Выбрать главу

– Twój ojciec jest bardzo złym człowiekiem, Rebecco, naprawdę złym. Nie masz nawet pojęcia, ilu niewinnych ludzi straciło przez niego życie.

– Wiem, że on wiele lat temu zastrzelił przypadkiem twoją żonę i że zaprzysiągłeś mu zemstę. A cała reszta jest wytworem twojej chorej wyobraźni. Nie wiem, czy ktoś mógł zamordować więcej ludzi niż ty. Czy nie możesz wreszcie z tym skończyć? Mój ojciec był w rozpaczy, kiedy przez przypadek zastrzelił twoją żonę. Powiedział mi, że przywiozłeś ją ze sobą i udawałeś, że jesteście na wakacjach, chociaż twoim prawdziwym celem było zamordowanie niemieckiego przemysłowca. Dlaczego wykorzystywałeś do tego swoją żonę?

– Niczego nie wiesz! Zamknij się!

– Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? Naprawdę sądziłeś, że nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo?

– Powiedziałem ci, Rebecco, żebyś się zamknęła. Brukasz pamięć tej wspaniałej kobiety, kiedy o niej mówisz. Jesteś córką swojego ojca, więc jesteś równie plugawa jak on.

– Dobrze, jestem plugawa. Ale dlaczego nie chciałeś, żeby tu przyjechał mój ojciec? Już nie chcesz go zabić?

– Nie obawiaj się, na pewno to zrobię. A jak i kiedy, to tylko zależy ode mnie. Wszystko zależy ode mnie, prawda Rebecco?

– A co ja tu robię? Dlaczego porwałeś Sama, jeśli chciałeś tylko, żebym przyjechała do Riptide?

– To cię zmusiło do szybkiego działania, prawda? Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. Twój ojciec był bardzo sprytny. Dobrze ukrył ciebie i twoją matkę. Długo was szukałem. Najpierw natrafiłem na ciebie, Rebecco. Przeczytałem artykuł o tobie w gazecie z Albany. Zainteresowało mnie twoje nazwisko. Potem dowiedziałem się o twojej matce, o rzekomo nieżyjącym już ojcu i o podróżach twojej matki. Wtedy miałem już pewność. Ona przeważnie jeździła do Waszyngtonu.

Roześmiał się, a Becky dostała gęsiej skórki.

– Przykro mi z powodu twojej matki, Rebecco. Miałem zamiar dobrze ją poznać, ale ona zaraz poszła do szpitala. Pewnie mógłbym ją tam zabić, lecz doszedłem do wniosku, że powinien to zrobić rak. To bardziej bolesna śmierć, przynajmniej miałem taką nadzieję. Okazało się, jak powiedziała mi jakaś miła pielęgniarka, że twoja matka wcale nie cierpiała. Zapadła w śpiączkę. Nawet gdybym do niej przyszedł, nic by o tym nie wiedziała. Ale teraz mam ciebie, Rebecco, i będę miał twojego ojca. Zabije tego cholernego mordercę. – W jego głosie wyczuła teraz tłumioną furię, jednak po chwili się opanował. – Chcę, żebyś wsiadła do samochodu i pojechała do siłowni w Pasażu Tojadu. Zrób to zaraz, Rebecco. Życie tego chłopca zależy od ciebie.

– Zaczekaj! Co mam zrobić, kiedy tam przyjadę?

– Sama będziesz wiedziała, co robić. Do zobaczenia, Rebecco. Będę miał dla ciebie niespodziankę. Nie zapominaj, że to moja gra i musisz się stosować do moich reguł.

Odłożył słuchawkę. Była przekonana, że nie uda się go zlokalizować, chociaż FBI miało doskonałe wyposażenie. Wcisnęła ponownie guzik na opasce. Oni wszystko słyszeli i wiedzieli to samo, co ona.

Wzięła ze sobą pistolet. Kiedy wsiadła do toyoty, znowu wcisnęła guziczek na opasce i zapaliła silnik.

– Jadę do siłowni.

W niecałe dziesięć minut dotarła na miejsce. Otoczona drzewami piętrowa hala stała na końcu Pasażu Tojadu, a przed nią ciągnął się ogromny betonowy parking. Wszystkie okna były oświetlone; na parkingu stało dużo samochodów. Była tu już kiedyś z Tylerem. Przyjechali w środku dnia i wtedy było o wiele mniej aut. Zaparkowała w miejscu oddalonym od innych samochodów i zgasiła silnik. Minęło pięć minut. Ani śladu Krimakowa.

– Nie widzę go – powiedziała do opaski na nadgarstku. -Nie dzieje się nic niezwykłego. Jest tu bardzo dużo ludzi.

Oni na pewno już tu wszyscy byli i czekali w pogotowiu. Nie musiała się niczym martwić.

– Wchodzę do środka.

