Выбрать главу

– Dlaczego?

– Dlatego, że rzekomego sprawcę zastrzelono w ZSRR, a Moskwa z pewnością nie chce mieć z tą sprawą nic wspólnego… Nie, braciszku, ktoś zmusił TASS do podania tej informacji i jestem pewna, że spadnie tam za to sporo głów. Nie wiem, gdzie teraz jest Jason Bourne, ale nie mam ani cienia wątpliwości co do tego, że żyje. David dopilnował, żebym o tym wiedziała.

Peter Holland podniósł słuchawkę telefonu i połączył się z Charlesem Cassetem.

– Tak?

– Tu Peter.

– Miło mi to słyszeć.

– Dlaczego?

– Bo od jakiegoś czasu dostaję przez ten telefon same przykre, a nawet sprzeczne wiadomości. Przed chwilą rozmawiałem z naszym człowiekiem na Łubiance. Powiedział mi, że w KGB szaleją z wściekłości.

– Chodzi o informację TASS o Bournie?

– O nic innego. TASS i Radio Moskwa uznały, że jest zgoda na publikację, bo wiadomość nadeszła faksem z Departamentu Informacji wraz z poleceniem natychmiastowego rozpowszechniania. Kiedy wybuchł skandal, nikt się nie przyznał do tego, że ją nadał, i nie sposób ustalić, kto to właściwie zrobił.

– Co o tym myślisz?

– Nie jestem pewien, ale sądząc z tego, czego dowiedziałem się o Krupkinie, to może być w jego stylu. Teraz pracuje z Conklinem, a o ile znam świętego Aleksa, on przystałby z radością na taką akcję.

– To by się zgadzało z tym, co uważa Marie.

– Marie?

– Żona Bourne'a. Właśnie z nią rozmawiałem. Ma mocne argumenty. Twierdzi, że wiadomość stanowi tylko zasłonę dymną, i że jej mąż żyje.

– Zgadzam się z nią. Czy po to do mnie dzwonisz?

– Nie – odparł dyrektor CIA, nabierając głęboko powietrza. – Obawiam się, że dorzucę swój kamyczek do twojego stosu kłopotów i sprzeczności.

– Nie powiem, żebym był tym zachwycony. Co to jest?

– Numer telefonu w Paryżu, ten, który dostaliśmy od Henry'ego Sykesa z Montserrat, do kawiarni na nabrzeżu Marais.

– Tam, gdzie dzwoniło się do Kosa? Pamiętam.

– Ktoś wreszcie odpowiedział, a nasz człowiek poszedł za nim. Nie spodoba ci się to, co teraz powiem.

– Aleks Conklin zasłużył sobie na nagrodę dla Najwspanialszego Fiuta Roku. To on podsunął nam Sykesa, prawda?

– Zgadza się.

– Mów, co masz do powiedzenia.

– Wiadomość dostarczono do domu dyrektora Deuxieme Bureau.

– Boże! Musimy natychmiast zawiadomić francuski kontrwywiad!

– Nikogo o niczym nie będę zawiadamiał, dopóki nie otrzymamy jakiegoś sygnału od Conklina. Mam wrażenie, że jesteśmy mu przynajmniej tyle winni.

– Co oni tam wyprawiają, do diabła? – wykrzyknął sfrustrowany zastępca dyrektora. – Wystawiają sobie nawzajem fałszywe nekrologi? W Moskwie? Jeżeli tak, to po co?

– Jason Bourne wyruszył na polowanie – powiedział cicho Peter Holland. – Kiedy zabije zwierzynę, musi mieć zapewnioną drogę ucieczki z lasu… Postaw w stan pogotowia wszystkie stacje nasłuchowe wzdłuż granic Związku Radzieckiego. Hasło: zabójca. Trzeba go stamtąd wyciągnąć.

Rozdział 40

Nowogród. Powiedzieć, że jest to coś nieprawdopodobnego to mało. Już sam pomysł stworzenia takiego miejsca wydawałby się nieprawdopodobny. Nowogród był szczytem fantazji, iluzją doskonalszą od rzeczywistości, namacalną i pod każdym względem realną fantasmagorią. Usytuowano go na rozległym terenie wydartym nieprzebytym lasom rozciągającym się wzdłuż rzeki Wołchow. Od momentu, kiedy Bourne wyszedł z wydrążonego pod korytem rzeki tunelu, pilnowanego przez strażników i niezliczone kamery, znajdował się niemal bez przerwy w stanie szoku, zachowując jednocześnie zdolność chodzenia, obserwowania i myślenia.

