Выбрать главу

Jedzenie musiało jednak zaczekać. Miał pilniejsze sprawy, przede wszystkim nawiązanie kontaktu z Bernardine'em, a następnie sprawdzenie bezpieczeństwa hotelu Pont Royal. Wstał niepewnie z łóżka, pokonując odrętwienie kończyn. Przydałby mu się gorący prysznic, a potem chwila ćwiczeń, żeby rozruszać oporne ciało; jeszcze kilka lat temu doskonale obszedłby się bez tego. Wyciągnął z kieszeni portfel, wyjął z niego wizytówkę Bernardine'a i podniósł słuchawkę stojącego przy łóżku telefonu.

– Niestety, le canard nie miał żadnych gości – powiedział weteran Deuxieme Bureau. – Nie dostrzegł również żadnych myśliwych, co chyba należy uznać za pozytywną wiadomość.

– Dopiero wtedy, kiedy znajdziemy Panova. Kiedy ja go znajdę. Sukinsyny!

– Trzeba się liczyć z takimi rzeczami. Stanowią nieodłączną część naszej pracy.

– Do cholery, nie mogę powiedzieć, że trzeba się liczyć z takimi rzeczami i zapomnieć o Mo!

– Nie wymagam tego od pana, tylko przypominam o rzeczywistości. Pańskie uczucia są bardzo ważne, ale jej nie zmienią. Przepraszam, jeśli pana uraziłem.

– To ja przepraszam, że się uniosłem. Proszę mi wierzyć, to naprawdę nie jest zwyczajny człowiek.

– Rozumiem… Jakie ma pan teraz plany? Czego pan potrzebuje?

– Jeszcze nie wiem – odparł Bourne. – Wezmę samochód z garażu i za godzinę lub dwie powinienem wiedzieć coś więcej. Będzie pan w domu czy w biurze?

– Dopóki się pan nie odezwie, w domu, przy moim specjalnym telefonie. Ze względu na okoliczności wolałbym, żeby nie dzwonił pan do biura.

– Przyznam, że to dość dziwne życzenie.

– Nie znam teraz wszystkich, którzy tam pracują, a w moim wieku ostrożność jest często nie tyle nieodłącznym składnikiem męstwa, co jego substytutem. Poza tym, gdybym tak szybko zrezygnował z ochrony, o którą prosiłem, wywołałbym plotki na temat stanu mego umysłu… Do usłyszenia, mon ami.

Jason odłożył słuchawkę. Zwalczył pokusę, żeby podnieść ją ponownie i zadzwonić do hotelu Pont Royal; to był Paryż, miasto dyskrecji, gdzie recepcjoniści nigdy nie udzielali informacji przez telefon, zwłaszcza osobom, których nie znali. Ubrał się szybko, zszedł na dół, zapłacił za pokój i wyszedł na rue Gay Lussac. Na rogu znajdował się postój taksówek. Osiem minut później Bourne wkroczył do hotelu Pont Royal i podszedł do recepcjonisty.

– Je m 'apelle monsieur Simon – przedstawił się, podając dodatkowo numer swojego pokoju. – Wczoraj wieczorem spotkałem starą znajomą i zostałem u niej na noc – mówił dalej płynną francuszczyzną. – Nie wie pan, czy przez ten czas ktoś dzwonił do mnie albo chciał się ze mną widzieć? – Spoglądając znacząco na stojącego za ladą mężczyznę, Bourne wyjął z kieszeni kilka banknotów o wysokich nominałach. – A jeśli nie ze mną, to może z kimś bardzo do mnie podobnym?

– Merci bien, monsieur,… Rozumiem. Zapytam kolegę z nocnej zmiany, ale jestem pewien, że gdyby ktoś o pana pytał, zostawiłby mi wiadomość.

– Dlaczego jest pan tego pewien?

– Bo zostawił mi inną, także dotyczącą pana. Dzwoniłem do pańskiego pokoju od siódmej rano, jak tylko przyszedłem do pracy.

– Co to za wiadomość? – zapytał Jason, wstrzymując oddech.

– Zaraz panu przeczytam: "Niech zadzwoni do przyjaciela w Stanach. Telefonował całą noc". Zapewniam pana, że to prawda, monsieur. Ostatni telefon był nie dalej niż pół godziny temu.

– Pół godziny…? – Jason zerknął szybko na zegarek. – W Stanach jest teraz piąta rano… Powiada pan, że całą noc?