Wysiadła z samochodu i weszła do hali. Przy ladzie stał młody chłopak w przepoconym ubraniu, pewnie przed chwilą wrócił z siłowni.

– Cześć – powiedział, patrząc na nią ciekawie. Zapewne dlatego, że była w sukience.

– Już tu kiedyś byłam – uśmiechnęła się do niego -i mam swoją szafkę w damskiej szatni. Muszę zabrać z niej ubranie.

– Znam cię z telewizji, pokazują cię na każdym kanale.

– Tak. Czy mogę wejść?

– Dziesięć dolarów. Co tu robisz?

– Przyjechałam, żeby zabrać swoje sportowe ubranie -powiedziała, podając mu dwadzieścia dolarów.

Wydał jej resztę, nacisnął przycisk i przeszła przez bramkę. Weszła do dużego pomieszczenia, gdzie było pełno maszyn, luster i hałasu. Światło było oślepiające, z głośników grzmiał rock. Przychodziło tu wiele młodzieży, stąd ta muzyka.

Co ma robić?

Poszła do damskiej szatni. Były tam trzy kobiety i żadna nie zwróciła na nią uwagi.

Wróciła do dużej sali i zaczęła się powoli przechadzać, przyglądając się ćwiczącym tam mężczyznom. Młodzi chłopcy stanowili większość, ale było też kilku starszych mężczyzn. Żaden do niej nie podszedł.

Co ma robić?

Dwóch młodych chłopaków wygłupiało się, udając, że się biją, markując uderzenia. Jeden z nich przypadkiem oparł się o stary atlas do ćwiczenia mięśni klatki piersiowej. Obciążone ciężarkami teleskopy nie były odpowiednio umocowane. Kiedy chłopak wpadł na maszynę, jej ramię uderzyło Becky w prawą rękę, poniżej ramienia. Straciła równowagę i upadła.

– Cholera, tak mi przykro. Nic ci się nie stało?

Podniósł ją na nogi i przez chwilę masował jej rękę, patrząc na nią z błyskiem męskiego zainteresowania w oczach.

– Hej, odezwij się. Nic ci nie jest?

– Wszystko w porządku, nie przejmuj się.

– Jeszcze cię nigdy nie widziałem. Jesteś nowa w tym mieście?

– Poniekąd.

Dotykał lekko jej ręki, jakby chcąc się upewnić, że nic jej nie jest.

– Nazywam się Troy. Może pójdziesz ze mną na drinka? Jestem ci to winien, bo przeze mnie wylądowałaś na pupie.

Drugi chłopak też stanął obok niej, starając się zwrócić na siebie uwagę.

– A może pójdziesz z nami dwoma? Jestem Steve.

– Dziękuję wam, muszę już iść. Nie gniewam się, ale już sobie idźcie.

Wreszcie się od nich uwolniła. Odwróciła się, a oni jej pomachali i uśmiechnęli się, zadowoleni, że jeszcze raz na nich popatrzyła.

Żaden z nich nie ma więcej jak dwadzieścia pięć lat, pomyślała. Dobrze zbudowani chłopcy. Ona miała dwadzieścia siedem. Poczuła się staruszką.

Przeszła przez bramkę. Nigdzie nie było chłopaka, który ją wpuszczał. Nikogo tam nie było. Becky ogarnął niepokój. Gdzie ten dzieciak się podział? Pewnie jest pod prysznicem, pomyślała. Był strasznie spocony.

Wydało jej się, że widzi jakiś cień przed frontowymi drzwiami. To na pewno jeden z tych miłych chłopaków, pomyślała.

Gdzie był Krimakow? Powiedział, że sama będzie wiedziała, co ma robić. Ale nie wiedziała.

Szła wolno przez parking. Jej toyota stała w słabo oświetlonym miejscu. Nie chciała parkować przy innych samochodach, aby nie ryzykować, że Krimakow zrobi krzywdę komuś postronnemu. Teraz żałowała tej decyzji, bo w pobliżu nie było żywej duszy.

Wyciągnęła rękę do klamki, gdy nagle pod lewym ramieniem coś ją mocno ukłuło. Gwałtownie złapała oddech i odwróciła się, ale nikogo nie było. Panowała martwa cisza. Powoli osunęła się na ziemię przy drzwiach swojego samochodu.

27

Nie – powiedziała pochylając się nad opaską. – Nie ruszajcie się z miejsc. Nic mi nie jest. Nie widzę go. Coś mnie uderzyło w lewe ramię, ale to nic takiego. Zaczekajcie, aż on wyjdzie.

Siedziała na betonie, serce jej mocno biło i chciało jej się płakać, lecz nie mogła sobie na to pozwolić. Chodziło o życie Sama. Gdyby się rozpłakała, przybiegłby Adam, a bała się, że Samowi mogłoby to zaszkodzić. Co on jej wstrzyknął? Czy zaraz umrze na betonowym parkingu?