– Tak – wtrącił Thomas. – Mam ci wiele do opowiedzenia o twojej matce.
– Mama mówiła, że mam marzycielskie oczy. Ty też masz takie oczy.
– Chyba tak – uśmiechnął się Thomas.
– Nie jestem tego pewny – powiedział Adam. – Wiesz, Becky, nigdy nie patrzyłem na jego oczy w taki sposób, jak na twoje.
– Dlaczego? – spytała.
– Dlatego że… – Adam zamilkł. Zrozumiał, że ona tylko się z nim droczy. – Porozmawiamy o tym później. Czy możesz nam teraz opowiedzieć o tym facecie, który cię porwał?
– O Krimakowie?
– Właśnie.
– Chwileczkę, Adamie. Czy to ojciec cię wysłał, żebyś mnie chronił?
– Tak, ale się z tego nie wywiązałem.
– To nie twoja wina. – powiedziała Becky. – Nikomu z nas nie przyszło do głowy, że on mógłby wejść do domu wtedy, kiedy szukaliście go na zewnątrz. Jak mu się udało wynieść mnie z domu tak, że nikt go nie zauważył?
– Znokautował Chucka i związał go. Na szczęście nic mu się nie stało. Strasznie mi przykro, Becky. Czy on zrobił ci jakąś krzywdę? Czy cię zgwałcił? – dodał po chwili, chociaż te słowa nie chciały mu przejść przez gardło.
– Nie. Dotykał tylko językiem mojego policzka. Powiedziałam mu, żeby przestał, bo to jest obrzydliwe. Wściekł się wtedy. Ale narkotyk, który mi wstrzyknął, tak mnie uspokoił i rozluźnił, że początkowo wcale się go nie bałam. To też mu się nie podobało. Chciał, żebym się bała i błagała go o litość, tak jak Linda Cartwright.
– Czy zdradził ci swoje nazwisko?
– Nie. Nie potrafię go nawet opisać. – Zwróciła się do ojca. – Zawsze stał w cieniu. Nie wydaje mi się, żeby był stary, ale nie mam stuprocentowej pewności. Tak samo nie potrafię powiedzieć, czy jest młody. Kiedy przeklinał, były to przekleństwa amerykańskie i chyba angielskie, ale też w jeszcze jakimś obcym języku. Czy to nie dziwne?
– Tak. Zajmiemy się tym.
Thomas stał przy łóżku obok Adama. Miał na sobie ciemny garnitur i wiśniowy krawat lekko rozluźniony. Był zmęczony i zatroskany, wyglądał jednak na szczęśliwego. To z mojego powodu, pomyślała uradowana Becky. Zobaczyła na jego palcu obrączkę i dotknęła jej delikatnie.
– To ślubna obrączka?
– Tak. Zawsze ją noszę. Bardzo kochałem twoją matkę, Becky, ale musiałem was opuścić, żeby ratować wam życie. Nie miałem wyboru.
– Sądzimy, że twój prześladowca, ten, który zabił tę starą, bezdomną kobietę i postrzelił gubernatora, to Krimakow -wtrącił Adam.
– W latach siedemdziesiątych Wasilij Krimakow należał do czołówki agentów KGB, podobnie jak ja należałem do elity CIA – tłumaczył Becky Thomas. – Najważniejsze, żeby go teraz odnaleźć i unieszkodliwić.
– Jesteś pewny, że to on?
– Tak, absolutnie pewny, szczególnie po tym, co ci powiedział.
– „Pozdrów swojego tatę”.
– Tak. Nikt inny by tego nie wymyślił.
– Mama miała taką samą obrączkę. Kiedy umarła… – Oczy Becky zaszkliły się łzami. Thomas nie odzywał się, tylko ściskał jej rękę. – Pragnęłam rozpaczliwie mieć coś blisko z nią związanego i chciałam wziąć tę obrączkę, ale przypomniałam sobie, jak bardzo ciebie kochała, i nie mogłam tego zrobić. Wiesz, czasem płakała, kiedy mówiła o tobie, a ja cię wtedy nienawidziłam za to, że nas zostawiłeś, że umarłeś. Kiedy miałam kilkanaście lat, powiedziałam jej, że powinna zapomnieć o tobie i wyjść za mąż. Wiedziałam, że pójdę wkrótce do college'u, i chciałam, żeby znalazła sobie innego mężczyznę. Była młoda i bardzo piękna, nie chciałam, żeby była sama. Pamiętam, że uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że jest jej dobrze tak, jak jest. – Boże! On mnie porwał, żeby móc dotrzeć do ciebie!
– Tak – przyznał Adam. – Masz rację. Nie wiedział, gdzie szukać Thomasa, więc wpadł na ten pomysł, żeby wywabić go z kryjówki.
