– Więc on naprawdę nie żyje? – spytała Becky.
– Niekoniecznie. – Hatch podniósł głowę znad notesu i uśmiechnął się do niej szeroko. – Problem polega na tym, że jego zwłoki poszły do krematorium. Miejscowe władze utrudniały naszym ludziom, co tylko mogły. Dopiero po interwencji greckiego rządu przyznały, że jego ciało zostało natychmiast poddane kremacji. Dlaczego? Nie wiem, ale ktoś musiał coś za to zapłacić. Zapanowała długa cisza.
– Kremacja zwłok? – powtórzył z niedowierzaniem Adam.
– Tak, spalone na popiół i wsypane do urny, która wciąż stoi na półce w kostnicy.
– Nie ma niezbitego dowodu, ponieważ nie ma ciała -zauważyła Sherlock.
– Tak – potwierdził Hatch. – Kiedy już przy tym jesteśmy, cofnijmy! się trochę w przeszłość. Krimakow przeniósł się na Kretę na początku lat osiemdziesiątych. Był zamieszany w paskudne afery, ale nie na tyle poważne, żeby komuś się chciało szperać w jego przeszłości i dowiadywać, co robił w Rosji, zresztą nikt się zbytnio o to nie starał. Widocznie dobrze płacił.
– Niech to szlag – mruknął Adam. – Teraz trzeba przeszukać jego dom. Jeśli on stał za tym wszystkim, to coś się znajdzie.
– Nasi agenci już to zrobili i niczego nie znaleźli. Żadnych podejrzanych tropów, żadnych odniesień do Becky. Podobno miał jeszcze gdzieś mieszkanie. To potrwa, zanim je znajdziemy, bo nie występuje nigdzie jako jego właściciel.
– Jeśli miał mieszkanie, to ja je odszukam – oświadczył Savich.
– Naprawdę? – Adam uniósł brew.
– Nie mówił ci Thomas, że jestem dobry?
Adam prychnął pogardliwie, patrząc, jak Savich włącza MAXA.
– Dostaniemy jeszcze wiadomości o jego życiu osobistym -mówił dalej Hatch.
– Z Rosji do tej pory nie mamy niczego interesującego. Już dawno z jego teczek zniknęło wszystko, co najważniejsze. Pewnie zrobiono to na rozkaz KGB, które mu pomogło schronić się na Krecie. Nasi agenci nadal nad tym pracują, również w Moskwie. O, mam tu coś jeszcze. Nieźle się za tym nachodziłem. – Hatch znowu poślinił palce i przerzucił kilka kartek. – Przed dwiema godzinami gliniarze z Albany znaleźli świadka wypadku. Zidentyfikował on samochód, którym został przejechany Dick McCallum. Czarne bmw, numer rejestracyjny – a przynajmniej trzy pierwsze cyfry – trzy- osiem-pięć. Tablica nowojorska. Nie mam jeszcze dalszych wiadomości.
– Zajmę się tym – oznajmił Savich. – Nie chcę nawet wiedzieć, w jaki sposób dostałeś tę informację w tak krótkim czasie.
– Powiem tylko, że pomogły mi w tym moje piękne wąsy -odrzekł Hatch. – Jeszcze coś: za kierownicą tego samochodu siedział mężczyzna. Nie wiadomo, czy był stary, czy młody, czy w średnim wieku. Samochód miał mocno przyciemnione szyby, takie jakie widuje się w limuzynach. To rzadko spotykane w prywatnych samochodach, pewnie dlatego ukradł właśnie taki. Savich rozmawiał już przez komórkę.
– Załatwione – powiedział. – Za pięć minut będziemy mieli listę wszystkich bmw ze zbliżoną rejestracją.
Tommy Fajczarz zapukał do frontowych drzwi i wszedł do środka.
– Namierzyliśmy faceta – powiedział – który kupował SuperExxon na stacji benzynowej, dwanaście kilometrów na zachód od Riptide. Młody chłopak z obsługi, mniej więcej osiemnastolatek, powiedział, że facet, który płacił za benzynę, miał mankiet koszuli umazany krwią. Nie zwróciłby na to specjalnej uwagi, gdyby nie to, że Rollo objeżdżał wszystkie stacje benzynowe, wypytując o przypadkowych klientów.
– Proszę cię, Tommy – wykrzyknął Adam – powiedz, że chłopak zapamiętał wygląd tego faceta i jego samochód.
