– Moglibyśmy udawać twoich przyjaciół, Adamie. Sporo o tobie wiem. Na przykład chodziliśmy razem do szkoły.
– W takim razie co, u diabła, robisz w Riptide, w stanie Maine?
– Przyjechaliśmy tutaj z powodu tego szkieletu, który wypadł ze ściany twojej sutereny, Becky – wtrąciła Sherlock. – Potrzebowaliście pomocy, a ponieważ mieszkamy w Portsmouth, to nie mieliśmy do was daleko.
– Skąd wiesz, gdzie chodziłem do szkoły? – spytał Adam, patrząc wrogo na Savicha.
– MAX dostarczył mi wiadomości o tobie. Trochę więcej czasu zabrało mu rozszyfrowanie twojej działalności na innym polu. Byłeś w Yale. Może byliśmy razem w reprezentacji naszej uczelni?
O cholera, to dobry pomysł, przyznał w duchu Adam.
– Tak – zgodził się. – Byliśmy w reprezentacji Yale i pobiliśmy drużynę Harvardu, tych zadufanych mięczaków.
Sherlock zastanawiała się, dlaczego Adam Carruthers nie chciał, żeby ona i Dillon włączyli się do akcji. Czy nie zdawał sobie sprawy, że mogą się przydać? Ten prześladowca już był w Riptide, już próbował ich zabić. Uśmiechnęła się czarująco do Adama.
– Może pójdziemy do lasu i spróbujemy znaleźć ślady tego faceta? – zaproponowała.
– Dobrze – zgodził się Savich i od razu wstał z miejsca. -Musimy się też zastanowić, dlaczego on chciał zabić Becky. To nie ma sensu. Przecież on robi wszystko, żeby ją sterroryzować. Miałby ją nagle zastrzelić i popsuć sobie całą zabawę?
– To dobre pytanie – przyznała Becky. – Jeszcze nie mieliśmy czasu o tym pomyśleć. Ja sądzę, że on nie chciał nikogo z nas zabić, tylko zastraszyć. Pokazać, że tu jest i że gra toczy się dalej. – A po chwili dodała. – Musimy koniecznie naprawić drzwi, zanim przyjdzie Tyler McBride, nasz sąsiad, albo szeryf. Nie chciałabym im tłumaczyć, dlaczego drzwi są podziurawione kulami.
– Sprawdźmy najpierw te ślady – zaproponowała Sherlock. -Potem zreperujemy drzwi, a ty nam powiesz, co ten facet mówił do ciebie przez telefon.
– Dobry jesteś – przyznał Savich, idąc obok Adama i wpatrując się w ściółkę leśną. – Powiedziałeś, że nie ma śladów, i rzeczywiście ich nie ma.
– Chodźmy jeszcze trochę dalej – mruknął Adam. – Może są gdzieś ślady opon.
– Nie ma na co liczyć. – Sherlock machnęła ręką. – Ten facet to zawodowiec, co oznacza, że nie jest żadnym prześladowcą. To tylko kamuflaż.
– Zgadzam się. – Savich skinął głową. – On nie jest zwykłym prześladowcą.
– Co to ma znaczyć? – spytała Becky.
– Zwykli prześladowcy – tłumaczył jej Adam – są po prostu chorymi facetami, którzy z im tylko znanego powodu zaczynają gnębić jakąś wybraną przez siebie osobę. To zwykła obsesja. Oni nie są profesjonalistami, tak jak ten facet. On ma wszystko dobrze przemyślane.
Jeśli Krimakow żyje, pomyślał Savich, to ta akcja jest kampanią terrorystyczną, a Becky jest środkiem do osiągnięcia celu. Thomas Matlock ma prawo być przerażony.
– Ale on robi wrażenie wariata, kiedy do mnie dzwoni. -Becky potrząsnęła głową. – Prawie zawsze mówi to samo i robi wrażenie bardzo z siebie zadowolonego. Napawa się moim strachem i moją bezradnością.
– Może robić wrażenie wariata – powiedziała Sherlock -ale w graucie rzeczy jest niesłychanie bystry. Odnalazł cię przecież, prawda? Może wrócimy już do domu i Becky zrelacjonuje nam ostatnią rozmowę telefoniczną. Potem wszyscy się zastanowimy, jak wybrnąć z tej matni.
W domu Jacoba Marleya udało im się znaleźć trochę gipsu, elektryczną szlifierkę i farbę do drewna.
Zdjęli frontowe drzwi z zawiasów i wnieśli je do środka. Mężczyźni zajęli się reperacją, a Becky i Sherlock czuwały, z pistoletami w dłoniach.
– Kiedy teraz do mnie zadzwonił – opowiadała Becky -powiedział, że na pewno zaproszę gubernatora, żeby do mnie przyjechał.
