– Zostań pod ręką, Siergiej – polecił oficer KGB. – W razie czego zajmij się kontaktami z Surete. – Potem, jakby tknięty jakąś myślą, zwrócił się do mężczyzny siedzącego z przodu obok kierowcy: – Nie gniewajcie się, młody kolego, ale mój przyjaciel ma w tym po tylu latach służby więcej doświadczenia od was. Dla was jednak też mam zadanie. Zajmiecie się kremacją zwłok naszego poległego towarzysza. W Wydziale Spraw Wewnętrznych wyjaśnią wam wszystkie formalności.
Następnie Dymitr Krupkin skinął głową, dając Jasonowi i Aleksowi znak, żeby wysiedli z samochodu i szli za nim.
Kiedy znaleźli się we wnętrzu budynku, wyjaśnił uzbrojonemu strażnikowi, że jego dwaj goście nie muszą przechodzić przez bramkę z wykrywaczem metali, który to rytuał obowiązywał wszystkie osoby wchodzące do ambasady.
– Wyobrażacie sobie to zamieszanie? – mruknął do nich po angielsku. – Dwaj agenci CIA usiłują wejść z bronią do bastionu proletariatu? Boże, już czuję, jak odmrażam sobie jaja gdzieś na Syberii!
Przeszli przez suto zdobiony dziewiętnastowieczny hol do typowo francuskiej metalowej windy i pojechali na drugie piętro. Krupkin otworzył ażurowe drzwi i poprowadził ich szerokim korytarzem.
– Skorzystamy z tajnej sali konferencyjnej – powiedział. – Będziecie pierwszymi i ostatnimi Amerykanami, którzy ją zobaczą. Ma tę zaletę, że to jedno z nielicznych pomieszczeń bez podsłuchu.
– Chyba nie chciałbyś, żeby cię teraz słyszano, co? – zachichotał Conklin.
– Tak samo jak ty, Aleksiej, już dawno nauczyłem się oszukiwać te głupie urządzenia. Teraz wolę jednak nie ryzykować, bo jeśli mam być szczery, chodzi mi przede wszystkim o to, żeby ochronić nas przed nami samymi. Zapraszam do środka.
Tajna sala konferencyjna dorównywała wielkością przeciętnej jadalni w podmiejskim domku, ale była wyposażona w długi czarny stół i obszerne fotele, sprawiające wrażenie nadzwyczaj wygodnych. Ściany pokrywała ciemnobrązowa boazeria, na ścianie nad fotelem przewodniczącego wisiał oczywiście portret Lenina, a poniżej znajdowała się niewielka telefoniczna konsoleta.
– Wiem, że to dla was bardzo pilne, więc przede wszystkim zamówię wam wolną linię – powiedział, podchodząc do urządzenia. Podniósł słuchawkę, wypowiedział ostrym tonem kilka słów po rosyjsku, po czym odłożył ją i odwrócił się do Amerykanów. – Dostaliście numer dwadzieścia sześć. Drugi rząd, pierwszy przycisk z prawej strony.
– Dziękuję. – Conklin skinął głową, wydobył z kieszeni skrawek papieru i podał go oficerowi KGB. – Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę, Kruppie. To numer telefonu w Paryżu, podobno do Szakala, ale zupełnie inny niż ten, jaki dostał Bourne i pod którym go zastał. Nie wiemy, co się pod tym kryje, choć na pewno ma to jakiś związek z Carlosem.
– A nie chcecie tam dzwonić, żeby się przedwcześnie nie zdradzić… Oczywiście, rozumiem. Po co wywoływać panikę, jeśli to nie jest konieczne? Zajmę się tym. – Krupkin spojrzał na Jasona z wyrazem twarzy starszego, współczującego kolegi. – Niech pan będzie dobrej myśli, panie Bourne. Mimo pańskich obaw w dalszym ciągu wierzę w umiejętności chłopców z Langley. Nawet nie powiem, ile razy udało im się storpedować moje plany.
– Jestem pewien, że odpłacił im pan pięknym za nadobne – odparł Jason, zerkając niecierpliwie w stronę konsolety.
– Ta świadomość utrzymuje mnie przy życiu.
– Dziękujemy, Kruppie – powiedział Aleks. – Pozwól, że użyję twoich słów: jesteś dobrym, starym wrogiem.
– Już ci mówiłem, to wszystko wina twoich rodziców! Gdyby nie opuścili Matki Rosji, dzisiaj my dwaj trzęślibyśmy całym Komitetem Centralnym.
