– Życie nomadów musi być bardzo ciężkie i niebezpieczne.
– Pustynia nie toleruje słabości ani głupoty. – Spojrzał na nią. – Szanuje jednak tych, którzy znają rządzące nią prawa, i ja się ich nauczyłem od dziadka i innych ludzi. Zanim skończyłem osiem lat, umiałem już odnaleźć drogę na pustyniach El Baharu i Bahanii. – Wskazał na północ. – Zobacz, tam są pola naftowe. Przyjrzyj się dobrze, to zobaczysz szyby.
– Tak, widzę.
– To jedno z wielu naszych pól naftowych. Ostrożnie korzystamy z bogactw pustyni. Nie pozwalamy na rabunkowe wydobycie, bo to może zachwiać ekosystemem, chcemy też, by z tych dóbr korzystały również następne pokolenia. Ale naszym największym zagrożeniem są terroryści, przeciwko którym stworzyliśmy cały system bezpieczeństwa. Po wojnie w zatoce mnóstwo szybów płonęło przez wiele miesięcy, zanim w końcu udało się je ugasić. Nie chcę, żeby coś takiego zdarzyło się na mojej ziemi.
Sabrina w ostatniej chwili ugryzła się w język. Przecież ta ziemia nie była jego własnością, należała bowiem do dwóch sąsiadujących ze sobą krajów, natomiast Kardal był władcą, i to jako poddany króla Hassana, jedynie Miasta Złodziei. Lecz w praktyce wyglądało to inaczej. Ani król Givon, ani jej ojciec nie byli w stanie kontrolować bezkresu pustyni, dlatego godzili się, by Kardal, wzorem swych książęcych przodków, sprawował na tych obszarach niepodzielne rządy, realizując jednak politykę uzgodnioną z Bahanią i El Baharem. To trójprzymierze funkcjonowało od niepamiętnych czasów z korzyścią dla wszystkich stron.
– Być może nadszedł czas, abyś zmienił swój tytuł. Przecież nie jesteś już Księciem Złodziei, tylko Księciem Nafty.
– Książę Nafty porwał księżniczkę Sabrę? Brzmi okropnie. A jak powiemy to samo o Księciu Złodziei…,
Wyglądał naprawdę groźnie i dziko. Sabrina wiedziała, że miał przy sobie pistolet i nóż, bowiem na pustyni pojawiają się różni ludzie.
– O czym myślisz? – zapytał Kardal.
– O swojej głupocie. Wyruszając samotnie na poszukiwanie Miasta Złodziei, postąpiłam, delikatnie mówiąc, lekkomyślnie.
– Gdybyś jednak tego nie zrobiła, nigdy bym cię nie znalazł i nie uczynił swoją niewolnicą.
– Komu radość, komu smutek – mruknęła zjadliwie. – Zdjęła chustę z głowy, by poczuć wiatr. – Gdzie zamierzasz umieścić bazę lotniczą?
Kardal milczał przez chwilę, dobitnie dając do zrozumienia, że wcale nie musi z nią o tym rozmawiać. Gdy nabrał pewności, że Sabrina pojęła aluzję, łaskawie rzekł:
– Główna baza powstanie w Bahanii, ale na całej pustyni zbudujemy mniejsze bazy i polowe lotniska, które w każdej chwili będzie można uruchomić. Twój brat, książę Dżefri, zarządza u was tym projektem.
– Być może. – Wzruszyła ramionami. – Nikt nie wtajemnicza mnie w takie sprawy. Przecież kobiety są zbyt głupie, by zrozumieć jakąkolwiek poważniejszą dyskusję.
– Najwyraźniej żaden z twoich braci nie spędził w twoim towarzystwie zbyt wiele czasu.
– Najwyraźniej. – Utkwiła wzrok w bezkresie pustyni. – Odwieczne pustkowie, odwieczna cisza, i nagle pojawią się odrzutowce…
– Znamię czasu.
– Oczywiście. Od tego się nie ucieknie. Czy w Mieście Złodziei będą stacjonować lotnicy?
– Raczej nie. Ulokuje się ich w bazach, okresowo przebywać też będą na polowych lotniskach. W każdej chwili musimy być gotowi na atak.
– Jest jakieś konkretne zagrożenie?
– Nic nam o tym nie wiadomo, ale działamy w myśl zasady: chcesz pokoju, szykuj wojnę.
– Czyli klasyczna metoda odstraszania… Jak rozumiem, to Rafe ma się zająć koordynacją całego przedsięwzięcia.
– Tak.
– Dlatego, że mu ufasz?
– Mam ku temu powody.
– Ponieważ mu ufasz, zyskał majątek i wpływy. Ale jakoś nie pasuje mi na szejka ubranego w galabiję. Już raczej…
Kardal chwycił Sabrinę za włosy i mocno przytrzymał.
