Adam usiadł obok Becky i dotknął delikatnie miejsca, w które ją uderzył.
– Nie będzie nawet sińca. Posłuchaj, Thomas, kiedy ją zatrzymaliśmy, walczyła jak oszalała. Mógłbym jej zrobić krzywdę po prostu przez przypadek.
– Staram się to zrozumieć. – Thomas spojrzał na Hawleya i Cobba. – Mamy poważny kłopot.
Becky otworzyła oczy. Spróbowała się podnieść, ale Adam popchnął ją z powrotem na kanapę.
– Jeśli znowu coś wymyślisz, to zamknę cię w pokoju. A jeśli jeszcze raz mnie ugryziesz, to zamknę cię w szafie.
– To wcale nie jest śmieszne – powiedziała. – Idź do diabła!
– Nie, tego nie zrobię. Pomogę ci, jeśli mi na to pozwolisz. Minęły już trzy godziny. Musiała natychmiast coś zrobić.
Czy nie było za późno? Teraz wszyscy już o tym wiedzieli.
– Muszę zatelefonować do Tylera – powiedziała. – Obiecałam mu to. Jeśli nie zadzwonię, to może zawiadomić media. Jest zrozpaczony. Muszę mu powiedzieć, że przyjeżdżam do Riptide i że będę sama. Nie rozumiecie tego? Jeśli ktoś z was ze mną będzie, Sam umrze.
– To zupełnie nie ma sensu – stwierdził Thomas. – To prawda, że on chce dostać ciebie, ale jeszcze bardziej zależy mu na mnie. Dlaczego nie chce, żebyśmy tam przyjechali oboje? O co mu chodzi?
– Nie wiem – przyznała Becky. – Ale napisał na tej kartce, że jeśli nie chcę, żeby Sam stracił życie, mam przyjechać sama.
– Na jakiej kartce? – spytała Sherlock.
– Przypiął kartkę do kołderki Sama z dokładnymi instrukcjami dla Tylera. Napisał, że jeśli nie przyjadę, to zabije Sama, tak samo jak zabił Lindę Cartwright.
– To może nie ma teraz wielkiego znaczenia – powiedziała Sherlock – ale gdybyśmy dostali tę kartkę, dałabym ją naszym grafologom. Mogliby ją porównać z pismem Krimakowa na dokumentach, które Thomas ma u siebie.
– Tak, mam próbki jego pisma, ale co to nam da? Masz rację, że to nie będzie już miało znaczenia. Zbliżamy się do końca rozgrywki. Chciałbym wiedzieć, w co on teraz gra.
– Ja też – przyznała Sherlock – ponieważ jednak tego nie wiemy, to musimy korzystać ze wszystkich narzędzi, jakie posiadamy. Jeśli on będzie przeciągał tę grę i da nam trochę czasu, to nie zaszkodzi porównać te dwa charaktery pisma. Może dowiemy się, czy on jest przy zdrowych zmysłach, czy popadł już w szaleństwo. Mamy bardzo dobrych grafologów. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to zrobić.
– Muszę porozmawiać z Tylerem – oznajmiła Becky, wstając z kanapy. – Trzeba go uspokoić, powiedzieć mu, co się tu dzieje.
– Jeśli nie będzie za późno, to analiza charakterów pisma powie nam przynajmniej, z kim mamy do czynienia – upierała się Sherlock. – Becky, wydobądź od Tylera tę kartkę.
Becky skinęła głową i podeszła do telefonu. Sprawdziła w notesie numer i wystukała cyfry.
– Becky? To ty? – wykrzyknął Tyler.
– Tak, to ja.
– Dzięki Bogu. Gdzie jesteś? Co robisz? Co się dzieje?
– Tyler, posłuchaj, jaki jest plan. To jedyna metoda, więc nie wrzeszcz na mnie. Przyjeżdżamy do Riptide, ale nie wszyscy razem. Uspokój się i słuchaj, co ci powiem. Przyjdę wprost do twojego domu, a reszta niezauważenie wślizgnie się do miasta. On tego nie zauważy. Zobaczy mnie koło twojego domu, a kiedy pojadę do domu Jacoba Marleya, on tam po mnie przyjdzie. – Becky odetchnęła głęboko. – On nie ma powodu zabijać Sama. Jak będzie miał mnie, to dotrzyma słowa i go wypuści.
– A inni ukryją się w domu Jacoba Marleya?
– Nie, ale będą blisko. Tyler, nie bój się, wszystko się dobrze skończy.
Wiedziała, że wszyscy patrzą na nią, ale dała im znak, żeby się nie odzywali. Oni też zdawali sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia, ale nie było sensu mówić Tylerowi o możliwych scenariuszach tej wyprawy. Becky musiała jechać, a oni nie mogli pozwolić jej jechać samej. Musieli się włączyć do akcji.
