jakąś kobietę, on też miałby podobną więź z Allison.

Nagle podjął decyzję.

– Jestem wdzięczny za dodatkowe wyjaśnienia o waszej pracy. Teraz ja powinienem powiedzieć, o co mi chodzi. Mam tylko jedną prośbę – i na to muszę uzyskać waszą zgodę – że jeśli nie zdecydujecie się mi pomóc, nie poinformujecie swoich kolegów o naszej rozmowie. To musi pozostać między nami.

– Czy to coś nielegalnego?

– Nie, Savich. Zawsze uważałem, że naruszanie prawa wymaga zbyt wiele pracy i wysiłku. Wolałbym raczej wziąć udział w niebezpiecznych regatach niż tracić energię na unikanie policji. Do tej sprawy włączyło się jednak FBI, więc występuje pewna sprzeczność interesów.

– Jest pan bardzo ważną osobą, panie Matlock – powiedział wolno Savich. – MAX potrzebował prawie czternastu minut na to, żeby się tylko dowiedzieć, że należy pan do najlepiej strzeżonych, wysokich rangą pracowników śledczych. A dopiero po godzinie i po dwóch przeprowadzonych przeze mnie rozmowach telefonicznych MAX odkrył, że jest pan jednym z Ludzi Cienia. Nie ufam panu.

– Co to są Ludzie Cienia? – spytała Sherlock, przechylając głowę na bok.

– To nazwa utworzona przez CIA na początku lat siedemdziesiątych – wyjaśnił Thomas – dla ludzi uprawnionych do dostępu do najbardziej utajnionych danych, którzy pracują dyskretnie na uboczu, bez oficjalnej mocy prawnej. Widoczne są tylko wyniki naszej pracy, my jednak pozostajemy w cieniu.

– Jak superagenci z Mission Impossiblel – Nie wszystko jest tak perfekcyjnie dograne jak tam. Nigdy w życiu nie spaliłem żadnej taśmy. – Thomas uśmiechnął się.

Ma ładny uśmiech, pomyślała Sherlock. Był przystojnym, dobrze zbudowanym mężczyzną, trochę młodszym od jej ojca. Zauważyła wyraz cierpienia w jego oczach. Domyśliła się, że był bardzo samotnym człowiekiem, który w głębi duszy skrywał jakiś niepokój i trwogę. Z pewnością nie dlatego miał takie mroczne spojrzenie, że należał do Ludzi Cienia.

– Opowieść jak z filmów płaszcza i szpady, sir- zauważyła. – Chyba takie akcje nie są już potrzebne po zakończeniu zimnej wojny.

– Może rzeczywiście jest w tym coś z płaszcza i szpady -zgodził się Thomas. – W gruncie rzeczy przed zakończeniem zimnej wojny wszystko było o wiele prostsze. Znaliśmy nieprzyjaciela. Dokładnie wiedzieliśmy, jak on działa, czego możemy się spodziewać. Teraz jednak akcje, w które się angażujemy, rzadko są tak przejrzyste i tak satysfakcjonujące, jak Mission Impossible. W mojej dziedzinie nie ma jasnego rozróżnienia pomiędzy nami a tymi innymi, niedobrymi facetami. Wczorajszy nieprzyjaciel dzisiaj jest naszym sprzymierzeńcem. Niestety, bywa również odwrotnie. – I po chwili milczenia dodał. – Zawsze zdarzają się pomyłki, ludzie niepotrzebnie tracą życie Robimy, co możemy, pani Savich. Dzięki Bogu, częściej odnotowujemy sukcesy niż porażki i może dzięki nam świat jest troszeczkę bardziej bezpieczny. Nasze działania są na tyle niekonwencjonalne, że pani mąż ma rację, nie ufając mi. Jednak to jest zupełnie inna sprawa, całkowicie prywatna. Bardzo potrzebuję pomocy.

Opuściła głowę i zamyśliła się. Po chwili spojrzała mu prosto w oczy i podniosła swoją szklankę mrożonej herbaty, jakby chciała wypić za jego zdrowie.

– Proszę mówić do mnie Sherlock.

