Выбрать главу

Po jej słowach w pokoju zapanowała głucha cisza. Kardal mierzył ją wściekłym spojrzeniem, lecz Sabrina nawet nie mrugnęła okiem. W końcu jeden kącik jego ust uniósł się do góry.

– Czym mi je wyrwiesz?

– Łyżeczką.

Roześmiał się.

– Och, Sabrina, nie kłóć się ze mną – powiedział cichym, gardłowym głosem.

Zaczął się do niej zbliżać, lecz ona umiała już rozpoznać ten głos i wiedziała, co jej może grozić.

– To ty się ze mną kłócisz. – Zaczęła cofać się przed nim. – Gdybyś potrafił mnie wysłuchać, gdybyś nie zamykał się na moje słowa, dostrzegłbyś, że…

Nie zdołała jednak dokończyć zdania, bo jego usta opadły na jej wargi. Sabrina najpierw pomyślała, że Kardal nigdy nie zdoła spojrzeć na to, co zrobił jego ojciec, z punktu widzenia innej osoby, bo już dawno wyrobił sobie zdanie i nie zamierzał go zmieniać. Taki po prostu był, uparty jak osioł.

W tym miejscu przestała myśleć, bo zawładnęła nią namiętność. Była w ramionach najwspanialszego mężczyzny na świecie. Bo taki po prostu był, cudowny jak bóstwo.

I nagle straciła wszelkie opory. Już wiedziała. Skoro kocha Kardala, musi się z nim kochać. Podjąwszy tę decyzję, najpierw poczuła wielka ulgę, a potem zawładnęła nią wprost niewyobrażalna żądza. Sabrina wspięła się na palce i ciasno przywarła do Kardala. To było cudowne, zdało się jej, że wreszcie gdzieś przynależy.

– Pragnę cię – szepnął.

Nie chciała płakać, lecz po jej policzkach popłynęły łzy.

– Co się stało? – Kardal zmarszczył brwi. – Czyżby moje słowa cię zaszokowały?

– Nie…

Pragnę, zamiast kocham. To ją tak bardzo zabolało. Ale dlaczego? Przecież ich miłość skazana była na klęskę, na niespełnienie. Czekał na nią książę trolli, a na Kardala… jego miasto, obowiązki władcy. Nie mogli uciec z tego świata, zaszyć się na antypodach. Ojciec by jej nie zrozumiał i nie wybaczył, a Kardal sprzeniewierzyłby się swemu posłannictwu.

Powinna się więc cieszyć, że to, co do niej czuje, ogranicza się do fizycznego pożądania. A jednak to bolało, bo pragnęła znacznie więcej. Serce, dusza, miłość…

– Sabrina? – Dotknął jej policzka mokrego od łez. – Dlaczego płaczesz?

Jak mogła wyznać mu prawdę?

– Nie możemy tego zrobić – szepnęła gorączkowo. – Jeśli pozbawisz mnie dziewictwa, zapłacisz za to głową, a w najlepszym przypadku banicją.

– Widzę, że mój mały pustynny ptaszek się martwi. – Uśmiechnął się beztrosko. – Nie myśl o tym, zostaw to mnie.

– Nie mogę. Nie chcę ponosić winy za to, co może cię spotkać.

– Naprawdę nie kłopocz się o to, Sabrino. – Znów się uśmiechnął.

Ta szalona brawura ujmowała ją, a zarazem przerażała. Czy rzeczywiście dla miłosnej nocy gotów był zaryzykować życie? Nocy z nią? Zrozumiała, że tak. Ale nawet wtedy jego serce pozostałoby dla niej zamknięte…

– Odejdź. – Odepchnęła go do siebie. – Nie możemy tego więcej robić. – Nigdy nie dowiesz się dlaczego, dodała w myśli.

Kardal przyglądał się Sabrinie. Z jej oczu znów popłynęły łzy. Jest nieszczęśliwa, ucieszył się. Wszystko przebiegało zgodnie z jego planem.

– Jak sobie życzysz – stwierdził oficjalnym tonem. – Do zobaczenia rano.

Ruszył do swojego biura, cicho pogwizdując. Sabrinie najwyraźniej zaczęło na nim zależeć. W ogóle biorąc wszystko pod uwagę, dochodził do wniosku, że oto trafił na niemal idealną kandydatkę na żonę. Była inteligentna, więc ich synowie będą doskonałymi przywódcami. Podniecała go, co dobrze rokowało ich pożyciu. Poza tym była otwarta na problemy innych ludzi, interesowała się zamkiem, przystosowała się do życia w pustynnym Mieście Złodziei. Oczywiście nie bez znaczenia były również korzyści, jakie wynikały z poślubienia córki króla Bahanii. Podsumowując to wszystko, Kardal doszedł do wniosku, że Sabrina będzie dobrą żoną. Pomyślał więc, że może od razu, dziś wieczorem, zadzwoni do króla Hassana i poinformuje go, że postanowił poślubić jego córkę.

