– Jest coś nowego?
– Następna kartka od Krimakowa.
– Pokaż ją.
– To straszna sprawa, Becky.
– Wiem o tym, Tyler. To moja wina. Nie powinnam była tu przyjeżdżać. Pokaż mi tę kartkę.
Były na niej tylko dwa zdania, napisane odręcznie czarnym długopisem:
Chłopiec będzie bezpieczny jeszcze tylko osiem godzin. Jeśli Rebecca nie przyjedzie, dzieciak umrze.
Złożyła obie kartki i schowała je do kieszeni sukienki. Po dwudziestu minutach pojechała do domu Jacoba Marleya. Krimakow na pewno obserwował dom Tylera, ale na wszelki wypadek postanowiła jeszcze tam zatelefonować za jakieś pół godziny. Niewątpliwie Krimakow założył podsłuch.
Otworzyła frontowe drzwi domu Jacoba Marleya. W środku było bardzo gorąco i przeraźliwie cicho. Nawet deski podłogowe nie skrzypiały. Otworzyła wszystkie okna i włączyła wiszące u sufitów wiatraki, które tylko mieszały gorące powietrze, dopóki nie dostał się do domu świeższy powiew z ogrodu.
Poszła do kuchni, żeby zagotować wodę. Chciała zrobić sobie mrożoną herbatę, a pamiętała, że w szafce zostało jeszcze kilka torebek. Zdziwiła się widząc, że lodówka została dokładnie wysprzątana. Pewnie zrobiła to Rachel Ryan. To miło z jej strony, pomyślała Becky i postanowiła pojechać do Twierdzy Artykułów Spożywczych. Może on ją tam zobaczy i przekona się, że jest sama. Miała nadzieję, że nie spotka szeryfa Gaffneya, bo na pewno chciałby z nią porozmawiać.
Kiedy wsiadła do toyoty, wcisnęła mały guziczek na opasce, którą miała na nadgarstku.
– Jadę do Twierdzy Artykułów Spożywczych – powiedziała. – W domu nie ma nic do jedzenia. Wrócę za niecałą godzinę. Zostawię samochód przed Twierdzą, a kartki będą leżały na przednim siedzeniu. – Po czym ponownie nacisnęła guziczek.
W Twierdzy Artykułów Spożywczych powitano ją jak gwiazdę filmową. Wszyscy wiedzieli, kim ona jest, co było zrozumiałe, bo wszystkie stacje telewizyjne w Stanach pokazywały jej fotografię i opowiadały jej historię. Ludzie spoglądali na nią ciekawie, ale nikt nie podchodził blisko i nie rozpoczynał rozmowy. Becky uśmiechała się tylko, wkładając zakupy do wózka.
Kiedy była już blisko wyjścia, usłyszała za plecami kobiecy głos.
– Nareszcie udało mi się panią zobaczyć. Szeryf Gaffney mówił, że jest pani śliczną dziewczyną i że w domu Jacoba Marleya pojawił się jakiś wielki facet, który wcale nie jest pani kuzynem. Oczywiście, szeryf nie uwierzył w tę historyjkę. Trochę pani nakłamała, ale teraz już wszyscy wiedzą, kim pani jest.
– Ale ja nie wiem, kim jest pani.
– Jestem Ella, asystentka szeryfa.
To była ta sama Ella, która opowiadała jej o swoich psach, kiedy Becky czekała na przyjazd szeryfa po wypadnięciu szkieletu ze ściany. Ella, która kupowała sobie bieliznę w butiku Sherry Lingerie, była mocno zbudowaną, muskularną kobietą z wąsikiem nad górną wargą.
– Jest pani kłamczuchą, panno Powell, to znaczy, panno Matlock. Wymyśliła pani sobie nowe nazwisko po przyjeździe do Riptide.
– Musiałam. Miło mi panią poznać.
– Ha, może to i prawda. Czemu pani tu znowu przyjechała?
– Jestem teraz turystką – uśmiechnęła się Becky. – Wybieram się właśnie na przejażdżkę łodzią do łowienia homarów. -Podniosła dwie torby z zakupami i wyszła z Twierdzy Artykułów Spożywczych.
– Szeryf będzie chciał z panią porozmawiać! – krzyknęła za nią Ella. – Szkoda, że musiał pojechać w bardzo ważnej sprawie do Augusty. Dalszy jej wywód również przeznaczony był dla uszu Becky.
– Przyjechała tu, żeby znowu narozrabiać, wspomni pani moje słowa, pani Peterson. Była taka przejęta, kiedy znalazła szkielet Melissy Katzen w ścianie swojej piwnicy, ale to wszystko było udawane. Gdyby ten szkielet nie był taki stary, to powiedziałabym, że to ona zabiła.
Becky przystanęła w na wpół otwartych drzwiach i odwróciła się.
