Выбрать главу

– Och! – Sabrina nagle coś pojęła. Usłyszała historię miłości, która nie miała szans na szczęśliwe zakończenie. Młoda, niewinna dziewczyna zakochała się w mężczyźnie, którego nie mogła mieć dla siebie. Przecież to o mnie, pomyślała w panice. Do tej chwili nawet nie próbowała nazwać tego, co działo się w jej sercu. Lecz teraz już wiedziała. Jak i to, że dla Kardala i dla niej ta sytuacja jest niezwykle groźna.

– Jeden miesiąc zamienił się w dwa – mówiła dalej Cala. – Wiedziałam, że jestem w ciąży, ale zataiłam to, bo nie chciałam, by Givon wyjechał. – Uśmiechnęła się, mimo że w jej oczach błyszczały łzy. – Okazało się, że wszystkiego się domyślił, lecz milczał, bo też się we mnie zakochał. – Cala z westchnieniem opadła na fotel. – Aż wreszcie wyznaliśmy sobie nasze uczucia. Byłam taka szczęśliwa. Givon mnie kochał, jak więc mógłby mnie opuścić. Wmówiłam sobie, że wszystko jakoś się ułoży. Nie zastanawiałam się, że on ma swoje królestwo i rodzinę. Myślałam tylko o nim, o mężczyźnie, który stał się dla mnie całym światem.

– A jednak odszedł. Co się stało?

– Jego żona przyjechała do Miasta Złodziei. Przywiozła ze sobą chłopczyka, którego dopiero co urodziła. „Opuścisz nas wszystkich?" – zapytała i włożyła niemowlę w jego ramiona. Stałam w korytarzyku i słyszałam jej słowa. Widziałam niezdecydowanie w oczach Givona i widziałam chwilę, w której dokonał wyboru. Wybrał swoją żonę, nie mnie. – Spojrzała na Sabrinę. – Wpadłam we wściekłość. Oskarżyłam go, że się mną bawił, że mnie oszukał. Zarzuciłam mu, że nigdy mnie nie kochał. – Westchnęła smutno. – Zachowałam się głupio i okrutnie. Byłem jednak bardzo młoda i bez pamięci zakochana. Wykrzyczałam mu w twarz, że jeśli wyjedzie, to nigdy więcej nie chcę go już widzieć. Złamał mi do reszty serce, gdy przyznał mi rację. Że tak będzie dla wszystkich najlepiej. Że ten romans, gdyby nadal trwał, zniszczyłby nas oboje. – Cala zamknęła oczy. – Zranione serce, zraniona duma to źli doradcy. W porywie gniewu zabroniłam Givonowi widywać jego syna. Bo czułam, że to będzie syn… Zmusiłam go, by przysiągł, że nigdy się nie zbliży do domu naszego dziecka. – Cala uśmiechnęła się smutno. – Widzisz więc, że mam wiele grzechów do odpokutowania. To moja wina, że przez te wszystkie lata Givon trzymał się z daleka od Kardala. Zniszczyłam mu małżeństwo, odebrałam syna. Co z tego, że upłynął długi czas, skoro rany nadal są niezaleczone… Co mam mu teraz powiedzieć?

– Nie wiem… Wiem tyle, że nie miałaś żadnego wpływu na to, co się stało. Przecież nie próbowałaś go uwodzić, nie planowałaś, że odbijesz go żonie. To twój ojciec zaprosił Givona do Miasta Złodziei, a on się na to zgodził. Byłaś pionkiem w tej rozgrywce, o niczym nie decydowałaś, a potem wszystko się potoczyło w swoim rytmie. Nie jesteś niczemu winna, nie rozumiesz?

– Może kiedyś, lecz teraz jestem. Pomyśl o Kardalu. Nienawidzi swojego ojca. Jak mam mu wyznać prawdę? Jak mu to wszystko powiedzieć?

– Czy chcesz, żebym porozmawiała z nim? Bym spróbowała mu to wytłumaczyć?

– Nie jest mi łatwo cię o to prosić, ale tak, proszę cię, zrób to. Czuję się jak ostami tchórz, ale nie chcę zobaczyć nienawiści w oczach syna. Bo kiedy dowie się, że to przeze mnie nie zna swojego ojca, znienawidzi mnie.

