Выбрать главу

– To pani tak uważa, panno Powell. Muszę jednak zaliczyć pani opinię do kategorii niewiarygodnych świadectw. Elli też się nie podobają te nowoczesne wymysły. Myśli jednak, że ten szkielet to może rzeczywiście być biedna mała Melissa, chociaż pamięta, że ona była słodką, cichutką dziewczynką, która nikomu nie wchodziła w drogę. Kto chciałby zabijać takie dobre, łagodne dziecko? Chyba nawet nie stary Jacob Marley, który nie lubił nikogo!

– Nie wiem, szeryfie. – Adam pokręcił głową. – Ja obstaję przy teorii o jej chłopaku. Teraz przynajmniej jest się o co zaczepić. Nie wejdzie pan do domu?

Nie. Wstąpiłem tylko, żeby przekazać tę informację panu i pannie Powell. A przy okazji, panie Carruthers, czy planuje pan jeszcze dłużej pozostać przy pannie Powell?

– Oczywiście – zapewnił go Adam, zerkając na Becky, która nie odezwała się ani słowem od czasu, kiedy szeryf Gaffney zaczął się użalać, jak źle potraktowano tego biednego OJ. – Ona jest wciąż roztrzęsiona, podskakuje przy każdym skrzypnięciu podłogi. Wie pan, jak wrażliwe są kobiety.

– To prawda, panie Carruthers, ale dzisiaj mamy wyjątkowo piękny dzień. Przy takim słońcu wszyscy się dobrze czują. O proszę, przyjechał Tyler z małym Samem. Dzień dobry. Zastanawiamy się nad tym szkieletem panny Powell. Możliwe, że to jest Melissa Katzen. Nie przypuszczam, żebyś to ty udawał kobietę i naprowadził nas na ten ślad?

– Na pewno nie ja, szeryfie. – Tyler uniósł brwi. – Co pan powiedział? Melissa Katzen?

– Tak. Pamiętasz ją, Tyler? Chyba chodziliście razem do szkoły? Byliście w tym samym wieku.

Tyler postawił Sama na ganku. Chłopiec podszedł zaraz do stolika z książkami i zaczął je oglądać.

– Melissa Katzen – zastanawiał się Tyler. – Tak, pamiętam ją. Urocza dziewczyna. Byliśmy w jednej klasie w liceum albo ona była o rok niżej. Nie była może ładna, ale wyjątkowo miła. Myśli pan, że to może być jej szkielet?

– Nie wiem. Dostałem w tej sprawie anonimowy telefon. Przypominam sobie, że słyszałem o jej planach ucieczki z domu. – Tyler zmarszczył czoło. – Tak było. Uciekła i ślad po niej zaginął.

– Tak mówią – przyznał szeryf Gaffney. – Test DNA wyjaśni nam tę sprawę, jeśli prawdą jest to wszystko, co opowiadają o tych laboratoriach. Muszę już jechać. Zadzwonię do tego faceta Jarvisa, do Augusty, i dowiem się, co z tym robią.

Sam trzymał w rączce jakąś książeczkę. Adam pochylił się nad nim, patrząc na śmigłowiec szturmowy na okładce.

– To jest przewodnik po różnych typach samolotów – powiedział. – Ciekaw jestem, do czego mógł służyć staremu Marleyowi.

– Sam, napijesz się lemoniady? – spytała Becky. – Zrobiłam cały dzbanek dziś rano.

Chłopiec patrzył na nią bez słowa, wreszcie skinął głową.

– Sam uwielbia lemoniadę Becky – powiedział Tyler dziwnie agresywnym tonem.

– Ja też – stwierdził Adam. – Wychodzę, Becky. Wrócę wieczorem.

Chciała go spytać, dokąd idzie, z kim będzie rozmawiać, ale nie mogła tego zrobić przy Tylerze.

– Trzymaj się! – zawołała za nim. Adam nie odwrócił się.

– Becky, on mi się nie podoba – powiedział Tyler, kiedy już siedzieli w kuchni, gdzie Sam pił lemoniadę i jadł ciasteczka.

– Jest zupełnie nieszkodliwy – odrzekła. – Jestem przekonana, że jest gejem. Więc ty znałeś Melissę Katzen?

Tyler skinął głową, wolno popijając swoją lemoniadę.

– Tak jak powiedziałem szeryfowi, ona była wyjątkowo sympatyczną dziewczyną. Nie miała zbyt wielkiego powodzenia, nie była też szczególnie bystra, ale naprawdę miła. Grała w piłkę nożną. Pamiętam, że raz ograła mnie w pokera. – Tyler uśmiechnął się do swoich wspomnień. – To był rozbierany poker. Myślę, że byłem pierwszym facetem, którego widziała w samych bokserkach.

– Rachel robi dobrą lemoniadę – odezwał się Sam. Spojrzeli na niego ze zdumieniem. Powiedział pełne zdanie.

Becky poklepała go po policzku.

