Выбрать главу

Jak mu się to udało? Czy miał tak rozległe kontakty jak Adam? Niewątpliwie tak. Ale ona się nie podda i nie będzie czekać, aż on przyjdzie, żeby ją zabić. Będzie walczyć.

Odłożyła słuchawkę na widełki i wolnym krokiem wyszła z salonu. Poczuła się nagle potwornie zmęczona i było jej bardzo zimno.

Nabiła pistolet, włożyła go do kieszeni żakietu i poszła do lasu, w to miejsce, gdzie przed dwoma dniami spotkała Adama. Czy to rzeczywiście było dopiero dwa dni temu? Usiadła pod drzewem, przy którym Adam wykonywał ćwiczenia taekwondo. Patrzyła na to miejsce, gdzie wtedy stała, przerażona, mierząc do niego z pistoletu, a on wykopał jej broń z ręki. Przymknęła oczy i oparła się o drzewo. Czy prześladowca poradzi sobie z nią równie łatwo jak Adam? Pewnie tak.

Gdzie jest Adam? Dlaczego wyszedł z domu?

Adam wrócił do domu Jacoba Marleya i wpadł w panikę. Drzwi były otwarte, a jej nie było. Na pewno odnalazł ją ten prześladowca. Nie, to niemożliwe. Był pewien, że tylko on natrafił na jej ślad.

Przeszukał każdy pokój w domu. Zobaczył, że jego torba leży na łóżku. Wyglądało na to, że zaczęła odsuwać zamek i potem, z jakiegoś powodu, wyszła z pokoju, nie bacząc na i o, że on to zauważy. Dlaczego? Dokąd poszła?

Nie wpadaj w panikę, uspokajał się w duchu. Dostała na pewno jakiś pilny telefon. Pojechała do domu Tylera, bo rozchorował się Sam. Tak musiało być.

Ale tam jej nie było. Nikogo nie było. Przejechał koło Twierdzy Artykułów Spożywczych, koło stacji benzynowej, koło szpitala. Jezu, może tak jeździć godzinami po tym parszywym mieście i jej nie znaleźć.

Pojechał wolno w kierunku domu. Zgasił silnik i siedział w swoim czarnym jeepie, opierając czoło o kierownicę. Becky, gdzie jesteś?

Podniósł nagle głowę i popatrzył w kierunku lasu, sam nie wiedząc dlaczego. Nabrał niczym nie uzasadnionej pewności, że ona tam jest. Znalazł ją po trzech minutach poszukiwań.

Spała. Podszedł do niej, ale nawet się nie poruszyła. Oparta była o drzewo, w prawej ręce trzymała pistolet, którego srebrzysta kolba lśniła w słońcu.

Może ten odblask zwrócił jego uwagę? Trudno było powiedzieć. Dlaczego od razu nie przyszło mu do głowy, żeby szukać jej tutaj?

Ukucnął przy niej, zastanawiając się, dlaczego tu przyszła. Zauważył ślady łez na jej twarzy. Nie mogła już znieść tego wszystkiego i trudno było się jej dziwić. Delikatnie dotknął jej policzka, po czym lekko potrząsnął za ramię.

– Becky, obudź się…

Na dźwięk męskiego głosu szybko oprzytomniała i poderwała pistolet do góry. Usłyszała przekleństwo, coonan wyleciał jej z ręki i poczuła, że traci czucie w nadgarstku.

– Niech to szlag, omal mnie nie zastrzeliłaś. To był Adam. Popatrzyła na niego z uśmiechem.

– Przepraszam. Myślałam, że to on. Serce w nim zamarło. Usiadł i oparł się o drzewo.

– Co się dzieje?

– Która godzina?

– Dochodzi czwarta. Nie mogłem cię nigdzie znaleźć i omal nie oszalałem z przerażenia. Myślałem, że on cię porwał.

– Przepraszam, nie zastanawiałam się nad tym. Jak mnie znalazłeś?

Wzruszył ramionami. Nie chciał jej mówić, że doznał nagłego olśnienia i wiedział już, gdzie ona jest. Mogłaby pomyśleć, że zwariował, a kolejny wariat w pobliżu na pewno nie był jej potrzebny.

– Kiedy odzyskam czucie w nadgarstku?

– Za niecałe pięć minut. Nie marudź. Myślałaś, że dam się zastrzelić?

– Nie, chyba nie.

– Wyglądasz na zmęczoną. Trzeba było się przespać we własnym łóżku, zamiast pod tym drzewem. To nie jest zbyt bezpieczne.

Mało powiedziane, pomyślał.