Sabrina wiedziała, że Kardal nie znienawidzi swojej matki, kiedy pozna prawdę. Będzie wściekły i obolały, ale miłość do Cali pozostanie. Może natomiast radykalnie zmienić swój stosunek do Givona.

Na koniec pomyślała, jak zakończy się jej niefortunna miłość. Czy równie nieszczęśliwie jak miłość Cali i Givona?

– A więc sam widzisz – powiedziała Sabrina, kiedy skończyli z Kardalem kolację. – Nie wszystko jest winą Givona. To twoja matka zmusiła go, by przysiągł, że nie będzie się z tobą kontaktował. – Gdy milczał, martwo wpatrzony w filiżankę, spytała: – Nie wierzysz mi?

– Nie mam wątpliwości, że wiernie powtórzyłaś słowa matki. – Posępnie spojrzał na Sabrinę. – Ale to wcale nie znaczy, że powiedziałaś prawdę. Givon miał wiele możliwości, by stać się dla mnie prawdziwym ojcem. Mógł mnie odwiedzać, kiedy byłem w szkole, mógł też zapraszać do siebie.

– Przecież przyrzekł twojej matce, że nie będzie cię widywał!

– Swojej żonie też przyrzekał, a jednak kochał się z inną kobietą.

– To zupełnie co innego. Tradycja nakazywała, by Cala poczęła ciebie z Givonem, więc wypełnił swój obowiązek.

Wiedziała, że z uporem odrzuca wszystkie argumenty. Dlaczego nie ustąpił ze względu na matkę? Przecież dla Cali była to niesłychanie ważna sprawa.

– O czym myślisz? – zapytał nagle.

– O niczym.

– Sabrina?

– Dobrze, powiem ci. – Spojrzała na niego ostro. – Chciałabym potrząsnąć tobą, a jeszcze lepiej huknąć w łeb, żebyś oprzytomniał.

– Jestem jak najbardziej przytomny – warknął.

– Zapatrzony w siebie, ledwie kontaktujący z rzeczywistością. A jest ona bardziej złożona, niż myślisz. Nie tylko ty przeżywasz trudne chwile, również Givon i Ceala.

– Oni już zrobili swoje. Szczególnie Givon.

– Trudno się z tobą porozumieć. Mur, skała, beton. – Uśmiechnęła się. – Przecież…

– Starasz się uniewinnić Givona. To mnie doprowadza do furii!

– Nie jestem sędzią, by sądzić lub uniewinniać. Po prostu staram się pojąć ludzkie czyny. Zrozum, nie twierdzę, że Givon zachował się bez zarzutu. Przecież po jakimś czasie, gdy Cala już się uspokoiła, mógł próbować dogadać się z nią na temat wspólnej opieki nad tobą. Nie wiem, dlaczego tego zaniechał, ale może były jakieś okoliczności, które go tłumaczą. Uważam, że powinieneś wysłuchać swojej matki. A jeśli jest coś, o czym powinieneś wiedzieć?

– Nie. – Kardal wstał od stołu. – To była ostatnia rozmowa na ten temat.

– Może wybór wcale nie należy do ciebie. – Sabrina również wstała. – Chciałeś, żebym ci pomogła. Próbuję to zrobić. Nic jednak nie osiągnę, jeżeli bez przerwy będziesz mi dyktował, kiedy mam się wycofywać. Albo będzie to partnerska rozmowa, albo w ogóle nie ma o czym mówić.

Spojrzał na nią wściekłym wzrokiem, lecz odpowiedziała mu tym samym.

– Jestem Kardal, Książę Złodziei. Nie jesteśmy sobie równi. Ani w tej sprawie, ani w żadnej innej.

– Jestem Sabra, księżniczka Bahanii i królewska córka, więc jesteśmy sobie równi – oznajmiła tak samo gromko. – I nie waż się zgrywać cholernego macho, nie waż się ględzić, że jesteś mężczyzną, a ja jedynie kobietą, bo pożałujesz! – wydarła się. – Tylko spróbuj, a przyjdę w nocy do ciebie i wyrwę ci serce.