Thomas stuknął się z nią szklanką. Wiedział już, że oboje są gotowi go wysłuchać.

– Sherlock. To urocze imię. Pasuje do nazwiska Savich.

– Przejdźmy do rzeczy, panie Matlock – odezwał się Savich. – Dajemy panu słowo, że nic z tego, co od pana usłyszymy, nie wyjdzie poza obręb tego stolika. Nie będziemy, przynajmniej na razie, zwracać uwagi na ewentualną sprzeczność interesów.

Thomas odczuł podobną ulgę, jak wtedy, kiedy usłyszał od Adama, że on już zaczął czuwać nad Becky. Uśmiechnął się do nich.

– Mam na imię Thomas.

13

Utrzymaliśmy tylko anonimową informację, panie Carruthers – powiedział szeryf Gaffney.

– Nie sądzi pan, szeryfie, że to dziwne? – spytał Adam.

Stali na ganku domu Jacoba Marleya. Szeryf był wyraźnie zmęczony. Adam miał ochotę mu poradzić, żeby schudł o dwadzieścia pięć kilo i zaczął uprawiać sport.

– Nie, to wcale nie jest dziwne. Ludzie nie chcą się w nic angażować. Nikt nie przyjdzie i nie powie, co wie. Wybierają krętą drogę.

– Mówi pan, że ta dziewczyna nazywała się Melissa Katzen?

– Tak powiedziała kobieta, która do nas telefonowała. Nie chciała się przedstawić. Mówiła, że wszyscy byli wtedy przekonani, że Melissa ucieknie z domu, jak tylko skończy szkołę. Nikt się więc nie dziwił, kiedy zniknęła. Ale teraz, kiedy znaleziono szkielet, ona uważa, że Melissa nigdzie nie wyje- chała.

– Kto był jej chłopakiem? – spytał Adam.

– Nikt nie wiedział, Melissa trzymała to w tajemnicy. Jej rodzice nic nie wiedzieli o planach ucieczki i zniknięcie córki było dla nich prawdziwym szokiem. Wydaje mi się, że dostaliśmy tę wiadomość od kogoś z jej rodziny albo od jakiejś przyjaciółki, która boi się zdradzić swoją tożsamość. Jeśli ten szkielet to Melissa Katzen, to znaczyłoby, że nigdzie nie uciekła. Została tu i ktoś ją zamordował.

– Może – odezwała się Becky – doszła do wniosku, że nie chce nigdzie uciekać, i jej chłopak ją zabił.

– To możliwe. -Szeryf Gaffney pokiwał głową. -Niewesoły koniec.

Przeciwko temu stwierdzeniu nikt nie zaprotestował. Szeryf poprawił szeroki skórzany pas, który wrzynał mu się w brzuch, i westchnął ciężko.

– Z biegiem lat większość ludzi całkowicie o niej zapomniała. Mogli przypuszczać, że mieszka teraz w innym stanie i ma sześcioro dzieci. I może rzeczywiście tak jest. Sprawdzimy to. Rozmawiamy ze wszystkimi, którzy ją znali, którzy chodzili z nią do szkoły.

– Nie domyśla się pan, kto dzwonił, szeryfie?

– Nie. Ella odebrała telefon i powiedziała, że ten ktoś miał chyba pączka w ustach. Ona uważa, że to musiał być ktoś z rodziny albo jakaś przerażona przyjaciółka.

– Będziecie robić testy DNA?

– Jak tylko znajdziemy rodziców Melissy i zobaczymy, czy mają coś, z czego moglibyśmy otrzymać jej DNA i porównać z tym w kościach. To zajmie trochę czasu. Ja tam nie dowierzam tej nowomodnej nauce. Przypomnijcie sobie tylko tego biednego OJ. Simpsona. Omal nie został skazany przez te całe testy DNA. Na szczęście sędziowie ławy przysięgłych byli przytomni i w ogóle nie wzięli tego pod uwagę. No dobrze, dowiemy się za jakiś czas.

– Szeryfie – powiedziała Becky. – DNA jest najbardziej wiarygodnym świadectwem naukowym, jakim obecnie dysponuje sąd. To jest niezbity fakt.