Выбрать главу

– Może spróbujemy jeszcze raz? Skinęła głową. Nie miała wyboru. Tym razem wręczył jej małą białą tabletkę.

– To valium. Pomoże ci się odprężyć. Połknęła lekarstwo. Minęło dziesięć minut.

– Już się rozluźniłaś, Becky? – zapytał agent Cobb.

– Tak.

– Czy wiesz, co się dzieje dokoła ciebie?

– Tak. Adam patrzy na mnie takim wzrokiem, jakby chciał zwinąć mnie w kłębuszek i schować do kieszeni.

– A co robi twój ojciec?

– Jeszcze trudno mi jest myśleć o nim jak o ojcu. Przez tyle lat sądziłam, że nie żyje.

– Wiem, ale teraz jest tutaj, razem z tobą.

– Tak. Siedzi i zastanawia się, czy nie powinien przerwać tego seansu. Obawia się o mnie. Nie wiem dlaczego. Przecież nie dzieje mi się żadna krzywda. Agent Cobb uśmiechnął się i poklepał jej dłoń.

– Teraz, Becky, cofnijmy się do tej nocy, kiedy rozbudziło cię ukłucie w rękę. Jęknęła i poruszyła się gwałtownie.

– Jego tu nie ma – powiedział szybko agent Cobb. – Jesteś bezpieczna. Wszystko jest okay.

– Nie, nic nie jest okay. On go zabije. Wiem, że go zabije. Co mam zrobić? To wszystko moja wina. On go zabije!

– Becky, boisz się, że on cię zabije? – spytał agent Cobb. -Obawiasz się, że wstrzyknął ci jakąś truciznę o przedłużonym działaniu?

– Och, nie. On jego zabije. Muszę coś zrobić. O, Boże…

– Chcesz powiedzieć, że on zabije twojego ojca?

– Nie, nie. Chodzi o Sama. On porwał Sama. – Zaczęła gwałtownie szlochać i całkowicie się wybudziła. – Och, nie -wyjąkała, patrząc na ich zdumione twarz. – Och, nie…

– W porządku, Becky – Agent Cobb pogłaskał ją po ręce. -Wszystko w porządku.

– A więc taką wiadomość miał dla ciebie McBride – odezwał się Thomas. – Krimakow porwał Sama i zmusił McBride'a, żeby zadzwonił do dyrektora CIA, żeby cię odnaleźć.

– Nie – zaprzeczyła. – Nie wiem nawet, o czym mówisz.

To valium, pomyślała. Ono zabije Sama, zabije ojca i Bóg jeden wie, ilu jeszcze innych ludzi zginie przez to jedno przeklęte valium.

Adam gwałtownie zerwał się na nogi.

– Gdzie jest twój notes? Zadzwonię do McBride'a i dowiem się, o co tu chodzi, do cholery!

– Nie! – Chwyciła go za ramię. – Adamie, nie możesz tego zrobić!

– Dlaczego?

25

W pokoju zapanowała martwa cisza.

– Nie dam ci notesu.

– W porządku. Zadzwonię do informacji. – Adam skierował się do telefonu. – Musimy się dowiedzieć, o co tu naprawdę chodzi.

Becky wybiegła z salonu, chwyciła torebkę ze stolika w holu i pędem ruszyła do drzwi wyjściowych.

– Becky, wracaj natychmiast!

Słyszała krzyk Adama, głos ojca i agenta Cobba, ale nie zwolniła kroku. Była już na ganku, zanim Adam dobiegł do drzwi.

Słyszała, że wszyscy za nią biegną, ale myślała tylko o jednym – że musi im uciec. Już nikt więcej nie może umrzeć. Ani Sam, ani ojciec. Musi położyć temu kres. Jeszcze nie wiedziała, jak to zrobić, ale na pewno coś wymyśli. Co prawda, powinna była to obmyślić dużo wcześniej i udawać, że idzie na piętro lub do łazienki. Zamiast tego ucieka jak wariatka przed pogonią, a dokoła jest pełno agentów FBI. Jednak nie miała już wyboru, więc biegła przed siebie.

W tej bogatej dzielnicy nie było chodników; była tylko jezdnia – ogrody oddzielały od niej wysokie krawężniki. Biegła więc jezdnią. Była szybka, przecież w liceum trenowała biegi.

Wpadła wprost na Sherlock i obie runęły na ziemię. Becky natychmiast zerwała się na nogi.

– Przepraszam, ale muszę lecieć.

– Zatrzymaj ją! – krzyknął Adam.

