– Na bazę lotniczą wystarczy nam jedno popołudnie – wyjaśnił Rafe. – Jeśli zaś chodzi o centrum ochrony, możemy tam pójść w każdej chwili. Godzina będzie aż nadto, by z grubsza wszystko objaśnić. Sabrino, jakoś to umieść w harmonogramie.
Kardal miał jeszcze bardziej niepewną minę, natomiast Sabrina była bliska furii.
– A więc centrum dowodzenia znajduje się w zamku – stwierdziła lodowato.
– Oczywiście, że w zamku. – Rafe wzruszył ramionami.
– Pozwól, że zgadnę. – Sabrina odwróciła się do Kardala. – W centrum jest prąd, komputery, faksy, telefony i dostęp do Internetu.
– Chciałem ci o tym powiedzieć – mruknął niepewnie.
– Kiedy?! Jak już mnie tu nie będzie?
– Wcale nie. Na początku rzeczywiście nie chciałem, żebyś o tym wiedziała, a później zwyczajnie zapomniałem. – Wreszcie podniósł wzrok. – Jestem Księciem Złodziei, a ty jesteś moją niewolnicą i nie masz prawa mnie wypytywać. W obrębie tych murów moje słowo jest prawem.
– Ty wstrętny draniu! – wrzasnęła. – Trzymałeś mnie w pokoju, w którym nie ma nawet bieżącej wody, jak jakąś czternastowieczną nałożnicę. Czy zdajesz sobie sprawę, że…
Urwała, poczuwszy na sobie intensywny wzrok zgromadzonych osób. No tak, użyła słowa „nałożnica". Sabrina gwałtownie się zaczerwieniła.
Starała się zapomnieć, co trzy dni temu zaszło między nią a Kardalem. Aż do tej pory uważała, że całkiem dobrze sobie z tym poradziła, choć co prawda nocami przychodziły dziwne sny i czasami zdarzało się jej zamyślić, coś jej się z czymś kojarzyło, powracały niechciane wspomnienia. W obecności Kardala też nie zawsze zachowywała wewnętrzny spokój. Poza tym jednak nic się nie zmieniło, jakby tamto wydarzenie nie miało miejsca.
– A więc to tak – odezwała się w końcu Cala, patrząc na syna. – Czy jest coś, o czym chciałbyś mi powiedzieć?
– Nie. – Kardal bez śladu zakłopotania odwrócił się do Sabriny. – Miałem zamiar powiedzieć ci o zmodernizowanej części zamku, tyle się jednak ostatnio działo, że zapomniałem. Jak rozumiem, chciałabyś się przenieść do pokoju o bardziej współczesnym wyposażeniu?
– Moja komnata mi się podoba, poza tym jest w niej wspaniały księgozbiór. Chciałabym jednak zyskać dostęp do prawdziwej łazienki.
– Oczywiście. Adiva wszystko ci objaśni. A teraz wracajmy do wizyty króla.
– Jak długo król zostanie w mieście? – zapytała Sabrina.
– Nie jestem pewna – powiedziała wyraźnie zdenerwowana Cala. – Myślę, że kilka dni. Wydaje mi się też, że nie ma potrzeby wydawać oficjalnego przyjęcia z okazji jego wizyty. Wystarczy zwykła kolacja z kilkoma najbliższymi przyjaciółmi.
Kardalowi wyraźnie nie spodobała się ta sugestia. Sabrina wiedziała, w czym rzecz. Kameralna kolacja, w przeciwieństwie do oficjalnego przyjęcia, stworzy okazję do swobodnej rozmowy. Tematem, który pojawi się w sposób naturalny, będą powody, dla których Givon zostawił Kardala i Calę, oraz dlaczego nie uznał nieślubnego i syna. Choć Kardal wolałby, by do takiej rozmowy nigdy nie doszło, tak czy inaczej jest ona nieunikniona.
Sabrina zadumała się. Kilka razy widziała króla Givona, słyszała też o nim co nieco. Wydawał się człowiekiem przyzwoitym i mądrym, surowym, ale nie okrutnym. Dlaczego więc tak okropnie zachował się wobec Cali i Kardala? Powinni to sobie wyjaśnić bez świadków. Sabrina spojrzała po zebranych.
– Może pierwszego wieczoru zjecie kolację w rodzinnym gronie? Jak myślisz, Cala, tylko ty, król Givon i Kardal?
– To dobry pomysł… – Spojrzała na syna. – Oczywiście Rafe i Sabrina też powinni w tym uczestniczyć.
Sabrina wiedziała, w jak bardzo niezręcznej i pełnej napięcia atmosferze przebiegać będzie ta kolacja, jednak ze względu na Kardala chciała wziąć w niej udział.
