Выбрать главу

– Mówiłeś, że czekasz, aż ojciec zapłaci za mnie okup. Pomyślałam więc, że jeśli z nim porozmawiam… Myślałam, że będzie się o mnie martwił, ale myliłam się. Nie wiem, co ci obiecał, ale wygląda na to, że nie zamierza za mnie zapłacić. Powiedział, że wcale go nie dziwi pośpiech, z jakim chcesz się mnie pozbyć, i że nie ma zamiaru przyjąć mnie z powrotem. Mam zostać w Mieście Złodziei i to ma być dla mnie nauczka.

Sabrina znów zaczęła płakać. Kardal zaklął pod nosem i mocno ją przytulił.

Uznał, że król Hassan paskudnie potraktował swoją córkę, chłodno i obojętnie. Nie miał do tego prawa, choćby nie wiedzieć jak mocno był nią rozczarowany. Ale przecież Hassan miał mnóstwo okazji, by dobrze poznać Sabrinę i dowiedzieć się, jaka jest naprawdę. Lecz nie wykorzystał tego.

Oczywiście musiał wiedzieć, że to, co pisały o niej gazety, nie było prawdą. Jednak Kardalowi chodziło o coś więcej. Hassan był pewien, że jego córka jest pusta, głupia i postrzelona. Miał ją za kobietę kompletnie bezwartościową.

– Czego jego zdaniem miałabym się tutaj nauczyć? Czy ojciec chce, żebym się nauczyła, jak być dobrą niewolnicą? – Sabrina pokręciła głową. – Przecież jestem jego rodzoną córką. Dlaczego to się dla niego nie liczy?

– Obaj nasi ojcowie to idioci – oświadczył Kardal. – Ktoś powinien popracować nad ich charakterami.

Sabrina wreszcie lekko się uśmiechnęła.

– Zawsze wiedziałam, że mu na mnie nie zależy. Liczyli się tylko moi bracia i oczywiście koty. Próbowałam się z tym pogodzić, ale to zawsze boli tak samo.

Gdy Kardal odgarnął włosy z jej twarzy, rude loki owinęły się wokół jego palców. Przesunął kciukami po policzkach Sabriny, ocierając łzy.

– Król Hassan nie wie, jak wiele stracił przez to, że nie chciał cię lepiej poznać. Minął zaledwie tydzień, a ja już wiem, że prasa napisała o tobie same kłamstwa. Wiem też, że jesteś inteligentna i uparta. Choć brak ci rozrywek, nie narzekasz z powodu pobytu w mieście. Dobrze znasz i rozumiesz historię naszych krajów. Nauczyłaś się nawet języka starobahańskiego.

– Niezbyt dobrze, jak widziałeś.

– A ja nie znam go w ogóle. – Uśmiechnął się. Sabrina spojrzała na niego ciepło.

– Dziękuję ci. Ani moi rodzice, ani bracia nie potrafią tak ze mną rozmawiać. Twoje słowa wiele dla mnie znaczą. Niestety moja rodzina, a szczególnie ojciec, ma inną opinię o mnie. Gdyby wyżej mnie cenił, być może nie zaręczyłby mnie z mężczyzną, którego nawet nie widziałam na oczy.

Kardal zesztywniał.

– Czy teraz, jak do niego zadzwoniłaś, rozmawialiście o zaręczynach?

– Nie. – Sabrina wysunęła się z jego objęć i wzruszyła ramionami. – Bo o czym tu rozmawiać? Mądry król zdecydował, głupia księżniczka ma się słuchać. A przecież tu chodzi o moje życie! Jak mam polubić, nie mówiąc już o miłości, człowieka, którego poznam w dniu ślubu. Wszystkim ludziom wolno marzyć o szczęściu i do niego dążyć, lecz mnie to jest odebrane. – Zamrugała, by powstrzymać napływające do oczu łzy. – Mam poślubić starego, odrażającego dziada z trzema żonami.

– Księcia trolli – mruknął Kardal.

– Tak, obrzydliwy książę trolli. – Wzdrygnęła się.

– Twój ojciec nie zgodziłby się na taki związek.

– Wręcz przeciwnie, już to zrobił. Z tego małżeństwa mają wyniknąć jakieś korzyści polityczne dla Bahanii, a moje szczęście nie ma żadnego znaczenia.

Siedziała pośrodku łóżka, wyprostowana, z uniesioną głową. Mimo zapuchniętych oczu i wilgotnych od łez policzków, biła z niej prawdziwie książęca godność i duma.

Chciał wyznać Sabrinie, że los, który ją czeka, nie będzie aż tak okropny. Jej przyszły mąż ani nie ma żon, ani nie jest stary. Lecz Kardal nie był jeszcze gotowy, by zdradzić jej prawdę. Musiał być całkiem pewien.

