– Nie, tylko nie widzę wyraźnie. Nawet ciebie, Adamie. Tak się cieszę, że tu jesteś. Myślałam, że umrę i już nigdy więcej cię nie zobaczę. Nie mogłam się z tym pogodzić. Gdzie my jesteśmy?
– Jesteś w Szpitalu Uniwersyteckim w Nowym Jorku. -Adam dotknął lekko jej policzka. – Facet, który cię porwał z domu Jacoba Marleya i gdzieś cię przetrzymywał, wyrzucił cię z samochodu tuż przy One Police Plaża.
– To był Krimakow?
– Tak nam się wydaje. Bardzo możliwe, że to on.
– Spytałam go, czy nazywa się Krimakow, ale nic mi nie odpowiedział. Jesteśmy w Nowym Jorku?
– Tak. Rzeczywiście widziałaś detektyw Gordon. On była wśród policjantów, którzy do ciebie podbiegli. To się stało w południe, wszędzie było mnóstwo ludzi, gliniarze szli właśnie na lunch. Detektyw Gordon też tam była, bo miała umówione spotkanie w Wydziale Narkotyków.
– Prawdziwy uśmiech losu – powiedziała Becky.
– Strasznie mi przykro, Becky. Spieprzyłem całą sprawę i tak się to skończyło.
Wyczuła w jego głosie ogromne poczucie winy, ale także ulgę, że jednak uszła z życiem.
– Wszystko w porządku, Adamie. Naprawdę wszystko w porządku. '- Sherlock i Savich podeszli do jej łóżka.
– Cześć, Becky. Bardzo się cieszymy, że znów jesteś z nami.
– Ja też. Myślałam, że jesteście jeszcze w Riptide.
– Kiedy zachodzi taka potrzeba, przemieszczamy się szybko – powiedziała Sherlock. – Tellie Hawley zadzwonił do Dillona z Nowego Jorku i powiedział mu, co się wydarzyło. Po trzech godzinach już tu byliśmy.
– A co z nim? Złapali go?
– Niestety, nie. Zapanował totalny chaos. On wyrzucił cię z samochodu, sam wyskoczył w biegu i zniknął w tłumie. Samochód potrącił troje ludzi, zanim rozbił się o hydrant, z którego trysnęła woda, oblewając wszystkich wokoło. Było niezłe zoo. Nikt nie potrafił dokładnie opisać, jak on wygląda. Zatem nadal był na wolności. Becky posmutniała. Ogarnęło ją poczucie niemocy.
– Znowu uciekł – szepnęła.
– Złapiemy go, Becky – obiecał Adam. – Uwierz mi. A teraz jest tu ktoś, kto się chce z tobą zobaczyć.
Podniosła głowę.
– Tylko nie lekarz, Adamie. Nie znoszę lekarzy. Moja mama też ich nie cierpiała. – Rozpłakała się. Łzy płynęły jej strumieniem. – Moja mama umarła w szpitalu, Adamie. Nienawidziła szpitali, ale potem było jej już wszystko jedno, bo zapadła w śpiączkę. Umarła w takim samym szpitalu jak ten. – Łzy nadal płynęły jej z oczu, nie mogła ich powstrzymać.
Otoczyły ją nagle jakieś silne ramiona i rozległ się ciepły, męski głos.
– Już dobrze, moja kochana dziewczynko. Już dobrze.
– Przepraszam – szepnęła. – Zaraz się uspokoję. Tęsknię za matką. Tak bardzo ją kochałam, a ona umarła. Teraz nie mam już nikogo.
– Ja też tęsknię za twoją matką, Becky. Nie martw się, teraz już będzie dobrze, przysięgam ci.
Odsunęła się trochę i zobaczyła starszego mężczyznę. Był dziwnie znajomy, ale tak się jej chyba tylko wydawało, przecież nigdy w życiu go nie widziała. Narkotyk jeszcze działał, nie odzyskała jasności umysłu i ciągle chciało jej się płakać.
– Nie jestem niczyją kochaną dziewczynką – szepnęła.
Delikatnie dotknęła policzka tego obcego mężczyzny. Był bardzo przystojny; miał szczupłą twarz, prosty nos i jasnoniebieskie, marzycielskie oczy. To dziwne. Słyszała od matki, że to ona ma marzycielskie oczy.
– Nic nie rozumiem. Kim pan jest? – spytała.
Wyglądał, jakby sam miał się zaraz rozpłakać. Kilkakrotnie przełknął ślinę.
– Jestem twoim ojcem, Becky. Nazywam się Thomas Matlock. Nie mogę przywrócić ci matki, ale jestem tu i zostanę przy tobie.
– To pan jest Thomas? To dla pana pracują Adam i Savich?
– Powiedzmy, że mi pomagają.
