Выбрать главу

St. Jacques wyszedł przez szklane drzwi z owalnego budynku i ruszył w kierunku pierwszej willi po prawej stronie, stojącej najbliżej schodów prowadzących na plażę i nabrzeże. Tam właśnie pani Cooper i dwoje dzieci czekało na przylot helikoptera Marynarki Wojennej USA mającego przewieźć ich na Puerto Rico, skąd wojskowym samolotem udadzą się w dalszą podróż do bazy Andrews pod Waszyngtonem.

W chwili gdy nie spuszczający oka ze swego pracodawcy Pritchard zobaczył, jak ten wchodzi do willi numer jeden, nad pensjonat nadleciał z łoskotem duży helikopter. Za kilkanaście sekund powinien usiąść na wodzie i tam czekać na przybycie pasażerów. Pasażerowie również usłyszeli huk wirników, gdyż Pritchard ujrzał niebawem, jak John St. Jacques prowadzący za rękę chłopca i arogancka pani Cooper trzymająca w ramionach starannie opatulone dziecko wychodzą z willi. Za nimi szli dwaj strażnicy, niosąc bagaże. Pritchard sięgnął pod ladę po telefon, z którego można było dzwonić bez pośrednictwa centrali, i wykręcił numer.

– Tu biuro zastępcy dyrektora Urzędu Imigracyjnego, on sam przy aparacie, słucham?

– Szanowny wujku…

– To ty? – przerwał mu urzędnik, raptownie ściszając głos. – Czego się dowiedziałeś?

– Rzeczy ogromnej wagi, zapewniam cię, drogi wuju! Słyszałem wszystko przez telefon!

– Obaj zostaniemy za to hojnie wynagrodzeni. Otrzymałem zapewnienie z najwyższego szczebla. Jest bardzo prawdopodobne, że oni wszyscy to w rzeczywistości groźni terroryści, a St. Jacques jest ich przywódcą! Podobno nawet udało im się oszukać Waszyngton. Jakie masz wiadomości, mój nadzwyczaj bystry siostrzeńcze?

– Właśnie zabierają ich do jakiegoś bezpiecznego domu w Wirginii. Posiadłość nazywa się Tannenbaum i ma nawet własne lotnisko, wyobraża wuj sobie?

– Jeżeli chodzi o te wściekłe zwierzęta, to potrafię sobie wszystko wyobrazić.

– Żeby tylko wuj nie zapomniał napomknąć o mnie, kiedy będzie przekazywał tę wiadomość…

– Nie obawiaj się, siostrzeńcze! Obaj będziemy bohaterami Montserrat…! Ale pamiętaj, chłopcze, że wszystko musi być utrzymane w najściślejszej tajemnicy. Obaj jesteśmy do tego zobowiązani! Tylko pomyśclass="underline" spośród tylu ludzi właśnie nas wybrano do pracy na rzecz wspaniałej międzynarodowej organizacji. O naszym cennym wkładzie dowiedzą się wszyscy wielcy tego świata!

– Moje serce pęka z dumy! Czy wolno mi zapytać, jak się nazywa ta i znakomita organizacja?

– Ciii! Ona nie ma nazwy. To także tajemnica, ma się rozumieć. Pieniądze zostały przekazane drogą komputerową prosto ze Szwajcarii. To jeden z dowodów jej potęgi.

– Święte przymierze… – powiedział z rozmarzeniem w głosie Pritchard.

– Które dobrze płaci, mój znakomity siostrzeńcze, a to przecież dopiero początek. Ja sam, osobiście, zbieram informacje na temat wszystkich samolotów, które startują stąd lub lądują na naszym lotnisku, i przesyłam je na Martynikę pewnemu znanemu lekarzowi! Oczywiście w tej chwili wszystkie loty są wstrzymane z polecenia gubernatora.

– To przez ten amerykański helikopter? – zapytał oszołomiony Pritchard.

– Cii! To też tajemnica, wszystko jest tajemnicą!

– Jeśli tak, to bardzo głośna tajemnica, szanowny wuju. Ludzie stoją na plaży i wybałuszają na nią oczy.

– Co takiego?

– Helikopter właśnie przyleciał. Pan Saint Jay, dzieci i ta okropna pani Cooper wchodzą już na pokład, bo…

– Muszę natychmiast zawiadomić Paryż! – wpadł mu w słowo urzędnik z Montserrat i przerwał połączenie.

– Paryż…? – powtórzył Pritchard. – Jakie to wspaniałe! Co za niezwykły zaszczyt!

Nie powiedziałem mu wszystkiego – wyjaśnił spokojnie Holland, potrząsając głową. – Chciałem to zrobić, ale nie mogłem, szczególnie po tym, co powiedział. Sam przyznał, że bez wahania wystawiłby nas do wiatru, gdyby miało to pomóc Bourne'owi albo jego żonie.