– Wiesz co? – wtrącił Adam. – On wcale nie wierzy, że ty sypiałaś z gubernatorem. Wymyślił sobie taki scenariusz, żeby znaleźć powód, dla którego powinnaś zostać ukarana.
– Masz rację – przytaknęła Sherlock, patrząc na niego z aprobatą. – Tak, masz absolutną rację. Becky, co on jeszcze mówił?
– Kiedy spytałam go o Dicka McCalluma, nie chciał przyznać, że go zabił. Powiedział tylko, że zrobiłam się zbyt arogancka i pewna siebie i że wkrótce po mnie przyjdzie. Nazywa siebie moim chłopakiem. To szczyt wszystkiego.
Kiedy odłożyłam słuchawkę, zrobiło mi się niedobrze. Adam uniósł głowę i przez chwilę na nią patrzył.
– A potem – zwrócił się do Savicha – włożyła pistolet do kieszeni i poszła do lasu. Dlaczego tam poszłaś, Becky? To nie było rozsądne.
– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami. – Po prostu miałam ochotę tam pójść i posiedzieć w słońcu, pomiędzy drzewami. Dom Jacoba Marleya działał mi na nerwy. Tu straszy widmo przeszłości, ludzi, którzy tu mieszkali, i wydarzeń, które się tu działy.
– Zanim ją znalazłem, omal nie umarłem ze strachu. -Adam uśmiechnął się do Savicha.
Czemu miałby się nie uśmiechnąć? W końcu ten facet już tu był i wydawało się, że zna swój zawód. Ale to się jeszcze okaże.
– Posłuchajcie – powiedział. – Muszę się skontaktować ze swoimi ludźmi. Ten facet tu jest i starał się nas zabić, chociaż wydaje mi się, że polował tylko na mnie. Musimy mieć ochronę. Musimy też skończyć naprawiać te cholerne drzwi, zanim tu wejdzie i wszystkich nas zastrzeli.
– To mu się nie uda – stwierdziła Becky, unosząc pistolet do góry.
– Zgoda. – Savich mrugnął porozumiewawczo do Sherlock. -Powiesz Adamowi, jak zorganizowaliśmy ochronę?
– Za niecałą godzinę – Sherlock spojrzała na zegarek -zjawi się tu sześciu ludzi od Thomasa. A my martwiliśmy się, że nie będą mieli nic do roboty. Nie wiedzieliśmy, jak bardzo się mylimy.
– Doskonale zgrane w czasie – powiedział Savich. – Nie martwcie się, że oni przemaszerują całą grupą przez miasto i rozsiądą się w Hamaku Errola Flynna. Nikt ich nie zauważy, choć na pewno dobrze spenetrują całe miasto. Jak tylko skończymy z tymi drzwiami, musimy założyć podsłuch na telefon.
On pewnie niedługo znowu zadzwoni. Ten dom trzeba objąć ochroną. Kiedy ci faceci się tu pojawią, ustalimy dyżury. Adamie, możesz im też pokazać, gdzie znalazłeś krew, żebyśmy mogli oddać ją do analizy. Będziemy przynajmniej wiedzieć, czy to ludzka krew.
– Wiem, że go trafiłam – upierała się Becky.
– Jestem tego pewien – Savich uśmiechnął się do niej. -Zobaczymy, czy analiza nie wykaże czegoś interesującego. Becky, byłoby dobrze, żebyś nie opuszczała domu.
– Jeśli on chciał zabić Adama, żeby usunąć go z drogi -wtrąciła się Sherlock – to wszyscy możemy być jego celem. Byłoby dobrze, żeby ten Tyler McBride i jego chłopiec trzymali się z daleka. Tu nie jest bezpiecznie.
Przecież to ja powinienem o to zadbać, pomyślał Adam. Boże, co się ze mną dzieje?
– Ja też nie chcę narażać Tylera i Sama na niebezpieczeństwo – powiedziała Becky. – Kim jest ten Thomas?
– To szef Adama – odparł Savich. – A raczej były szef. Teraz Adam jest niezależny. Domyślam się, że on wyświadcza tylko Thomasowi przysługę. Nie myśl o tym, Becky, przecież go nie znasz. Wypełniliśmy już wszystkie dziury w tych drzwiach, potrzeba nam tylko trochę farby i koniec pracy – Zostawiłam puszkę z farbą w kuchni – powiedziała Becky.
– Pójdę z tobą – oświadczyła Sherlock. – Chciałabym jeszcze raz zobaczyć tę dziurę w ścianie sutereny.
Kiedy Becky wyszła, Savich powiedział do Adama:
– To jasne, że on polował na ciebie. Chce ją dopaść, a ciebie usunąć z drogi. Wszystko jedno, zabić czy zranić.