Sherlock chwyciła ją za kostkę u nogi i Becky upadła na skraj trawnika, uderzając biodrem o krawężnik. Przeszył ją ból, ale nie zwróciła na to uwagi. Była gotowa biec dalej, lecz Sherlock usiadła na niej okrakiem i przytrzymała jej ręce. Działo się to błyskawicznie. Była bardzo szybka. Jak to możliwe, że jest taka silna, kiedy jest tak drobna, w porównaniu z Becky wręcz filigranowa.

– Becky, co się tu dzieje? – spytała Sherlock, pochylając się nad nią.

– Zejdź ze mnie, Sherlock. Proszę cię, puść mnie. Nie chciałabym zrobić ci krzywdy.

– Nie możesz zrobić mi krzywdy, więc nawet nie próbuj. Powiedz mi, co się stało?

Becky zaczęła się wyrywać, ale zaraz nadbiegł Adam i stanął nad nią, opierając ręce na biodrach.

– Sherlock, dziękuję, że ją zatrzymałaś, Becky, to nie było zbyt mądre.

Sherlock popatrzyła na nadbiegających mężczyzn. Dołączyło do nich nawet dwóch agentów FBI, którzy wyskoczyli z samochodu zaparkowanego na jednej z bocznych uliczek. Coś jej się tu nie podobało.

– O co tu chodzi, Adamie? – spytała. – Biorąc pod uwagę fakt, że mogłam zrobić Becky krzywdę, kiedy powalałam ją na ziemię, należy mi się jakieś wyjaśnienie.

Podniosła się i wyciągnęła rękę do leżącej na ziemi dziewczyny. Becky popatrzyła na tę małą dłoń, stanowczo zbyt silną, ale nie skorzystała z pomocy.

Szybko przewróciła się na bok, zerwała na nogi, chwyciła torebkę i pobiegła przed siebie.

Udało się jej przebiec tylko trzy metry, kiedy silne dłonie chwyciły ją w pasie. Po chwili została zarzucona na męskie ramię.

Z Sherlock to była inna sprawa, ale teraz poczuła się upokorzona – facet tak zwyczajnie przerzucił ją sobie przez ramię.

– Cholera jasna! – wrzasnęła, kopiąc go, żeby się wyrwać.

– No dobrze – powiedział, stawiając ją na ziemi. Trzymał ją tak mocno, że o ucieczce nie mogło być mowy. Nie miała żadnych szans.

Trzy godziny, pomyślała. Czas uciekał.

– Boże, która godzina?

– Powiem ci, jeśli obiecasz, że nie uciekniesz.

Pochyliła się i ugryzła go w rękę. Obrócił ją przodem do siebie.

– Przykro mi, Becky – powiedział i lekko uderzył ją pięścią w szczękę.

Doznała dziwnego uczucia. To nie bolało, ale przed oczami zamigotały jej białe światełka, które zaraz zgasły. Bezwładnie osunęła się na Adama. Wziął ją na ręce.

– Jest bardzo waleczna – powiedział do Sherlock i spojrzał na swoją dłoń. Nie krwawiła, ale widać było na niej odciśnięte zęby. Dzięki Bogu nie udało jej się uciec. Była zbyt chuda, ale on już się tym zajmie, żeby ją podkarmić.

Bardzo szybko biegała. Nie był pewien, czy zdołałby ją dogonić, gdyby nie zatrzymała jej Sherlock. Ta myśl nie sprawiła mu przyjemności.

– Adamie, co się tu dzieje? – Sherlock zablokowała mu drogę. Nie mógł uderzyć jej w szczękę, bo rozłożyłaby go pewnie na obie łopatki. Na pewno miała czarny pas, może nawet dwa.

– Krimakow porwał Sama McBride'a. Becky obiecała Tylerowi, że nikomu o tym nie powie, ale kiedy agent Cobb dał jej valium, żeby ją łatwiej zahipnotyzować, i bezwiednie się wygadała.

– To szaleństwo – stwierdziła Sherlock. – Ten maniak porwał Sama? Muszę natychmiast zawiadomić Savicha. – Odeszła kilka kroków i wyciągnęła z torebki komórkę.

Adam zaniósł Becky do domu. Miał nadzieję, że sąsiedzi niczego nie zauważyli i nie zatelefonowali po policję.

– Nie zrobiłeś jej krzywdy?- zaniepokoił się Thomas, idąc za nim.

– Omal nie odgryzła mi ręki.

– Tak, ale ty powaliłeś ją na ziemię.

– Nie ja, tylko Sherlock. Ja ją tylko przytrzymałem.

– Niezbyt delikatnie.

– Do diabła, Thomas! Miałem się położyć na jezdni i pozwolić, żeby po mnie przebiegła?

– Tak, Adamie – przyznał agent Hawley. – Mocno cię ugryzła, ale nie krwawisz. Połóż ją na kanapie.