– Co się stało? – powtórzył pytanie Jason.
– Jest pan śledzony. Z początku nie byliśmy pewni, bo to stary człowiek, chyba chory na nerki. Dwa razy wychodził z samochodu, żeby oddać mocz, ale potem dzwonił gdzieś z wozu. Na pewno podał nazwę restauracji, bo mrużył oczy, żeby ją przeczytać.
– Skąd wiecie, że właśnie mnie śledził?
– Przyjechał zaraz za panem, a my byliśmy tu już pół godziny wcześniej, żeby obstawić teren.
– Obstawić teren! – wybuchnął Conklin, patrząc na Krupkina. – Wydawało mi się, że to będzie poufne spotkanie, tylko między nami trzema!
– Mój kochany, poczciwy Aleksiej! Naprawdę uważasz, że umówiłbym się z tobą, nie zadbawszy uprzednio o swoje bezpieczeństwo? Nie chodzi o ciebie, przyjacielu, tylko o twoich wrogów w Waszyngtonie. Zresztą, sam pomyśclass="underline" zastępca dyrektora CIA stara się nawiązać ze mną kontakt w sprawie doskonale mi znanego człowieka, udając jednocześnie, że nic nie wie o naszej znajomości. Przecież to dziecinada!
– Nigdy mu o niczym nie powiedziałem!
– W takim razie pomyliłem się. Przepraszam, Aleksiej.
– Lepiej niech pan nie przeprasza – wtrącił się Jason. – Ten stary człowiek pracuje dla Szakala.
– Dla Carlosa? – Błękitne oczy zabłysły nienawiścią i podnieceniem. – Masz Carlosa na karku, Aleksiej?
– Nie ja, tylko on – odparł Conklin. – Twój dobroczyńca.
– Dobry Boże! Wreszcie to wszystko zaczyna mieć jakiś sens… A więc mam przyjemność poznać słynnego Jasona Bourne'a. To dla mnie wielki za szczyt, sir! W przypadku Carlosa przyświeca nam chyba ten sam cel, prawda?
– Jeśli wasi ludzie znają się na rzeczy, możemy go dostać najdalej w ciągu godziny. Szybko! Musimy stąd wyjść jakimś tylnym wyjściem, przez okno, kuchnię, wszystko jedno! Znalazł mnie i może pan być pewien, że już tu jedzie, żeby dostać mnie w swoje ręce. Tylko nie wie, że my o tym wiemy. Chodźmy!
Kiedy trzej mężczyźni wstali z krzeseł, Krupkin wydał polecenia swemu człowiekowi.
– Niech samochód podjedzie od tyłu, ale spokojnie, bez pośpiechu. Zróbcie to tak, żeby nie wzbudzić najmniejszych podejrzeń. Rozumiesz, Siergiej?
– Pojedziemy pół mili drogą, a potem skręcimy w pole i wrócimy szerokim łukiem. Ten staruszek w samochodzie niczego nie zauważy.
– Bardzo dobrze. Odwody na razie mają zostać na miejscu, ale chłopcy niech będą w pogotowiu.
– Tak jest, towarzyszu.
Mężczyzna ruszył szybkim krokiem do wyjścia.
– Odwody? – nie wytrzymał Aleks. – Masz nawet odwody?
– Proszę cię, Aleksiej, po co te sceny? To przecież twoja wina. Wczoraj nie wspomniałeś mi ani słowem o spisku przeciwko zastępcy dyrektora.
– To nie jest żaden spisek, na litość boską!
– Tylko co? Wzorcowa współpraca między podwładnym i przełożonym? Nie, Aleksiej. Wiedziałeś, że będziesz mógł mnie wykorzystać, i zrobiłeś to. Nie zapominaj, mój wieloletni przeciwniku, że w głębi duszy cały czas jesteś Rosjaninem!
– Może wreszcie zamkniecie się i pójdziecie ze mną?
Siedzieli w opancerzonym citroenie Krupkina zaparkowanym na skraju pola mniej więcej trzydzieści metrów za samochodem człowieka, który śledził Bourne'a. Mieli stąd doskonały widok na wejście do restauracji. Jason słuchał w zniecierpliwieniu, jak Conklin i Krupkin wspominają różne wydarzenia z przeszłości, analizując z profesjonalnym znawstwem wszystkie błędy i niedociągnięcia. Odwody oficera KGB okazały się dwoma uzbrojonymi w pistolety maszynowe ludźmi siedzącymi w niepozornym samochodzie z drugiej strony wejścia do budynku.
Nagle przed drzwi podjechał duży renault kombi; w środku siedziało sześć roześmianych, rozgadanych par. Wysiedli wszyscy oprócz kierowcy, który odjechał, by zostawić samochód na niewielkim parkingu.
– Zatrzymajcie ich! – odezwał się Jason. – Mogą zginąć.