– Dlaczego? Ty byłeś jedyną osobą, która się czaiła w tych drzewach, ale już się tu nie czaisz. Wprowadziłeś się do domu. Nie wiem, dlaczego tu przyszłam. Po prostu nie mogłam już dłużej tego wytrzymać.

– Napędziłaś mi stracha, Becky – powiedział. – Proszę cię, zawsze zostawiaj mi kartkę, kiedy chcesz gdzieś pójść.

Popatrzyła na niego. Była śmiertelnie blada.

– On mnie znalazł. Telefonował do mnie.

– On? – powtórzył, chociaż dobrze znał odpowiedź.

A więc prześladowca ją odnalazł. Adam wiedział, że w końcu tak się stanie. Ten facet działał niesłychanie sprawnie. Miał dobre kontakty. Adam był przekonany, że on ruszył do akcji w tej samej chwili, kiedy Becky wyjechała z Nowego Jorku. Mimo wszystko ta wiadomość go zdumiała. I śmiertelnie przeraziła, bo zrozumiał, że pętla się zacieśnia.

– No dobrze, więc zadzwonił. Weź się w garść. – Zamilkł na chwilę i uśmiechnął się do niej. – Mówię do siebie, nie do ciebie. Co mówił? Czy powiedział, w jaki sposób cię odnalazł? Czy powiedział cokolwiek, co mogłoby nam pomóc?

Powiedział „nam”… Była całkowicie sparaliżowana, ale gdy usłyszała, że powiedział „nam”, poczuła, że powoli wraca do życia. Nie była już sama.

– Cieszę się, że tu jesteś, Adamie – uśmiechnęła się do niego.

– Ja też – powiedział.

– Chociaż jesteś gejem?

Popatrzył na jej usta i szybko zerwał się na nogi. Pokusa była zbyt blisko.

– No dobra, już dobra. Chodźmy do domu. Chcę, żebyś zapisała wszystko, co pamiętasz z tej rozmowy.

– Dobrze, Adamie – powiedziała zdecydowanym tonem.

Weszli już na werandę i zbliżali się do frontowych drzwi, a on pomyślał, że powinien jej znowu udowodnić, że nie jest gejem, kiedy rozległ się strzał. Duży i bardzo ostry odłamek drewna z framugi przeleciał obok głowy Becky i utkwił w ramieniu Adama.

14

Adam otworzył drzwi i wepchnął Becky do przedpokoju. Chociaż zrobił to błyskawicznie, wydawało się, że wszystko trwa zbyt długo. Kolejna kula uderzyła we framugę, tuż nad jego głową. Odłamki drewna posypały się na wszystkie strony, ale żaden go nie dosięgnął. Adam zatrzasnął drzwi, chwycił Becky za ramię i pociągnął poza linię ognia.

– Nic ci się nie stało? – spytał.

– Nie. Wszystko w porządku. Ten drań jest szalony. Tego już za wiele. Wyciągnęła pistolet z kieszeni żakietu i podkradła się do frontowego okna.

Adam ruszył za nią.

– Ja się tym zajmę, Becky, a ty połóż się na podłodze.

– On ściga mnie, nie ciebie – powiedziała i ostrożnie wyjrzała przez okno.

Dwa kolejne strzały przeszyły frontowe drzwi na wysokości serca człowieka.

I znowu strzał. Becky nie wahała się ani chwili – wystrzeliła wszystkie siedem naboi. Usłyszała tylko suche klik, klik, klik, kiedy magazynek był już pusty.

Zapanowała śmiertelna cisza. Adam klęczał tuż za nią i był wściekły na siebie, ponieważ jego delta elitę leżała w torbie w gościnnym pokoju.

– Zostań tu, Becky! Nie ruszaj się z miejsca. Idę po swoją broń.

– Możesz iść. – Zerknęła na niego przez ramię. – Trafiłam go. Jestem tego pewna.

– Tylko się nie podnoś.

Wyjęła nowy magazynek z kieszeni żakietu i załadowała pistolet.

– Idź po swoją broń – powiedziała, wyglądając przez okno. – Nawet jeśli go nie trafiłam, to nie dopuszczę go do domu.

Po trzech sekundach był już w swojej sypialni. Kiedy wrócił na dół, z pistoletem w dłoni, Becky nadal klęczała przy oknie.

– Niczego nie zauważyłam! – zawołała. – Może rzeczywiście go trafiłam?

– Zaraz zobaczę. Rozglądaj się dokoła. I nie zastrzel mnie.

I już go nie było. Po chwili usłyszała, jak przechodzi przez kuchnię i cicho otwiera tylne drzwi.