Выбрать главу

Zapanowało milczenie. Nie mieli jak się wytłumaczyć. Ten drań zrobił z nich kompletnych idiotów.

Kiedy po godzinie Sherlock i Savich weszli do kuchni, Adam wciąż tam siedział z twarzą ukrytą w dłoniach.

– To się już stało. – Savich położył mu rękę na ramieniu. -Wszyscy robimy sobie wyrzuty. Znajdziemy ją, Adamie.

– Miałem ją chronić, a spieprzyłem całą sprawę. On ją porwał, a my nie wiemy nawet, gdzie mógł ją zawieźć.

– Tak, porwał ją – powiedział Savich – i pewnie zabierze ją do Waszyngtonu. Chce, aby była z nim przy konfrontacji z Thomasem, który zrobi wszystko, żeby ją ocalić. Sam się odda w ręce tego maniaka.

– Rozmawiamy tak, jak byśmy nie mieli najmniejszych wątpliwości, że to Krimakow – wtrąciła Sherlock.

– Nie możemy się opierać na raportach z Krety – zauważył Adam. -Zwłoki zostały spalone. To jedyna ważna wiadomość. Ten szaleniec to niewątpliwie Krimakow. Nie wolno nam dopuścić do tego, żeby odnalazł Thomasa. Nikt nie zna adresu jego domu w Chevy Chase, chociaż można wyśledzić apartament Thomasa w Georgetown. MAX zrobiłby to w ciągu dziesięciu minut, ale nie odnalazłby domu w Chevy Chase. Nawet prezydent nie wie, gdzie jest dom Thomasa. Krimakow też go nie znajdzie. Dlatego porwał Becky. Zawiezie ją do Waszyngtonu, do apartamentu Matlocka. – Zamilkł na chwilę, porażony tą myślą. – Musimy natychmiast tam jechać.

– Uważam, że powinieneś zadzwonić najpierw do Thomasa i powiedzieć mu, co się stało – stwierdził Savich. – On musi o tym wiedzieć.

Nagle usłyszeli wściekły głos Tylera McBride'a. Adam zaklął pod nosem. Tyler wszedł do kuchni w otoczeniu trzech agentów. Jeden z nich trzymał go za ramię.

– Co się tu dzieje, do cholery? – wrzasnął. – Cały dom jest oświetlony. Co to za faceci? Gdzie jest Becky? Puszczaj mnie, draniu!

– Puść go, Tommy. – Savich zwrócił się do agenta. – On jest sąsiadem i przyjacielem Becky.

– Co się tu, u diabła, dzieje, Adamie?

– On ją porwał – powiedział Adam. – Sądzimy, że chce z nią jechać do Waszyngtonu. My też się stąd zwijamy.

– Miałeś ją chronić, ty draniu! – krzyknął Tyler. -Wszystko spieprzyłeś! Chciałem pomóc, ale się nie zgodziliście, bo nie jestem profesjonalistą. A wy? Ci wielcy federalni gliniarze też nie potrafili jej ustrzec! Nie było z was żadnego pożytku!

– Rozumiem twój gniew. – Savich zacisnął dłoń na ramieniu Tylera. – Jednak rzucanie oskarżeń nie pomoże Becky. Uwierz mi, że zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji.

– Jesteście bandą nieudolnych łajdaków! – wrzeszczał Tyler, ile sił w płucach. Odsunął się gwałtownie od Savicha.

– Tyler – powiedział spokojnie Adam – nie chodź do szeryfa Gaffneya. To byłaby najgorsza rzecz, jaką mógłbyś zrobić.

– Dlaczego? Już chyba bardziej nie da się tego spartaczyć.

– On może ją zabić – stwierdził Adam. – Nie mów o tym nikomu.

Kiedy agenci wyprowadzili Tylera McBride'a, odezwała się Sherlock.

– Chyba można już nagłośnić tę sprawę?

– Nie – zaprotestował Adam. – Jeśli zobaczy ich jakiś gliniarz, to on ją zabije i ucieknie. Jedyne, co możemy teraz zrobić, to jak najszybciej jechać do Waszyngtonu.

– Adamie, najpierw musisz zadzwonić do Thomasa.

Savich i Sherlock słuchali, jak Adam obwinia się, rozmawiając z Thomasem przez telefon z zestawem głośno mówiącym.

Po tamtej stronie długo panowała cisza.

– Weź się w garść, Adamie – powiedział wreszcie Thomas. -Rozdano nam nowe karty i musimy nimi grać. Cieszę się, że Chuck uszedł z życiem. Gdyby zginął, jego żona usmażyłaby mnie żywcem. Jeśli to Krimakow, to on wie, że jestem w Waszyngtonie i pewnie zna też adres mojego apartamentu. Zostanę tutaj i przygotuję się na spotkanie z nim. Przyjeżdżaj jak najszybciej, Adamie. Savich? Czy ty i Sherlock możecie nadal nas wspierać?