– Mogą, panie Bourne, ale jeśli ich zatrzymamy, stracimy Szakala. Jason zamilkł, wpatrując się w Rosjanina. Przez chwilę nie mógł zebrać myśli, żeby zaprotestować, a kiedy wreszcie mu się to udało, było już za późno na protesty. Od strony Paryża nadjechał z dużą prędkością ciemnobrązowy samochód.
– To ten z bulwaru Lefebvre! – wykrzyknął Bourne. – Ten, który uciekł!
– Skąd? – zapytał Conklin.
– Kilka dni temu na bulwarze Lefebvre było jakieś poważne zamieszanie – podchwycił Krupkin. – O tym pan mówi?
– Przygotowali na mnie pułapkę. Wysłali furgonetkę po Carlosa, ale wsiadł do niej jego dubler. Ten samochód wypadł z bocznej uliczki. Strzelali do nas.
– Do nas? – Patrząc na Jasona, Aleks widział zawzięty, pełen nienawiści grymas na jego twarzy i kurczowe ruchy zaciskających się i rozprostowujących palców.
– Do Bernardine'a i mnie… – wyszeptał chrapliwie Bourne, po czym nagle podniósł głos: – Muszę mieć broń! Nie pukawkę, tylko prawdziwą broń!
Siedzący za kierownicą Siergiej sięgnął pod siedzenie, wydobył stamtąd rosyjski AK- 47 i podał Jasonowi, który niemal wyrwał mu go z rąk.
Ciemnobrązowy samochód zatrzymał się z szurgotem opon przed zdobiącą wejście wypłowiałą markizą. Wyskoczyli z niego dwaj ludzie z naciągniętymi na twarz maskami z pończoch i z pistoletami maszynowymi w rękach. Podbiegli do drzwi, a z samochodu wysiadł trzeci mężczyzna, wyraźnie łysiejący, ubrany w czarną sutannę. Dwaj zamaskowani osobnicy sięgnęli do klamek przy obu skrzydłach drzwi; Siergiej uruchomił silnik citroena.
– Ruszaj! – krzyknął Bourne. – To on, Carlos!
– Nie! – ryknął Krupkin. – Czekaj. Musi wejść do środka, do pułapki.
– Na litość boską, przecież tam są ludzie! – zaprotestował Jason.
– Każda wojna niesie ze sobą ofiary, panie Bourne, a to jest wojna, pańska i moja. Nawiasem mówiąc, pańska jest znacznie bardziej osobista od mojej.
Nagle z gardła Szakala wydobył się triumfalny ryk zemsty i dwaj terroryści wpadli do wnętrza lokalu, siejąc wokół ciągłym ogniem.
– Teraz! – krzyknął Siergiej i wdepnął w podłogę pedał gazu. Citroen wystrzelił z miejsca, ale nie zdążył nabrać prędkości, bo niemal w tej samej chwili potężna eksplozja rozniosła na strzępy stojący trzydzieści metrów przed nim samochód i siedzącego w nim starca. Citroen skręcił gwałtownie w lewo, wbijając się w stary drewniany płot, który oddzielał od drogi niewielki parking, wykorzystywany przez gości restauracji. Jednocześnie brązowy pojazd Szakala ruszył nie do przodu, jak można się było spodziewać, lecz do tyłu, zakręcił raptownie i znieruchomiał. Kierowca wyskoczył na zewnątrz i ukrył się za maską; dostrzegł pędzących w kierunku budynku Rosjan z drugiego samochodu. Krótką serią ściął z nóg jednego z nich, a drugi rzucił się w bok, w wysoką trawę, skąd mógł tylko bezsilnie patrzeć, jak pociski przebijają opony i szyby wozu.
– Wysiadajcie! – ryknął Siergiej, ciągnąc za sobą Bourne'a. Conklin i oszołomiony Krupkin wypełźli na pole przez tylne drzwi.
– Szybko! – Jason podniósł się, ściskając mocno w dłoniach AK. – Ten sukinsyn zdetonował ładunek przez radio!
– Ja pójdę pierwszy – oznajmił stanowczo Rosjanin.
– Dlaczego?
– Szczerze mówiąc, jestem młodszy i silniejszy…
– Zamknij się!
Bourne popędził przed siebie zygzakiem, usiłując ściągnąć na siebie ogień; kiedy mu się to udało, padł na ziemię, a następnie starannie wycelował; wiedział, że kierowca Szakala wychyli się, żeby sprawdzić skuteczność swoich strzałów. Tak się istotnie stało i Jason delikatnie nacisnął spust.
Kiedy leżący w trawie Rosjanin usłyszał śmiertelny, urwany krzyk, poderwał się i ruszył biegiem w kierunku wejścia do restauracji. Ze środka dobiegały odgłosy strzałów i przerażone, paniczne wrzaski. We wnętrzu przytulnej wiejskiej gospody rozgrywały się sceny przeniesione żywcem z najokrutniejszego filmu grozy. Bourne i Siergiej dołączyli do czającego się przy wejściu mężczyzny; kiedy Jason skinął głową, Rosjanin pchnął drzwi i we trójkę wpadli do środka.