– Jadłospis przedyskutuję z kucharzem, natomiast co z programem artystycznym? Proponowałabym raczej ciche tło muzyczne, a nie prawdziwe występy.
Jeszcze jakiś czas omawiali pozostałe szczegóły, ale już bez Kardala, który siedział zamyślony i wyraźnie nieobecny duchem. Widać było, jak bardzo przeżywa zbliżającą się wizytę ojca.
Na koniec Cala powiedziała:
– Tak więc z grubsza już wiemy, jak będzie przebiegać wizyta króla Givona. – Mimo że udawała zadowolenie, tak naprawdę była mocno zaniepokojona. – Cieszysz się, Kardal?
Sabrinie się zdawało, że wręcz czyta w jego myślach. Był wściekły i zdenerwowany, lecz ze względu na matkę starał się hamować emocje. Wiedział, że sytuacja jest wystarczająco trudna.
– Tak, bardzo się cieszę, mamo.
Otworzył drzwi. Jako pierwsza wyszła Cala. Rafe wyraźnie zwlekał z opuszczeniem sali, jednak gdy Kardal coś mruknął do niego, też wyszedł. Sabrina i książę zostali sami.
– Dobrze się czujesz? – spytała, zbierając swoje notatki.
Kardal w milczeniu podszedł do okna i przywołał do siebie Sabrinę.
– Spójrz na ten ogród. Jest piękny, prawda?
– Znakomicie wystylizowany na ogród francuski.
– Coś więcej. Jest wierną kopią osiemnastowiecznego ogrodu otaczającego pałac pewnego francuskiego księcia.
– Osiemnasty wiek zakończył się niezbyt łaskawie dla francuskiej arystokracji. – Sabrina przyglądała się ławkom i starannie przyciętym krzewom.
– Na zlecenie Księcia Złodziei zrobiono dokładny plan tamtego ogrodu i rozpoczęto prace na pustyni. Kiedy kopia była gotowa, francuski właściciel oryginału zginął pod gilotyną. Teraz w jego pałacu mieści się szkoła, a ogród stał się atrakcją turystyczną. – Dotknął ręką szyby. – Marnujemy na ten ogród za dużo wody, lecz nie potrafię go zlikwidować. A przecież to czyste szaleństwo, coś takiego wśród gorących piasków.
– Jestem zaskoczona, że upał tego nie zniszczył.
– Zniszczyłby, ale w najgorszy skwar ogrodnicy rozpinają nad ogrodem ochronne płachty. Strata czasu, wody i pieniędzy. Po drugiej stronie zamku był kiedyś angielski labirynt. Wyhodowanie żywopłotów na odpowiednią wysokość trwało pięćdziesiąt lat.
– Ale już ich nie ma?
– Podczas drugiej wojny światowej mieliśmy na głowie ważniejsze sprawy niż pielęgnacja żywopłotu. Teraz na jego miejscu jest park, a jego utrzymanie wewnątrz murów jest dużo łatwiejsze.
– Niezwykły świat, niezwykły zakątek to Miasto Złodziei. – Sabrinę uderzyła myśl, że od tego magicznego, wręcz nierealnego miejsca jest zaledwie kilkaset kilometrów od stolicy Bahanii.
– Mam nadzieję, że ci się u nas podoba.
– Och tak! – Uśmiechnęła się. – Choć nadal uważam, że powinieneś zwrócić część skarbów ich prawowitym właścicielom.
Kardal zbył tę uwagę machnięciem ręki, a potem oparł dłoń na ramieniu Sabriny. Bardzo jej się to spodobało i zaraz pomyślała o całowaniu. Tak, bardzo chciałaby się całować. Natomiast tamte śmiałe pieszczoty starała się wyprzeć z pamięci. Na myśl o nich z miejsca się denerwowała.
– Powinienem był ci powiedzieć, że w zamku jest prąd i bieżąca woda. Jeśli chcesz, możesz się przenieść do innego pokoju.
– Mówiłam już, że podoba mi się moja komnata. – Przechyliła głowę. – Poza tym jestem przecież twoją niewolnicą, a niewolnicy nie mają nic do gadania w takich sprawach jak wybór pokoju, w którym mają mieszkać.
Kardal przesunął dłonią wzdłuż jej ramienia, potem dotknął ciężkiej, złotej bransolety, która była dowodem, że Sabrina jest jego własnością.
– Jesteś moją niewolnicą? – zapytał miękko, a jego oczy rozbłysły.
Co oznaczał ten błysk? Mimo że często czytała w myślach Kardala, teraz jednak stanęła przed zagadką. Niepokojącą, onieśmielającą męską zagadką.
– Przecież noszę bransolety – mruknęła wymijająco.