– Uważaj – warknął. – Pilnuj się. – Zmusił ją, by pochyliła głowę w jego stronę. – Daję ci trochę swobody, bo taką mam fantazję, a nie dlatego, że jesteś wolna. Wciąż jesteś moją niewolnicą. Wszyscy mężczyźni w mieście, w tym Rafe, zostali o tym ostrzeżeni. – Prawie nie panował nad sobą. Złość wprost biła od niego.
– Do diabła, co się z tobą dzieje?! – zawołała. – Zadałam jedno proste pytanie. – Nie bała się Kardala, choć na pewno tego chciał, a rozsądek to nakazywał.
– Pytałaś o innego mężczyznę – syknął.
– I co z tego? – Nie zamierzała się tłumaczyć, bo to byłby absurd.
– Nie wolno ci tego robić.
– Słucham? – Jednak musiała mu to wyjaśnić jak dziecku. – Mam nie rozmawiać o niczym, co ma związek z innymi mężczyznami, oczywiście poza niejakim Kardalem? Mówiliśmy o bazach lotniczych, a Rafe jest oficerem, który się nimi zajmuje. To wszystko.
Puścił jej włosy.
– Rozumiem… A jednak to nie wszystko. Rafe jest Amerykaninem i wiele kobiet twierdzi, że jest atrakcyjny.
– I co z tego? – spytała zaczepnie.
– Sabrino…
– Posłuchaj, Kardal, gdybym chciała zainteresować się Rafe'em, już bym to zrobiła. W ogóle mogłabym zrobić mnóstwo rzeczy, gdybym tylko chciała, bo nie jestem twoją niewolnicą, znajduję się tylko w niewoli. – Spojrzała na niego ostro. – Rozmawialiśmy już o tym. Mogę odejść, kiedy zechcę, bo sam wiesz, że ten absurd nie może trwać wiecznie.
– Nadal jesteś moja – warknął.
– Mów sobie, co chcesz, ale najpierw wysłuchaj, co mam do powiedzenia. Rafe mnie nie interesuje. Nie należę do kobiet, które szukają łatwych okazji. Nie bawię się w męsko-damskie podchody. Zawsze tego unikałam. Postępuję tak, bo tego chcę, a nie dlatego, że jakiś szalony nomada szarpie mnie za włosy. – Jej wściekłość rosła z każdym słowem.
– Zmieńmy temat – powiedział szorstko.
– A niby dlaczego? – Chciała się kłócić. Chciała, by przyznał jej rację i przeprosił za swoje zachowanie.
– Bo tak chcę – warknął.
– Wstrętny arogant – mruknęła… i uśmiechnęła się pod nosem.
Cóż, zazdrość Kardala, choć wyrażona w dziki czy też prostacki sposób, miała jednak swój urok nawet dla subtelnej księżniczki Sabry.
Zbliżając się wieczorem do komnaty Sabriny, Kardal był wzburzony i niespokojny. Ostatnio tak się czuł w początkach swej amerykańskiej edukacji, kiedy musiał dostosować się do kompletnie obcego otoczenia. I oto po latach znów wróciło to okropne uczucie: świadomość przymusu i pragnienie robienia czegoś zupełnie innego, niż się robić musi.
Oto czekała go kolacja z narzeczoną. Będą blisko siebie, dotkną się nawet nieraz, lecz to, czego naprawdę pragnie, czyli seks, jest zabronione.
Kiedyś myślał, że być może jakoś dogada się z przyszłą żoną, ustalą dogodne reguły współżycia, ale to było wszystko, na co liczył. Lecz okazało się, że pragnie jej i tęskni za nią. Marzył o niej na jawie i w snach, jej obraz mącił myśli, odbierał zdrowy rozsądek. A przecież chodziło tylko o kobietę!
Znał je, wszak zaproszenie do łoża Księcia Złodziei odbierały jako zaszczyt i gościł ich wiele u siebie. Jednak wzorem dziadka nie nadużywał tego przywileju, wybierając kobiety chętne i doświadczone. Młode wdowy, które bez żalu pochowały niekochanego, wybranego przez rodziców męża, lub wykształcone na Zachodzie rozwódki, które nudziły się w Mieście Złodziei, nadawały się do tego celu najlepiej. Nie stwarzały problemów, kontentowały się cennym upominkiem i czekały na następne zaproszenie. Natomiast Kardal nigdy nie wybierał ani kobiet zamężnych, ani niewinnych dziewcząt. Książę Złodziei szanował dziewice.
A Sabrina jest dziewicą. Co z tego, że jej pragnął? To dla niego owoc zakazany. Taka sytuacja była dla niego nowa i wyjątkowo nieprzyjemna.