Выбрать главу

Jako pierwszy zszedł po zakrytych schodkach Aleks Conklin, a zaraz za nim Bourne, który niósł dwie torby stanowiące ich cały bagaż. W chwili gdy z oczekującej limuzyny wyskoczył Krupkin, schodki odjechały, a wycie silników samolotu zaczęło przybierać na sile.

– Co z waszym przyjacielem? – zapytał oficer KGB, przekrzykując ogłuszający ryk.

– Trzyma się! – odkrzyknął Aleks. – Może przegrać, ale walczy jak diabli!

– To twoja wina, Aleksiej! – Samolot odtoczył się dostojnie i Krupkin zniżył nieco głos. – Powinieneś był zadzwonić do ambasady, do Siergieja. Jego ludzie odwieźliby was, dokąd byście chcieli.

– Wydawało nam się, że w ten sposób ściągnęlibyśmy na siebie uwagę.

– Lepsze to niż wystawiać się na kule – odparł Rosjanin. – Carlos nigdy nie odważyłby się was zaatakować, gdybyście byli pod naszą opieką.

– To nie był Szakal – powiedział już zupełnie normalnym tonem Conklin. Ryk silników iła zamienił się w przytłumione brzęczenie.

– Oczywiście, że nie, bo on jest tutaj. To była jego sfora, wykonująca rozkazy.

– Ani nie jego sfora, ani nie jego rozkazy.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Później ci wytłumaczę. Jedźmy stąd. Krupkin uniósł wysoko brwi.

– Zaczekaj. Najpierw musimy porozmawiać. Po pierwsze, wita was Rosja. Po drugie, byłbym ci niezmiernie wdzięczny, gdybyś zechciał powstrzymać się od omawiania z kimkolwiek mojego stylu życia na wrogim Zachodzie, który za wszelką cenę dąży do wojny.

– Nie boisz się, Kruppie, że pewnego dnia cię capną?

– Nigdy im się nie uda. Uwielbiają mnie, bo dostarczam więcej kompromitujących plotek o najbardziej wpływowych osobistościach w tak zwanym wolnym świecie niż jakikolwiek inny oficer wywiadu. Poza tym, podczas inspekcji potrafię moim zwierzchnikom zapewnić rozrywki, o jakich wcześniej nawet nie słyszeli. Nie wątpię, że jeśli uda nam się osaczyć Szakala tutaj, w Moskwie, zrobią mnie bohaterem Związku Radzieckiego i wepchną na siłę do Biura Politycznego.

– Skoro tak, to możesz zacząć naprawdę kraść.

– Czemu nie? Oni wszyscy to robią.

– Jeśli wolno panom przerwać… – wtrącił się grzecznie Bourne, stawiając torby na ziemi. – Co tu się działo? Są jakieś wiadomości z placu Dzierżyńskiego?

– Owszem, i to nawet nie byle jakie, jeśli wziąć pod uwagę, że mieliśmy niecałe trzydzieści godzin. Drogą eliminacji wyłoniliśmy trzynastu podejrzanych. Wszyscy mówią płynnie po francusku, a teraz są non stop pod ścisłą obserwacją, zarówno tradycyjną, jak i elektroniczną. W każdej chwili możemy sprawdzić, gdzie są, wiemy, z kim się spotykają, do kogo dzwonią… Pracuję z dwoma debilowatymi komisarzami. Żaden nie zna ani w ząb francuskiego, a obaj mają nawet kłopoty z poprawnym rosyjskim, ale tak to już czasem bywa. Najważniejsze, że są oddani swojej pracy. Dla obu zlikwidowanie Szakala jest ważniejsze niż walka z nazistami. Jak do tej pory, spisują się bez zarzutu.

– Wasze tradycyjne metody obserwacji są do niczego i ty o tym dobrze wiesz – powiedział Aleks. – Zawsze wybieracie agentów, którzy szukają mężczyzn w damskich toaletach i nie potrafią nawet przeskoczyć przez sedes.

– Na pewno nie ci, bo tych sam wybierałem – odparł Krupkin. – Czterej nasi funkcjonariusze, wszyscy szkoleni w Nowogrodzie, a oprócz tego uciekinierzy z Anglii, Ameryki, Francji i Afryki Południowej. Wiedzą, że jeśli coś spieprzą, skończy się ich słodkie życie. Ja naprawdę chciałbym trafić do Biura Politycznego, a kto wie, czy nawet nie do Prezydium. Może wtedy wysłaliby mnie do Waszyngtonu albo Nowego Jorku.