– Ten typ miał na głowie zieloną czapkę myśliwską z opuszczonymi nausznikami, a na nosie bardzo ciemne okulary. Przykro mi, Adamie, ale chłopak nie wie, czy ten facet był młody, czy stary. Zresztą dla takiego dzieciaka każdy powyżej dwudziestu pięciu lat byłby stary. Pamięta jednak wyraźnie, że ładnie mówił, jak człowiek wykształcony. Jeśli chodzi o samochód – wydawało mu się, że to bmw, granatowe albo czarne. Nie zauważył tablicy rejestracyjnej. Ale wiesz co? Szyby były przyciemnione. Co ty na to?
– Na pewno nie przyjechałby tu tym samym samochodem, którym zabił Dicka McCalluma w Albany – powiedziała Sherlock.
– Dlaczego nie? – zdziwił się Savich. – Jeśli samochód nie jest uszkodzony, nie ma na nim śladów krwi, to dlaczego nie?
Zadzwoniła komórka Savicha. Rozmawiał tylko chwilę.
– Nic z tego – powiedział. – On ukradł tablice rejestracyjne, zresztą nie ma w tym nic dziwnego. Byłby idiotą, gdyby zostawił oryginalne. Pozostają jeszcze te mocno przyciemnione szyby. Teraz wszyscy dla mnie sprawdzają samochody z nowojorską rejestracją i przyciemnionymi szybami, które zostały ukradzione w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
Już po kilku minutach odezwała się znowu komórka Savicha. Słuchał i szybko notował.
– Już coś mamy – powiedział. – Jak zauważył Hatch, niewiele samochodów osobowych ma przyciemnione szyby. Ukradziono takie trzy. Ci ludzie są rozrzuceni po całym stanie. Dwóch mężczyzn i jedna kobieta.
– To kobieta – powiedziała natychmiast Becky. – On ukradł samochód kobiecie.
– To możliwe – przyznała Sherlock. – Zaraz się tego dowiemy. Zadzwoniła do informacji w Ithaca, w stanie Nowy Jork, i dostała numer telefonu pani Irenę Bailey, 112 Huntley Avenue. Po kilku dzwonkach usłyszała:
– Halo?
– Pani Bailey? Pani Irenę Bailey? Cisza.
– Czy pani tam jest, pani Bailey?
– To moja matka – powiedziała kobieta. – Przepraszam, ale zaskoczyła mnie pani.
– A czy mogłabym porozmawiać z pani matką?
– Nie wie pani? Została zabita dwa tygodnie temu.
Sherlock poczuła okropny ucisk w żołądku, ale nie upuściła słuchawki. Z trudem przełknęła ślinę.
– Czy mogłaby mi pani podać bliższe szczegóły?
– Kim pani jest?
– Gladys Martin z Biura Ubezpieczeń Społecznych w Waszyngtonie.
– Wiem, że mój mąż telefonował do Biura Ubezpieczeń. Czego pani potrzebuje?
– Musimy przygotować dokumenty. Czy pani jest jej córką?
– Tak. Jakie dokumenty?
– Tylko dla celów statystycznych. Może mogłabym porozmawiać z kimś innym? Nie chcę pani dręczyć.
– To nic. Proszę pytać. Nie chcemy zadzierać z rządem.
– Dziękuję pani. Mówiła pani, że matka została zabita. Czy to był wypadek samochodowy?
– Nie, ktoś uderzył ją w głowę, kiedy podchodziła do samochodu na parkingu centrum handlowego. On ukradł jej j samochód.
– Och, tak mi przykro. Proszę mi powiedzieć, czy go złapano?
– Nie, nie złapano. – W głosie kobiety brzmiała teraz gorycz. – Policja nagłośniła zaginięcie samochodu, ale to nic nie dało. Powiedzieli, że on go na pewno przemalował i zmienił tablice rejestracyjne. Nawet miejska policja z Nowego Jorku nie potrafiła go odnaleźć. Matka była starą kobietą, więc nikt się specjalnie nie wysilał – dodała z gniewem.
– Czy ten skradziony samochód miał jakieś znaki szczególne?
– Tak. Miał przyciemnione szyby, bo moja matka miała bardzo wrażliwe oczy.
– Rozumiem. Jakiego koloru był samochód?
– Biały, z szarą tapicerką. Nad lewym tylnym kołem było małe wgniecenie.
– Mówiła pani, że byli tam jeszcze inni policjanci, poza miejscowymi?
– Tak. Aż z Nowego Jorku. Powinni byli złapać tego faceta. Nie rozumiem, dlaczego zaangażowała się w to policja z Nowego Jorku. A pani wie? Gzy dlatego pani do mnie telefonuje, żeby wyciągnąć ode mnie jakieś informacje?
– Oczywiście, że nie. Nas interesują wyłącznie dane do celów statystycznych.
– Czy ma pani jeszcze jakieś pytania, pani Martin? Przeglądam właśnie rzeczy matki i za pół godziny muszę być na kiermaszu dobroczynnym.