– Na pewno by to zrobił – potwierdził Charles Casset. Siedział w fotelu przed biurkiem dyrektora, trzymając w ręku wydruk ze ściśle tajnymi, wydobytymi z pamięci komputera informacjami. – Zrozumiesz, kiedy to przeczytasz. Kilkanaście lat temu w Paryżu Aleks rzeczywiście usiłował zabić Bourne'a. Chciał zastrzelić swego najlepszego przyjaciela, bo uwierzył w coś, co było od początku do końca nieprawdą.

– Conklin jest teraz w drodze do Paryża. Zabrał ze sobą Morrisa Panova.

– To twój problem, Peter. Ja na pewno bym mu na to nie pozwolił.

– Nie mogłem odmówić.

– Oczywiście, że mogłeś, tylko po prostu nie chciałeś.

– Jesteśmy jego dłużnikami. Wprowadził nas na trop "Meduzy", a to najważniejsza sprawa, Charlie, z jaką mieliśmy kiedykolwiek do czynienia!

– Zdaję sobie z tego sprawę, dyrektorze Holland – odparł chłodno Casset. – Widzę również, że korzystając z międzynarodowych powiązań, usiłuje pan na własną rękę rozpracować wewnątrzkrajowy spisek, zamiast przekazać sprawę uprawnionym do tego organom, to jest FBI.

– Usiłujesz mnie nastraszyć, padalcu?

– To chyba jasne, prawda? – Na twarzy Casseta pojawił się skąpy, suchy uśmiech. – Łamie pan prawo, panie dyrektorze… Nieładnie, chłopczyku, jak powiedziałby mój dziadek.

– Czego ty chcesz ode mnie, do cholery? – nie wytrzymał Holland.

– Żebyś pomógł jednemu z najlepszych ludzi, jakich mieliśmy. Nie tylko chcę tego, ale wręcz żądam.

– Jeśli sądzisz, że powiem mu wszystko, łącznie z nazwą tej firmy z Wall Street, to znaczy, że ci zupełnie odbiło. Przecież to nasz główny atut!

– Na litość boską, lepiej wracaj z powrotem do marynarki, admirale – wycedził lodowatym tonem zastępca dyrektora CIA. – Jeżeli wydaje ci się, że właśnie o to mi chodzi, to znaczy, że niczego się nie nauczyłeś, siedząc w tym fotelu!

– Uważaj, co mówisz, mądralo. Mógłbym to podciągnąć pod niesubordynację.

– Bo to jest niesubordynacja, tyle tylko, że nie jesteśmy w marynarce. Nie możesz przeciągnąć mnie pod kilem, powiesić na maszcie ani cofnąć mi przy działu rumu. Możesz mnie co najwyżej wyrzucić, ale jeśli to zrobisz, sporo ludzi zacznie się zastanawiać, co cię do tego skłoniło, a to zapewne nie przyniesie Agencji zbyt wiele korzyści. Wydaje mi się jednak, że możemy tego uniknąć.

– O czym ty właściwie mówisz, Charlie?

– Przede wszystkim nie mówię o tej firmie adwokackiej z Nowego Jorku. Masz rację: to nasz główny atut, a Aleks od razu zacząłby po kolei obdzierać wszystkich ze skóry, dzięki czemu zostalibyśmy z tym, co mieliśmy przedtem, czyli z niczym.

– Właśnie czegoś takiego się obawiałem…

– I słusznie – przerwał mu Casset, kiwając głową. – W związku z tym będziemy trzymać Aleksa tak daleko od tego, jak to tylko możliwe, ale jednocześnie damy mu namacalny dowód, że się o niego troszczymy i że w razie potrzeby może na nas liczyć.

W gabinecie dyrektora CIA zapadło milczenie. Po dłuższej chwili przerwał je Peter Holland:

– Nie rozumiem ani słowa z tego, co mówisz.

– Zrozumiałbyś, gdybyś lepiej znał Conklina. On już wie, że istnieje bezpośredni związek między "Meduzą" i Szakalem. Jak to nazwałeś? Samospełniająca się przepowiednia, tak?

– Powiedziałem, że strategia była wręcz doskonała i dlatego doprowadziła do wydarzeń, które przewidywała. DeSole odegrał niespodziewanie rolę katalizatora, który wszystko przyśpieszył, łącznie z własną śmiercią i tym, co się wydarzyło na Montserrat… Co ma być tym namacalnym dowodem?

– Nić. Zdając sobie sprawę, jak dużo wie, nie możesz mu pozwolić, żeby hasał po Europie jak kula armatnia, tak samo jak nie możesz ujawnić nazwy tej firmy na Wall Street. Musisz cały czas wiedzieć, co robi i jakie mą zamiary, a do tego potrzebujesz kogoś takiego jak jego przyjaciel Bernardine, tyle tylko, że ten ktoś musi być również naszym przyjacielem.