Oczywiście musiał powiedzieć o tym narzeczonej. Tylko kiedy? Uznał, że po kłopotliwej wizycie króla Givona. Kiedy wszystko się uspokoi, wtedy zajmie się Sabriną. Razem zaplanują wesele, zastanowią się, którą część zamku przeznaczą na prywatne apartamenty książęcej pary, ustalą dziesiątki innych spraw.

Odmowy nie przewidywał. Sabrina jest rozsądną kobietą i poczuje się zaszczycona, gdy Książę Złodziei uzna, że jest godna zostać jego żoną.

Przypomniał sobie jej strach, że może mu stać się coś złego. Być może zaczęła się w nim zakochiwać. Kiedy o tym myślał, jego kroki stały się lżejsze. Dobrze by było, gdyby go pokochała. Oddałaby się temu uczuciu z równą pasją i determinacją jak wszystko, czym się zajmowała. Tak, nie miał wątpliwości, że wybrał odpowiednią kobietę.

ROZDZIAŁ 12

Nie zwlekając, Kardal zadzwonił do króla Bahanii.

– A więc chcesz ją odesłać – natychmiast powiedział Hassan. – Cóż, nie dziwię się, bo ona do niczego się nie nadaje.

– Uważaj na słowa. – W cichym głosie Kardala zabrzmiała wrogość. – Mówisz o mojej przyszłej żonie.

– Co takiego?! – zdumiał się Hassan. – Nie wierzę, że naprawdę chcesz to zrobić.

– Mam zamiar ożenić się z Sabriną. Ale ponieważ ona jeszcze nic o tym nie wie, życzę sobie, żebyś na razie tego nie rozgłaszał. Oczywiście ślub już możesz planować, tylko po cichu.

– Ale…

– Myliłeś się co do Sabriny – powiedział ostro Kardal. – Bardzo się myliłeś. Twoja córka jest prawdziwym skarbem, wartym więcej niż wszystkie skarby pustyni. Jest lojalna, zdecydowana w swoich działaniach i troskliwa. No i jak na kobietę jest wyjątkowo inteligentna oraz świetnie wykształcona.

– Być może… Skoro tak mówisz.,. – Hassan był głęboko poruszony. – Rozumiesz jednak, że jeśli chodzi o jej dziewictwo, to za nic nie mogę ręczyć.

Słowa Hassana były największą obrazą, jakiej mógł się dopuścić wobec swoje córki. Kardal zerwał się na równe nogi.

– Za to ja za nie ręczę. Wiem, że nie dotknął jej żaden mężczyzna. W każdym razie przed przyjazdem do Miasta Złodziei. – Podkusiło go, by pociągnąć tygrysa za ogon.

– Kardal! – ryknął Hassan. – Jeżeli pozbawisz dziewictwa moją córkę, to koniec z tobą.

– Nie wydaje ci się, że już trochę za późno, by udawać, że ci na niej zależy? – zapytał Kardal z pogardą. – Od tej pory Sabrina jest pod moją opieką. Mimo że ją zaniedbywałeś, twoja córka wyrosła na wspaniałą kobietę i ma wszystkie zalety, jakie chciałbym widzieć w swojej przyszłej żonie. Zgadzam się na zaręczyny i przyjmuję warunki, które wcześniej ustaliliśmy. Dopilnuj swoich ludzi, którzy będą przygotowywać ślub, aby ceremonia była godna twojej jedynej córki i Księcia Złodziei.

Odłożył słuchawkę bez pożegnania. Zadowolony, że utarł nosa królowi Hassanowi, zabrał się do pracy.

Helikopter zbliżał się do Miasta Złodziei.

– Nie dam rady… – jęknęła Cala i odwróciła się, jakby miała zamiar odejść.

– Dasz radę. – Sabrina uspokajająco dotknęła jej dłoni. – Wyglądasz tak pięknie, że kiedy Givon cię zobaczy, zaniemówi z zachwytu.

Cala miała na sobie elegancki kostium w głębokim odcieniu purpury, a długie włosy upięła w kok. Jedyną ozdobą były brylantowe kolczyki. Wyglądała naprawdę zachwycająco.

Po lewej stronie stał Rafe. Patrząc na jego nieporuszoną twarz, Sabrina zastanawiała się, czy cokolwiek jest w stanie wyprowadzić z równowagi szefa służb bezpieczeństwa Miasta Złodziei. A jeśli chodziło o nią, to była gotowa zrobić wszystko, co będzie konieczne, by ta wizyta okazała się sukcesem Kardala. Wiedziała, jak trudne będzie dla niego spotkanie z ojcem i że psychicznie nie jest przygotowany na taki wstrząs.