– Melissa Katzen została zamordowana. I nie ja to zrobiłam. Czy są jakieś nowe wiadomości?
– Nie – zawołała pani Peterson, kasjerka z ufarbowanymi na rudo włosami. – Nie mamy nawet stuprocentowej pewności, że to jest Melissa Katzen. Nie ma jeszcze wyników testów DNA. To trwa całymi tygodniami, tak mówił szeryf Gaffney.
– To nie szeryf, to ja pani o tym powiedziałam – przerwała jej Ella. – Szeryf Gaffney się tym nie interesuje, a ja tak. Jeżeli chodzi o panią, panno Matlock, to zaraz zawiadomię szeryfa, że pani tu jest, jeśli uda mi się dodzwonić na jego komórkę. On jej prawie nigdy nie ma przy sobie, bo nie cierpi nowoczesnej techniki.
Kiedy Becky wróciła do samochodu, kartek z odręcznym pismem Krimakowa już tam nie było. Miała nadzieję, że szeryf szybko do niej nie dotrze i że wyprawa do Twierdzy Artykułów Spożywczych nie będzie miała żadnych reperkusji.
Znowu jestem w Riptide, pomyślała, wsiadając do toyoty, w miasteczku, które kiedyś uznałam za bezpieczne schronienie, z jego Twierdzą Artykułów Spożywczych na Rondzie Wilczego Łyka i Sklepem Artykułów Żelaznych Goose'a na Zachodniej Ulicy Cykuty. Jechała wolno Uliczką Jadowitego Sumaka, skręciła w Aleję Naparstnicy, potem wjechała w ulicę Tajnych Agentów, przejechała obok domu Tylera, żeby zawrócić na Gościniec Wilczej Jagody, przy którym stał dom Jacoba Marleya. Na szczęście było już trochę chłodniej, chociaż słońce wciąż jeszcze stało wysoko na niebie. Stan Maine mógł się pochlubić najwcześniejszym wschodem i najpóźniejszym zachodem słońca.
W domu też było chłodniej. Zrobiła sobie mrożoną herbatę oraz kanapkę z tuńczykiem i usiadła na werandzie. Ciekawa była, czy któryś z agentów wślizgnie się do domu Jacoba Marleya. Opaska, którą miała na nadgarstku, zapewniała tylko jednostronną komunikację.
To dziwne, ale w ogóle nie myślała o Krimakowie. Myślała o Adamie.
Zawróciła sobie nim głowę, a on nią chyba też. Uśmiechnęła się. Był porządnym człowiekiem, o dużym poczuciu honoru. Był również seksowny jak wszyscy diabli.
Skończyła jeść kanapkę i zwinęła serwetkę. Robiło się już ciemno. Na pewno Krimakow niedługo zrobi jakiś ruch. W kieszeni sukienki miała pistolet. Nikomu nim się nie chwaliła, podejrzewała jednak, że Adam wie, iż ona nadal go nosi. Krimakow musiał być gdzieś blisko, ale inni też tu byli. Nie była sama. Weszła do domu i zamknęła frontowe drzwi na klucz. Pozamykała i zabezpieczyła okna. Była na schodach, kiedy zadzwonił telefon. Zacisnęła dłoń na dębowej poręczy. To na pewno Krimakow.
To był on. Wcisnęła guziczek na opasce i przysunęła nadgarstek do słuchawki.
– Cześć, Rebecco. Tu twój chłopak. – Mówił nienaturalnie żartobliwym tonem, który przejął ją śmiertelnym przerażeniem. – Chyba nie zrobiłem ci wielkiej krzywdy, kiedy wy rzuciłem cię z samochodu w Nowym Jorku? – Zniżył glos. Może przykrył mikrofon chusteczką? Ciekawa była, czy ojciec rozpoznałby ten głos. Minęło przecież dwadzieścia lal.
– Nie, nie zrobiłeś mi wielkiej krzywdy, ale już o tym wiesz, prawda? Zabiłeś czterech ludzi w szpitalu, bo chciałeś dopaść mnie i mojego ojca. To ci się nie udało, ty rzeźniku. Gdzie, u diabła, jest Sam? Żebyś się nie ważył zrobić mu krzywdy.
– Dlaczego nie? Poza tym, że ciebie tu ściągnął, nie przedstawia dla mnie żadnej wartości. Wiem, że zastosowałaś się do moich wskazówek i przyjechałaś sama. Aż trudno uwierzyć, że puścili cię bez żadnej ochrony.
– Uciekłam. Czekam na ciebie, ty łajdaku! Przyjedź tutaj i przywieź Sama.
– Nie ma pośpiechu.
Jak zwykle, bawił się sytuacją. Odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić.
– Nie rozumiem, dlaczego nie chciałeś, żeby przyjechał ze mną ojciec. Przecież to jego chcesz zabić, prawda? Chyba się nie mylę?