– Gdzie mógłbyś zacząć naprawdę kraść – uzupełnił Conklin.

– Jesteś bardzo zepsuty, Aleksiej, do szpiku kości. Mimo to przypomnij mi po jakichś sześciu wódkach, żebym opowiedział ci o posiadłości, jaką dwa lata temu kupił w Wirginii nasz charge d'affaires. Oczywiście, płacił nie on, tylko bank jego kochanki. Teraz ktoś chce to od niego kupić za dziesięciokrotnie wyższą cenę.

– Nie wierzę w ani jedno słowo – oświadczył Bourne, podnosząc z ziemi torby.

– Znaleźliście się w zupełnie innym, wyrafinowanym świecie – roześmiał się Krupkin. – W każdym razie, z pewnego punktu widzenia.

Ruszyli w kierunku limuzyny.

– Mam jednak wrażenie, że niezależnie od punktu widzenia nie będziemy kontynuować tej rozmowy w samochodzie – ciągnął Rosjanin. – Aha, zarezerwowałem dla was apartament w hotelu Metropol na Prospekcie Marksa. Jest bardzo wygodny, a ja osobiście wyłączyłem wszystkie urządzenia podsłuchowe.

– Rozumiem, dlaczego to zrobiłeś, ale jakim cudem ci się udało?

– Jak dobrze wiesz, KGB najbardziej ze wszystkich rzeczy obawia się kompromitacji. Wyjaśniłem tajniakom z hotelu, że to, co by się ewentualnie nagrało, mogłoby okazać się nadzwyczaj kłopotliwe dla pewnych wysoko postawionych osób z Komitetu, a w konsekwencji wszyscy, którzy przesłuchaliby taśmy, mieliby zapewnione darmowe wakacje na Kamczatce.

Dotarli do samochodu. Lewe tylne drzwi otworzył kierowca ubrany w brązowy garnitur; identyczny w Paryżu nosił Siergiej.

– Tylko materiał jest ten sam – wyjaśnił po francusku Krupkin, dostrzegłszy zdziwione spojrzenia obu mężczyzn. – Krawiec, niestety, inny. Namówiłem Siergieja, żeby dał swój do przerobienia.

Hotel Metropol mieści się w starannie dziś odrestaurowanym, bogato zdobionym gmachu wzniesionym jeszcze przed rewolucją. Car, który często odwiedzał Paryż i Wiedeń przełomu wieków, lubił secesyjną architekturę.

Pomieszczenia są wysokie, ściany wykładane marmurami, a gobeliny i dywany wręcz bezcenne. Majestatyczne ściany i ozdobne żyrandole głównego holu zdają się spoglądać z pogardą na przemykających między nimi, skromnie ubranych ludzi. Gdyby mogły mówić, na pewno z najwyższą niechęcią wyrażałyby się o rządzie, który dopuścił do takiego sprofanowania eleganckich wnętrz. Dymitr Krupkin jednak z pewnością do profanów nie należał. Jego dostojna postać znakomicie pasowała do otoczenia.

– Towarzyszu! – zawołał sotto voce recepcjonista, kiedy trzej mężczyźni mijali jego stanowisko, kierując się do wind. – Jest do was pilna wiadomość – dodał, podążając ku niemu szybkim krokiem. Wcisnął Krupkinowi w dłoń złożoną kartkę papieru. – Polecono mi, żebym osobiście ją wam przekazał.

– Już to zrobiliście. Dziękuję wam. – Dymitr poczekał, aż mężczyzna oddali się na kilka kroków, po czym rozłożył kartkę. – Muszę natychmiast skontaktować się z placem Dzierżyńskiego – powiedział, odwróciwszy się do stojących tuż za nim Bourne'a i Conklina. – To wiadomość od jednego z moich komisarzy. Chodźmy, prędko.

Apartament, podobnie jak główny hol, należał nie tylko do innego czasu i innej epoki, ale nawet do innego kraju. Niezbyt dokładnie wykonane kopie oryginalnych elementów wyposażenia i nieco wyblakłe draperie nie psuły ogólnego wrażenia, zdawały się jedynie podkreślać rozmiary przepaści dzielącej przeszłość od teraźniejszości. Drzwi do dwóch sypialni znajdowały się po obu stronach sporego salonu. W skład jego umeblowania wchodził także bar o miedzianym blacie, zastawiony butelkami alkoholi, jakie niezmiernie rzadko można było zobaczyć na półkach moskiewskich sklepów.