– Wszystko, czego pragnęłam, to znaleźć kogoś, komu będzie na mnie zależało. Kogoś, dla kogo będę ważna, i kto będzie lubił przebywać ze mną – powiedziała cicho. – Nikt nigdy mnie nie chciał, nigdy nikomu nie byłam potrzebna. Ani moim rodzicom, ani moim braciom. Nikomu.

Mógłby teraz wyznać, jak bardzo jej pragnie, lecz nie zrobił tego. Sabrinie chodziło nie o fizyczne pożądanie, lecz o uczucia. Musiał się z tym liczyć, choć zarazem nie pojmował, dlaczego kobietom tak bardzo zależy na miłości. Nie rozumiały, że wzajemny szacunek i wspólne cele są dużo ważniejsze.

– Poza tym mamy dwudziesty pierwszy wiek i małżeństwa kontraktowe są barbarzyństwem – powiedziała.

– A jednak takie związki wciąż się zdarzają. Jesteś księżniczką i masz obowiązki wobec królewskiego rodu.

– Szkoda tylko, że to działa w jedną stronę – powiedziała z goryczą. – Wiesz, jak traktuje mnie moja rodzina. A teraz nagle żąda się ode mnie, bym dla interesu politycznego zrezygnowała ze szczęścia i wyszła za jakiegoś wstrętnego dziada.

– Hm, tak… – mruknął Kardal.

– A ty? Poddałbyś się bez walki?

– Oczywiście. Tradycja nakazuje, żeby małżeństwo władcy przynosiło korzyści jego ludowi.

– Nie mówisz poważnie! Naprawdę zgodziłbyś się na takie małżeństwo?

– Tak, ale nie zrobiłbym tego w ciemno. Najpierw spotkałbym się z narzeczoną, by się przekonać, czy nasz związek okaże się konstruktywny i czy zaowocuje wieloma synami.

– Co takiego? Chciałbyś mieć pewność, że przyszła żona urodzi ci samych synów? Przecież płci dziecka, o ile mi wiadomo, nie da się ani przewidzieć, ani tym bardziej zaprogramować.

– Oczywiście masz rację. Mówiąc o konstruktywnym związku, miałem na myśli nie tylko zapewnienie sukcesji tronu. Potrzebuję kobiety, która stanie u mego boku i udźwignie ciężar władzy. Która zrozumie potrzeby mojego ludu, przystosuje się do życia w Mieście Złodziei i stanie się jego częścią.

– Gdybym miała taką szansę… – Sabrina zamyśliła się na chwilę. – Gdyby ktoś mi zaproponował takie małżeństwo, pewnie umiałabym zrezygnować z marzeń o innym życiu, bo zyskałabym szczytny cel. Lecz nie mam na to szans. Tobie dostanie się księżniczka z bajki, a mnie wpycha się do łoża wstrętnego księcia trolli. – W jej oczach pojawił się bunt. – To nie w porządku. Dlaczego ojciec szykuje mi taki los?

– Może książę trolli nie jest takim potworem? – Im lepiej poznawał Sabrinę, tym bardziej go pociągała. W każdej chwili mógł wyznać jej prawdę, wtedy inaczej spojrzałaby na swą przyszłość, na razie nie chciał jednak, by łączące ich relacje uległy drastycznej zmianie.

– Uważasz więc, że powinnam spełnić powinność wobec mojego kraju i zgodzić się na te nieszczęsne zaręczyny?

– To twój obowiązek.

– Po prostu obowiązek? Bez względu na okoliczności? Moje dobro w ogóle się nie liczy? Nic się nie liczy, tylko obowiązek? – Sabrina była coraz bardziej wzburzona.

– Ja zgodziłbym się na takie małżeństwo.

– Posłuchaj uważnie. Przed laty król Givon, by wypełnić swój obowiązek, przybył do Miasta Złodziei. Wykonał swoje zadanie, spłodził ciebie. Tak jak ty uważał, że obowiązek nade wszystko.

Kardal chciał zaprotestować, jednak zabrakło mu słów. Wiedział, że Sabrina ma rację.

– Wezmę to pod uwagę. – Potrzebuję jednak trochę czasu, by pogodzić się z myślą, że odwrócił się plecami do swojego syna.

– Wiem, jakie to dla ciebie trudne. – Dotknęła jego dłoni. – Znam ból odrzucenia. Uważam jednak, że król Givon powinien być dumy z takiego syna. Jeśli nie chce cię znać, to jest idiotą.

– Dziękuję. – Delikatnie dotknął jej policzka. – Cenię sobie twoje zdanie i to, że potrafisz mnie zrozumieć. Przykro mi, że twoi rodzice tak cię traktowali. Zasługujesz na dużo więcej.