– Tak, oczywiście.

– Będę czekać na Krimakowa. Po tylu latach zacząłem myśleć, że on zrezygnował już z tego pościgu.

– Może on naprawdę nie żyje – wtrąciła Sherlock.

– Nie, żyje – powiedział Thomas. – Postarajcie się natrafić na jakiś ślad tego faceta. Może uda się go odnaleźć. Jeszcze coś, Adamie.

– Tak, sir?

– Przestań się oskarżać. To cię tylko wytrąca z równowagi. Musisz mieć jasny umysł, żeby odnaleźć moją córkę.

Kiedy skończyli rozmowę, Thomas przymknął oczy. Jego dziecko było w niebezpieczeństwie, a on był całkowicie bezradny.

To na pewno był Krimakow, widocznie nie zginął w wypadku. Może upozorował swoją śmierć, zamordował jakiegoś mężczyznę, który był do niego podobny. Dowiedział się o Becky i ruszył do ataku. Nie miał już żadnych wątpliwości. Krimakow, który zaprzysiągł mu zemstę, nawet gdyby miał go ścigać aż do piekielnych czeluści, porwał jego Becky.

Thomas ukrył twarz w dłoniach.

20

Powoli docierał do niej jakiś potworny hałas – głośne krzyki, pisk opon, przenikliwy dźwięk klaksonów. Wyczuła również panujący dokoła rozgardiasz, tupot nóg, bezładną bieganinę. Ona też się poruszała, szybowała w powietrzu. Upadła, przeszył ją gwałtowny ból. Leżała na boku, na twardym cemencie.

– Odsunąć się! – rozległ się donośny głos. Próbowała otworzyć oczy, ale nie starczyło jej na to siły.

– Panienko? Słyszy mnie pani?

Ktoś dotykał jej ramienia. Czuła żar słońca na gołych nogach. Dlaczego miała gołe nogi? Po chwili ten oślepiający blask słońca zasłonił jakiś cień.

– Panienko? Słyszy mnie pani? Jest pani przytomna?

– Tak – szepnęła. – Słyszę pana. Niezbyt wyraźnie, ale widzę.

– Dobry Boże, to ona! To ta Matlock!

Rozległy się jeszcze głośniejsze krzyki, jakieś przekleństwa, odgłosy ciężkich kroków.

Jakaś kobieta poklepała ją lekko po policzku.

– Proszę otworzyć oczy. Czy pani wie, kim jestem? Miała przed sobą ponurą twarz Letitii Gordon.

– Wiem policjantką, która mnie nienawidzi – szepnęła Becky. – Co pani tu robi? Powinna pani być w Nowym Jorku, prawda?

– Tak. Pani też jest w Nowym Jorku.

– Niemożliwe. Przecież byłam w Riptide. Nie wiem, dlaczego mnie pani nienawidzi i uważa, że kłamię.

Nachylona nad nią kobieta zmieniła nagle wyraz twarzy. Czyżby się rozgniewała?

– On mi podał narkotyk – szepnęła Becky. Usta miała tak suche, że ledwie obracała językiem. – Bardzo mnie boli, ale nawet nie wiem co.

– To przejdzie. Słuchaj, Dobbson, czy karetka już przyjechała? Rusz się, przeprowadź samochód przez ten tłum. -Letitia Gordon pochyliła się nad nią jeszcze niżej.

– My się wszystkiego dowiemy, panno Matlock. Teraz niech pani sobie trochę odpocznie.

Poczuła, że ktoś zasłania jej nogi. Dlaczego miała gołe nogi? Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że odczuwa w nich ból, ale nie tak silny jak ten, którego nie potrafiła zlokalizować. Gdzie ona jest? W Nowym Jorku? Przecież to nie ma sensu. Nic nie ma sensu…

Jej umysł powoli przestawał pracować. Zapadała w ciemność.

Słyszała ciche głosy. Byli bardzo blisko. Otworzyła oczy. Leżała na plecach na jakimś łóżku. Wśród stojących w pokoju ludzi zobaczyła Adama.

– Adam?

Obrócił się tak szybko, że omal nie stracił równowagi. Podszedł do niej i wziął ją za rękę.

– Co się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Śniło mi się, że widziałam detektyw Gordon, tę policjantkę, która mnie nienawidzi.

– Tak, wiem, niedawno stąd wyszła. Wróci, kiedy się lepiej poczujesz. Niczym się nie martw, Becky, niedługo wyzdrowiejesz. Boli cię głowa?