– Aha, jeszcze jedno: musisz mi dać tę kartkę od Krimakowa. Nikomu nic nie mów. Przyjedziemy za niecałe cztery godziny.
Becky wolno odłożyła słuchawkę, podeszła do Adama i przytuliła się do niego. Thomas zwrócił się do ludzi z FBI:
– Sprawa tego porwania musi zostać między nami. Nikt w biurze się o tym nie dowie. Zgoda?
– Nie ma problemu – odrzekł Tellie Hawley. – My zostajemy w tym do końca. Ten łajdak zaszlachtował czterech moich ludzi. Chcę go dostać za wszelką cenę, tak samo jak pan. Skoro Savich i Sherlock nie informują o wszystkim przełożonych, to czemu my mielibyśmy to robić?
– Ruszajmy do akcji – powiedziała Sherlock, chowając papiery z pismem Krimakowa, które dał jej Thomas. – Za godzinę spotykamy się na lotnisku?
– Tak – przytaknął Thomas. – Ale nie na cywilnym, tylko na wojskowym. Samolot będzie tam na nas czekał.
Byli przy drzwiach, kiedy zadzwonił prywatny telefon Thomasa.
– Zaczekajcie – powiedział. – To musi być coś ważnego. Skoro dzwoni ten telefon.
Becky niechętnie wyzwoliła się z objęć Adama i wszyscy poszli za Thomasem do jego gabinetu.
– Słucham? Cześć, Gaylan.
Zatem dzwonił dyrektor CIA, Gaylan Woodhouse. Widzieli, że Thomas zbladł nagle i twarz mu stężała.
– Och, nie – powiedział. – Jesteś tego pewny?
Odłożył słuchawkę i popatrzył na nich, wyraźnie wstrząśnięty.
– To po prostu za wiele – powiedział. – Za wiele.
– O co chodzi? – Adam szybko podszedł do niego. Thomas pokręcił głową, patrząc na niego błędnym wzrokiem.
Dłonie mu drżały.
– Nie uwierzycie w to. Agentka CIA, Elizabeth Pirounakis, wyleciała w powietrze zaraz po wejściu do mieszkania Krimakowa w Heraklionie. On pewnie tam właśnie pracował i zostawił notatki, dowody planowanych zbrodni. Cały budynek wyleciał w powietrze i zamienił się w kupę gruzu. Agentka Pirounakis nie żyje. Było z nią dwóch greckich agentów i oni również nie żyją. Gaylan nie zna jeszcze dokładnej liczby ofiar, ale ze względu na porę dnia, na szczęście, niewielu mieszkańców było w budynku.
– Musiał to zrobić przed wyjazdem z Krety – zauważył agent Hawley.
– Wreszcie zaczną śledztwo w sprawie tego faceta z wypadku samochodowego. Nie mogą się już dłużej upierać, że to był Wasilij Krimakow – dodał Adam.
– To nam niewiele da w obecnej sytuacji. – Thomas był bardzo zasępiony.
– Masz rację – przyznał Adam. – Nie mamy już wiele czasu. Thomas skinął głową i zatrzymał wzrok na córce.
– Chodźmy – powiedział.
– Tak. Ruszajmy do akcji. – Becky uśmiechnęła się do ojca, ale jej oczy pałały gniewem.
26
Tego dnia w Maine było bardzo gorąco, nawet w pobliżu oceanu. Łodzie do połowu homarów leniwie kołysały się na wodzie, a rybacy w kapeluszach zsuniętych na tył głowy, leżeli pod płóciennymi daszkami.
Białe wieże kościołów Riptide lśniły w popołudniowym słońcu. Nie było wielkiego ruchu. Było na to zbyt gorąco. Znikli gdzieś turyści z nieodłącznymi aparatami fotograficznymi – widać woleli siedzieć w klimatyzowanych pubach.
Upał nie przeszkadzał natomiast ptakom. Nurkowały rybo-łowy, mewy krążyły nad łodziami. Na błękitnym niebie piętrzyły się cumulusy. Powietrza nie poruszał nawet najsłabszy powiew. Wszędzie unosił się zapach martwych ryb.
Becky była tak przerażona, że piękno krajobrazu, nieba i oceanu w ogóle do niej nie docierało. W prawie czterdziestostopniowym upale wprost drętwiała z zimna.
Z prywatnego lotniska w pobliżu Camden przyjechała wynajętą białą toyotą.
Jazda autostradą zajęła jej prawie godzinę z powodu wzmożonego ruchu turystycznego. Kiedy wreszcie dojechała do Riptide, skierowała się wprost do domu Tylera na ulicy Tajnych Agentów. Czekał na nią przed domem. Był sam. Chwycił ją w objęcia i trzymał tak mocno, jakby od tego zależało jego życie. Z trudem się oswobodziła.