Miała nadzieję, że trafiła tego łajdaka. Może w kark, tak jak on gubernatora.
A może w brzuch. Zasłużył sobie na to. Zabił przecież tę bezdomną kobietę. Nie ruszała się z miejsca, wypatrując Adama, martwiąc się, czy nic mu się nie stanie. Wydawało się jej, że czas strasznie wolno płynie, aż nagle usłyszała głos.
– Chodź tu, Becky!
To był Adam. Cały i zdrowy. Natychmiast wybiegła z domu. Byli już bezpieczni. Pokonali tego potwora. Tym razem…
Adam stał na skraju lasu i machał do niej. Właśnie w tamtym kierunku wystrzeliła cały magazynek. Kiedy podbiegła do niego, uśmiechnął się i mocno ją uścisnął.
– Trafiłaś tego łajdaka, Becky. Popatrz.
Krew na opadłych liściach. Jak bożonarodzeniowe dekoracje – czerwień na ciemnej zieleni.
– Trafiłam go – szepnęła. – Naprawdę go trafiłam.
– Bez wątpienia. Nie znalazłem żadnych śladów. Kiedy zobaczył, że wypadł z gry, zatamował krew i dokładnie wszystko pozacierał.
– Trafiłam go – powtórzyła z uśmiechem. – Och, Boże, Adamie, nie!
– O co chodzi?
– Twoje ramię. – Włożyła pistolet do kieszeni i chwyciła go za rękę. – Nie ruszaj się. Popatrz, ten odłamek drewna wbił ci się w ciało jak nóż. Chodź do domu, trzeba go wyjąć. Och, Boże, czy bardzo cię boli?
Popatrzył na wystający mu z ramienia kawałek drewna. Przedtem go nie zauważył.
– Nie bolało, kiedy o tym nie wiedziałem. Teraz boli jak wszyscy diabli. Minęło pół godziny, a oni jeszcze się sprzeczali.
– Nie, nie pójdę do lekarza. On by zaraz zadzwonił do szeryfa Gaffneya. Chyba nie chcesz tego, Becky? Nic mi nie będzie. Przecież zdezynfekowałaś i zabandażowałaś mi rękę. Zmusiłaś mnie nawet do połknięcia trzech aspiryn. Przydałby mi się tylko kieliszek brandy.
Wyobraziła sobie szeryfa, zadającego pytania na temat faceta, który do nich strzelał. „Coś takiego! Kto by to mógł być?”
Dała mu jeszcze jedną aspirynę i dietetyczną colę, ponieważ nie miała brandy.
Oboje zamarli, kiedy rozległo się stukanie do frontowych drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły i usłyszeli przyciszone głosy.
Becky chwyciła pistolet i zaczęła się skradać w tamtym kierunku.
– Nie ruszaj się, Adamie. Nie chcę, żebyś znowu został zraniony.
– Zaczekaj chwilę. – Zerwał się na nogi i położył jej rękę na ramieniu.
– Kto tam?! – zawołał.
– Nic wam się nie stało? – rozległ się męski głos. – Sądząc po drzwiach, chyba cała armia chciała utorować sobie drogę do tego domu.
– Nie wiem, kto to jest – powiedział Adam. – Znasz ten głos? Becky potrząsnęła głową.
– Kto, u diabła, tam jest? Podajcie swoje cholerne nazwiska albo rozwalę wam głowy. Zachowujemy ostatnio drobne środki ostrożności.
– Ja jestem Savich.
– A ja Sherlock. Przysłał nas Thomas. Powiedział, że powinniśmy spotkać się z Adamem i Becky, porozmawiać z nimi i poznać wszystkie fakty. Wtedy może nam się uda dopaść lego prześladowcę.
– Mówiłem mu, żeby tego nie robił – mruknął Adam.
Położył pistolet na kuchennym stole i wyszedł do przedpokoju. Stał tam wielki facet, trzymający w ręku 9 mm SIG. Za jego plecami stała kobieta, która wysunęła się teraz do przodu.
– Nie ma powodu do niepokoju. Jak mówiłam, przysłał nas Thomas. Ja jestem Sherlock, a to mój mąż, Dillon Savich. Jesteśmy z FBI.
To był ten facet, który miał uratować córkę Thomasa – syn jego przyjaciela, szperacz komputerowy z FBI. Adamowi to się nie podobało. Wcale mu się nie podobało. Patrzył na nich, marszcząc brwi. A do tego ten facet zabrał ze sobą żonę, pakując ją w niebezpieczną sytuację. Niezły idiota!
