– Może ten chłopak nie chciał, żeby ona się nim chwaliła? -zasugerowała Becky. – Może chciał to utrzymać w tajemnicy.
– Dlaczego?
– Nie wiem, szeryfie. Chciałabym to wiedzieć.
– Rachel Ryan dobrze ją pamięta. Mówi, że była bardzo miłą dziewczyną, ale nie ma w tym nic nowego. Powiedziała też, że Melissa nigdy nie miała seksownych ubrań. Była zdumiona, kiedy dowiedziała się o dżinsach od Calvina Kleina i krótkim, różowym topie. Nie przypomina sobie, żeby Melissa nosiła cokolwiek rzucającego się w oczy. Może ma pani rację, panno Powell. Pewnie to zrobił jej chłopak.
– A może – podsunęła Sherlock – dżinsy i różowy top to był jej strój podróżny. Może rzeczywiście miała zamiar uciec, ale w ostatniej chwili się wycofała, a ten chłopak wściekł się i ją zabił.
– Kim pani jest? – spytał szeryf Gaffney.
– Och, przepraszam, szeryfie – wtrącił Adam. – Sherlock i Savich są moimi przyjaciółmi. Zatrzymali się tu na krótko, żeby zwiedzić miasto.
– Miło mi panią poznać, proszę pani. Tak, to niezły pomysł. Muszę powiedzieć, że chociaż jest pani kobietą, wyciągnęła pani wyjątkowo logiczny wniosek. Niewiele kobiet by się na to zdobyło.
Savich, który słyszał tę rozmowę, był ciekaw, czy Sherlock nie rzuci się szeryfowi do gardła.
– Tak – powiedziała z namysłem Sherlock. – Jestem o wiele sprytniejsza niż na przykład Becky, której trudno jest trafić do Twierdzy Artykułów Spożywczych, jeśli jakiś facet nie objaśni jej tych wszystkich ulic z trującymi roślinami.
– To był sarkazm – stwierdził po chwili szeryf Gaffney. -Zawsze uważałem, że kobiety nie powinny być zanadto dowcipne.
– Czy robią już testy DNA? – wtrącił szybko Adam.
– Ciągle szukają jej rodziców. – Szeryf pokręcił głową. -Do tej pory bez rezultatów. Ella pamięta jej ciotkę, która mieszka teraz w Bangor. Może to ona przeczytała o tym szkielecie i zadzwoniła do nas? Muszę ją odszukać.
Szeryf Gaffney westchnął ciężko i poklepał swój skórzany pas, który bardziej niż zwykle wrzynał mu się w brzuch.
– Ja uważam, że ten szkielet to Melissa, ale to jeszcze nic pewnego. Bierzemy pod uwagę różne możliwości. Słuchajcie, przyjechałem tu, żeby zapytać o tych facetów, którzy kręcą się po Riptide. Nie próbujcie mnie oszukiwać. Wiem, że oni są z panem, panie Savich. Może mi pan wytłumaczyć, o co tu chodzi?
W tym momencie zadzwonił telefon. Becky upuściła filiżankę z kawą.
– Becky jest dzisiaj niewyspana – stwierdził Adam i podniósł słuchawkę. – Halo?
– Hej, ty pieprzony cwaniaku. Znalazłeś mój prezent?
– Tak. O co chodzi?
– Chcę rozmawiać z Rebeccą.
– Przykro mi, ale jej tu nie ma. Mogę w czymś pomóc? Rozmowa się urwała.
– To jakiś sprzedawca – powiedział Adam swobodnym łonem. – Chciał sprzedać Becky rolety. – Wzruszył ramionami. – Co pan chciał wiedzieć, szeryfie?
Szeryf nie odrywał wzroku od Savicha.
– Ci ludzie w mieście… Kim oni są, panie Savich?
– Przyłapał mnie pan, szeryfie – powiedział Savich. – Przyjechaliśmy tutaj z żoną jako przedstawiciele developera, który zainteresował się tą częścią wybrzeża Maine. To prawda, że Adam jest naszym przyjacielem i służy nam poniekąd za kamuflaż. Faceci, których pan zauważył, potrafią działać bez rozgłosu. Ma pan bystre oko, szeryfie. Do ich zadań należy rozmowa z mieszkańcami, badanie gleby, flory i fauny, sprawdzanie praw własności i opłacalności prowadzenia biznesu. To piękny kawałek wybrzeża, a Riptide jest bardzo przyjemnym miasteczkiem. Wyobraża pan sobie ten nagły rozkwit miejscowej gospodarki, gdyby w pobliżu powstał ośrodek turystyczny? Nie będziemy tu długo, ale prosiłbym pana o przysługę. Zechciałby pan utrzymać to w tajemnicy? – Savich zwrócił się teraz do Sherlock. – Mówiłem ci, kochanie, że szeryf jest zbyt bystrym człowiekiem, żeby nie wpadł na nasz ślad. Mówiłem, że on doskonale wie, co się dzieje w mieście.