Strefa amerykańska, przypuszczalnie tak samo jak wszystkie inne, była podzielona na wiele wyraźnie od siebie odseparowanych części, zajmujących od dwóch do pięciu akrów powierzchni każda. Jeden z fragmentów, usytuowany nad brzegiem rzeki, przypominał do złudzenia miasteczko w stanie Maine; inny, w głębi lądu, osadę gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych; jeszcze inny – zatłoczoną ulicę dużego miasta. Każdy fragment był całkowicie autentyczny, ze starannie odtworzonym ruchem pojazdów, patrolami policji, strojami, sklepami, kawiarniami, stacjami benzynowymi i makietami budynków. Niektóre z nich wznosiły się na dwa piętra w górę i były wykonane z elementów pochodzących z amerykańskich wytwórni. Równie ważny jak wygląd był język – obfitujący w idiomatyczne wyrażenia i w zależności od miejsca zabarwiony wpływami odpowiednich dialektów. Podczas swojej wędrówki Jason miał wrażenie, że przemierza wzdłuż i wszerz całe Stany; słyszał wokół siebie akcent Nowej Anglii, by już za chwilę znaleźć się na Środkowym Zachodzie, z jego charakterystyczną nazalizacją głosek, a zaraz potem zanurzyć się w rwącym strumieniu języka wielkich miast Wschodniego Wybrzeża. To było rzeczywiście nieprawdopodobne. Człowiek nie mógł w to uwierzyć, a jednocześnie musiał, co napełniało go podejrzeniami wobec samej rzeczywistości.

Podczas lotu otrzymał nieco podstawowych informacji od absolwenta Nowogrodu, którego Krupkin ściągnął na łeb na szyję z jego moskiewskiego mieszkania. Był to niski, łysiejący mężczyzna, chętny do współpracy i na swój sposób także zupełnie nieprawdopodobny. Gdyby jeszcze niedawno ktoś powiedział Bourne'owi, że uzyska informacje o najpilniej strzeżonych tajemnicach radzieckiego wywiadu od rosyjskiego agenta, mówiącego po angielsku z wyraźnym południowym akcentem, uznałby taką przepowiednię za całkowitą niedorzeczność.

– Cholera, ale mi brakuje tych przyjęć pod gołym niebem, a szczególnie żeberek z rusztu! Wie pan, kto je najlepiej przyrządzał? Pewien czarnuch, którego uważałem za mojego najlepszego przyjaciela, dopóki na mnie nie doniósł. Wyobraża pan sobie? Myślałem, że należy do radykałów, a tym czasem okazało się, że pracuje dla FBI. Prawnik, niech go gęś kopnie… Wymienili mnie w biurze Aeroflotu w Nowym Jorku. Nadal do siebie pisujemy.

– Zabawy dorosłych… – mruknął Bourne.

– Zabawy…? Tak, był nawet niezłym trenerem.

– Jak to?

– Po prostu. Prowadził małą drużynę z East Point. To tuż koło Atlanty. Nieprawdopodobne.

– Czy możemy skoncentrować się na Nowogrodzie?

– Jasne. Dymitr chyba powiedział panu, że jestem już właściwie na emeryturze, ale dorabiam sobie pięć razy w miesiącu jako instruktor.

– Powiedział, ale nie zrozumiałem, co ma na myśli.

– Wytłumaczę panu.

Dziwny Rosjanin mówił jak stary konfederat, ale dawał wyczerpujące wyjaśnienia.

Ludzie przebywający w każdej części Nowogrodu byli podzieleni na trzy kategorie: instruktorów, kandydatów i obsługę. Do tej ostatniej zaliczał się personel KGB, strażnicy i pracownicy techniczni. Fukcjonowanie ośrodka opierało się na bardzo prostych zasadach: kierownictwo codziennie ustalało plan szkolenia, osobno dla każdej części, a instruktorzy, zarówno pełnoetatowi, jak i zatrudnieni w niepełnym wymiarze godzin emeryci, prowadzili indywidualne i grupowe zajęcia, posługując się wyłącznie językiem i dialektem obowiązującym w danej części ośrodka. Porozumiewanie się po rosyjsku było surowo zabronione; instruktorzy często sprawdzali, czy kandydaci pamiętają o tym zakazie, wywrzaskując niespodziewanie rozkazy i obelgi w ojczystym języku. Żaden ze szkolonych mężczyzn nie miał prawa zareagować.