Выбрать главу

Jeśli jest piekło dla dziennikarzy, z pewnością znajdą się tam ci z nich, którzy zajmowali się Sabriną. Bez zastanowienia uznali, że jest taka sama jak jej matka, i albo wymyślali o niej najohydniejsze historie, albo prawdziwe zdarzenia przyoblekali w taki kształt. Ponieważ Sabrina była piękna i fotogeniczna, paparazzi uznali ją za łakomy kąsek. Jej zdjęcia, opatrzone erotycznym komentarzem, miały wysoką cenę. Pojawiały się też dłuższe artykuły, w których ze szczegółami opisywano jej domniemane lubieżne wyczyny.

Nikt, w tym również Kardal, nie zastanawiał się, jaka naprawdę jest Sabrina. Brukowi dziennikarze odnieśli wielki sukces: wykreowali postać, która wprawdzie nie istniała, lecz w powszechnym mniemaniu była nią księżniczka Sabra.

Z zamyślenia wyrwał ją Kardal.

– Masz coraz bardziej wściekłą minę. O czym teraz myślisz?

– Jako mój pan i władca uważasz, że również moje myśli należą do ciebie? – rzuciła zgryźliwie.

– To prawda, jestem twoim panem, ale nie jestem idiotą. Nie czuję się właścicielem twoich myśli, bo nie da się sprawdzić, czy wyznajesz mi prawdę. Po prostu pytam.

– To nie pytaj – burknęła. Przesunęła palcem wzdłuż blizny na lewym ramieniu Kardala. – Skąd ją masz? – Bardzo chciała zmienić temat.

– Pamiątka po bójce na noże. Miałem wtedy jedenaście lat i sam pojechałem na targ w Bahanii.

– Druga blizna jest pamiątką po samotnej wyprawie na pustynię. Lubisz szukać kłopotów, co?

– I często je znajduję. – Był zarazem rozbawiony, jak i wściekły.

– Wydawało mi się, że miałeś szczęśliwe dzieciństwo w Mieście Złodziei.

– W zasadzie tak, ale do furii doprowadzały mnie obyczaje i zasady obowiązujące w tym świecie. No i mój dziadek, choć mnie kochał, był bardzo surowy.

– Ciekawe, co myślał o niewolnictwie – mruknęła Sabrina.

– Nie pochwalał go.

– Jak rozumiem, w tej chwili przebywa daleko stąd – zadrwiła.

– Umarł przed pięcioma laty.

– Och, nie wiedziałam. Tak mi przykro. Musiał być mądrym władcą.

– To prawda. Uważam, że odszedł przedwcześnie, tyle miał planów… Dopóki żył, miałem więcej swobody. Byłem tylko następcą tronu, a teraz jestem władcą i spoczywa na mnie wielka odpowiedzialność.

– W Mieście Złodziei jest monarchia konstytucyjna? Jaka jest struktura władzy?

– Działa jedynie Rada Starszych jako ciało doradcze. Miasto jest monarchią absolutną.

– Takie już moje szczęście…

– Zawsze możesz odwołać się do mojej matki. Liczę się z jej zdaniem.

– Zła to chwila na taką apelację. – Wskazała na siebie i wannę. – Twoja matka z pewnością wyciągnęłaby mylne wnioski.

– Świetnie zrozumiałaby, o co mi chodziło – szepnął uwodzicielsko.

Sabrina poczuła dziwny dreszcz, ale zaraz się opanowała.

– Chętnie porozmawiam z twoją matką, ale gdy będę inaczej ubrana.

Kardal ujął jej dłoń i położył sobie na piersi.

– Wolałbym, żebyś wcale nie była ubrana. Chciałbym obejrzeć swoją zdobycz.

To, co powiedział, było obraźliwe i poniżające. Sabrina chciała krzyczeć i uciekać stąd jak najdalej. Zarazem jednak w jego słowach była magnetyczna siła, wobec której czuła się bezbronna. Bezwiednie przesunęła palcami po piersi Kardala…

W jego oczach zapłonął ogień, Sabrina zaś czuła, jak jej opór słabnie. Nie wiedziała jednak, co zrobić, jak się zachować, była bowiem kompletnie niedoświadczona w tej materii. Dotąd nawet nigdy nie całowała się z żadnym mężczyzną…

Kardal ujrzał w jej oczach ciekawość i lęk, pożądanie i zakłopotanie. Co jest? – pomyślał. Tak może reagować tylko dziewica, a przecież Sabrina była kobietą rozpustną, choć z uporem twierdziła, że jest niewinna.

Kłamała. Przecież wychowywała się w Los Angeles i żyła w sposób tam przyjęty. Bale, przyjęcia, kameralne imprezy, wypady we dwoje… mnóstwo mężczyzn, z którymi Sabrina romansowała. Tak o niej plotkowano i pisano, dodając mnóstwo pikantnych szczegółów.