Recepcjonista skinął głową, ale Bourne już tego nie zauważył, bo ruszył szybkim krokiem w kierunku windy.

Na litość boską, Aleks, co się stało? Powiedzieli mi, że dzwoniłeś przez całą…

– Jesteś w hotelu? – przerwał mu Conklin.

– Tak.

– Więc idź do najbliższej budki i zadzwoń do mnie jeszcze raz. Pośpiesz się.

Znowu archaiczna, powolna winda; hol wypełniony gadającymi jeden przez drugiego paryżanami; rozpalona letnim słońcem ulica, kipiąca od nieprawdopodobnie intensywnego ruchu. Gdzie jest jakiś automat telefoniczny? Bourne szedł szybko w kierunku Sekwany, rozglądając się we wszystkie strony. Tam! Czerwona budka po przeciwnej stronie rue du Bac, o szybach zaklejonych kolorowymi plakatami.

Lawirując między trąbiącymi wściekle samochodami osobowymi i furgonetkami, przedarł się na drugą stronę ulicy, wpadł do budki, chwycił słuchawkę, włożył monetę i po kilkudziesięciu doprowadzających do szału sekundach straconych na wyjaśnienie panience z centrali międzynarodowej, że nie dzwoni do Austrii, został wreszcie połączony z miejscowością Vienna w stanie Wirginia.

– Dlaczego nie mogłem rozmawiać z hotelu? – zapytał gniewnie bez żadnych wstępów. – Przecież dzwoniłem stamtąd wczoraj wieczorem!

– Wczoraj było wczoraj, a dzisiaj jest dzisiaj.

– Masz jakieś wiadomości o Mo?

– Jeszcze nie, ale niewykluczone, że tamci popełnili błąd. Chyba dostaniemy tego wojskowego lekarza.

– Wyciśnijcie z niego wszystko!

– Z przyjemnością. W razie potrzeby odepnę protezę i będę nią okładał go po twarzy tak długo, aż zacznie mówić.

– Ale chyba nie dlatego dzwoniłeś do mnie przez całą noc?

– Nie, nie dlatego. Wczoraj spędziłem pięć godzin u Petera Hollanda. Poszedłem do niego zaraz po naszej rozmowie. Zareagował dokładnie tak, jak się spodziewałem, ale użył jeszcze cięższej artylerii.

– Chodzi o "Meduzę"?

– Tak. Uparł się, żebyś natychmiast wracał. Jesteś jedynym człowiekiem, który wie wszystko na ten temat. To rozkaz.

– Niech mnie pocałuje w dupę! Nie muszę słuchać żadnych jego rozkazów!

– Ale on może odciąć cię od wszelkiej pomocy, a ja nie będę w stanie nic zrobić. Po prostu nie dostarczy ci tego, czego będziesz potrzebował.

– Bernardine obiecał, że mi pomoże. Powiedział, że zorganizuje mi wszystko, co będę chciał.

– Bernardine ma ograniczone możliwości. Może powoływać się na stare długi, tak jak ja, ale bez dostępu do maszynerii nie na wiele ci się przyda.

– Powiedziałeś Hollandowi, że spisuję wszystko, co wiem, każde wydarzenie, którego byłem świadkiem, i odpowiedź na każde pytanie, jakie zadałem?

– A robisz to?

– Zrobię.

– Nie kupi tego. Chce cię osobiście przesłuchać, a zawsze powtarza, że nie można przesłuchiwać kartek papieru.

– Jestem już zbyt blisko Szakala! Nie zrobię tego. Cholerny, zakuty łeb!

– Wydaje mi się, że usiłował cię zrozumieć – odparł Conklin. – Zdaje sobie sprawę z tego, co przeszedłeś i co teraz przechodzisz, ale wczoraj o siódmej wieczorem sprawy się pokomplikowały.

– Dlaczego?

– Armbruster został zastrzelony przed swoim domem. Oficjalnie podano, że chodziło o próbę włamania, co oczywiście nie ma nic wspólnego z prawdą.

– Boże!

– Jest jeszcze kilka innych spraw, o których powinieneś wiedzieć. Przede wszystkim ujawniamy "samobójstwo" Swayne'a.

– Na litość boską, dlaczego?

– Żeby ten, kto go zabił, myślał, że już go nie szukamy, a także po to, by zobaczyć, kto pojawi się w ciągu najbliższego tygodnia.

– Na pogrzebie?