– Becky!!!!
– Wiesz, Adamie. Muszę już iść do szpitala. Odetchnął głęboko, żeby się opanować.
– Jeszcze nie teraz. Przynieś mi jabłko. Może nawet pozwolę ci je ugryźć, zanim wyszoruję ci usta mydłem za te brednie, których mi naopowiadałaś.
– Przykro mi, Adamie, ale te jabłka jeszcze nie są dojrzałe. Znasz szeryfa Gaffneya, on lubi przesadzać, on…
– Po tym, jak ci wyszoruję usta mydłem, to może jeszcze ogolę ci głowę. A jeśli nadal będę wściekły, to zmuszę cię, żebyś sama zmieniła zielone kafelki w łazience, a potem…
– Wychodzę, Adamie. Kocham cię. Przy okazji kupię dojrzałe jabłka. – Odłożyła słuchawkę.
– Becky!!!
Catherine Coulter
***