Выбрать главу

Sam skinął głową. Widać było, że się rozluźnił. Tyler znowu go przytulił.

– Jak się nazywa ta ulica, przy której jest Sklep Towarów Żelaznych Goose'a? – spytał Savich, patrząc bacznie na żonę, która rozcierała sobie nadgarstki.

– Zachodnia Ulica Cykuty – odparł Tyler. – To główna ulica miasta.

Kiedy Tyler McBride wreszcie odjechał, Adam zwrócił się do Savicha i Sherlock.

– Czy macie zamiar zatrzymać się tutaj? – spytał.

– Tak byłoby najlepiej – przyznała Sherlock. – Musimy zaraz założyć podsłuch na telefon.

– Sherlock miała rację, że powinniśmy zabrać ze sobą całe wyposażenie – stwierdził Savich, pokazując im małą, metalową walizeczkę. – To jest zdublowana taśma. Zamierzamy zamontować to w telefonie obok automatycznej sekretarki. Chcę podłączyć to do linii telefonicznej przez guzik uruchamiający sekretarkę. Okay, więc teraz podłączmy tę zabawkę z jednej strony do telefonu, a z drugiej do gniazdka w ścianie.

– A niech to! – zdumiała się Becky. – Niezły gadżet.

– Tak – przyznał Adam. – Możesz go kupić w RadioShack za dwadzieścia dolców.

– To urządzenie włączy się, kiedy zadzwoni telefon – powiedział Savich.

– Teraz slammer – dodała Sherlock. Wyciągnęła małą, płaską skrzyneczkę, która wyglądała jak laptop. – Widzisz, Becky, to jest wyświetlacz. Kiedy nasz chłopak tu zadzwoni, na tym zielonym ekranie ukaże się jego numer oraz nazwisko i adres osoby, która jest właścicielem telefonu. To jest jak automatyczne wyświetlanie numeru dla policji, czyli szybka identyfikacja.

– Wszystko gotowe, Sherlock? – spytał Savich. – Spotkam się teraz z naszymi ludźmi, ustalę z nimi harmonogram dyżurów, powiem im o śladach krwi w lesie i o podsłuchu.

– Jadę z tobą – zdecydował Adam. – Chcę ich poznać. Musimy też zacząć poszukiwania. Ten facet jest gdzieś blisko.

– Trzech naszych ludzi już się tym zajęło. Sprawdzają wszystkie stacje benzynowe w zasięgu osiemdziesięciu kilometrów, wszystkie motele, pensjonaty i zajazdy. Mają już listę mężczyzn w wieku od dwudziestu do pięćdziesięciu lat, którzy przyjechali do Bangor i Portland w trzech ostatnich dniach.

Po dwóch godzinach Adam i Savich wrócili do domu Jacoba Marleya. Było już ciemno, dochodziła dziewiąta. Cały dom był oświetlony, wszystkie lampy na zewnątrz też były zapalone. Świeżo odmalowane frontowe drzwi pięknie się prezentowały.

Sherlock piła kawę w salonie, studiując papiery, które przywiozła z Waszyngtonu. Zasłony były szczelnie zaciągnięte. Nikt nie dzwonił.

Adam znalazł Becky w sypialni. Leżała na łóżku; miała zamknięte oczy, ale widział, że jest cała spięta.

– Becky? Nic ci nie jest? – zapytał, siadając na łóżku.

– Nic. Czy ktoś go widział? – spytała, kiedy usiadł na łóżku.

– Nie, ale ci faceci pobrali próbki krwi do analizy. Jest ich sześciu. Wszyscy bardzo dobrze wyszkoleni. Należą do elitarnej jednostki. Znam czterech z nich, z dwoma kiedyś nawet pracowałem. Wezwiemy ich tu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Musimy złapać tego szaleńca, bo inaczej nigdy nie będziesz bezpieczna.

– Adamie, kto to jest ten Thomas? Musi być kimś bardzo ważnym, żeby ściągnąć tylu ludzi dla kogoś tak mało ważnego jak ja.

– Nie jesteś mało ważną osobą. Nie myśl o Thomasie. On robi to, co powinien. Dlaczego tu leżysz? – Była bardzo blada, miała tępe spojrzenie – to go martwiło. – Jestem głodny -powiedział. – Co z kolacją? Jest już prawie dziewiąta. Aha, dobrze, że zapaliłaś wszystkie światła.

– To Sherlock. Możesz myśleć teraz o jedzeniu?

Skinął głową. Najwyraźniej udało mu się oderwać jakoś jej myśli, bo wstała z łóżka i wyszła z sypialni.

Nie minęło pół godziny, a siedzieli już w kuchni nad sałatą z tuńczykiem, którą przygotował Savich.