Zmarszczyła brwi, usiłując uporządkować wszystko w myśli. Nagle zrozumiała, dlaczego ma oczy takie same jak on.
– Kiedy po raz drugi wbijał mi igłę w rękę – szepnęła -powiedział: „Pozdrów ode mnie swojego tatę”.
Thomas zbladł i odsunął się od niej, skoncentrowany nagle na czymś innym, jakby o niej zapomniał.
Chwyciła go za koszulę, starając się przyciągnąć bliżej do siebie.
– Nie, nie opuszczaj mnie, proszę.
– Na pewno cię nie opuszczę. – Thomas spojrzał na Adama. – To chyba wyjaśnia już wszystko.
– Tak – zgodził się Adam. – Teraz już możemy być tego pewni.
– Może poszlibyśmy na kawę – zaproponowała Sherlock -i zostawili Thomasa z Becky?
Została sama z mężczyzną, który twierdził, że jest jej ojcem.
– Dlaczego nas zostawiłeś? – spytała. – Nie wiedziałam nawet, jak wyglądasz, bo byłam malutka, kiedy odjechałeś. Znam tylko twoją starą fotografię, na której jesteś razem z mamą. Jesteś taki młody, przystojny i wesoły. To piękna fotografia.
Nie odzywał się, tylko trzymał ją w objęciach.
– Miałaś dopiero trzy latka, kiedy to się wydarzyło – powiedział wreszcie. – Byłem wtedy wysoko cenionym agentem operacyjnym CIA, a szpieg KGB…
– Krimakow.
– Tak. Wysłano mnie na Białoruś, żebym zapobiegł planowanemu zabójstwu niemieckiego przemysłowca. Krimakow przyjechał tam z żoną. Udawał, że jest na wakacjach. Byliśmy w górach. Wywiązała się strzelanina. Żona próbowała go osłonić. Nie widziałem jej, nie wiedziałem nawet, że w ogóle lam jest. – Zamilkł na chwilę, wracając pamięcią do przeszłości. – Postrzeliłem ją w głowę i zginęła – powiedział wreszcie. -Krimakow przysiągł, że zabije mnie i moją rodzinę. Uwierzyłem w tę groźbę. – Milczał przez chwilę.
– Udało mu się uciec przede mną. Chciałem go zabić, żeby wam nie zagrażał, ale on zniknął bez śladu. Oczywiście, pomogło mu w tym KGB. Dopiero teraz dowiedziałem się, że zginął w wypadku samochodowym na Krecie. Sama wiesz, co było dalej.
– Opuściłeś nas, żebyśmy były bezpieczne?
– Tak. Tę decyzję podjęliśmy wspólnie, ja i twoja matka. Matlock to dość pospolite nazwisko. Ona przeniosła się z tobą do Nowego Jorku. Widywaliśmy się kilka razy w roku, zachowując wszelkie środki ostrożności. Nie mogliśmy ci o tym powiedzieć. Nie mogliśmy wystawić cię na niebezpieczeństwo. Wierz mi, Becky, że to była najtrudniejsza decyzja w moim życiu.
Nagle i niespodziewanie okazało się, że ma ojca. To wszystko jeszcze do niej nie docierało. Usłyszała jakieś głosy, ostrą dyskusję Adama z kimś, kto stał przy drzwiach, i powoli zaczęła odpływać w ciemność.
Kiedy się zbudziła, w szpitalnym pokoju panował zmrok, paliła się tylko mała lampka na stoliku. Była podłączona do kroplówki, a przy jej łóżku siedziało dwóch mężczyzn – Adam i jej ojciec.
– Czy mogę dostać wody? – spytała.
Adam zerwał się i już po chwili włożył jej słomkę do ust. Wypiła prawie całą szklankę.
– Dobrze się czujesz?
– Chyba tak. Mówiłeś, że on wyrzucił mnie z samochodu. Czy jest ze mną bardzo źle?
– Nie, nic poważnego. Wczoraj, kiedy wypchnął cię z auta wprost na One Police Plaża, miałaś na sobie tylko nocną koszulę. Jesteś trochę potłuczona, masz otarty naskórek na ręce i różne zadrapania, ale to wszystko. Teraz najważniejsze jest, żebyś uwolniła się od narkotyku. Nie udało się go zidentyfikować, wiadomo tylko, że jest bardzo silny. Boli cię coś? Dać ci aspirynę?
– Nie. – Spojrzała na siedzącego w cieniu mężczyznę. -Adamie, czy on rzeczywiście jest moim ojcem? – spytała szeptem. – Czy ta historia, którą mi opowiedział, jest prawdziwa?
– To wszystko prawda. Nazywa się Thomas Matlock i nie zginął w Wietnamie. Dowiesz się jeszcze wielu innych rzeczy.