– Sherlock to fantastyczne imię – powiedziała Becky, wysuwając się do przodu. – Witam, panie Savich. Nie wiem, kim jest Thomas, domyślam się, że szefem Adama, bo Adam nie chce mi powiedzieć, kto go wynajął i dlaczego to zrobił. Ja jestem Becky Matlock. Mężczyzna, który mnie prześladuje, len, który postrzelił gubernatora, przed chwilą tu był. Zadzwonił do mnie, a potem usiłował nas zabić. Udało mi się go trafić. Adam znalazł ślady krwi, ale ten facet uciekł i zmylił trop, a ja musiałam zabandażować rękę Adama, więc…
– Teraz już wszystko rozumiemy – powiedziała Sherlock, uśmiechając się do niej. Ta dziewczyna jest naprawdę ładna, pomyślała, chociaż wygląda na skrajnie wyczerpaną. Zwróciła się do wielkiego faceta, który stał obok Becky:
– Dillon umie świetnie opatrywać rany. Może mógłby panu pomóc.
Adam był wkurzony i zły na siebie, że dał się ponieść nerwom. Jeśli ten facet rzeczywiście był takim geniuszem od programów komputerowych do tropienia przestępców, to pewnie mógłby im pomóc.
– Nie, wszystko w porządku – odrzekł. – Mam tylko nadzieję, że ta strzelanina nie sprowadzi nam na głowę szeryfa.
– Dom stoi na uboczu, otoczony gęstwiną drzew – odezwał się Savich. – Jest wątpliwe, żeby ktoś usłyszał strzały, chyba żeby stał naprawdę blisko.
– Liczę na to, że ma pan rację – wtrąciła Becky. – To jest Adam Carruthers. Występuje tu w roli mojego kuzyna. Ma mnie chronić. Jak mówiłam, domyślam się, że on pracuje dla tego faceta, Thomasa. Powiedziałam swojemu sąsiadowi, że on jest gejem, ponieważ wydaje mi się, że tamten jest zazdrosny o Adama, ale on tak naprawdę nie jest.
– On tak naprawdę nie jest zazdrosny? – spytała Sherlock.
– Nie, Adam tak naprawdę nie jest gejem.
Savich, ten wielki facet z ponurym, odpychającym wyrazem twarzy, zaczął się nagle głośno śmiać.
A jego żona przechyliła głowę na bok, potrząsnęła swoimi rudymi loczkami, popatrzyła na męża i też się roześmiała.
– Cieszę się, że nie jest pan gejem – powiedział Savich. -Pani naprawdę myśli, że tamten facet jest zazdrosny o Adama?
– Tak, a to jest przecież potwornie głupie. Tu jest sprawa życia i śmierci. Kto w takiej sytuacji mógłby myśleć o zazdrości czy seksie? To czyste wariactwo.
– To prawda- przyznała Sherlock. – Nikt by o tym nie myślał. Mam rację, Dillon?
– Jasne.
Adam patrzył, jak Savich wkłada pistolet do kabury. No dobra, może ta dwójka okaże się pomocna. Zobaczymy.
– Adam pije dietetyczną colę, bo w domu nie mam brandy. Mogę wam także podać colę z lodem.
– Ja proszę dużo lodu – uśmiechnął się Savich – a potem pojedziemy z Sherlock kupić brandy.
Chciał jej powiedzieć, że ma ojca, który potwornie się o nią martwi, że ona jest bardzo do niego podobna i że kiedy się to wszystko skończy, wtedy ojciec będzie mógł pojawić się w jej życiu, ale teraz nie mógł tego zrobić. Obiecał Thomasowi Matlockowi, że on nadal pozostanie w cieniu, do czasu kiedy cała sprawa się nie wyjaśni.
– Dopóki nie będę miał stuprocentowej pewności, że Krimakow nie żyje – powiedział Thomas – nie mogę ryzykować. A żeby w to uwierzyć, musiałbym zobaczyć jego fotografię z greckiej kostnicy.
– Ale jeśli on żyje, sir – powiedziała wtedy Sherlock -i stoi za tym wszystkim, to znaczy, że dowiedział się już o Becky i terroryzuje ją, żeby w ten sposób dostać się do pana.
– Już to co jest – odrzekł Thomas – wystarczy, żeby wpaść w przerażenie. Tymczasem chcę utrzymać tajemnicę, chronić Becky przed policją i przed FBI, ponieważ jestem pewny, że oni nie uchronią jej przed tym prześladowcą.
Zanim ktoś się tu pojawi, musicie mi powiedzieć, kim jesteście i dlaczego tu przyjechaliście. Jak wam mówiłam, Adam uchodzi za mojego kuzyna, który jest gejem.
– Chce pan być jej drugim kuzynem gejem? – Adam zwrócił się do Savicha.
– A jaka będzie moja rola? – spytała Sherlock. – Przecież ja ciągle go kokietuję i cały kamuflaż na nic. W każdym razie musimy mówić sobie po imieniu.