– Becky, ten Tyler McBride – zauważyła Sherlock – ma do ciebie wyraźną słabość i jest piekielnie zazdrosny o Adama. Czy on może sprawiać kłopoty?

– Już to robi. Zaatakował mnie, chociaż niczego nie zrobiłem.

– Dobrze, że nie zacząłeś się z nim bić – dodała Sherlock. -Pan McBride nie tylko boi się o Becky, ale czuje się zagrożony obecnością innego mężczyzny.

A przecież wie, że Becky ma poważne kłopoty, więc im więcej jest przy niej ludzi, tym lepiej.

Prawdę mówiąc, też czułem się zagrożony, podobnie jak Tyler, pomyślał Adam. A kobiety to wyczuwają.

– Zjem jeszcze jedną kanapkę i wyjdę na dwór – powiedział. – Porozmawiam z naszą ochroną. Księżyc jest już prawie w pełni, wszędzie panuje cisza. Na wszelki wypadek wezmę pistolet – dodał, wychodząc z kuchni.

– Pójdę zadzwonić do mamy – oświadczył Savich. – Dowiem się, jak sobie radzi z naszym chłopcem.

– Zawołaj mnie, kiedy on będzie przy telefonie – poprosiła Sherlock.

Savich poszedł do salonu, gdzie był jedyny aparat telefoniczny w tym domu. Nie lubił kłamać, kiedy matka go pytała, w jakiej akcji biorą udział, ale zrobił to bez wahania.

– Mamy sprawdzić jakąś bardzo ważną osobę, przewidzianą na przewodniczącego Sądu Najwyższego. To jest tajna operacja i właśnie dlatego Jimmy Maitland prosił o to mnie i Sherlock. Nie martw się, mamo, niedługo wrócimy. Poznałem dzisiaj bardzo fajnego małego chłopca. Rok temu porzuciła go matka, a przy okazji i jego ojca. Od tego czasu mały niewiele mówi. Czy to Sean tam gaworzy? Chciałbym z nim porozmawiać, mamo.

16

Telefon zadzwonił o północy. Wszyscy go słyszeli, ale Becky była najszybsza. Zbiegła po schodach już przy drugim dzwonku.

Wiedziała, że to on, i chciała z nim rozmawiać. Tym razem nie było potrzeby przetrzymywać go przy telefonie. Slammer zadziałał momentalnie, identyfikacja była błyskawiczna.

Kiedy podnosiła słuchawkę, ręka jej się trzęsła.

– Halo?

– Nie wiem, Rebecco, czy nadal będę twoim chłopakiem. Zastrzeliłaś mojego psa.

– To kłamstwo, i dobrze o tym wiesz. Poza tym żaden pies nie chciałby być w pobliżu takiego szaleńca jak ty.

– Wabił się Gleason. Był bardzo gruby, a ty go zastrzeliłaś. Jestem tym zgnębiony, Rebecco. Już niedługo po ciebie przyjdę. Hej, kochanie, może przyślesz kwiaty na pogrzeb biednego Gleasona?

– Dlaczego nie pochowasz się razem z nim, ty morderczy psychopato?

Adam usłyszał, że tamten gwałtownie złapał oddech. Dopiekła mu. To dobrze.

Savich spisał ze slammera nazwisko i adres, usiadł na kanapie i otworzył swojego laptopa. Adam przysunął się bliżej do Becky.

– Jest tam przy tobie ten wielki facet, Rebecco? Słucha naszej rozmowy?

– Tak, jestem tu i słucham, ty żałosny gnojku. Chciałeś zastrzelić nasze frontowe drzwi, ale jesteśmy tacy dobrzy, żeśmy je na powrót ożywili. Pewnie wyglądają teraz lepiej niż ty.

W ciszy, jaka zapanowała na linii, Becky wyczuła z trudem hamowaną furię.

– Zabiję cię za to, ty łajdaku!

– Już próbowałeś, prawda? Kiepski jesteś.

– Już po tobie, Carruthers. Bardzo szybko będzie po tobie.

– Hej, gdzie urządzasz uroczystości pogrzebowe dla Gleasona? Chciałbym przyjść. Chcesz, żebym przyprowadził księdza? A może takich wariatów jak ty nie interesują obrzędy religijne? Słychać było szybki, ciężki oddech.

– Nie jestem wariatem, ty draniu. Rebecca będzie patrzeć, jak umierasz. Obiecuję ci to. Wiem, że jest was tam więcej. Wiem też, że oni są z FBI. Myślisz, że mogą wam pomóc? Nikt mnie nie złapie. Hej, Rebecco, gubernator już do ciebie dzwonił?

Adam skinął głową i podniósł kciuk do góry.