Ziarno wątpliwości zostało jednak zasiane. Kardal musiał poznać prawdę. By to osiągnąć, postanowił poddać Sabrinę swoistemu testowi. Jedną ręką pogładził jej policzek, a drugą ujął dłoń, wciągnął ją pod wodę i położył na swym członku.

Odskoczyła jak oparzona. Jej twarz płonęła, wargi drżały.

– Nie zgadzam się! – krzyknęła z rozpaczą. – Nie zgadzam… – dokończyła cicho.

Być może i nie była dziewicą, ale z całą pewnością miała niewielkie doświadczenie. Nie można udawać rumieńca, a ten wyraz oczu… Sabrina wyglądała jak zaszczute, przerażone zwierzątko, które jednak woli zginąć, niż ulec przemocy.

– Podaj mi ręcznik, Sabrino.

Nawet nie drgnęła.

– Ręcznik leży przy kominku. Mogę sam po niego pójść, ale jestem nagi. – Kardal westchnął. – Więc chyba lepiej będzie, gdy mi go podasz, dopóki leżę w wodzie.

Sabrina, odwróciwszy głowę, podała mu ręcznik, którym Kardal po wyjściu z wanny owinął biodra. Potem pozbierał swoje ubranie i ruszył w stronę drzwi.

– Wieczorem zjemy razem kolację, Sabrino.

Nie planował tego, jednak coś się zmieniło. Musiał bliżej poznać księżniczkę Sabrę, która zdawała się całkiem inną osobą, niż dotąd sądził.

Siedzieli naprzeciw siebie przy małym stoliku.

– Naprawdę chodziłaś do szkoły dla dziewcząt?

– Naprawdę. – Oczy Sabriny wesoło rozbłysły. – Nie tylko ojcowie z krajów arabskich dbają o bezpieczeństwo swoich córek, bogaci Amerykanie postępują podobnie. Poza tym badania wykazały, że dziewczęta z żeńskich szkół osiągają lepsze wyniki w nauce.

– Nie o tym mówię. – Machnął ręką. – Nigdy nie słyszałem, że chodziłaś do takiej szkoły.

– I tak byś w to nie uwierzył – powiedziała cierpko. – Natomiast wierzyłeś bez zastrzeżeń, że co noc puszczałam się z innym facetem, brałam udział w różowych balecikach i tak dalej. Cóż, to dużo ciekawsze od prawdy.

Kardalowi wciąż było głupio, że bezkrytycznie uwierzył brukowcom, ignorował zaś to, co mówiła Sabrina. Teraz patrzył na nią, doznając wręcz zmysłowej przyjemności. Ulegając jej prośbie, pozwolił, by włożyła skromną, kobaltową sukienkę, długą do kostek, wysoko zapiętą pod szyją. Lecz miękko układający się jedwab jedynie osłaniał kuszące krągłości, nie kryjąc ich istnienia.

Sabrina rozpuściła długie włosy, które swobodnie opadły na ramiona. Kardal chciałby zanurzyć w nich dłonie, przekonać się, jak bardzo są miękkie i puszyste.

– Nie żyłaś więc na modłę rozpustnych kobiet z Zachodu? – Kardal sięgnął po truskawkę do misy stojącej między nimi na stoliku.

Sabrina ciężko westchnęła.

– Wszystkie te bzdury o mnie i o mężczyznach wymyślili dziennikarze, którzy uznali, że jestem taka sama jak matka.

– To znaczy?

– Mama była, i nadal jest atrakcyjną kobietą, do tego bogatą. Od kiedy przyjechałyśmy do Stanów, wciąż otaczają ją liczni mężczyźni. Matka preferuje krótkie romanse, nigdy po raz drugi nie wyszła za mąż, czego bardzo pragnęłam, marzyłam bowiem o normalnym, stabilnym domu. Jednak matka powiedziała mi kiedyś, że była już mężatką i wystarczy, bo to było okropne. Rodzice po prostu się nienawidzili. Gdy byłam z matką, nie wolno mi było wspominać ojca, on z kolei zabraniał mi mówić o matce.

– To musiało być dla ciebie trudne.

– Ani ojciec, ani matka specjalnie się mną nie przejmowali i szybko zrozumiałam, że mogę liczyć tylko na siebie. Mama też tak uważała. Chciała, bym jak najszybciej się usamodzielniła. Kiedy skończyłam czternaście lat, stwierdziła, że powinnam znaleźć sobie faceta i zacząć dorosłe życie. „Jesteś ładna, bogata, korzystaj z życia. Tylko raz jest się młodym".