– Nie rozumiem jednej rzeczy. – Thomas mówił powoli, z namysłem. – Dlaczego nie ogłosił we wszystkich mediach, że ma moją córkę i zabije ją, jeśli nie przyjdę na spotkanie z nim na Times Square. Mógł być pewny, że przyjdę, a jednak tego nie zrobił.
– Trudno powiedzieć – zafrasował się Adam. – Może jakiś policjant zauważył nieprzytomną kobietę na tylnym siedzeniu samochodu i Krimakow musiał wyrzucić Becky, żeby uciec. Wydaje mi się jednak bardziej prawdopodobne, że on to wszystko zaplanował w najdrobniejszych szczegółach. To przemyślana gra. Chce udowodnić, że jest lepszy od ciebie i sprytniejszy od nas wszystkich. Zależy mu również na tym, żebyś się stale tym zadręczał.
– Doskonale mu się to udało – przyznał Thomas. – Wywabił mnie z kryjówki. Wiesz, Becky, chyba właśnie dlatego nie chciał, żebyś go zobaczyła. On chce dalej prowadzić swoją grę. Chce terroryzować ciebie, a teraz również i mnie.
– I tylko on zna reguły tej gry – dodała Becky.
– Tak – potwierdził Adam. – Ciekaw jestem, czy on rzeczywiście przez wszystkie te lata mieszkał na Krecie.
– Pewnie tak – odrzekł Thomas.
– Zaczekajcie! – zawołała Becky. – Już wiem, w jakim języku przeklinał: po grecku.
– To wszystko wyjaśnia – powiedział Thomas. – Mamy dowód, że prochy w greckiej kostnicy nie są szczątkami Krimakowa.
– Znajdziemy go. – Thomas pocałował córkę w czoło. -A potem zaczniemy wspólnie nadrabiać zaległości.
– Bardzo bym tego chciała. – Becky, uśmiechnęła się do Adama.
21
Detektywi Letitia Gordon i Hector Morales z Komendy Policji Miasta Nowy Jork obrzucili wzrokiem młodą kobietę, leżącą na szpitalnym łóżku. Detektyw Gordon odchrząknęła i pomachała swoją odznaką.
– Przepraszam, ale musimy porozmawiać z panną Matlock. Lekarz nam pozwolił. Proszę, żeby wszyscy wyszli.
Thomas otaksował przybyszów wzrokiem. Wysunął się do przodu, zasłaniając im widok Becky.
– Jestem jej ojcem. Nazywam się Thomas Matlock. W czym mogę pomóc?
– Musimy porozmawiać z nią teraz, panie Matlock – powiedziała Letitia Gordon – zanim przyjdą tu federalni, którzy będą próbowali nas wykiwać i odsunąć od sprawy.
– Ja jestem jednym z federalnych, pani Gordon – odrzekł Thomas.
– Niech to szlag, hmmm, miło mi pana poznać, sir. -Detektyw Gordon znowu odchrząknęła. – To bardzo ważne. W Nowym Jorku, czyli na naszym terenie, zostało popełnione morderstwo. To jest nasza sprawa, a nie wasza, a pana córka jest w to zamieszana. – Detektyw Gordon stłumiła gniew. Dlaczego ona tak mu się tłumaczy? Dlatego, że on jest ważniakiem z FBI i musi się przed nim usprawiedliwiać? Co on teraz zrobi?
Detektyw Morales z uśmiechem potrząsnął podaną mu rękę.
– Jestem Hector Morales, panie Matlock. A to jest detektyw Gordon. Nie wiedzieliśmy, że ona, poza matką, ma jeszcze innych krewnych.
– Tak, ma ojca. Jest jeszcze po wpływem narkotyku, ale możecie porozmawiać z nią przez parę minut. Tylko proszę to robić delikatnie, żeby jej nie zdenerwować.
– Proszę posłuchać, sir. – Detektyw Gordon była już mocno wzburzona. To ona, a nie jakiś obcy facet z FBI, miała tu rozkazywać. – Panna Matlock uciekła. Wszyscy jej szukali. Jest ważnym świadkiem w sprawie o postrzelenie gubernatora Bledsoe'a.
Thomas Matlock obrzucił ją ironicznym spojrzeniem.
– To ciekawe – powiedział. – Nie rozumiem, dlaczego wyjechała z Nowego Jorku, skoro tutaj była pod waszą ochroną.
– Przepraszam, sir, ale… – zaczęła detektyw Gordon, starając się strącić z ramienia rękę Hectora Moralesa.
Czując coraz mocniej zaciskające się palce partnera, jeszcze raz spojrzała w twarz tego obcego człowieka i zamilkła. Wszystko się w niej gotowało, ale on był Wielkim Federalnym, a w jego oczach dojrzała władzę, o jakiej nie miała nawet wyobrażenia.