– Jestem pewna, że Rachel robi dużo dobrych rzeczy. Wiesz, że to ona wynajęła mi ten dom?

Chłopiec skinął głową.

Sam i Tyler szybko wyszli; pojechali na zakupy. Becky posprzątała kuchnię i poszła na piętro, do pokoju Adama Carruthersa. Łóżko było posłane, a jego rzeczy pochowane. Otworzyła górną szufladę komody – bielizna, podkoszulki i kilka bawełnianych koszul. Nic więcej. Wyciągnęła spod łóżka granatową torbę. Położyła ją na wierzchu i zaczęła rozpinać suwak.

Nagle zadzwonił telefon. Aż podskoczyła. Dzwonił nadal.

Musiała zbiec na dół, tam stał jedyny aparat w tym domu. Jej komórka była rozładowana. Podniosła słuchawkę dopiero przy szóstym dzwonku.

– Halo.

Usłyszała tylko czyjś oddech.

– Halo? Kto mówi?

– Cześć, Rebecca. To ja, twój chłopak.

Oniemiała. Wpatrywała się w słuchawkę, nie wierząc temu, nie chcąc wierzyć, że to on. A jednak to był jej prześladowca, mężczyzna, który zamordował tę biedną, bezdomną kobietę, który postrzelił gubernatora.

Odnalazł ją. Udało mu się ją odnaleźć.

– Gubernator żyje – powiedziała. – Nie jesteś tak dobry, jak ci się wydaje. Nie zabiłeś go. Nie wiedziałeś nawet, że on będzie wtedy wśród samych lekarzy.

– Może nie chciałem go zabić.

– Już w to wierzę.

– No dobra, ten łajdak żyje, ale przynajmniej nie będzie ci się teraz pakować do łóżka. Słyszałem, że ma trudności z mówieniem i jedzeniem. Niech trochę schudnie, był za gruby.

– Zabiłeś Dicka McCalluma. Zmusiłeś go, żeby nakłamał na mój temat, a potem go zabiłeś. Ile mu za to zapłaciłeś? A może zagroziłeś, że go zabijesz, jeśli nie zrobi, co mu każesz?

– Gdzie zdobyłaś te informacje, Rebecco?

– To wszystko prawda. Cisza.

– Nikt nie mógł mnie znaleźć. Ani FBI, ani policja nowojorska, nikt. Jak mnie odszukałeś?

Roześmiał się tylko. Ile mógł mieć lat? Nie potrafiła zgadnąć. Skup się, nakazała sobie w duchu. Podtrzymuj rozmowę. Zorientuj się, czy on jest młody, czy stary. Jaki ma akcent? Zmuś go, żeby się przyznał do zamordowania Dicka.

– Powiem ci, kiedy się spotkamy, Rebecco.

– Nie chcę cię widzieć – powiedziała zdecydowanym tonem. – Chcę, żebyś zniknął, żebyś umarł. Możesz też oddać się w ręce gliniarzy. Oni cię usmażą żywcem. Tylko na to zasługujesz. Dlaczego przejechałeś Dicka McCalluma?

– A jak sądzisz, na co ty zasługujesz?

– Na pewno nie na wysłuchiwanie tych twoich bredni. Czy nadal chcesz zabić gubernatora?

– Jeszcze się nie zdecydowałem. Wiem, że on teraz z tobą nie sypia, ale tylko dlatego, że nie wie, gdzie jesteś. A to przecież stary facet. Powinnaś się wstydzić, Rebecco. Pamiętasz jak Rockefeller odwalił kitę, kiedy był ze swoją kochanką? To mogłoby się przydarzyć tobie i gubernatorowi. Ale ty jesteś taką małą kurewką, prawda? Pewnie zadzwonisz do niego i powiesz mu, gdzie jesteś, żeby znowu mógł wejść ci do łóżka.

Dlaczego nie pomyślała, żeby założyć podsłuch na telefon? Ani jej, ani Adamowi nie przyszło do głowy, że on mógłby ją odnaleźć w Riptide.

– Zamordowałeś Dicka McCalluma, prawda? Dlaczego?

– Znowu nabrałaś pewności siebie. Zrobiłaś się bezczelna przez ten czas, kiedy nie byłem blisko ciebie. Jesteś zbyt pewna siebie, Rebecco. Już niedługo po ciebie przyjdę.

– Posłuchaj, ty draniu! Jak się tylko do mnie zbliżysz, to odstrzelę ci łeb. Roześmiał się na całe gardło. Czyżby był młody? Nie była pewna.

– Możesz spróbować. To nawet będzie ciekawe. Wkrótce się zobaczymy, możesz mi wierzyć.

Odłożył słuchawkę, zanim zdążyła coś odpowiedzieć. Patrzyła bezmyślnie na stary aparat telefoniczny i wiedziała, że to już koniec. Jak mógłby ją ktoś uchronić przed szaleńcem? Zabezpieczyła się, jak tylko mogła, a on ją odnalazł równie łatwo, jak zrobił to Adam.