– I mielibyśmy dwa domy nad Jeziorem Genewskim?
– Czyś ty oszalał, Aleksiej? Całe jezioro byłoby nasze! – Krupkin roześmiał się cicho, odwrócił i wyszedł z pokoju.
– Świetnie się bawicie, prawda? – zapytał Bourne.
– Do pewnego stopnia – przyznał Aleks. – Ale w chwili gdy po obu stronach giną ludzie, zabawa się kończy.
– Zadzwoń do Langley – powiedział Jason, wskazując ruchem głowy konsoletę. – Holland musi mi wytłumaczyć parę rzeczy.
– To nic nie da…
– Jak to?
– Jest za wcześnie, w Stanach dochodzi dopiero siódma rano. Myślę jednak, że uda mi się przezwyciężyć tę niedogodność. – Mówiąc to Conklin wyjął z kieszeni niewielki notes.
– Niedogodność? – wykrzyknął z wściekłością w głosie Bourne. – Co to za pieprzenie, Aleks? Zrozum, ja za chwilę oszaleję! Chodzi o moje dzieci!
– Uspokój się. Chciałem tylko powiedzieć, że mam jego zastrzeżony numer do domu.
Conklin usiadł przy konsolecie, podniósł słuchawkę i nacisnął przyciski z cyframi.
– Przezwyciężyć niedogodność, niech cię szlag trafi! Czy wy w ogóle potraficie jeszcze mówić jak normalni ludzie?
– Przepraszam, profesorze, to kwestia przyzwyczajenia… Peter? Tu Aleks. Otwórz oczy i obudź się, żeglarzu. Mamy kłopoty.
– Nie muszę się budzić – odparł głos z Fairfax w stanie Wirginia. – Właśnie wróciłem z pięciomilowej przebieżki.
– Wam, dwunogom, wydaje się, że jesteście strasznie dowcipni.
– Boże, przepraszam cię, Aleks! Naprawdę nie chciałem…
– Wiem, że nie chciałeś. Kadecie Holland, mamy problemy.
– To znaczy, że przynajmniej udało ci się odnaleźć Bourne'a.
– Stoi za moimi plecami. Może zainteresuje cię wiadomość, że dzwonimy z radzieckiej ambasady w Paryżu.
– Co takiego? Jezu przenajświętszy!
– To nie jego sprawka, tylko Casseta. Nie pamiętasz?
– Zapomniałem… Tak, oczywiście. Co z żoną Bourne'a?
– Został z nią Mo Panov. Doktor wziął na siebie wszystkie sprawy medyczne, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny.
– Ja też. Co się właściwie stało?
– Nic takiego, o czym chciałbyś usłyszeć, ale mimo to usłyszysz, głośno i wyraźnie.
– O czym ty gadasz, do diabła?
– Szakal wie o posiadłości Tannenbaum.
– Oszalałeś! – wrzasnął dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej tak głośno, że aż w słuchawce rozległ się skrzeczący przydźwięk. – Nikt o tym nie wie, tylko Charlie Casset i ja! Przygotowaliśmy przerzut tak skomplikowaną trasą i z tyloma zmianami nazwisk, że nikt nie mógłby się w tym połapać. Poza tym nigdzie ani słowem nie wspomniano o Tannenbaum! Klnę się na Boga, Aleks! To niemożliwe, po prostu niemożliwe!
– Fakty pozostają faktami, Peter. Mój przyjaciel otrzymał list, a w nim było zdanie o tym, że drzewa w Tannenbaum spłoną, a dzieci razem z nimi.
– Sukinsyn! – wykrzyknął Holland. – Nie rozłączaj się – polecił. – Zadzwonię specjalną linią do St. Jacques'a i każę im wyjechać jeszcze dziś rano. Nie rozłączaj się, rozumiesz?
Conklin spojrzał na Bourne'a; trzymał słuchawkę odsuniętą od ucha, tak że obaj mogli doskonale słyszeć słowa Hollanda.
– Jeżeli jest jakiś przeciek, a nie ma żadnej wątpliwości, że jest, to na pewno nie w Langley – powiedział Aleks.
– Musi tam być! Niech sprawdzi dokładniej.
– Gdzie?
– Boże, przecież to wy jesteście fachowcami! Załoga helikoptera, którym lecieli, ludzie z Londynu, którzy wyrazili zgodę na przelot nad terytorium Zjednoczonego Królestwa… Skoro Carlos kupił nawet gubernatora Montserrat i jednego z szefów policji, czemu nie mógłby mieć kogoś jeszcze wyżej?