– Tak, Dillon – odrzekła Sherlock, obdarzając szeryfa promiennym uśmiechem.
– Miałeś całkowitą rację.
– Chce pan, żebym nikomu o tym nie mówił, panie Savich?
– Tak, sir.
– No dobrze, ale jeśli któryś z nich coś przeskrobie, zaraz tu wrócę. Ten pana ośrodek… nie zniszczy naturalnego piękna naszej okolicy?
– W żadnym wypadku. To nasz priorytet. Szeryf wyszedł.
– Jesteś niezły, Savich – przyznała Becky. – Ja sama prawie ci uwierzyłam.
– Ten telefon dał mi czas do namysłu – odrzekł Savich.
– To był on, prawda? – Becky zwróciła się do Adama.
– Tak. Chciał rozmawiać z tobą, ale powiedziałem mu, że cię tu nie ma. On zawsze nazywa cię Rebeccą, prawda, a nie Becky? Dzwonił z budki telefonicznej w Rockland.
– Musimy go tu ściągnąć – powiedziała Sherlock. – Musimy w jakiś sposób sprowokować spotkanie.
– Następnym razem ja z nim porozmawiam i załatwię to.
– Nie zgadzam się, żebyś była przynętą – powiedział Adam ostrym tonem. – Nie ma mowy.
– Posłuchaj, Adamie, on chce tylko mnie. Jeśli ty będziesz przynętą, to cię po prostu zastrzeli i ucieknie sobie. Ale ze mną będzie inaczej. On chce mieć mnie przy sobie. Tylko mnie. Pomóż mi wymyślić, jak to zrobić.
– To mi się wcale nie podoba.
18
Hatch, niski, muskularny mężczyzna z obfitym wąsem, zdjął z głowy tweedowy kapelusz w stylu Sherlocka Holmesa, odsłaniając wygoloną czaszkę. Wydał się Becky niezwykle czarującym łobuzem, miała ochotę go uściskać. Sherlock przywitała go radosnym uśmiechem, pewnie też chętnie by go uściskała.
To był niesamowity facet. I miał tyle wdzięku.
– Oddaj mi tę paczkę papierosów, którą masz w prawej kieszeni, Hatch- Adam wyciągnął rękę- bo wyrzucę cię z pracy.
– Już się robi, szefie. – Hatch wręczył Adamowi prawie pełną paczkę marlboro.
– Zapaliłem tylko jednego, szefie, nawet się nie zaciągałem. Przecież nie ośmieliłbym się palić w pobliżu uroczej Becky. Bałbym się o jej delikatne płuca. A teraz powiedz mi, co mam zrobić, żeby złapać tego drania, żeby Becky mogła znowu pisać przemówienia i często się śmiać. – Uśmiechnął się wesoło i powiedział: – Cześć, Becky.
– Cześć, Hatch. – Becky z uśmiechem uścisnęła mu rękę. -Następnym razem, kiedy on zadzwoni, zastawimy na niego pułapkę. Ja będę przynętą.
– Hmmm, nie przypuszczam, żeby szef to pochwalał.
– Nie pochwalam – stwierdził Adam. – To szaleństwo. Nie chcę, żeby podejmowała takie ryzyko. Wiem jednak, że ona to zrobi bez względu na to, co ja o tym myślę.
– Posłuchaj, Adamie – wtrącił Savich. – Gdyby była jakaś inna możliwość, to natychmiast bym ją wykorzystał. Jest nas wystarczająco dużo, żeby ją chronić. Hatch, słyszałem od Adama, że odnosisz niesłychane sukcesy. Powiedz nam, co odkryłeś.
Hatch wyjął z kieszeni czarny notatnik, poślinił palec i zaczął przewracać kartki.
– Większość z tych informacji pochodzi od ludzi Thomasa, którzy nieźle się nalatali, usiłując zweryfikować wiadomość o śmierci Krimakowa. CIA skontaktowało się z gliniarzem, który był przy tym wypadku. Apollo – słowo daję, tak miał na imię – powiedział, że samochód Krimakowa spadł ze skały we wschodniej części wyspy, w pobliżu Agios Nikolaos, a on poniósł śmierć na miejscu. Trudno się temu dziwić. Przyznał, że to mogło być morderstwo, ale specjalnie się w to nie zagłębiali i zamknęli całą sprawę. Wtedy pojawili się nasi agenci, którzy chcieli jeszcze raz wszystko sprawdzić.